Morawiecki jako Grek Zorba i jego pan Kaczyński, autentyczny tchórz. Żałosna pisowska Polska

27 Lu

Prof. Leszek Balcerowicz bardzo krytycznie ocenił najnowsze pisowskie obietnice wyborcze. – „Zostały złożone wedle zasady: po nas choćby potop. Z tym, że potopu nie będzie w tym roku i wielu ludziom będzie się wydawać, że oni tak świetnie rządzą. On się zacznie stopniowo po wyborach. Im dalej będziemy szli, tym bardziej będą się ujawniać szkody naniesione przez politykę PiS-u” – powiedział były wicepremier w TVN24. Wyliczył rzeczone szkody – „upartyjnianie gospodarki, czyli zagarnianie przedsiębiorstw dla celów partyjnych, rosnące ryzyko dla działalności gospodarczej, zarówno przez chaos prawny w parlamencie, jak i przez agresywne działania prokuratorów Ziobry”.

Szef Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że obecna polityka rządzących może doprowadzić do takiego kryzysu, do którego doszło kilka lat temu w Grecji. Porównał też działania PiS do czasów PRL-u pod rządami I sekretarza PZPR Edwarda Gierka: – „Pierwsze lata Gierka były wspaniałe, banany się pojawiły, wszystko było na kredyt. A potem to runęło”.

Prof. Balcerowicz przestrzegł, że „ta pisowska bonanza zaczyna się kończyć. To nie jest tak, że jeżeli człowiek w danym roku wygra los na loterii, to z tego powodu będzie twierdzić, że każdego roku wygrywa. To jest mniej więcej propaganda Mateusza Morawieckiego i PiS-u”. Powołał się na analityków FOR, którzy uważają, że za 2-3 lata będziemy mieli potężniejącą, ogromną dziurę budżetową. I co wtedy będą robić ci, co będą rządzić? Gdyby były rządy PiS, to mielibyśmy kontynuację rosnących podatków. I prawdopodobne rosnące używanie sił represji w stosunku do ludzi, którzy zaczną okazywać bardziej swoje niezadowolenie” – powiedział prof. Balcerowicz.

Odniósł się też do faktu, że nowe obietnice wyborcze PiS składał nie premier, a Jarosław Kaczyński. – „To nie jest specjalnie odkrywcze, żeby podkreślić, że ostateczna władza spoczywa w rękach tego szeregowego posła. Zapewne chodziło o to, by pokazać, zgodnie zresztą z prawdą, że Morawiecki jest wykonawcą, a także, by spróbować, jak to się mówi fachowo, „przykryć” niebywałą aferę, która ujawniona została w taśmach Kaczyńskiego” – stwierdził były wicepremier.

We wtorek prezydent Duda powołał Joannę Lemańską na stanowisko prezesa Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Tomasza Przesławskiego na stanowisko prezesa Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Akty powołania zostały wręczone podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim.

Prezydent pełen troski i współczucia pochylił się nad losem nowo wybranych, bo jako uważny obserwator  i uczestnik życia publicznego wie, że „w Sądzie Najwyższym dzisiaj zdarza się bardzo wiele sytuacji, które można określić jako przykre dla państwa jako doświadczonych prawników, jako ludzi rzetelnych, uczciwych”. Zwrócił się więc z prośbą do nowych prezesów, by wytrzymali, bo ci sędziowie, którzy ich szykanują, dają świadectwo sami o sobie i przypomniał, że „sędzia nie może poniżać drugiego człowieka, kimkolwiek by on nie był, nawet jeżeli jest wielokrotnym przestępcą, mordercą”.

Dalej padły już znacznie bardziej ostre słowa. O braku szacunku nie tylko do swoich kolegów, sędziów, poniżaniu drugiego człowieka, braku kwalifikacji moralnych, by być sędzią, łamaniu podstawowych zasad istoty wymiaru sprawiedliwości, co świadczy o tym, że ci ludzie „ nigdy nie powinni zostać nominowani do tej wysoce specyficznej służbyZwraca się więc z prośbą do wybranych sędziów, by właśnie tak spojrzeli na sprawę i pamiętali, iż „nie ma innej drogi. Trzeba spokojnie zaczekać, aż odejdą”.

Słów pana prezydenta nie potrafi wyjaśnić jego rzecznik Błażej Spychalski. Również, pytany przez dziennikarza RMF FM rzecznik SN Michał Laskowski, stwierdził, że „nie wie o co chodzi panu prezydentowi” choć przyznał, że rzeczywiście jest „pewna rezerwa w stosunku do tych nowych sędziów, temu nie sposób zaprzeczyć”, jednak nie można mówić o poniżaniu. Trudno jednak nie zauważyć, że nie układa się najlepiej między „nowymi” i „starymi” sędziami. Nie podają sobie ręki, nie witają się i widać tę wzajemną niechęć. No cóż, obecna władza zrobiła wszystko, by podzielić środowisko sędziowskie, więc trudno się dziwić, że jest jak jest.

Pewne jest jednak jedno. Andrzej Duda mocno przeszarżował w swoim przemówieniu i kolejny raz pokazał, że jest prezydentem tylko PiS-u i środowisk, z tą partią związanych.

Pokazał, że cała reszta narodu to tylko zło konieczne, które trzeba po prostu przetrzymać, ale, jak to napisał jeden z internautów, „no cóż, lepiej być obecnie poniżany niż w przyszłości jak Andrzej D. Skazany przez TS”. I tego się trzymam.

Pedofile sami się nie ukarzą i nie napiętnują – my musimy to zrobić.

Obalenie pomnika księdza Henryka Jankowskiego to był symboliczny akt powiedzenia głośno i wyraźnie: koniec przyzwolenia na pedofilię w Kościele. Koniec przyzwolenia na wykorzystywanie dzieci i krycie sprawców. Koniec bezkarności księży pedofilów i traktowania zbrodni na dzieciach inaczej, tylko dlatego, że zbrodniarz nosi sutannę.
Przywrócenie tego pomnika, zresztą bezprawne, jest próbą obrony nie tyle Jankowskiego, co symbolu pewnej hierarchii społecznej, pewnego nierównego i niesprawiedliwego podziału ludzi na lepszych i gorszych, tych, którym wolno więcej, którzy stoją pond prawem i przyzwoitością i tych, którymi się pomiata, którzy są od służenia i spełniania zachcianek, którym nie przysługują żadne prawa.

Ten świat, uosabiany przez kler katolicki stojący ponad prawem, przez księży pedofilów i biskupów zapewniających im bezkarność odejdzie w nicość, ale to co się dzieje, to właśnie próba, by do tego nie dopuścić, by obronić status quo.

Mężczyźni ze społecznego komitetu budowy pomnika księdza Jankowskiego, oddający hołd pomnikowi pedofila, to karykaturalny symbol tego porządku. W latach 80. w USA mówiono, że biały mężczyzna z klasy średniej to kwintesencja patriarchatu. W Polsce dziś kwintesencją największego zła, jakie człowiek może wyrządzić człowiekowi, największej nieprawości, są właśnie ci mężczyźni i wszyscy, którzy bronią Jankowskiego w przestrzeni publicznej.

Zawsze uważałam, że znęcanie się nad mniejszym, słabszym i bezbronnym to przejaw największego tchórzostwa i niegodziwości. Nawet w świecie przestępczym nie istnieje nic gorszego niż krzywdzenie tych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić, jak dzieci, niepełnosprawni i czy starsi ludzie. Pedofilia jest najniższym i najgorszym z tych przestępstw.

Ale tak samo winni jak pedofile, są ich obrońcy. Sprawa pomnika Jankowskiego pokazała, jak wielu ich mamy. Ci ludzie budzą moją ogromną odrazę. Są tak samo winni jak pedofile, ponieważ nikt nie skrzywdzi dziecka, jeśli nie będzie miał takiej możliwości i jeśli nie stworzy mu się po temu warunków – a oni właśnie je tworzą.

Relatywizując i rozmywając winę pedofilów, bagatelizując ją (to było tylko obmacywanie, nie seks, a nawet jeśli seks, to cóż to takiego…, „nie skazujmy człowieka bez dowodów” – choć dowody są przytłaczające, „miał takie zasługi”, „nie można wymazać jego chlubnej karty”, „tak, ale…”, „nie, bo…”), aktywnie tworzy się środowisko, w którym wykorzystanie dziecka przestaje być czymś niewyobrażalnym i potwornym, tworzy się w piekło, w którym mieszkają ofiary księży pedofilów. I popełnia się na tych ofiarach zbrodnię, bo broniąc pedofila, stając za nim murem, pozbawia się je resztek odwagi, godności, człowieczeństwa, chęci walki o siebie, wiary w ludzi i najważniejszego nadziei, przekonania, że warto coś robić, warto krzyczeć o niesprawiedliwości.

W filmie „Spotlight” pada pytanie: co z nich za ludzie, skoro pozwalają tak traktować swoje dzieci? I ja pytam: co z nas za ludzie, skoro pozwalamy na bezkarność księży – pedofilów, wiedząc (bo przecież wszyscy o tym wiemy), że przenoszeni są z parafii do parafii i pozostają całkowicie bezkarni? Co z nas za ludzie, że nie bronimy dzieci, nie buntujemy się i nie krzyczymy głośno o tym, że Kościół katolicki jako instytucja dopuszcza się zbrodni na dzieciach? Co z nas za ludzie, że pozwalamy pouczać się o moralności moralnym kreaturom?

Co z nas za ludzie, że dyskutujemy z przestępcami i oczekujemy, że sami się rozliczą?

Sprawa pomnika Jankowskiego ujawniła, jak wielu obrońców mają pedofile w polskim społeczeństwie, wśród elit. Dla ilu polityków, związkowców, dziennikarzy, ludzi publicznie znanych, pedofilia to nie jest żadna straszna zbrodnia. I wiecie co? Ci ludzie nigdy nie przestaną. Zawsze będą postępować tak samo. Nigdy nie zobaczą w pedofili niczego złego, tak jak pedofile nie widzą niczego złego w swoich zbrodniach. To my musimy ich powstrzymać i pokazać, jak kochamy nasze dzieci, musimy bezwzględnie ich zwalczać. Bezwzględnością w ściganiu przestępców, dobrym i egzekwowanym prawem, patrzeniem na ręce politykom, biskupom i celebrytom – i wrzucaniem każdego, kto broni pedofilów do symbolicznego kosza na śmieci. Musimy piętnować publicznych obrońców pedofilów tak samo, jak piętnujemy pedofilów, inaczej nasze społeczeństwo nigdy nie będzie bezpieczne.

Dość lakoniczny był komunikat po poniedziałkowym spotkaniu szefa „Solidarności” Piotra Dudy z szefem państwa Jarosławem Kaczyńskim. „Tak umówiliśmy się ze stroną rządową, że dziś nie będziemy mówić, jakie postulaty, które przedstawiliśmy, będą zrealizowane w 50, 90 czy 100 proc.” – powiedział Duda, a niezrównana rzeczniczka PiS Beata Mazurek dodała, że „powstanie zespół rządowo-związkowy, który będzie pracował nad rozwiązaniem problemów istotnych dla obu stron”.

Tajemnicze spotkanie ze związkowcami

Jakie to problemy, nie wiadomo, choć kontekst spotkania jest oczywisty – w roku wyborczym związkowcy chcą pieniędzy, a rząd nie chce protestów. PiS obawiał się, że „S” wymknie się spod kontroli i przyłączy do strajków innych związków, a to byłby już pewien kłopot polityczny i wizerunkowy. Zakładam, że strony się jakoś dogadają, bo nie jest przypadkiem przecież, że poprzedni szef związku zasiada obecnie w ławach poselskich partii rządzącej.

Temu tajemniczemu spotkaniu warto się jednak przyjrzeć bliżej, bo ono w skali mikro znakomicie pokazuje, jaki model państwa zbudował PiS.

W teorii forum rozmowy związkowców z rządem stanowi Rada Dialogu Społecznego, ciało umocowane ustawowo, którego członków – spośród ministrów, związkowców i pracodawców – powołuje prezydent. Posiedzenia Rady są jawne, a uczestniczą w nich także związki nie tak przyjazne rządowi jak „S”. Krótko mówiąc – beznadziejne warunki do negocjacji.

„N” nie taki niezależny

Duda z Kaczyńskim zmienili zatem warunki. Prezes PiS był nawet tak łaskaw, że zaoferował jako miejsce spotkania własne biuro i zaprosił na rozmowy swych partyjnych podwładnych – premiera Mateusza Morawieckiego i pewną liczbę ministrów, od Joachima Brudzińskiego przez Elżbietę Rafalską i Grzegorza Tobiszowskiego po Annę Zalewską (ironia losu – wszyscy poza Morawieckim kandydują do europarlamentu).

Jakieś postulaty zostały omówione, coś zostało ustalone, ale co, to tajemnica. „Solidarność” pokazała, że litera „N” jak „Niezależny” z „NSZZ” jest mocno na wyrost, PiS utwierdził się pewnie w przekonaniu, że ma związkową przybudówkę, porządek w państwowej hierarchii został potwierdzony. Niby jest jakaś Rada Dialogu Społecznego, niby jest jakiś rząd i jakiś premier, ale jak przychodzi co do czego, to liczy się tylko jeden gabinet w skromnym biurowcu na ul. Nowogrodzkiej.

Nasz drogi prezes. Ile kosztuje Jarosław Kaczyński?

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Morawiecki jako Grek Zorba i jego pan Kaczyński, autentyczny tchórz. Żałosna pisowska Polska”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Eliza Michalik o Kościele: moralne kreatury | Holtei - 28 lutego 2019

    […] >>> cały artykuł >>> […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: