Marek Suski i kolejny jego wpis do księgi „Złotych myśli cymbała”

11 Mar

Jeden z czołowych polityków PiS Marek Suski, szef Gabinetu Politycznego Premiera krytykuje protest nauczycieli dowodząc, że ich zarobki niewiele różnią się od pensji posłów. „Posłowie mają 8 tys. zł brutto pensji podstawowej, więc jeśli nauczyciel dyplomowany ma z kawałkiem 5 tys. zł brutto to jest to nieduża różnica” – dowodził w rozmowie z „Super Expressem”

Podkreślając polityczny charakter zapowiadanego strajku dodał, że „każdy chciałby więcej zarabiać. (…) Chociaż posłowie sami sobie obniżyli pensję, ale bez przyjemności”.

Minister szybko spotkał się z ripostą szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego. „To skandaliczne. (…) Który to nauczyciel tyle zarabia według Marka Suskiego?” – odpalił Sławomir Broniarz podkreślając, że polscy nauczyciele są jednymi z najgorzej zarabiających w Europie, a ich wynagrodzenie zasadnicze waha się od 2,5 do 3,5 tys. zł., co nie sposób porównywać z wynagrodzeniami parlamentarzystów.

Mimo, że w poprzednim roku Sejm ustawą obniżył im pensje do 8 tys. zł brutto, to jednak pobierają dodatkowo – w dużej części nieopodatkowaną – dietę rzędu 2,5 tys. zł i różne dodatki do uposażenia.

Przysługują im również bezpłatne przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego, kilometrówka na paliwo, 12 tys. zł na prowadzenie biura poselskiego i inne podobne – w wymiarze finansowym – korzyści.

Pięć wypasionych prezentów skierowało wreszcie uwagę opinii publicznej na właściwe i słuszne tory

Ludzkie panisko, ten nasz prezes. Już – już zdawało się, że apanaże i konfitury dzielić będzie tylko między swoich, a tu proszę – i o prostaczkach gorszego sortu pomyślał. Wychynął ze swojej kryjówki, gdzie przeczekiwał skumulowane ostatnio przeciwności losu, i wyciągając rękę do narodu postanowił przybić piątkę ze społeczeństwem. Pięć wypasionych prezentów skierowało wreszcie uwagę opinii publicznej na właściwe i słuszne tory. Czym prędzej należało je rozpakować.

Wszelkie prognozy ekonomiczne wskazują, że gospodarcza koniunktura i na świecie i w Polsce ma się już ku końcowi, ale – nic to! Najwyżej zwiększy się deficyt. Mało kto to zauważy, a jeszcze mniej zaprotestuje. Prezes słusznie założył, że uczestnicy przekrętu na ogół nie robią rabanu , jeśli tylko lewą kasę rozdziela się im po równo. W pamięci beneficjentów pozostać winno przekonanie, że miliardy na sfinansowanie nowych obietnic zostały wygospodarowane, zaoszczędzone, odebrane mafii, albo wręcz spadły z nieba, ale z budżetem nie mają nic wspólnego.  Zaraz by podniósł się krzyk, że dobrodziejstwa prezesa sfinansowane będą z naszych podatków. Nie tylko wyszłoby na jaw, że sami sobie fundujemy te atrakcje, ale co gorsza, okazałoby się, że władza ubezwłasnowolniła naród i znowu, tak jak w komunie, decyduje za nas na co mamy ochotę i czego potrzebujemy.

PiS perfekcyjnie opanowało sztukę stawiania drogowskazów na bezdrożach i otwierania sklepów wędkarskich na bezrybiu. „Piątkę Kaczyńskiego” porównać można do efektu wizyty w sklepie, jedynym w naszym zasięgu, gdzie przy kasie wywalili nam z wózka wszystko co się spodobało i kazali zapłacić tylko za produkty, które kierownik sklepu przeznaczył na dziś do sprzedaży. Cena nie gra roli. A tymczasem kolejne grupy zawodowe stają w kolejce po podwyżki swoich biedapłac, NFZ nie jest w stanie zrefundować refundowanych leków na nowotwory, polska armia nie ma czym latać ani pływać, a Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na teoretycznie bezpłatną oświatę i służbę zdrowia.

Prezenty pana prezesa na oko wydają się atrakcyjne, ale po rozpakowaniu wyglądają jak gadżety reklamowe, w dodatku trafione równie precyzyjnie, jak telewizor dla niewidomych. W kraju normalnym na przykład niezbędne wydatki nadzwyczajne finansuje się podnosząc podatki. W Polsce prezes z premierem – obecnie najwybitniejsi ekonomiści europejscy – uznali, że dla sfinansowania nowych ogromnych wydatków budżetowych podatki należy obniżyć. W worku z prezentami znalazła się nie tylko redukcja Pit, ale również całkowite zwolnienie z podatku najprężniejszych i najbardziej rzutkich obywateli, w okresie ich najwyższej aktywności.  A na dokładkę – w normalnym kraju świadczenia socjalne kierowane są do najuboższych i najbardziej bezradnych, natomiast w Polsce dodatkowe 500 plus dostanie również dwórka prezesa NBP, która więcej zarabia miesięcznie, niż dyplomowany nauczyciel przez cały rok. Zdaniem prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego ma to jednak uzasadnienie, bo – jak zrozumiałem – 500 plus jest projektem prokreacyjnym, a nauczyciele słabo wywiązują się z obywatelskiego obowiązku podnoszenia dzietności narodu, ponieważ prokreują rzadko i niechętnie. Podobnie chyba uważa Minister Ewakuacji Narodowej Anna Zalewska, zaskoczona tym, że ktoś domaga się podwyżki wynagrodzeń, nic w zamian nie oferując.

Innym z wątpliwych prezesowych darów dla coraz bardziej zniesmaczonych wyborców jest przywrócenie komunikacji autobusowej w terenie. Już wcześniej premier Morawiecki obiecywał publicznie, ze na autobusy skieruje dwa razy więcej pieniędzy, niż poprzednio. Ponieważ jednak poprzednio państwo nie dokładało do tej formy komunikacji ani grosza, więc można przyjąć, że pan premier wziął teraz zero i pomnożył je przez dwa, a wynik przekazał do realizacji fachowcom ministra Adamczyka, zajmującym się dotąd likwidowaniem połączeń.

Kaczyński ogłosił, że wszyscy emeryci, a może nawet renciści, otrzymają niedługo najniższą emeryturę. Wiadomość ta początkowo wzbudziła popłoch, ale po wyjaśnieniu, że to tylko jeden raz i że dodatkowo, napięcie opadło i rozpoczęła się publiczna debata. Jedni uważają, że Kaczyński wymyślił prezent dla siebie, bo sam jest emerytem i dostaje tylko 6,4 tys. miesięcznie, a jak słyszeliśmy na taśmach nie lubi rozstawać się z pieniędzmi. Inni uważają, że trzynastka emerytalna to kiełbasa wyborcza i że cena kupna jednego głosu na PiS jest stanowczo wygórowana. Według jeszcze innych transakcja jest całkiem chybiona, bo naiwnością jest liczyć, że kiedy 9,7 miliona ludzi dostanie łapówkę, to wszyscy pobiegną głosować na PiS. Zdaniem owych sceptyków ludzie wezmą co im dali, a i tak zagłosują na tych, którzy w ostatnich latach mniej ich wkurzyli. W debacie nie zabrakło też głosów niezadowolenia, bo w rzeczy samej nie jest sprawiedliwe, gdy ci z najniższą emeryturą dostają sto procent „trzynastki”, a ci, którzy mają 10 tysięcy emerytury otrzymają dodatkowo zaledwie 10 procent swojego dochodu…

Wygląda na to, że te krytyczne głosy dotarły do Kaczyńskiego, który zrozumiał, że do wygrania wyborów „piątka” może nie wystarczyć. Stąd ogłoszona właśnie wielka kampania obrony rodziny i prawa rodziców do wychowania dzieci według swego uznania. Popieram ją zdecydowanie i zarazem żądam, by władza nie przeszkadzała mi w wychowaniu moich dzieci w duchu tolerancji, empatii i przyjaznej otwartości na świat i ludzi oraz nie ograniczała im prawa do wzgardy wobec zawiści, nienawiści, ogłupiającej ciemnoty i Ordo Iuris.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: