Kaczyński ograny przez Orbana, a Macierewicz podejrzany jako szpion

19 Lu

„Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – napisał prezes PiS Jarosław Kaczyński w doniesieniu do prokuratury. Szef partii rządzącej chce ukarania z art. 212 Kodeksu karnego za ujawnienie „taśm Kaczyńskiego” i sprawy budowy wieżowca przez spółkę Srebrna

„Działając jako pokrzywdzony, zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przestępstw zniesławienia. Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – tak Kaczyński napisał w zawiadomieniu, które skierował do warszawskiej Prokuratury Okręgowej. Zawiadomienie prezes PiS skierował w zeszłym tygodniu. We wtorek do treści dokumentu dotarł PAP.

Roman Giertych – jeden z adwokatów austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera – w kpiarskim tonie skomentował wypowiedź Adama Bielana na temat nieomylności Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszoną w trakcie porannej rozmowy Konrada Piaseckiego.

Wicemarszałek Senatu podważył wiarygodność Austriaka mówiącego, że kopertę z 50 tys. zł dla księdza Sawicza „miał w ręku” Jarosław Kaczyński. Oznajmił, że w tej sprawie bardziej wierzy Jarosławowi Kaczyńskiemu niż austriackiemu biznesmenowi i Romanowi Giertychowi.

Zapytany przez Paseckiego skąd wie, że Birgfellner kłamie odparł bez wahania:

„Rozmawiałem z Jarosławem Kaczyńskim. Jeżeli mam do wyboru Kaczyńskiego albo Romana Giertycha, znając ich obu, zdecydowanie wybieram Jarosława Kaczyńskiego”.

To właśnie tę wypowiedź w swoim stylu skomentował Roman Giertych. „Panie Marszałku! Problem polega na tym, że ja siebie „do wyboru” nigdy Panu nie dawałem. Prawda jest taka, że jeszcze trzy miesiące musi się Pan trzymać kurczowo JK, aby zdobyć upragniony mandat do PE” – odpalił pełnomocnik Geralda Birgfellnera.

Miały być tylko rozmowy dwustronne, a sam szczyt Grupy Wyszehradzkiej z Izraelem odwołany. Sądząc po umieszczonej przez Patryka Słowika z RMF FM fotografii, trudno w to uwierzyć. – „Na zdjęciu trzy spotkania dwustronne premiera Izraela z przedstawicielami państw Grupy Wyszehradzkiej. Z uwagi na napięty grafik wszystkie trzy spotkania dwustronne odbywają się w tym samym czasie” – kpił na Twitterze reporter. Na dodatek premier Węgier Victor Orban pouczał Polskę. – „Byłoby lepiej, gdyby do Izraela przyjechali przedstawiciele wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej” – stwierdził podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Izraela.

A jeszcze wczoraj rzeczniczka PiS Beata Mazurek obwieszczała na Twitterze: – „Odwołanie spotkania V4 + Izrael to wyraz solidarności państw Gr.Wyszehradzkiej! Po interwencji PMM pozostali premierzy podjęli dec. o odroczeniu szczytu z Izraelem. Mimo, że byli na miejscu,albo w drodze do Izraela, zgodzili się z argumentacją polskiego premiera i podjęli tę decyzję w geście solidarności całej Grupy.

Opozycja, która rządząc niezbyt lojalnie podchodziła do współpracy w ramach V4, może tego gestu i tych decyzji z katalogu:jeden za wszystkich, wszyscy za jednego nie rozumieć. Sukces siły i argumentów polskiego PMM i polskiej dyplomacji”.

– „ale w ramach solidarności z Polską odmówili dokładki deseru…” – kpił Marek Tejchman z „DGP”. – „Kolejny sukces Pana premiera. Jeszcze jeden i skończy się jak u pięściarza Gołoty – trzeci nokaut i koniec” – to wpis Łukasza Maziewskiego z „Faktu”. – „Nawet Orban nas poucza. Nasza pozycja w świecie jest istotnie mocna” – napisał Wojciech Szacki z „Polityki”.

„Orban jak zwykle wystawił PiS, a oni jak pelikany łykają te jego teksty o wsparciu dla stanowiska Polski we wszystkich sprawach. Naiwność to jeden z najcięższych grzechów w dyplomacji. No ale dyplomacja PiS praktycznie nie istnieje” – podsumował Sławomir Neumann z PO.

Antoni Macierewicz jako minister obrony ujawnił w Sejmie informacje o stanie polskiej armii, które miały status niejawnych – tak wynika z odpowiedzi MON na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy. Przyznaje, że jest wstrząśnięty i kieruje sprawę do prokuratury. – Minister Macierewicz uderzył w fundament bezpieczeństwa Polski i Polaków. Doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi poseł PO. – Takie informacje to czysty zysk dla naszych wrogów – komentuje gen. Stanisław Koziej, były szef BBN.

Brejza: Miał świadomość, co czyni

Sprawa dotyczy tajemnic najwyższej wagi, związanych z zapasami wojennymi polskiej armii i jej zdolnościami obronnymi. Chodzi o wystąpienie szefa MON w maju 2016 roku, podczas którego podsumowywał rządy koalicji PO-PSL. To wtedy stwierdził, że zapasy wojenne kierowanych pocisków rakietowych wynoszą tylko 17 procent stanu oraz że nasze urządzenia radiolokacyjne nie są w stanie wykrywać dronów, które wlatują w naszą przestrzeń powietrzną na niskiej wysokości.

– Jestem wstrząśnięty. Najbardziej wrażliwe informacje, będące splotem słonecznym państwa, które absolutnie nie powinny być ujawniane i w żadnym państwie NATO nie są ujawniane, zostały przez Antoniego Macierewicza podane na talerzu. Komu? Przecież nie Polakom. Jest dojrzałym politykiem i doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi wiadomo.co poseł PO Krzysztof Brejza.

Na początku lutego polityk zapytał MON w oficjalnym piśmie, jaki charakter mają ujawnione informacje. Co ważne, nie informując, że chodzi o wypowiedź byłego ministra obrony narodowej.

– Te informacje najprawdopodobniej pochodzą z tajnego raportu Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Zaserwowanie ich stronie wschodniej jest uderzeniem w filar bezpieczeństwa Polski. Z pewnością miał świadomość, co czyni – dodaje Brejza.

Poseł PO składa w tej sprawie wniosek do prokuratury. – Oczekuję natychmiastowego śledztwa. Sprawą powinny zająć się także służby i sejmowa komisja – mówi wiadomo.co Krzysztof Brejza.   Według niego mamy do czynienia z przekroczeniem uprawnień i działaniem na szkodę interesu publicznego, a także złamaniem przepisów o ochronie informacji niejawnych. – Funkcjonariusz publiczny ujawniający tak wrażliwe informacje musi się liczyć z odpowiedzialnością – przyznaje.

Gen. Koziej: To bardzo niebezpieczne

– Mieliśmy nieodpowiedzialnego ministra obrony narodowej, działającego w sposób woluntarystyczny. Wszystko, co on uważał za dobre, takie właśnie było. To bardzo niebezpieczne podejście – przyznaje w rozmowie z wiadomo.co gen. Stanisław Koziej.

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były wiceminister obrony narodowej przyznaje, że takie informacje nigdy nie powinny zostać ujawnione. – Obcy wywiad, aby zdobyć takie informacje, musi się poważnie natrudzić. Jeżeli otrzymuje to z pierwszej ręki, bez żadnego wysiłku, to czysty zysk dla naszych wrogów. To są informacje krytyczne, które świadczą o możliwościach prowadzenia operacji wojennych – tłumaczy gen. Koziej.

To według niego tylko kolejny dowód na to, że Antoni Macierewicz nigdy nie powinien zajmować tego stanowiska: – Minister, który odpowiada za siłę obronną kraju i ma pod swoim władaniem dwie ważne służby specjalne, musi być człowiekiem wyważonym, spokojnym i postępującym wedle obowiązujących zasad.

Gen. Stanisław Koziej oczekuje także wyjaśnień od obecnego ministra obrony narodowej. – Jeżeli sam MON uznaje, że zostały ujawnione tajne informacje, to sprawą powinien się zająć także minister Mariusz Błaszczak. Powinien powiadomić opinię publiczną, jakie wyciąga z tego wnioski i jakie działania podejmuje – mówi wiadomo.co.

Macierewicz odpowiada na Twitterze

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: