Kaczyński dalej mąci w sprawie własnej korupcji. Jak ktoś taki się nazywa? Czyż nie męt

2 Mar

Nic bardziej rozbrajającego z usta Kaczyńskiego paść nie mogło: „Jestem obywatelem, jak każdy inny. Jeśli trzeba będzie, stawię się w prokuraturze” – oświadczył w rozmowie z RMF FM, odnosząc się m.in. do afery Srebrnej i zarzutów austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który twierdzi, że został przez prezesa PiS oszukany.

>>>

Jeśli będzie taka potrzeba – pojawi się na przesłuchaniu w prokuraturze – zapewnił dodając, że w gruncie rzeczy nie widzi podstaw do wszczęcia śledztwa wobec niego.

„Śledztwo nie ma sensu” – stwierdził lider PiS. „Mamy przykład pewnej nierzetelności, ale nie z mojej strony, a ze strony osoby uważanej dzisiaj za bohatera, a nawet ofiarę” – powiedział Kaczyński.

„Nie mam sobie niczego do zarzucenia” – powiedział i przyznał, że chciał wybudować wieżowiec w centrum Warszawy, by stanowić konkurencję dla Fundacji im. Stefana Batorego.

„Nie będę mówił, jaki mam stosunek do bohatera tej sprawy. Chciałem zrobić coś bardzo dobrego w Polsce” (…) „Gdyby ten budynek powstał, Instytut im. Lecha Kaczyńskiego stałby się instytucją bardzo silną, a w dalszej perspektywie, już nie za ludzi mojego pokolenia, mógłby robić jeszcze więcej” – dodał prezes PiS.

Kaczyński odniósł się też do swojej roli w instytucie i spółce Srebrna. Zapewnił, że żadnej funkcji w niej nie pełni. „Jednak, jako członek Rady Nadzorczej, w pewnym sensie ją reprezentuję” – powiedział Jarosław Kaczyński.

Warto pamiętać, że uchwalony już budżet zamyka się deficytem w wysokości 28,5 mld zł.

Znamy już termin wyborów do Europarlamentu. 26 maja będziemy wiedzieć, na jakiego politycznego konia postawiliśmy, kogo uważamy za wartego reprezentowania Polski w UE, komu zawierzymy, z kim chcemy iść do Europy. Powiem szczerze, że mamy „przegwizdane”. Do listopada będziemy permanentnie w trakcie kampanii wyborczej, bo przecież w tym roku będziemy też wybierać posłów do naszego rodzimego parlamentu. Będziemy więc kłócić się, pałać agresją, tępić każdego, kto myśli inaczej, czyli… zatopimy się w polskim piekiełku na amen.

Partia rządząca już rozpoczęła swój maraton wyborczy, licząc że nikt jej nie dogoni. Gna jak szalona, zalicza kolejne metry, byle bliżej mety. Byle pozostać niepokonanym, jedynym zwycięzcą w tym szalonym wyścigu. Pierwszy ruszył Mateusz Morawiecki. Wprawdzie popełnił falstart, ale kto premierowi zabroni? Jemu wolno, tym bardziej, że swój objazd Polski nazywa dyplomatycznie „spotkaniami z ludem” i wydaje się wielce zdziwiony, gdy ktoś mu zarzucał, że to jeszcze nie czas na walkę o głosy. Tak więc pojeździ sobie premier po miastach i miasteczkach, głosząc wszem i wobec, że tylko PiS da obywatelom dobre życie, dobre państwo, że będziemy krainą mlekiem i miodem płynącą, praworządną, sprawiedliwą, cudną po prostu.

Na swojej konwencji PiS wniósł na scenę cały worek kolejnych obietnic, którymi ma na tyle omamić obywateli, by ci wiedzieli, że tylko poparcie tej partii da jej wygraną i w eurowyborach, i parlamentarnych i potem, gdy będziemy wybierać prezydenta. Będzie kasa w ramach 500 plus na każde, nawet pierwsze, dziecko. Będą „trzynastki” dla emerytów, zniesienie podatku PIT dla pracowników do 26. roku życia, obniżenie kosztów pracy i wiele jeszcze dobroci wszelakich. Mnóstwo gadania, baloników, miłości do obywateli i demokracji. Cuda po prostu… cuda…

Zdaje się, że prezes, czarując społeczeństwo, zapomniał, że nie tak dawno to jego partia zawaliła te sprawy, które dzisiaj chce nazwać swoim sukcesem. To politycy PiS przeforsowali w sejmie ustawę o ziemi, która dobiła rolników. To oni nie poparli opozycji, gdy ta chciała wprowadzić pierwsze dzieci w rodzinie do programu 500 plus. To oni doprowadzili do likwidacji wielu połączeń PKS w powiatach i przyczynili się do upadku firm przewozowych, regulując to swoją ustawą w 2016 roku. To oni wymyślili teraz te „trzynastki” dla emerytów, choć PSL proponowało emerytury bez podatku, co byłoby o wiele korzystniejsze. To oni byli na nie, gdy PO chciało wprowadzić ulgi w podatkach dla młodych i gdy ugrupowanie Kukiz’15 proponowało podnieść koszty uzyskania przychodu o 20 proc. Tak więc te obietnice to nic innego jak tylko poprawianie tego, co sami zawalili i to jest powód do dumy? To jest podstawa, na której można budować wiarygodność?

Po ponad trzech latach sprawowania władzy, PiS przypomniało sobie też o frankowiczach. W Sejmie prace nad prezydencką ustawą nabrały ostrego tempa, bo przecież trzeba zdążyć zadowolić tę grupę ludzi, by wiedzieli, komu co zawdzięczają i stanęli przed urnami wyborczymi, w pełni świadomi, na kogo głosować. Wprawdzie frankowicze chcą więcej, ale „na bezrybiu i rak ryba”, więc może dadzą się kupić.

No proszę, ile można zdziałać, gdy zbliża się czas walki o koryto. Szkoda tylko, że politycy PiS zapomnieli o obietnicach darmowych leków czy właściwej listy leków refundowanych. Tutaj to jest już totalny bajzel. Leki wspomagające po przeszczepach czy też niektóre, wręcz ratujące życie, zniknęły z listy, a ich koszt miesięczny to nawet kilkaset zł. Te darmowe dla seniorów to jakieś kiepskie zamienniki, z małą skutecznością i niewspomagające skutecznego leczenia szeregu chorób typowych dla wieku.

Partia rządząca całkowicie pominęła w swych obietnicach osoby niepełnosprawne, które jeszcze nie tak dawno temu przekonywano, że „budżet nie jest z gumy” i nie ma pieniędzy, by wspomóc ich w prawie do godnego życia. Pominęła też nauczycieli, rezydentów, lekarzy. A co się ma nimi przejmować… Bez ich głosów świetnie da sobie radę. A co z programem Mieszkanie plus? Też cisza i wiara, że ich wyborcy nie zauważą, że to kompletna klapa.

Obiecując Polakom gwiazdki z nieba, PiS jest przekonane, że są oni tak głupi i naiwni, iż uwierzą, że ta cała kasa to nic innego jak prezent od prezesa i jego polityków. Ot, prezes wyciąga z portfela kolejne stówki i rozdaje, komu chce i jak chce. Nie ma tak dobrze. Dając jednym, rząd odbierze drugim… Warto pamiętać, że uchwalony już budżet zamyka się deficytem w wysokości 28,5 mld zł, a tu jest mowa o kolejnych, nieuwzględnionych wcześniej wydatkach, rzędu 40 mld zł.

Skąd więc wziąć na to kasę? Politycy PiS nie widzą problemu i uśmiechają się pobłażliwie. A tu się coś przesunie, tam skorzysta z tzw. rezerw celowych w budżecie i będzie super. Rzeczywiście tak super i uda się utrzymać stabilność finansową państwa?

Ech, pewnie się czepiam, bo PiS-u nie lubię, nie wierzę w te wszystkie deklaracje i dlatego z przerażeniem i lekkim szokiem patrzę na bieg wyborczy polityków tej partii. Ależ mają przyspieszenie i wydaje się, że idą na rekord, ale… może zdarzy się cud. Złapią ostrą zadyszkę, potkną się o własne afery, poślizgną się na swoich kłamstwach oraz pazerności, a meta pozostanie tylko w zasięgu ich marzeń. I niech tak się stanie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: