Kaczyński pograżą sam siebie

4 Lu

Po ujawnieniu nagrań biznesowych negocjacji Jarosław Kaczyński po raz pierwszy na serio zaczął się obawiać, że PiS może przegrać wybory. I to przez niego.

We wtorek w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego w siedzibie PiS przy Nowogrodzkiej drzwi się nie zamykają. Narada za naradą. Tego dnia „Wyborcza” publikuje nagrania rozmów Kaczyńskiego z jego kuzynem oraz austriackim biznesmenem, który miał budować dla powiązanej z PiS spółki Srebrna wieżowiec w centrum Warszawy wart 1,3 miliarda złotych.

Najdłużej, bo kilka godzin, siedzi u prezesa premier Mateusz Morawiecki. Trochę krócej koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński i wicemarszałek Senatu Adam Bielan. To oni odegrają kluczowe role w kształtowaniu partyjnej narracji w pierwszych dniach kryzysu taśmowego.

Kaczyński jest spokojny i opanowany, nie traci zimnej krwi, bo – jak mówi jeden z uczestników tych nasiadówek – on prawie nigdy nie daje się ponieść emocjom.

Kaczyński wie, że te nagrania mogą mieć dużą siłę rażenia. W końcu to taśmy doprowadziły do upadku rządu PO w 2015 r. i wyniosły PiS do władzy. Mając w pamięci słynne cytaty ze spotkań polityków Platformy w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, prezes zastanawia się, czy podczas rozmów dotyczących budowy wieżowca powiedział coś, co media będą mogły cytować od rana do nocy, żeby go skompromitować.

– Jak usłyszałem, że na tych nagraniach jest kuzyn prezesa, od razu pomyślałem, że chodzi o Jana Marię Tomaszewskiego, który lubi ostro zakląć, a więc będzie jazda – mówi mi bliski współpracownik Kaczyńskiego. – Na szczęście okazało się, że nagrany jest inny kuzyn prezesa, Grzegorz Tomaszewski, bardziej oszczędny w słowach – podkreśla mój rozmówca. Grzegorz Tomaszewski jest członkiem rady nadzorczej spółki Srebrna i prezesem zależnej od Srebrnej spółki Słowo Niezależne, wydawcy „Gazety Polskiej”.

Kaczyński był kompletnie zaskoczony tym, że został nagrany przez własną rodzinę. I to w siedzibie partii, gdzie czuł się najbezpieczniej. Osoby postronne praktycznie nie mają do niego dostępu. Wszędzie towarzyszą mu ochroniarze, za których PiS płaci 1,6 miliona złotych rocznie.

Kaczyński – jak mówi jego wieloletni przyjaciel – spodziewał się ataku, ale nie ze strony najbliższych. Właśnie dlatego szukał menedżera budowy wieżowca wśród zaufanych, by sprawę utrzymać w tajemnicy. – Tymczasem okazało się, że zdrajca był bardzo blisko – nie może uwierzyć mój rozmówca.

Geralda Birgfellnera prezes poznał na którymś ze świątecznych obiadów u Jana Marii Tomaszewskiego. To syn siostry matki Jarosława Jadwigi. Po śmierci jej i brata Lecha to jest najbliższa rodzina prezesa PiS. Po katastrofie smoleńskiej Kaczyński spędzał Wigilię oraz Wielkanoc w domu Tomaszewskich na Saskiej Kępie. Austriacki biznesmen jest mężem córki Jana Marii, która na nagraniu występuje jako tłumaczka. Sam zwrócił się do prezesa z propozycją, że mógłby poprowadzić inwestycję.

W otoczeniu premiera Morawieckiego powstała nawet teoria, że Birgfellner został podstawiony przez obce służby.

– Jeśli jest prawdą, że on ma 30 godzin nagrań, to oznacza, że od początku nagrywał prezesa. A skoro tak, to od początku miał złe intencje – snuje rozważania współpracownik premiera. To wszystko trzeba sprawdzić – zastrzega.

Liderzy PiS już w niedzielę dowiadują się, że taśmy mają być ujawnione. Wtedy zaczynają krążyć informacje wśród dziennikarzy, że „Wyborcza” coś szykuje. Pierwszą reakcją w kierownictwie PiS jest panika. A to za sprawą powtarzanego w polityczno-dziennikarskim światku cytatu z Kaczyńskiego, który miał powiedzieć, że musi wycofać się z inwestycji w obawie przed kampanią, że skoro on buduje wieżowiec, to jest „niezwykle zamożnym człowiekiem”. „Wyborcza” ujawniła ten cytat dopiero w czwartek. Kaczyński i jego doradcy zdają sobie sprawę, że ten cytat może być rujnujący dla partii i prezesa, który od lat budował wizerunek ascety, niedbającego o majątek.

Żeby wyprzedzić uderzenie „Wyborczej”, rzeczniczka PiS Beata Mazurek już w poniedziałek, dzień przed publikacją pierwszych nagrań, pisze na Twitterze, że artykuł „Wyborczej” to będą „te same plotki i spekulacje, które słyszymy od lat” i zarzuca jednemu z autorów publikacji – Wojciechowi Czuchnowskiemu – brak wiarygodności. Później PiS sprawę próbuje bagatelizować, politycy tej partii nazywają taśmy „mokrym kapiszonem” albo „niewypałem z czasów II wojny światowej”. Elektorat ma dostać komunikat, że nic się nie stało.

– Po raz pierwszy od lat widziałem prezesa naprawdę przestraszonego, że możemy przegrać wybory. Bo jeśli ludzie uwierzą, że on jest cwanym biznesmenem, to może być dla nas zabójcze – mówi polityk z władz Zjednoczonej Prawicy.

Im większe kłopoty rządzących, tym częściej i głośniej słychać narodowe frazesy

Dawno, dawno temu, w czasach kiedy ludzie wstydzili się jeszcze przyznawać sobie premie, a miganie się od zapłaty za dobrze wykonaną pracę nazywano draństwem, w czasach, gdy premier podawał się do dymisji za uwagę, że powodzianie powinni byli się ubezpieczyć, a minister wylatywał z roboty, bo zapomniał wpisać zegarka do oświadczenia majątkowego, otóż w tych osobliwych latach słów podniosłych używano na ogół w sytuacjach uroczystych i miały one jedno, wyłącznie słownikowe znaczenie. Kiedy mówiło się o Polsce, Wolności, Niepodległości, Ojczyźnie, Sprawiedliwości czy Patriotyzmie, słowa te, czyste i świeżo odprasowane, brzmiały jak wypowiadane wielką literą, a słuchaczy często ściskało coś za gardło i bywało, że mrówki biegały im po plecach.

Dzisiaj te dostojne słowa zawłaszczyli cyniczni manipulanci. Upaprane sąsiedztwem wyrazów obelżywych, w bagienku bzdur, bredni, kłamstw i pomówień, szacowne wyrazy zużyły się i wypłowiały. Pełnią dziś funkcję firmowej pieczątki poświadczającej przyzwoitość i dobre intencje użytkownika, a kiedy zaczyna mu się palić grunt pod nogami, mają za zadanie przesłaniać jego brudne grzeszki.  Często się to udaje, bo nie wszyscy mają świadomość, że najważniejsze słowa zniknęły z polskiego słownika i zostały zawłaszczone, zmanipulowane i sfałszowane tak jak Trybunał Konstytucyjny, publiczne media czy niezależna prokuratura. „Dobra zmiana” nadała im nowe znaczenia i zmusiła dostojne słowa do śmiesznych wygibasów na arenie cyrku pod nazwą „Polityka”.

W zamierzchłych czasach przedpisowych „politykę” rozumiano (przynajmniej w założeniu) jako przezwyciężanie sprzeczności interesów, czyli działalność dla ochrony ładu społecznego, prowadzącą do zgody zależnych od siebie grup obywateli. PiS zdegradował politykę do funkcji podręcznego narzędzia służącego manipulacji emocjami. Dla rządzących i ich wyborców „polityka” to taka gra, której zwycięzca zyskuje certyfikat człowieka dobrego i przyzwoitego, a przegranego odsądzić można bezkarnie od czci i wiary. Polityka według PiS jest także dobrym usprawiedliwieniem przekrętów. Obiecanki wyborcze, naginanie faktów, tworzenie zdarzeń nieistniejących i rozmaite machlojki stają się zrozumiałą koniecznością, bo przecież „nie bądźcie dziećmi, tak się dzisiaj robi politykę!”. Z drugiej strony, „polityka” może służyć jako wyzwisko, a przypisywanie motywów politycznych najprzyzwoitszym nawet odruchom ludzkiego serca budzić ma wątpliwości i podejrzenia.

Jeszcze większa krzywda spotkała słowo „patriotyzm”, oznaczające kiedyś po prostu legalną i prowadzoną przyzwoitymi metodami działalność dla dobra Polski. W zamierzchłych czasach umacniania się demokracji, patriotami nazywano Jacka Kuronia i Jacka Kurskiego, Bronisława Geremka i Bronisława Wildsteina, Tadeusza Mazowieckiego i Tadeusza Cymańskiego.  Dziś – jeśli pominąć niecenzuralne przekleństwa – trudno o słowo równie ekspresyjne jak „patriota”, budzące tak wielkie i tak krańcowe emocje. Za rządów obecnej władzy słowo to stało się certyfikatem przynależności do klanu rządzących i poświadczeniem ich moralności. Jest też narzędziem manipulacji wyborcami oraz bronią przydatną do tłuczenia przeciwników po łbach. Pokraczny patriotyzm na przekór definicjom służy Kaczyńskiemu do osłabiania Polski, do izolowania Polaków od cywilizowanego świata, do zamknięcia nas w Pipidówce, gdzie sołtysem jest prezes. Mimo wybujałego egocentryzmu Kaczyński ma świadomość, że nigdy nie będzie partnerem dla wielkich tego świata. Nie zależy mu na obecności wśród cywilizowanych narodów, bo dociera do niego, że część europejskich przywódców traktuje go jak prymitywnego watażkę, inni jak psychotycznego populistę, a jeszcze inni mają go za złośliwego Rumpelsztyka z baśni Grimmów, ogarniętego manią władzy. Dlatego w jego słowniku najwyższą frekwencją szczyci się wyraz „Polska” we wszystkich przypadkach i postaciach.

Kaczyński kocha Polskę tak bardzo, że gotów ją całą objąć, przydusić, obezwładnić, ululać w ramionach i uśpić. Wie lepiej od Polaków, co Polsce jest potrzebne: po pierwsze władza silnej ręki, po drugie ślepa wiara, po trzecie gorejący patriotyzm.  A przy tym wie, że po pierwsze silna jest tylko ta władza, za którą stoi majątek i pieniądze, stąd symbioza PiS-u z biznesem.  Wie również, że – po drugie – opłaca się inwestować w tak rozbudowaną strukturę propagandową jak Kościół i warto nawet ośmieszać się pląsami przed hierarchami, którzy nie zdają sobie sprawy, że ich firma jest właśnie zawłaszczana przez PiS, dokładnie tak jak publiczne media, TK, sądy czy prokuratura.  Kaczyński ma też świadomość, że na kształt publicznej debaty i nastroje wyborcze największy wpływ mają najgłośniejsi, czyli niezrównoważeni ideowcy, i dlatego – po trzecie – będzie wspierał faszyzujących narodowców, tak jak przez wiele miesięcznic wspierał nawiedzonych wyznawców teorii spiskowych towarzyszących katastrofie smoleńskiej. Kaczyński gotów jest zrealizować swoją autorytarną wizję jednolitego narodu, skupionego wokół jednej władzy, z obsesją siły i potęgi, ufundowaną na katolicyzmie. W ten właśnie sposób wyobraża sobie patriotyzm.

Im większe kłopoty rządzących, tym częściej i głośniej słychać narodowe frazesy. Uniwersalnym wytrychem staje się nazwa naszego kraju. W niemal każdej wypowiedzi, usprawiedliwiającej kolejne wpadki i przekręty PiS, aż roi się od rozmaitych „polskości”. Polska polskie, Polacy, polskość – usprawiedliwiać mają lub przesłaniać błędy i głupotę rządzących.  Muzeum wojny ŚWIATOWEJ musi wyrażać POLSKI punkt widzenia, tak jakby nie istniały wydarzenia wspólne, jakby nie było zbieżnych opinii o udziale rozmaitych narodów w dziejach Europy i świata. Jakby poza Polską nie istniała jednolita historia powszechna, a tylko rozmaite wątpliwe narracje wymierzone przeciwko Polakom.

Promowana przez rządzących „polskość” – w opozycji do konkurencyjnych niepolskich myśli i działań- powielana jest bezrefleksyjnie w życiu społecznym, w nauce i kulturze, ale też w biznesowej reklamie. Wszystko, co polskie, jest świetne. Produkty dzielą się na krajowe, Polskie oraz Wyłącznie Polskie – jak piwo z browaru posła Marka Jakubiaka. Zagraniczne produkty natomiast bywają chińskie, unijne oraz „niepolskie” – a więc fatalne i groźne. Kariera Polski pisanej coraz mniejszą literą przybiera coraz bardziej karykaturalne rozmiary. Polski węgiel jest dla Polski najlepszy i będziemy się go kurczowo trzymać, jednocześnie sprowadzając ze Wschodu coraz więcej węgla o wiele lepszej jakości. Polska telewizja też jest świetna, ponieważ jest polska, patriotyczna i narodowa.

Słyszę w reklamie pewnej firmy hasło „Popieramy polski sport!”. Ktoś tam naiwnie myśli, że nazwa naszego kraju poniesie ich chwałę w lud i zwiększy im obroty – nie zauważając, że w tej reklamie byłby cień sensu tylko wtedy, gdyby istniały rodzime firmy deklarujące, że nie popierają polskiego sportu, tylko niemiecki albo australijski. Utkwiło nam w głowach już na dobre, że „polskie” to takie coś uciśnione i męczeńskie, a równocześnie Wielkie i Epokowe. Nie bez powodu w polskim języku słowo „komunał” ma aż 38 synonimów.

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Reklamy

Komentarze 4 to “Kaczyński pograżą sam siebie”

  1. Hairwald 4 lutego 2019 @ 12:06 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy.

  2. ereglo 4 lutego 2019 @ 13:27 #

    Ludzie, litości. Wiem, że jako czlowiek starej daty jestem na tym tle przewrażliwiony, ale boli mnie ta inwazja angielskiego (a właściwie – amerykanizmów) szczególnie tam, gdzie akurat polski jest nie tylko bogatszy ale i bardziej precyzyjny. Pomijam już nieszczęsne oncle, które nasi niedouczeni (lub leniwi) tłumacze oddaja zawsze jako „wuj”, bez względu na to, czy chodzi o brata matki (wuja), czy ojca „stryja”, ale dalej jeszcze gorzej. W wypadku Kaczora owi „kuzyni” Tomaszewscy, to po polsku po prostu bracia cioteczni, czyli bliska rodzina. Kuzyni, natomias, to w polskim zawsze byli dalsi krewni (dzieci ciotecznego i stryjecznego rodzeństwa, ciotecze babki i dziadkowie itp). A co do istoty sprawy – masz oczywiście całkowitą rację

Trackbacks/Pingbacks

  1. Kaczyński – zawalidroga PiS | Hairwald - 4 lutego 2019

    […] Depresja plemnika […]

  2. Kaczyński rżnie głupa | Earl drzewołaz - 4 lutego 2019

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: