Ksiądz od Kaczyńskiego milionerem, Macierewicz zapomniał o zamachu smoleńskim i inne pisowskie populizmy

28 Lu

Małe sprostowanie, wynajęli willę. Reszta zostaje.

Ksiądz Rafał Sawicz od czasu, kiedy w „Gazecie Wyborczej” pojawiły artykuły o tzw. taśmach Kaczyńskiego, był nieuchwytny. A to właśnie ksiądz był jedną z osób, która w imieniu Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego podpisała się pod dokumentami, umożliwiającymi rozpoczęcie budowy dwóch wież przez związaną z PiS spółkę Srebrna. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze, że przekazał 50 tys. zł w gotówce, które miały trafić do księdza Sawicza za złożenie tegoż podpisu.

Teraz „cudem” odnaleziony ksiądz wydał oświadczenie, które rozpowszechnił jego pełnomocnik mecenas Janusz Masiak. – „Nie chcę i nie będę rozmawiać z żadnymi mediami. Jeżeli zajdzie taka konieczność, będę oczywiście do dyspozycji odpowiednich organów państwowych” – napisał ks. Sawicz.

Z oświadczenia wynika, że ks. Sawicz czuje się „ofiarą”. – „Jestem zdumiony zamieszaniem i skalą zmanipulowanych informacji wokół mojej osoby. Od lipca 2016 roku nigdy nie prowadziłem i nie prowadzę działalności publicznej i uważam, że zasługuję na ochronę prywatności mojej i moich najbliższych. Niestety — ta prywatność w ostatnim czasie była naruszana przez dziennikarzy i ich publikacje” – uważa Sawicz.

Zdumiewać mogą jego słowa, że „wchodząc w skład Rady Fundacji uważałem, że nie będzie to działalność publiczna i nadal tak uważam”. Oświadczenie księdza Sawicza nosi datę 26 lutego.

Poseł PO, Krzysztof Brejza bezskutecznie od wielu miesięcy próbuje się dowiedzieć szczegółów na temat postępów prac sejmowej podkomisji badającej katastrofę smoleńską. Nic dziwnego – ostatni komunikat na jej stronie pochodzi z września zeszłego roku. Najwyraźniej „chodzi o to, aby wyjaśniać, a nie żeby wyjaśnić i skończyć wyjaśnianie…” – komentuje ten fakt na Twitterze poseł Brejza.

Co więcej, gdy poseł próbował wysłać kilka pism listem poleconym na adres podkomisji, pisma … wróciły. Listonosz nie zastał nikogo pod wskazanym adresem i nikt awiza nie odebrał.

Czy taki sam los spotka przesyłkę kogoś, kto zechce przesłać pocztą nowe informacje dotyczące katastrofy w Smoleńsku? – zastanawia się Krzysztof Brejza.

Portal naTemat przypomina, że już w grudniu zeszłego roku poseł wysłał do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie pismo w sprawie zatajania informacji o aktywności podkomisji smoleńskiej przez Antoniego Macierewicza. Polityk pytał między innymi o liczbę posiedzeń podkomisji, jej koszty i zlecone opinie oraz ekspertyzy.

PiS zapewnia, że środki na obietnice zostały zabezpieczone, choć nie ma po nich śladu w ustawie budżetowej.

W związku z rokiem wyborczym Gwiazdka – wyjątkowo – zacznie się już w maju i potrwa aż do końca października. Po konwencji partii aktualnie rządzącej wiadomo już również, kto wystąpi w roli Świętego Mikołaja. Będzie to – osobiście – prezes Jarosław Kaczyński, choć to jednak nie do końca pewne, jak będzie wyglądała obsada roli Gwiazdora na jesieni. Bo do przejęcia Wielkiego Worka z prezentami sposobią się też Robert Biedroń i Grzegorz Schetyna.

A to dlatego, że – jak się to mówi – „nie ma zmiłuj” i jak się nie obieca wypełnić worka z „plusami” po samą kokardę, to nie ma sensu stawać do żadnych wyborów. Kto chce sobie porządzić, ten musi wysupłać te 35-40 miliardów.

Opozycja przyjęła do wiadomości, że za sprawą pana prezesa dokonał się – jak to ujęła na konwencji premier Szydło – „przewrót kopernikański” w dziedzinie marketingu politycznego, polegający na rewolucyjnej obserwacji, że świat lokalnej polskiej polityki kręci się nie wokół interesu publicznego, tylko osobistych korzyści materialnych konkretnego Kowalskiego. Mówiąc inaczej, wygrywa ten, kto obiecuje „kasę do ręki”.

Sądząc po katalogu obietnic przedwyborczych, tę lekcję odrobili już chyba politycy wszystkich opcji, którzy – jak jeden – starają się wrzucić do Wielkiego Wora z prezentami jak najwięcej. I – w zasadzie – wszyscy to samo.

Skąd ta kasa? Tego akurat to na razie nie wiadomo, ale partia aktualnie rządząca zapewnia, że środki na obietnice zostały zabezpieczone, choć nie wiadomo gdzie je trzymają, bo nie ma po nich śladu w ustawie budżetowej. Więc pewnie leżą w sejfie przy Nowogrodzkiej.

Natomiast co do opozycji, to wskazuje te same źródła, co partia rządząca (rezerwy budżetowe) plus oszczędności na… „minusach”. Bo przecież od dawna wiadomo, że – cytując klasyka – w każdym zbiorze Plusów istnieją „plusy dodatnie” oraz „plusy ujemne”.

„Dobra zmiana” i jej „plusy dodatnie” miały zaś pewne – nazwijmy to – „koszty dodatkowe”, o których informowano wyjątkowo drobnym drukiem. Opłata za pięćsetplusa została odebrana w praworządności, wolności mediów i sądów, niezależności służb i prokuratury, polityce zagranicznej oraz posadach w spółkach skarbu państwa dla „nowych elit”. No i w rozlicznych interesach robionych na układzie zależności i znajomości między biznesem i partią władzy.

Te „pięćset minusy” chce zmonetaryzować opozycja, wstrzymując bizantyjskie inwestycje, zamykając nietrafione projekty, oszczędzając na pensjach asystentek w NBP, odprawach zmieniających się co kwartał prezesów spółek oraz na transferach środków do rozlicznych Instytutów Tego i Owego. A też na hojnych dotacjach dla zaprzyjaźnionych z władzą mediów, organizacji i fundacji.

Do zapowiadanych przez wszystkie partie transferów socjalnych KE dokłada jeszcze niemal bezkosztową opcję „normalność plus” – naprawę relacji z Unią, przywrócenie praworządności i swobód obywatelskich oraz ukrócenie szalejącego kolesiostwa i nepotyzmu, a też wyjaśnienie rozlicznych świeżo ujawnionych „afer” wokół obozu władzy.

Te same „plusy dodatnie” plus – oczywiście – 500 plus i inne transfery socjalne ma też w standardzie „Wiosna” Biedronia, która dodatkowo proponuje jeszcze „bonus”, też niemal bezkosztowy, w postaci pakietów „świeckie państwo”, „węgiel minus” oraz „postęp – społeczny, obyczajowy i technologiczny”. To wszystko da się zrobić niemal za darmo. Wystarczą odpowiednie ustawy.

Natomiast co do kolejnych „plusów”, kosztujących dziesiątki miliardów, to warto trzymać się starej, bo jeszcze antycznej zasady, odnoszącej się – skądinąd – do Konia Trojańskiego: „Timeo Danaos et dona ferentes” (Boję się Greków, nawet gdy niosą dary). Bo z „darami” zawsze może się skończyć tak, jak niedawno w Grecji…

Jedna odpowiedź do “Ksiądz od Kaczyńskiego milionerem, Macierewicz zapomniał o zamachu smoleńskim i inne pisowskie populizmy”

  1. Hairwald 1 marca 2019 @ 06:31 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Bezprawie Kaczyńskiego jest wprodzane przez lichych ludzie bez charakteru, jak prokuratorka ws. skorumpowanego Kaczyńskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: