Kaczyński okrada Polskę śpiewająco

29 Sty

Kula śnieżna nie wytraca impetu. PiS w coraz głębszej defensywie. Szykuje się wyborcza chłosta.

Oczywiście, jeśli się potwierdzi, co piszą media o uwikłaniu aresztowanych ludzi z otoczenia byłego ministra Macierewicza w przekręty w firmach sektora publicznego.

Co to za ludzie! Od rana do wieczora mielą patriotyczne frazesy, a zarazem za ich plecami, a może i za ich wiedzą idzie biznes na całego. „Należy się im”. A pycha podpowiada, że twardy elektorat to toleruje, a może nawet pochwala. Bo jemu też się należy.

Powstała sytuacja już całkiem jak z republik bananowych. Ale rząd zainterweniował. Sygnał został wysłany i do Macierewicza (nie masz immunitetu od wszystkiego), i jego środowiska. I szerzej: do administracji państwowej, do nowych kadr, którym „zjednoczona prawica” dała robotę po 2015 r.: uważajcie, nie pozwolimy, żebyśmy przez takich jak ten M. przegrali wybory.

Na razie mnożą się spekulacje: walka frakcyjna w PiS, akcja prewencyjna, jakieś „kwity” na prezesa, przykrywanie wcześniejszej afery z Chrzanowskim i Glapińskim, politycznie inspirowanego zabójstwa prezydenta Adamowicza, głupot opowiadanych przez premiera w związku z Dniem Pamięci o Zagładzie Żydów, bierności policji w Oświęcimiu, kiedy przez miasto maszerowali nienawistni nacjonaliści. Dużo tego. Tak właśnie powstaje polityczna masa krytyczna. Nawet pisowski beton może pęknąć.

Opozycja słusznie apeluje do rządu o przedstawienie w Sejmie informacji na temat aresztowań ludzi Macierewicza, w tym byłego szefa jego gabinetu politycznego. Powinien to być minister koordynator służb specjalnych. Ale jaka jest wiarygodność pana Kamińskiego czy pana Ziobry? Słusznie w mediach przypomniano nie tak dawne zachwyty niektórych notabli PiS nad panem M.

Nieformalny system kształtujący się pod rządami prawicy pisowskiej to państwo tekturowe. Za biało-czerwoną fasadą z megafonami grającymi muzykę narodową i kościelną widzimy tyły, gdzie uwijają się do cna skorumpowani aktywiści i beneficjenci „dobrej zmiany”, kradnąc i marnotrawiąc pieniądze publiczne.

Naturalnie nie wszyscy. Ale czy czekający na operację chirurgiczną prezes Kaczyński da radę zapanować nad kolejnym kryzysem w obozie obecnej władzy, za którą przecież ponosi polityczną i moralną odpowiedzialność w stopniu nieporównywalnym z nikim innym?

Dziennikarze Gazety Wyborczej, Wojciech Czuchnowski i Iwona Szpala ujawnili rozmowę Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, która odbyła się 27 lipca 2018 r.

W rozmowie uczestniczyli również: Grzegorz Tomaszewski, cioteczny brat Kaczyńskiego oraz wspólniczka i zarazem tłumaczka Birgfellnera.

Na ujawnionym nagraniu prezes PiS mówi o wartej 1,3 mld zł inwestycji spółki Srebrna, której właścicielem jest fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Spółka miała zbudować w centrum Warszawy dwa bliźniacze wieżowce, w których miały znaleźć się hotel, apartamenty, powierzchnie biurowe i siedziba Instytutu, którego członkiem zarządu jest Jarosław Kaczyński.

Całość inwestycji mają przygotować firmy Geralda Birgfellnera, który przez 14 miesięcy pracy dla spółki Srebrna odbył 160 spotkań biznesowych, w tym 16 z samym Kaczyńskim w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Jak wynika z rozmów całość inwestycji miała zostać sfinansowana przez kontrolowany przez Skarb Państwa bank Pekao SA. Wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik, a jednak Birgfellner uważa dzisiaj, że został oszukany.

Na ujawnionych taśmach słychać m.in., jak Kaczyński nie tylko biegle porusza się po biznesowych meandrach, ale również jak próbuje wymigać się od zapłaty za wykonaną przez Birgfellnera pracę, „bo nie ma do tego formalnych podstaw”.

Prezes PiS informuje Austriaka, że plan inwestycji został wstrzymany. „Nie dostaniemy wuzetki, jak nie wygramy tych wyborów.” – powtarza kilka razy w rozmowie Kaczyński. I chodzi nie tylko o wybory samorządowe, ale również o parlamentarne. Według prezesa PiS ujawnienie budowy wieżowca byłoby „zabójcze” dla partii, „bo to medialnie nie do obrony. Taka jest polityka” – mówi prezes.

Jak wynika z taśm, Kaczyński usiłuje przekonać Austriaka, że nie ma wpływu na zaistniała sytuację i podpowiada mu wystąpienie na drogę sądową, aby mógł dochodzić swoich roszczeń. „Niech pan nas pozwie, podpiszemy ugodę, zyskamy tytuł do wypłaty i wypłacimy pieniądze.” – zachęca Kaczyński austriackiego biznesmena, co wydaje się logiczne przy dzisiejszej instrumentalizacji sądownictwa.

Birgfellner jednak nie wierzy już w jakiekolwiek zapewnienia i za pośrednictwem prawników – Romana Giertycha i Jacka Duboisa – wysłał do warszawskiej prokuratury zawiadomienie „o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego”. Roman Giertych zapowiada, że jeżeli postępowanie zostanie upolitycznione, „to rozważymy wystąpienie o wszczęcie postępowania przez prokuraturę w Wiedniu. „

Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem

Walka z mową nienawiści jest wojną obronną, a zatem słuszną i sprawiedliwą. Od tak dawna obrzucamy się błotem oszczerstw, potwarzy i pomówień, że dla wielu to bagienko stało się już środowiskiem naturalnym.  Czas się ratować – oskrobać z podłych intencji i obmyć z nienawistnych słów. Jednak wezwania, by każdy z nas rozpoczął odnowę moralną od siebie, od zaraz i bez warunków wstępnych, uważam za nierealne i niebezpieczne. Słuchając nawoływań o zawieszenie broni i narodowe pojednanie, obłażą mnie wątpliwości, z których nie potrafię się otrzepać.

Jeśli zależy nam na trwałym pokoju społecznym, to przyjąć musimy do wiadomości, że zawieszenie broni nie zakończy się traktatem pokojowym, póki rozpalać się będą lokalne walki i potyczki. A będą, nawet gdyby wszystkich harcowników przenieść na tyły, do taborów. Bo nie wierzę w dobre intencje wszystkich walczących, tak jak nie wierzę w przyzwoitość na zawołanie. Cisza na froncie to znakomita okazja dla cynicznych watażków, którzy wykorzystując uczciwość przeciwnika przejmują inicjatywę i kontynuują swoją wojenkę wmawiając światu, że oni strzelają wyłącznie ślepakami i tylko na wiwat. Będą nadal toczyć swoje bitwy poprzez najemników, wynajętych wyznawców i wyznaczonych funkcjonariuszy.

Na szczytach władzy słychać nawoływania do narodowej zgody i porozumienia. I na tym samym oddechu rządzący dopowiadają, że przemysł pogardy jest produktem Platformy. Okazuje się, że wojnę polsko-polską rozpoczął Donald Tusk, zniesławiając wyborców PiS niewyobrażalną kalumnią: „moherowe berety!”, wobec której jakieś tam „zdradzieckie mordy”, „mordercy” oraz „komuniści i złodzieje” to tylko usprawiedliwiona reakcja obronna. Dzisiaj PiS zaprasza opozycję na rozmowy pokojowe, a w tle słychać wyraźnie tętent nadjeżdżającej kawalerii i rżenie koni jeźdźców Apokalipsy.

Na sobotnim zebraniu partyjnym z udziałem dowiezionych samorządowców prezes Kaczyński dokonał niebywałych odkryć, że oto Polska jest podzielona, a podział ten prowadzi do wydarzeń, które jednak nie powinny mieć miejsca – sugerując jednocześnie, kto za to odpowiada . Pan premier zawtórował swojemu przełożonemu, kolejny raz wyliczając, czego to poprzedni rząd przez 8 lat nie zrobił, po czym opowiedział o „przezwyciężaniu spuścizny porozbiorowej”(!) i z braku przekonujących sukcesów skupił się na wyzwaniach przyszłości – o wyzywaniach w przeszłości nie wspominając. Wcześniej wicemarszałek Terlecki obsobaczył zaproszoną na „rokowania” opozycję, która ośmieliła się zarzucić TVP – uczciwej przecież i obiektywnej jak nigdy dotąd – że kłamie i podgrzewa nienawistne nastroje.

To jednak ledwie pstryczki i żartobliwe przekomarzania wobec furii wyznawców Kaczyńskiego w mediach wspierających PiS. W jednym z tygodników dostępnych na pocztach, w supermarketach, na stacjach benzynowych i wszędzie tam, gdzie nie sprzedaje się „Gazety Wyborczej”, przeczytać można wielki tekst o źródłach języka pogardy. Kilka cytatów: „Ta cała nienawistna jazda bez trzymanki trwa od 2005 roku (…), a kulminacja tego politycznego i propagandowego zezwierzęcenia nastąpiła po tragedii smoleńskiej”.  I dalej: „Przecież ta swołocz i hołota nie uszanowała nawet żałoby po ofiarach tragedii smoleńskiej…”. Teraz już można gładko przejść od Smoleńska do Poznania: „przedstawiciele totalnej opozycji na widok niewinnie przelanej krwi zachowali się jak stado szakali, które tę krew poczuło i w jakimś dzikim amoku ruszyło do ataku”. Dalej jest o „ludzkiej mierzwie”, która z premedytacją zdeptała wolę rodziny Adamowicza, aby tylko „po trupach do władzy”. Wygląda na to, że autor, niejaki Mirosław Kokoszkiewicz, sam sobie odpowiada na tytułowe pytanie „Kto zasiał nienawiść?”

Nie są to bynajmniej najbardziej wyraziste przejawy pogardy dla myślących inaczej i reagujących samodzielnie. Spore zainteresowanie wyborców PiS wzbudził wywiad Aldony Zaorskiej z Grzegorzem Braunem, który jest nie tylko reżyserem i publicystą, ale również nauczycielem akademickim. Zdaniem tego pana morderstwo Adamowicza to kolejne niewyjaśnione zabójstwo. Kolejne, bo „w III Rzeczpospolitej takie rzeczy zdarzają się wręcz seryjnie”. Braun sądzi, że to wydarzenie bardzo przysłużyło się tym, którzy głoszą, że w Polsce demokracja jest zagrożona i gdyby nie zdarzyło się naprawdę, to „na użytek tej antypolskiej narracji trzeba by je wymyślić”. Uniwersytecki wykładowca informuje ponadto, że zabójstwo Pawła Adamowicza to w konsekwencji wielka wspólna operacja propagandowa opozycji i WOŚP Jerzego Owsiaka, bo morderstwa dokonano „na ołtarzu świeckiej religii, podczas celebracji tego dorocznego obrzędu”. Braun nie omieszkał też zawiadomić, że ofiara mordu to „prominentny przedstawiciel opcji niemieckiej, chętnie wpisujący się w żydowskie narracje propagandowe i w neomarksistowskie projekty seksualizacji nieletnich”…

Czytelnikom, którzy w tym miejscu wzruszą ramionami, bo pan Braun jest postacią groteskową i marginalną, zwracam uwagę, że nasza scena polityczna aż roi się od podobnych postaci, a każdego dnia jesteśmy świadkami wydarzeń, które jeszcze niedawno uznalibyśmy za marginalne i groteskowe, a dziś albo ich już nie dostrzegamy, albo traktujemy je z pełna powagą. Nie jestem katastrofistą i też żywię mocne przekonanie, że ostatecznie dobro zwycięży. Problem tylko – jak dożyć tej chwili?

Myślę, że zanim zabierzemy się za bratanie, zanim wypijemy bruderszaft przechodząc  z warknięć  stworzeń animalnych na „Pan”(i „Pani”), powinniśmy zdefiniować wyraźnie, czym jest język pogardy oraz czym mowa nienawiści nie jest. Bo walka o życzliwą debatę publiczną rodzi pewne zagrożenie: może okazać się niebezpieczna dla prawdy. Wraz z oczyszczającą kąpielą łatwo wylać prawdę – tę rozumianą jako osąd zgodny z rzeczywistością. Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem. Kim będą ci ludzie, jeśli zabraknie nam słów precyzyjnie określających ich działanie i motywy, bo te dotychczasowe uznamy za obraźliwe? Jeśli wojna z mową nienawiści sprowadzi się do eliminacji ze słownika debaty publicznej wybranych wyrazów i do relatywizowania negatywnych ocen ludzkich poczynań, to nie tylko stracimy trzeźwy osąd. Co gorsza – pozwolimy by ci, przeciw którym wojna się zaczęła, opanowali nasze dowództwo i sztab generalny.

Dlatego publiczne nazwanie premiera Morawieckiego kłamcą, prezesa Kaczyńskiego oszustem, eksministra Macierewicza hochsztaplerem, albo wicemarszałka Terleckiego cynikiem i politycznym graczem, powinno pozostać zwyczajną diagnozą tak długo, dopóki nie dopiszemy do niej szyderczych przymiotników. A poza tym niech mowa nienawiści zginie i przepadnie. Niech służy tylko badaczom niektórych form i przejawów epistolarnej twórczości, charakteryzującej polski dyskurs publiczny I połowy XXI wieku.

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: