Kościół kocha swoich pedofilów

16 Mar

  1. Pedofilia nie dotyczy tylko kościoła – tak bronią się polscy biskupi. Oczywiście, zło jest wszędzie. Dlatego Jezus ustanowił Kościół, by oczyszczał świat ze zła. Miał być moralną oczyszczalnią ścieków, a nie producentem dodatkowego gówna.
  2. Kościół to także ułomni ludzie. Owszem, ale tak od 2 tysięcy lat jest prowadzona firma Watykan, że zarządza nią jeden człowiek, nieomylny. Roma locuta…Rzym orzekł sprawa skończona. Nie ma diabelskich związków zawodowych.Benedykt XVI nie dał rady z moralnym szlamem i się wycofał. Co dzieje się w głowie pontyfikowanego jezuity Franciszka nie wiem. Usunął chilijskich hierarchów, polskich też powinien. Może jest bezradny i dlatego mówi o słusznym gniewie bożym wyrażającym się w gniewie ludu. Namawia do buntu? Nie moja broszka, nie mój krzyż. Polskim wiernym robi się wodę z mózgu, święconą.
  3. Credo, wyznanie wiary brzmi: ”Wierzę w Kościół powszechny”. Nie w polski – powszechnie grzeszny i bezwstydny – skoro ilość przypadków pedofilii ciągle w nim rośnie. Czy można szanować instytucję ufundowaną na ofierze, wieczną ofiarę prześladowań, która z łaskawcy zamieniła się w oprawcę dzieci, kobiet ? Po 100 tysiącach spalonych czarownic rozwiał się dym, został niesmak zabobonu. Co za ileś lat powiemy o kościelnych zbrodniarzach ukrywanych przez swoich? Boski i bezkarny Kaczyński powinien zostać polskim biskupem. Gdy skończy się mu immunitet, będzie go krył tutejszy Kościół, w jakiejś średniowiecznej wieży odnowionej za miliony.

Po przedstawieniu przez polski episkopat raportu o pedofilii znany publicysta opublikował w internecie pełen goryczy wpis, który rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie. Hołownia z ironią i smutkiem krytykuje postawę moralną polskiego Kościoła wobec problemu pedofilii wśród duchownych.

– Po wczorajszej konferencji Konferencji Episkopatu nie potrzebuję już żadnych innych dowodów na to, że istnieje inteligentne życie na innych planetach. Nasz Episkopat bez wątpienia jest inteligentny, bez wątpienia żyje – i to całkiem nieźle. I bez wątpienia żyje na innej planecie – napisał Szymon Hołownia we wpisie na Facebooku, który w kilka godzin zyskał pond 5 tys. polubień i został rozpowszechniony 1,5 tys. razy.

Koniec cierpliwości dla polskiego episkopatu

Dziennikarz odniósł się do opublikowanego przez Konferencję Episkopatu Polski raportu na temat wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w polskim Kościele. Według ujawnionych statystyk duchownych, którzy dopuścili się molestowania seksualnego, w latach 1990-2018, było 382. Ofiarami miało być natomiast 625 nieletnich, z czego 345 przypadków dotyczyło dzieci poniżej 15. roku życia.

Jednak to nie same liczby zwróciły uwagę Szymona Hołowni, ale to jaką postawę wobec problemu pedofilii przyjmuje polski Kościół.

Wtedy kiedy trzeba mówić jasno, twardo i krótko, pokazać ludzką twarz, choć cień ludzkich emocji, choć promil spontaniczności i odruchu Samarytanina – rzucić wszystko i iść bandażować zranionych, dostajemy wykład nowego-starego (to bardzo trafne określenie) szefa KEP o ogólnie trudnej sytuacji dzieci na świecie (więc co z tego, że my wytropimy zło, jak inni nie wytropią), spiskowe teorie o mrocznych interesach baronów antykoncepcji, o tym, że komuś zależy na „poderwaniu autortetu” i „zaufania do hierarachii”, oraz jakże pożądne w tej właśnie chwili refleksje terminologiczno – historyczne o nazistach i komunistach.

– napisał Hołownia.

Dziennikarz stwierdził również, że widzi „narastający w środowisku zaangażowanych świeckich katolików brak cierpliwości” i ma „dość niańczenia swoich liderów”. Zamiast wiecznego zaciągania u wiernych kredytu zaufania kościelni hierarchowie powinni zdaniem Hołowni dać świadectwo „odwagi, męstwa, mądrości, inspiracji”. Publicysta stwierdził, że polski episkopat „zrobił wszystko” by „ostygła w nim wiara w Kościół”.

Hołownia: laicyzację zrobimy sobie sami

Chociaż we wpisie na Facebooku Hołownia pisze, że „na przekór Episkopatowi” nie straci wiary w Kościół, snuje pesymistyczną dla polskich katolików wizję.

Wspomnicie moje słowa: nie trzeba gejów, wilczych oczu Tuska z Junckerem i Sorosem razem wziętych, kartkówek z masturbacji i islamistycznych kaznodziejów: laicyzację zrobimy sobie sami: Konferencja Episkopatu Polski i my, polscy katolicy.

– napisał dziennikarz.

Na końcu swojego wpisu Hołownia przywołuję słowa papieża Franciszka o „obowiązku słuchania stłumionego krzyku” dzieci, które w duchownych zamiast ojców i przewodników znalazły „oprawców”.

My mamy słuchać krzyku. Mamy krzyczeć po tym, co usłyszymy. Co tu jest za trudne? Co niezrozumiałe? I przez ile jeszcze takie będzie?

– pyta zdesperowany publicysta.

>>>

Kwestia zawiadomienia w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa przez Jarosława Kaczyńskiego, który miał doprowadzić Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem skutkującego stratą 1,2 mln euro, jak w soczewce skupia wszystkie patologie, jakie dotknęły polski wymiar sprawiedliwości pod rządami obecnego obozu politycznego. Śledczy wydają się być całkowicie nie zainteresowani ustaleniem stanu faktycznego i zasadności zawiadomienia, natomiast na każdym kroku widoczne jest dążenie do zniechęcenia Austriaka, by ten sprawę “odpuścił”. Biorąc pod uwagę, że dzieje się to na oczach wszystkich Polaków, którzy dzięki niezależnym od władzy mediom mogą to wszystko na bieżąco śledzić, komunikat ze strony polityków partii rządzącej do obywateli brzmi jasno – nie warto występować przeciwko naszym występkom, gdyż na sprawiedliwość w starciu z tym lub z innym politykiem PiS po prostu nie macie szansy. Zadziwia bezczelność takiego postępowania i tupet poukładanych politycznie prokuratorów.

W sprawie czynności sprawdzających, prowadzonych przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, których czas trwania już dawno przekroczył terminy proceduralne, oświadczenie opublikowali dziś Roman Giertych i Jacek Dubois, pełnomocnicy austriackiego biznesmena. Zatytułowali je znamiennie – Czarna karta polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Normalne działanie urzędu prokuratorskiego, czyli poszukiwanie dowodów na okoliczność popełnionego przestępstwa zostało zamienione w próbę zniechęcania zawiadamiającego do kontynuowania postępowania. Powyższe zachowania sprawiają wrażenie, że prokuratura realizuje sugestie wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego, który jest zainteresowany w przebiegu sprawy, a który uznał, że śledztwo w jego sprawie nie ma sensu i nie powinno być wszczęte – piszą na Facebooku pełnomocnicy Austriaka.

Wyliczają też wszystkie kuriozalne decyzje i działania prokurator Śpiewak, które pokazują rzeczywisty cel obecnych działań śledczych, tj. rozbrojenie politycznej bomby, która mogłaby raz na zawsze zniszczyć mit Jarosława Kaczyńskiego jako polityka “kryształowego”. Lista jest pokaźna:

  • powtarzanie pytań,
  • pytania sugerujące w obronie Jarosława Kaczyńskiego,
  • uchylanie pytań, które miały uściślić udział Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. koperty,
  • próba namawiania świadka do zmiany zeznań niekorzystnych dla Jarosława Kaczyńskiego,
  • zastraszanie świadka za pomocą trzech funkcjonariuszy służb skarbowych,
  • przekraczanie terminów określonych w kodeksie postępowania karnego, aby uniemożliwić sądową kontrolę decyzji prokuratorskich,
  • próba przerzucania na pokrzywdzonego kosztów finansowych postępowania,
  • wymyślanie kolejnych pretekstów do przesłuchań,
  • karanie świadka grzywnami za brak obecności na usprawiedliwionych przez niego terminach zeznań

Wszystko po to, by sprawa nie skończyła się zbyt szybko i by wiarygodność Geralda Birgfellnera była możliwie najmniejsza i to już nawet nie przed sądem, a przed polskimi wyborcami.

Studenci prawa w następnych latach będą się na tej podstawie uczyć jak nie powinno się prowadzić postępowań i że polityczne uzależnienie prokuratury kończy się właśnie w ten sposób – konstatują Giertych i Dubois.

Pełnomocnicy austriackiego biznesmena ujawnili jednocześnie, że skoro polski wymiar sprawiedliwości postanowił spektakularnie skapitulować przed prezesem partii rządzącej, uniemożliwiając w zasadzie sądową kontrolę nad działaniem prokuratury, wykorzystają inną dostępną w tej sprawie drogę.

(…) obecnie przystępujemy do przygotowania analogicznego wniosku o ściganie sprawców oszustwa do prokuratury w Austrii. Zgodnie z austriackim prawem jest możliwe ściganie przestępstwa oszustwa popełnionego na szkodę obywateli i podmiotów austriackich popełnionych na terenie innych krajów. Brak wszczęcia postępowania w niniejszej sprawie w Polsce zmusi naszego klienta do skorzystania z tej możliwości. Skoro polska prokuratura zajmuje się obroną osób, których dotyczy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, to oznacza że w naszym kraju nie ma obecnie organu państwa zdolnego skutecznie wykonywać zadania śledcze w odniesieniu do osób wysoko postawionych w partii rządzącej – napisali w oświadczeniu pełnomocnicy Geralda Birgfellnera.

Tym samym już wkrótce kłopoty lidera PiS mogą stać się kwestią międzynarodową, a sprawa zyska ogólnoświatowy rozgłos akurat w czasie kluczowych dla przyszłości obozu Zjednoczonej Prawicy kampanii wyborczych. Sprawiedliwości stanie się zadość.

Wraz z kolejnymi dziesiątkami godzin przesłuchań pana Geralda Birgfellnera mieliśmy okazję obserwować na własne oczy patologię jaką jest prokuratura poddana pod władzę partii rządzącej.

Powtarzanie pytań, pytania sugerujące w obronie Jarosława Kaczyńskiego, uchylanie pytań, które miały uściślić udział Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. koperty, próba namawiania świadka do zmiany zeznań niekorzystnych dla Jarosława Kaczyńskiego, zastraszanie świadka za pomocą trzech funkcjonariuszy służb skarbowych, przekraczanie terminów określonych w kpk, aby uniemożliwić sądową kontrolę decyzji prokuratorskich, próba przerzucania na pokrzywdzonego kosztów finansowych postępowania, wymyślanie kolejnych pretekstów do przesłuchań, karanie świadka grzywnami za brak obecności na usprawiedliwionych przez niego terminach zeznań, to wszystko składa się na jeden obraz: prokuratura zamieniła się w komitet obrony Jarosława Kaczyńskiego.

Normalne działanie urzędu prokuratorskiego, czyli poszukiwanie dowodów na okoliczność popełnionego przestępstwa zostało zamienione w próbę zniechęcania zawiadamiającego do kontynuowania postępowania. Powyższe zachowania sprawiają wrażenie, że prokuratura realizuje sugestie wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego, który jest zainteresowany w przebiegu sprawy, a który uznał, że śledztwo w jego sprawie nie ma sensu i nie powinno być wszczęte. I na wszystkie możliwe sposoby prokuratura próbuje odwrócić rolę w tym postępowaniu tzn. chce karać ofiarę, a wybielać osobę, która wyrządziła pokrzywdzonemu szkodę. Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie z zawiadomienia Geralda Birgfellnera będzie stanowić czarną plamę w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Studenci prawa w następnych latach będą się na tej podstawie uczyć jak nie powinno się prowadzić postępowań i że polityczne uzależnienie prokuratury kończy się właśnie w ten sposób.

Jako pełnomocnicy pokrzywdzonego Geralda Birgfellnera wykorzystamy wszystkie dostępne środki prawne (szczególnie te, które pozwalają na sądową kontrolę decyzji prokuratury), aby doprowadzić do wszczęcia postępowania w tej sprawie. Jednakże już obecnie przystępujemy do przygotowania analogicznego wniosku o ściganie sprawców oszustwa do prokuratury w Austrii. Zgodnie z austriackim prawem jest możliwe ściganie przestępstwa oszustwa popełnionego na szkodę obywateli i podmiotów austriackich popełnionych na terenie innych krajów.

Brak wszczęcia postępowania w niniejszej sprawie w Polsce zmusi naszego klienta do skorzystania z tej możliwości. Skoro polska prokuratura zajmuje się obroną osób, których dotyczy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, to oznacza że w naszym kraju nie ma obecnie organu państwa zdolnego skutecznie wykonywać zadania śledcze w odniesieniu do osób wysoko postawionych w partii rządzącej.

„Rusza kampania wyborcza, politycy opozycji są ciągani przed prokuratorów – co za zbieg okoliczności. Partia rządząca mimo wydania wielu milionów na działalność tzw. komisji Macierewicza nie udowodniła zamachu smoleńskiego, ale jakieś kozły ofiarne muszą się znaleźć, więc ciągnięte jest śledztwo w sprawie rzekomej zdrady dyplomatycznej. Tam, gdzie są nagrania, gdzie są niezapłacone faktury – tam się śledztw nie wszczyna, a tam, gdzie są absurdalne oskarżenia – uruchamia się cały aparat państwa po to, żeby udowodnić coś, czego nie było” – powiedział Radosław Sikorski. Były szef MSZ po raz kolejny został wezwany do Prokuratury Krajowej na przesłuchanie w śledztwie, dotyczącym rzekomej zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofa smoleńską.

Sikorski zeznawał już w tej sprawie w maju 2017 r. – „Nie wiem, co moje ponowne przesłuchanie może wnieść nowego. Ja mam taką propozycję: jeśli naprawdę miała miejsce zdrada dyplomatyczna, to uważam, że za takie przestępstwo powinna obowiązywać najsurowsza możliwa kara, ale jeżeli się okaże, że nic takiego nie miało miejsca, to spodziewam się, że do odpowiedzialności będą pociągnięci ci, którzy takie absurdalne doniesienia składają, a to jest też przestępstwo, i ci, którzy latami takie wyimaginowane kwestie ciągną, marnując czas prokuratorów i różnych instytucji” – stwierdził były szef MSZ.

Śledztwo zostało wszczęte po zawiadomieniu Antoniego Macierewicza „o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej przez Donalda Tuska”, który będąc premierem „nie dopełnił ciążących na nim obowiązków w związku z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy smoleńskiej”. Ówczesny szef MON zarzucił byłemu premierowi „zdradę dyplomatyczną”.

Ostatnie trzy lata funkcjonowania polskiego Parlamentu pokazały dobitnie, że jego znaczenie w procesie podejmowania decyzji o tym, czy daną ustawę uchwalić, jest dziś iluzoryczne. Nie ma znaczenia, ile pracy poświęciły ministerstwa czy komisje sejmowe podczas prac nad konkretną ustawą – ważne jest jedynie zdanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który w zasadzie w każdej chwili i “bez żadnego trybu” może zarządzić albo błyskawiczne przyjęcie każdego napisanego na kolanie prawa, albo tak samo arbitralnie wyrzucić dany projekt do kosza. Dziś znów mieliśmy w Sejmie taką sytuację, a sprawa dotyczyła trzeciego czytania rządowej ustawy zmieniającej Ordynacje Podatkową i przy okazji zatwierdzającą nową matrycę stawek VAT, w tym tę podnoszącą stawkę podatku na soki.

Rząd opracował projekt nowej matrycy VAT, by uporządkować sytuację. Do tej pory bowiem niektóre produkty mogły podlegać trzem różnym stawkom. Tak było w przypadku pieczywa czy ciastek, które w zależności od daty przydatności do spożycia mogły być opodatkowane 5-proc., 8-proc. albo 23-proc. stawką VAT. Zmiany już wcześniej nie spodobały się np. producentom soków, nektarów i napojów z owoców i warzyw. Zgodnie z przepisami soki i nektary miałyby być objęte 5-proc. stawką, a napoje z równym lub niższym niż 20-proc. wkładem owocowym – najwyższą stawką. W obronie polskich producentów owoców występowali także posłowie opozycji.

– Naprawdę nie dziwi mnie, że rolnicy wysypują jabłka na ulicach polskich miast – grzmiała posłanka Nowoczesnej Paulina Hennig-Kloska.

Do zmian stawek dziś jednak nie doszło i to za sprawą posłanki Platformy Obywatelskiej. Dorota Niedziela postanowiła najpierw skomentować nieobecność ministra rolnictwa, by potem zwrócić się bezpośrednio do Jarosława Kaczyńskiego, przekonując go, że najwyraźniej nie zauważył, że urzędnicy Ministerstwa Finansów nie powiedzieli mu całej prawdy o nowych zapisach i w efekcie przyjęcia nowej matrycy VAT dojdzie do faktycznego embarga na polskie jabłka.

…) czy pan wie, że pana ministrowie wprowadzają embargo na polskie jabłka. Bo tak to trzeba nazwać. Polski sok, wybitny na skalę europejską – bo posiadający blisko 20 proc. naturalnego wkładu – będzie obarczony przez ministra finansów dodatkowym podatkiem. Będą one droższe i gorzej kupowane – pytała posłanka Niedziela.

Nikt chyba nie spodziewał się, że jej słowa wywołają tak burzliwą reakcję. Prezes Kaczyński zarządził bowiem natychmiastową przerwę, wzywając na dywanik wiceministra finansów Filipa Świtałę, by wytłumaczył mu, czy zarzuty posłanki PO są prawdziwe.

Jego wyjaśnienia najwyraźniej go nie przekonały, bowiem chwilę później szeregowy poseł Kaczyński powiedział “weto” i ustawa rządowa została zdjęta z porządku obrad i jej dalszy los pozostaje nieznany. Komentujący wydarzenia w Sejmie dziennikarze nie mają wątpliwości. PiS zaliczyło kolejną wpadkę legislacyjną, przegrywając z samym sobą.

Co ciekawe, oprócz oczywistej radości posłów opozycji, którzy powstrzymali podwyżkę podatku VAT na niektóre produkty, zadowoleni z decyzji byli także parlamentarzyści obozu władzy. Nie ma to jak odnieść kolejne moralne zwycięstwo.

Zapowiadana przez Kaczyńskiego walka z rzekomą „seksualizacją dzieci” przeobraziła się w obronę pedofilów w sutannach.

Przykrą niespodziankę zgotowali biskupi prezesowi Kaczyńskimu, który atakując w zeszłym tygodniu środowiska LGBT, pokazał, jaka ma być linia kampanii PiS przed tegorocznymi wyborami. Skoro nie da się już Polaków nastraszyć uchodźcami, trzeba sięgnąć po inne strachy. Hasło obrony tradycyjnej rodziny przed zagrażającymi jej „zboczeniami” i walka z rzekomą „seksualizacją dzieci” miały zmobilizować elektorat i skłonić go do głosowania na partię pana prezesa.

I może nawet ten plan choć w części by wypalił, gdyby nie episkopat, który na polecenie papieża zebrał się w czwartek, by omówić problem pedofilii w Kościele. Franciszek chciał, by Kościoły w poszczególnych krajach zaczęły się rozliczać ze swych grzechów i zaniechań i by w ten sposób oczyściły się i odzyskały wiarygodność w oczach wiernych, którzy coraz częściej zaczęli w nich dostrzegać siedlisko patologii i seksualnej przestępczości.

Franciszek chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Polscy hierarchowie dali modelowy pokaz buty, politycznej krótkowzroczności i – nie bójmy się tego powiedzieć wprost – zwykłej ciemnoty. Miast wziąć na warsztat własne przewiny, które sprawiają, że w dziesiątkach polskich miast i miasteczek na płotach kościelnych zawisły w minionych miesiącach dziecięce buciki, w Gdańsku obalono pomnik ks. Jankowskiego, a miliony obywateli tłumnie waliły do kin na „Kler” – biskupi opowiadali androny, że głoszone przez papieża zero tolerancji dla pedofilii to zasada nazistowska i że problemem nie jest pedofilia w Kościele, lecz handel organami oraz „seksualizacja dzieci”. Ta sama rzekoma seksualizacja, z której Kaczyński chce uczynić leitmotiv kampanii wyborczej.

W ten oto sposób episkopat, kompromitując się w oczach opinii publicznej, przy okazji skompromitował i zdezawuował hasła wypisane na sztandarach, z którymi PiS zamierza ruszać do wyborczego boju. Wychodzi na to, że partia prezesa broni nie tyle tradycyjnej polskiej rodziny i konserwatywnych wartości, co przede wszystkim pedofilów w sutannach.

Takie oskarżenia tym łatwiej wysunąć, że przecież to politycy PiS występują w obronie – przepraszam za sformułowanie – „dobrego imienia” ks. Jankowskiego i to w szeregach tej właśnie partii wpływową postacią jest poseł Stanisław Piotrowicz, który jako szef prokuratury w Krośnie udzielał telewizyjnych wywiadów i dokładał starań, by wybielić proboszcza-pedofila z Tylawy.

Planowana przez pana prezesa ofensywa polityczna przeciw gejom i lesbijkom, rzekomo chcącym „seksualizować” nasze dzieci, już na starcie za sprawą biskupów przeobraziła się więc w kampanię obrony seksualnych przestępców w sutannach. Ciekawe będzie obserwować, jak w najbliższym czasie zachowa się PiS – czy będzie brnąć dalej w ślepy zaułek, popełniając polityczne samobójstwo jako sojusznik najgorszych elementów w polskim klerze, czy chyłkiem się wycofa i szybko zmieni pomysł na kampanię. Rozsądek nakazywałby zrobić to drugie.

Jesteśmy też świadkami wielkiej zmiany, wręcz kopernikańskiego przełomu w polskiej polityce. Dotychczas głos biskupów i proboszczów miał decydujące znaczenie dla szans wyborczych, dlatego wszystkie duże partie polityczne zabiegały o poparcie duchowieństwa. Po raz pierwszy mamy do czynienia z przypadkiem, kiedy symbioza z Kościołem działa na niekorzyść partii rządzącej, zmniejszając jej szanse w wyborach.

To nie jest jednorazowy akt, lecz stopniowo postępujący proces, który trochę jeszcze potrwa, ale wydaje się, że Polska – w ślad za takimi katolickimi krajami jak Hiszpania i Irlandia – nieodwołalnie weszła na ścieżkę wiodącą do rozdziału Kościoła od państwa i polityki od religii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: