Rydzyk i Brudziński na swoim, kler wypiera się pedofilii, jak to przestępcy

1 Mar

Producent kotłów parowych, wodnych i urządzeń kotłowych firma Rafako zajmie się budową Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. Placówka potocznie nazywana jest „muzeum Rydzyka”, bo to fundacja redemptorysty Lux Veritatis zamierza uruchomić tę instytucję.  Otwarcie planowane jest na 2020 r.

Rafako to spółka, w której największe udziały ma obecny jej prezes Jerzy Wiśniewski. W skład firmy wchodzą także m.in. państwowe banki PKO BP i Pekao, zarządzane przez osoby powiązane z PiS.

Firma wygrała przetarg, mimo że w przypadku jednego z czterech kryteriów nie otrzymała ani jednego punktu. Z komunikatu na stronie internetowej muzeum wynika, że spółka Rafako złożyła „najkorzystniejszą ofertę”. Zamierza wybudować „muzeum Rydzyka” za 145 mln zł.

Przypomnijmy, że fundacja Rydzyka połowę kwoty potrzebnej na budowę muzeum dostała z budżetu państwa, czyli z pieniędzy wszystkich podatników. Umowę o przekazaniu 70 mln zł fundacji Lux Veritatis podpisał minister kultury Piotr Gliński. Kontroli CBA w tej sprawie domagała się opozycja.

Jesteśmy przekonani, że zachodzą wszelkie przesłanki, które pozwalają postawić tezę, że Tadeusz Rydzyk i jego prywatne interesy są traktowane w sposób specjalny przez rządzących. A jeżeli jakikolwiek podmiot prowadzący działalność gospodarczą traktowany jest na specjalnych zasadach, to zasadne jest pytanie, czy dochodzi tutaj do przekroczenia polskiego prawa, do korupcji” – mówił w czerwcu ubiegłego roku poseł PO Marcin Kierwiński. CBA nie odniosło się do sprawy…

Fundacja Nie Lękajcie Się oskarża wrocławskich hierarchów kard. Henryka Gulbinowicza i abp. Mariana Gołębiewskiego o ukrywanie ks. Pawła Kani, odsiadującego dzisiaj karę 7 lat więzienia za gwałt i molestowanie chłopców. Według kurii wrocławskiej to oskarżenie jest niczym innym jak „daleko idącą manipulacją”.

Paweł Kania został po raz pierwszy zatrzymany przez policję 5 września 2005 roku, gdy zaproponował trzem chłopcom 100 zł za usługi seksualne. Był wówczas wikariuszem parafii św. Ducha we Wrocławiu. O sprawie poinformował abp. Gołębiewskiego nieżyjący już proboszcz parafii, Czesław Mazur. Zero reakcji… – czytamy w wyborczej.pl

Dopiero gdy kilka dni później policja znalazła na plebanii pornografię dziecięcą, Kania został urlopowany i przeniesiony do domu dla księży emerytów. Wówczas poręczył za niego kardynał Gulbinowicz. Śledztwo w sprawie księdza pedofila toczyło się swoim trybem, a on sam został skierowany do jednej z parafii w Bydgoszczy, gdzie prowadził katechezę i opiekował się ministrantami. Po skargach rodziców na jego niewłaściwe zachowanie, został przeniesiony do Milicza, gdzie również nie krył swoich upodobań. Wikariusz parafii wraz z jednym z ministrantów złożyli na niego skargę do biskupa pomocniczego Edwarda Janiaka. Zero reakcji…

W 2010 roku zapadł prawomocny wyrok w jego sprawie. Udało mu się wybronić przed oskarżeniem o molestowanie, został skazany tylko za posiadanie dziecięcej pornografii. Wówczas usunięto go z Milicza, ale nadal odprawiał msze i udzielał sakramentów. Dwa lata później został przyłapany w jednym z wrocławskich hoteli, gdzie zameldował się z nieletnim chłopcem. W czerwcu 2015 roku został skazany na siedem lat więzienia. Wówczas pełnomocnik kurii, mecenas Michał Kelm spotkał się z ofiarą Kani i próbował przekonać go do zrzeczenia się roszczeń wobec kościoła w zamian za stypendium w wysokości 40 tys., zł. W proponowanym dokumencie ugody znalazł się zapis „Archidiecezja oświadcza, iż podpisanie porozumienia nie oznacza w żadnej mierze przyjęcia przez nią odpowiedzialności za przestępstwa Pawła Kani, te ustalone wyrokiem sądu i te, które w dniu podpisania porozumienia nie zostały ujawnione”.

Ksiądz Kowalski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” uważa, że trudno mówić o niewłaściwej postawie kościoła w tej sprawie, bo „był to efekt błędów wielu ludzi. Wymiar sprawiedliwości nie dopatrzył się winy ks. Kani w 2005 r., w następstwie czego pewne błędy mogły być udziałem również ludzi Kościoła”.

Dzisiaj Henryk Gulbinowicz i Marian Gołębiewski są arcybiskupami seniorami, Ksiądz Kania może się już ubiegać o przedterminowe zwolnienie. Nadal pozostaje duchownym…

„Jakbym chciał doposażyć rodzinę, to nie byłbym parlamentarzystą, tylko trafiłbym do zarządu jakiejś dużej spółki Skarbu Państwa” – tak powiedział Joachim Brudziński w Radiu Zet o swoim kandydowaniu do Parlamentu Europejskiego. Można by rzec: wyszło – nomen omen – szydło z worka. Wiceprezes PiS, jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, szczerze przyznał, do czego partii rządzącej „służą” państwowe spółki.

Kuriozalne słowa Brudzińskiego komentowali na Twitterze dziennikarze. – „Wg jednego z ministrów rządu Mateusza Morawieckiego państwowe spółki służą do „doposażania” rodzin polityków. W rzeczywistości są to firmy o często strategicznym znaczeniu dla państwa i dlatego powinny mieć profesjonalne zarządy” – Bertold Kittel z TVN.

„Bo do spółek idzie się, żeby doposażyć rodzinę i jak widzę już nikt tego nie ukrywa. „Trafiłbym” – mówi minister, bo wie, że decyduje o tym tylko polityczne wskazanie” – Patryk Michalski z RMF FM. – „Wow, cóż za szczerość…” – Bartosz Wieliński z „GW”

„Prościej nie można! Model działania PiS w pigułce”; – „Czyli Brudziński przyznaje, że spółki to wysysalnia kasy dla działaczy”; – „Oj chyba niechcący prawdę powiedział… ciekawe co na prezes?”; „Doposażyć rodzinę można również w inny sposób. Tak jak Kamiński (ten uniewinniony), tak jak Cymański, jak Czarnecki… Po prostu można znaleźć im robotę w NBP, w spółkach…” – pisali inni internauci.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: