Kaczyński wymachuje sztachetą. Zamach na Adamowicza 10

18 Sty

Myślicie, że to PiS jest winny? Owszem, sztacheta może zabić, ale nie ona jest winna, lecz ten, kto nią wymachuje.

>>>

Tak potężna dawka emocji, jaką odczuwamy w przestrzeni publicznej po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza ma moc diametralnie odmieniać sytuację na scenie politycznej. Wiedzą o tym doskonale działacze kierownictwa partii rządzącej, nauczeni strategią polityczną, jaką uprawiali po 2010 roku,  jednak niektórych ich zachowań po prostu wytłumaczyć nie sposób.

Z jednej strony widzimy deklarowane wyciszenie nastrojów, współczucie dla rodziny zmarłego, szybkie decyzje w sprawie sukcesji rządów w stolicy Trójmiasta a także zakaz wypowiedzi medialnych, które podgrzewałyby atmosferę. Z drugiej natomiast deklaracjom i obrazkom rozmodlonych i pogrążonych w żałobie najważniejszych polityków władzy przeczą takie działania, jak brak wyciągnięcia jakichkolwiek konsekwencji wobec sprawców najohydniejszego wydania “Wiadomości” w przeciągu ostatnich trzech lat, dalsze tolerowanie Krystyny Pawłowicz w partii, czy przeprowadzona przecież z pełną premedytacją manifestacja nieobecności prezesa PiS podczas minuty ciszy w Sejmie mającej uczcić pamięć zmarłego prezydenta. Ten rażący dysonans pomiędzy tym, co PiS dziś mówi, a co robi, może mieć zgubne skutki dla obozu władzy, co zapewne pokażą kolejne badania opinii publicznej.

Z centrali partyjnej płyną głosy, że decydujące znaczenie w kwestii przyjęcia strategii na najbliższe miesiące będą miały wewnętrzne sondaże, które partia z pewnością już zamówiła. Nastroje są jednak minorowe i to nie dlatego, że pierwszy sondaż, jaki wczoraj opublikowała Gazeta Wyborcza pokazuje spadek notowań partii rządzącej. Wbrew wielu nagłówkom, nie jest on wcale drastyczny ani potężny, a przeprowadzenie go właśnie w chwili największego rozwibrowania nastrojów społecznych (w dniach 15-16 stycznia) nie wpływa korzystnie na postrzeganie jego wiarygodności. Nie zmienia to faktu, że jego wyniki z pewnością zaniepokoiły kierownictwo partii rządzącej, gdyż wynika z nich wprost, że nawet z koalicjantem niemożliwe stanie się dalsze sprawowanie władzy. 

Oczywiście, bardzo prawdopodobne jest, że lada moment rządowy CBOS zechce przeprowadzić badanie metodą faworyzującą partię rządzącą, ale warto odnotować, że dziś, gdy panują nastroje oburzenia, których oczywistym adresatem w takich sytuacjach jest władza, nawet bezpośredni wywiad z ankietowanymi może wymknąć się spod kontroli, a wyniki mogą być dokładnie odwrotne od przewidywanych. To z kolei sprawia, że PiS traci dziś możliwość reagowania i ewentualnej kontry w tym zakresie. Kierownictwu partii pozostaje bierne przyglądanie się rozwojowi sytuacji, w nadziei że straty nie będą nieodwracalne.Najgorsze jednak co może się wydarzyć to pogłębienie się polaryzacji, w której to PO/KO stanie się podmiotem symbolizującym w polityce pozytywne emocje. Wówczas mogą nie pomóc nawet najbardziej szczodre obietnice i kolejne programy z plusem.

Czytam i słucham rozmaitych wypowiedzi, wywiadów i rozmów na temat tragedii, jaką jest zabójstwo Pawła Adamowicza. Prawie w każdej powraca pytanie, czy coś się zmieni w Polsce na lepsze, czy zmniejszą się podziały, czy po tym nieszczęściu ludzie oprzytomnieją, powstrzymają się, nabiorą rozumu, czy to doświadczenie czegoś nas nauczy? I nieodmiennie pada ta sama odpowiedź: NIE.

Nie przypominam sobie, żeby ktoś odpowiedział inaczej, żeby powiedział „oby”, „dałby Bóg”, „być może”, „mam nadzieję” czy wręcz „tak”. Tylko „nie, nie i nie”. Społeczeństwo jest w tak głębokim kryzysie, że straciło wiarę. Oczywiście, będą chwile uniesienia, pogrzeb stanie się wielką manifestacją solidarności, braterstwa, przez chwilę dobro zwycięży nad złem, ale potem wszystko powróci do normy, czyli na dno.

Nie mogę się z tym pogodzić, ale kiedy widzę, jak troje ważnych polityków nie przychodzi na minutę milczenia w Sejmie, to czuję się, jak gdyby mi ktoś wymierzył policzek. I jeszcze jak kłamią bez zmrużenia oka. Takie chamstwo w parlamencie, na szczycie władzy, w wykonaniu najważniejszej osoby w państwie, nie może pozostawić człowieka obojętnym. A właściwie – dlaczego nie, przecież to nie pierwszy raz i nie ostatni. Czuję, jak ten człowiek cierpi tam na korytarzu, jak rozsadza go złość, zawiść, bezsilna wściekłość, że setki tysięcy ludzi wychodzą na ulice, by spontanicznie uczcić śmierć nie tego polityka co trzeba, który na to zasługiwał, nie najwybitniejszego polityka od pokoleń, nie naszego, ale wręcz przeciwnie – jakiegoś burmistrza, oszusta, dusigrosza, w mieście opanowanym przez gang samozwańców z prostackim elektrykiem w tle.

I wtedy rozumiem tych wszystkich, którzy mówią „nie”. Już nas wzruszała pełna cierpienia śmierć papieża i jego beatyfikacja, męczeńska śmierć zamordowanego księdza, zakatowanego maturzysty, żeby Polska była Polską. Poza krótkotrwałym uniesieniem – wszystko to mija bez śladu. Standard materialny idzie w górę, standard duchowy – w dół. Coraz trudniej o rozmowę, coraz mniej dyskusji, coraz większa ciemność. I coraz większe zakłamanie, to wstawanie z kolan, ta Polska w ruinie, to białe, które jest czarne. I coraz więcej ludzi chce wyjechać. Kiedy patrzę na to wykarmione duchowieństwo, na prezydenta, który bardziej przypomina uczniaka niż nauczyciela, na zagubioną opozycję, na te media publiczne, rozumiem tych wszystkich, którzy wyłączają telewizor i odpowiadają NIE. Co prawda im jest z roku na rok lepiej, ale z Polską jest odwrotnie.

Niesamowite i przejmujące. Podczas protestu pod gmachem TVP w Warszawie odczytano wiersz sprzed prawie stu lat: „Pogrzeb prezydenta Narutowicza” Juliana Tuwima.

A w nim te pamiętne wersety:

Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni,
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie,
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
Chodźcie, głupcy, do okien – i patrzcie, i patrzcie!

Ciarki szły po plecach. W Polsce poezja często splata się z polityką, ale żeby aż tak?

Tuwima natychmiast zaatakowała endecka prawica. Poeta trafił w sedno: gdyby nie kampania nienawiści rozpętana przez endecję przeciwko kandydaturze Gabriela Narutowicza na pierwszego w historii prezydenta Rzeczpospolitej, do tragedii może by nie doszło.

Bo przecież wybrany głosami posłów mniejszości narodowych, Żydów, Ukraińców, Niemców to obelga dla narodu polskiego. Mariusz Urbanek w „Tuwimie. Wylęknionym bluźniercy” przypomina, że na spotkanie autorskie z Tuwimem w Drohobyczu przyszli „patrioci” z grubymi kijami. Hejtowano go w całym kraju.

Cóż, kolejne rozdziały tej księgi głupoty i nikczemności są niestety zapisywane nadal.

Ale jest też inna księga prawdziwej potęgi i chwały. Z tej możemy się uczyć miłości do ojczyzny. W czwartek przed Europejskim Centrum Solidarności, gdzie wystawiono na marach trumnę z ciałem zamordowanego prezydenta, zabrzmiała „Zbroja” Jacka Kaczmarskiego, emigranta i barda mojego pokolenia.

I znów ciarki szły po plecach. Bo to przecież Gdańsk, kolebka Solidarności. Może teraz, w tych dniach, w Gdańsku rodzi się nowa solidarność.

„Jeśli chce się osłabić świeckie państwo i zapobiec głębszemu wchodzeniu Polaków do świeckich struktur Unii Europejskiej, to trzeba przedstawiać Kościół jako jedyne źródło wartości i norm. Dlatego trzeba zniszczyć Owsiaka, który do tego obrazka nie pasuje” – przypominamy esej Cezarego Michalskiego z marca 2015 roku, w którym tłumaczy, dlaczego prawica ma tak ogromny problem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy.

Każdy kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to pretekst do bezpardonowego ataku prawicy i ludzi, którzy uważają się za katolickich tradycjonalistów (cały Kościół na szczęście do tej wojny się nie włączył).

Z pozoru wydaje się to absurdalne i głupie. Dlaczego prawica nie skupi się na promocji własnych inicjatyw charytatywnych? Czemu tradycjonaliści, tak czuwający nad czystością polskiego Kościoła, nie włączą się w działania Caritasu, Szlachetnej Paczki księdza Jacka Stryczka albo czemu nie pojawią się jako wolontariusze w prowadzonych przez Kościół ośrodkach dla ludzi bezdomnych? To by było chrześcijańskie, zgodne z nauczaniem papieża Franciszka, który powtarza, że chrześcijaństwo nie jest „ideologią walczącą o władzę z innymi ideologiami”, ale jest właśnie praktycznym miłosierdziem. I że chrześcijanie powinni przekonywać innych do swej wiary przykładem własnych biografii i własnych uczynków, a nie ustawianiem życia innym i nieustannym zwalczaniem konkurencji.

Polska prawica i kościelni tradycjonaliści wybrali jednak strategię dokładnie przeciwną. Pomysł prawicy, jej oferta dla najbardziej konserwatywnej części polskiego Kościoła, są następujące. Jeśli chce się w Polsce jeszcze bardziej osłabić świeckie (choć przecież zawsze kooperujące z Kościołem) państwo, jeśli chce się zapobiec głębszemu wchodzeniu Polaków do świeckich (choć przecież niewalczących z Kościołem) struktur Unii Europejskiej, trzeba konsekwentnie przedstawiać Kościół jako jedyne źródło wartości i norm. Jako jedyną instytucję, która może wychowywać dzieci i młodzież. Wreszcie jako jedyną instytucję prowadzącą działalność charytatywną. Natomiast wszystko co świeckie musi być w świadomości Polaków zredukowane do roli tzw. cywilizacji śmierci.

Tylko prawica i Kościół powinny mieć monopol na wartości, na etykę, na stanowienie prawa, a także na praktyczną miłość bliźniego wyrażającą się w działalności charytatywnej. Po drugiej stronie mają pozostać tylko „dekadenckie lemingi” i „worki skórno-mięśniowe” (jak w języku tradycjonalistycznej prawicy coraz częściej nazywa się ateistów czy agnostyków). Świecka cywilizacja to mają być tylko hipermarkety, wynaturzona konsumpcja, kluby Cocomo, obyczajowe i finansowe afery świeckich polityków, narkotyki, alkohol, demoralizacja młodzieży, seksualizacja dzieci, ofensywa gender. Po tamtej, świeckiej stronie, nie może być żadnych wartości, żadnych ciekawych idei, żadnych dobrych ludzi ani dobrych uczynków.

W tym czarno-białym pejzażu kulturowej wojny inicjatywa Owsiaka jest z punktu widzenia prawicy największym skandalem. To przecież świecka (choć nie antykościelna, łącząca we wspólnych działaniach katolików i niekatolików, wierzących i niewierzących) akcja charytatywna o wielkim rozmachu. Rozbija wizję, w której tylko Kościół (oczywiście wyłącznie prawdziwie tradycjonalistyczny, narodowy, związany politycznie z prawicą) może być w Polsce źródłem wartości i sprawcą dobrych uczynków. Przekreśla też słynną tezę Dmowskiego, że w Polsce „katolicyzm jest czymś więcej niż religią, jest jedyną formą polskości”, a skoro tak, to żadnego wartościowego świeckiego działania w Polsce być nie może.

Stąd wzięła się totalna wojna prawicy na zniszczenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, będącej z punktu widzenia Tomasza Terlikowskiego, braci Karnowskich czy o. Rydzyka najpoważniejszym świeckim konkurentem Kościoła do miłosierdzia i miłości bliźniego. Stąd obsesyjne przedstawianie Owsiaka jako demoralizatora młodzieży czy wręcz zwykłego oszusta. Nawet jego „róbta co chceta” zostało przez prawicę przekłamane, przekształcone w argument na rzecz tezy o demoralizowaniu dzieci. A przecież subtelni prawicowi teolodzy z „Frondy”, „wSieci”, „Do Rzeczy” czy subtelny historyk filozofii Ryszard Legutko, wszyscy oni wiedzą doskonale, że te słowa (róbta co chceta, bylebyście kochali swoich bliźnich, bylebyście praktykowali miłosierdzie, bylebyście pomagali swoim bliźnim…) są nie tylko cytatem z rockowej piosenki, ale przede wszystkim parafrazą słów świętego Augustyna. To on jako pierwszy powiedział: kochaj i rób, co chcesz – hasło, które w jego czasach też było skandalem. Czyli: pielęgnuj swoją wolność, idź swoją własną drogą życiową, bylebyś tylko praktykował miłosierdzie wobec bliźnich. A to właśnie Jerzy Owsiak robi od 23 lat.

Dzisiaj są tacy domorośli wiktymolodzy (specjaliści poszukujący przyczyn, dla których jakiś człowiek staje się ofiarą przemocy), którzy uważają, że „Charlie Hebdo” zasłużyło na swój los. Bo po co było prowokować „wierzących”?

Są też tacy, którzy uważają, że na swój los zasłużył Jerzy Owsiak. Co prawda nie publikował nigdy antyreligijnych karykatur, nie obrażał innych z powodu ich poglądów czy wiary. Jego wina polega na tym, że stał się celebrytą, zatrudnił w swojej fundacji żonę, a ostatnio na codzienny hejt prawicowych mediów zareagował, wyrzucając z konferencji prasowej przedstawiciela TV Republika.

Owsiak faktycznie jest celebrytą, tyle że jego przepustką do sławy nie były skandale, burdy w hotelach czy rozbierane sesje, ale 600 milionów złotych zebranych i wydanych na sprzęt medyczny ratujący seniorów i noworodki, a tak naprawdę pomagający całej chronicznie niedoinwestowanej polskiej służbie zdrowia. Inną jego przepustką do celebryckiej sławy było zorganizowanie 20 Przystanków Woodstock, na których miliony dzieciaków nie tylko słuchały rocka, ale też przechodziły przyspieszoną lekcję wychowania obywatelskiego. Słuchając polityków z różnych partii, w tym prezydentów Polski i Niemiec, dziennikarzy, wybitnych twórców kultury, także księży. I po partnersku rozmawiając z nimi; a także wygwizdując kolesia, który zamiast rozmawiać z Grzegorzem Miecugowem, „dał mu honorowo w pysk”, że zacytuję sformułowanie z jednego z równie „honorowych” prawicowych portali.

A żona Owsiaka pracuje w fundacji, bo wraz z mężem całe swoje dorosłe życie poświęciła Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Nie ma już dziś innych kwalifikacji poza pomaganiem ludziom. A TV Republika nigdy nie informowała o WOŚP, ale na WOŚP polowała, więc nerwy mogły Owsiakowi puścić, choć oczywiście nie powinny.

Najzabawniejsze, że drobiazgowego prześwietlenia Owsiaka i jego dzieła dokonują te same prawicowe media, dla których nie były żadnym problemem nieprawidłowości działania Komisji Majątkowej, gdzie Kościół był reprezentowany przez byłego oficera SB z pionu zajmującego się w PRL łamaniem sumień biskupów i księży. A kiedy po raz pierwszy wypłynęła sprawa pedofilii arcybiskupa W. i księdza G., cała prawicowa koalicja medialna – od „wSieci” po media ojca Rydzyka – oburzała się na nagonkę i przestrzegała przed nowym męczeństwem ks. Popiełuszki.

Na wyrzucenie przez Owsiaka dziennikarza telewizji, która dziesiątki razy insynuowała mu oszustwa i demoralizację młodzieży, oburzają się ci sami przedstawiciele dziennikarskiej prawicy, którzy nie widzieli nic zdrożnego w tym, że PiS ma całą czarną listę dziennikarzy „mainstreamowych mediów”, których nie wpuszcza na swoje konferencje prasowe.

Zatem nie o sprawiedliwość tu chodzi, ale o wyrównywanie rachunków. O pokazanie, że w Polsce nie ma nic świeckiego, co warto by ocalić, co zasługiwałoby nawet nie na sympatię, ale na zupełnie podstawową tolerancję ze strony ludzi „wierzących”.

Używam cudzysłowu przy określeniu „wierzący”, bo prawica występująca w imieniu Kościoła to często ludzie, których chrześcijaństwo nigdy nie interesowało, a Kościół cenią wyłącznie jako narzędzie partyjnej polityki. Faktyczni chrześcijanie w polskim Kościele – ludzie Caritasu czy ks. Jacek ze Szlachetnej Paczki – nigdy nie atakowali Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oni akurat świetnie wiedzą, jak trudno jest w Polsce zebrać choćby złotówkę, zorganizować tej skali akcję na rzecz najbardziej potrzebujących. Ksiądz Adam Boniecki wspomagał licytacje WOŚP. On i ksiądz Lemański spotykali się nawet z tysiącami młodych ludzi na Przystankach Woodstock, stając się zresztą z tego powodu obiektami ataków prawicowych publicystów bardziej papieskich niż papież, a już szczególnie bez porównania bardziej papieskich niż „nieudany papież Franciszek”, jak powtarza Wojciech Cejrowski, spotykając się z coraz gorętszym odzewem prawicowych hejterów.

W Polsce kapitał społeczny to skarb, bo niszczyły go nasze polityczne wojny na górze, osłabiały go społeczne napięcia towarzyszące budowie naszego młodego i wciąż jeszcze trochę dzikiego kapitalizmu. Trudno ocalić społeczną solidarność, kiedy wokół wszystko się zmienia, i podczas kiedy jedni w zmieniającym się pejzażu społecznym dają sobie radę, innym pozostaje tylko nostalgia albo resentyment.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to dziś w Polsce może ostatnia instytucja tej skali, która buduje kapitał społeczny, zamiast bezrefleksyjnie go niszczyć. Łączy rodziców i dzieci, wierzących i niewierzących, a nawet naszych nowobogackich, których stać na wylicytowanie małego złotego serduszka za ponad milion złotych, łączy z ludźmi, którzy z dumą przylepiają do swoich płaszczy czerwone papierowe serca, bo wrzucili właśnie parę złotych do skarbonki wolontariusza.

WOŚP nie zastąpi sprawnego państwa i dobrze funkcjonującego Ministerstwa Zdrowia. Jeśli jednak mamy prawo być w Polsce dumni z czegoś więcej niż tylko naszej osobistej zaradności, to właśnie z takich instytucji jak Caritas czy WOŚP.

Owsiak od 23 lat lepi pozrywane więzy społeczne. Ale instytucję taką jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której jedynym kapitałem jest zaufanie, zabić łatwo. Wystarczy uczynić ją „kontrowersyjną”. Natychmiast rozpadnie się krucha solidarność rodziców i dzieci, wierzących i niewierzących, oligarchów i ofiar transformacji. Po latach ciężkiej pracy prawicowych hejterów każdy z nas ma już w gronie znajomych ludzi, którzy głośno mówią: „Zawsze chętnie pomogę, ale nigdy nie dam pieniędzy na tego Owsiaka”.

Jeśli jednak pozwolimy zniszczyć Owsiaka, prawica i kościelni tradycjonaliści będą już mieli w ręku wszystkie karty. Wszystkie argumenty na rzecz tego, że jedynie oni powinni w Polsce rządzić. Stanowić prawo, wyznaczać normy, wychowywać dzieci i młodzież, bo poza nimi jest tylko „nihilistyczna i relatywistyczna cywilizacja śmierci”. Poza nimi, jedynymi ludźmi z sumieniem i duszą, są już tylko „worki skórno-mięśniowe”.

Dopóki jednak gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, prawica nie ma monopolu na miłosierdzie.

Zabójstwo polityka nie powoduje w „Prezesie” żadnych reperkusji emocjonalnych

Co miałoby oznaczać brak prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego podczas minuty ciszy w Sejmie na cześć zamordowanego Pawła Adamowicza?

A po niej na salę obrad wszedł demonstracyjnie wraz z rzecznik Beatą Mazurek i marszałkiem Ryszardem Terleckim. Zestaw osób piastujących dane funkcje jest znamienny. Powstaje zatem pytanie: co kierowało prezesem? Strach, brak wychowania, demonstracja polityczna?

Wszystko po trochu, ale najwięcej demonstracji. Zabójstwo polityka nie powoduje w Kaczyńskim żadnych reperkusji emocjonalnych, a jedynie podkreślenie własnego wywyższenia ponad zdarzenie, „myślcie duszyczki, co to miałoby znaczyć, bo nieodgadnione są moje zamiary”, taka jest wola pana K., dla pospólstwa nie do pojęcia.

Tak zachowuje się bufon autokrata, którego ego rozrosło się do nieogarniętych rozmiarów. A przecież w tym momencie mógłby rozpocząć się nowy rozdział współczesnej historii polskiej, spuszczania złej atmosfery ze sfery publicznej. Kaczyński wcale nie musiałby się kajać, wystarczyłyby okrągłe słowa dla Adamowicza, którego zabiła nienawiść, bo to ona podniosła rękę z nożem zabójcy na finale WOŚP w Gdańsku.

Nie padły żadne słowa, bożek Idol Kaczyński celowo nie zdążył na minutę ciszy. Niektóre środowiska opozycyjne proponują, aby przerwać spiralę nienawiści w ten sposób, iż bezwarunkowo i radykalnie się wybacza, zastosować formułę polskich biskupów sprzed pięćdziesięciu lat: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!”.

Lecz to wymaga konkretnego adresata. Kim poczuliby się pisowcy i sam prezes, gdyby to do nich skierowano podobne słowa? Niemcami? Tak! Ależ to by ich rozjuszyło, a ponadto bezwarunkowe przebaczenie postawiłoby nas w roli Chrystusów, a ich Judaszów, Barabaszów, ciemnej mocy. Rozjuszenie PiS pewne.

Grzegorz Schetyna ma rację: Pawła Adamowicza zabiła nienawiść obłąkana, dobrze zorganizowana, sączona z tub propagandowych PiS. A więc nie tędy droga, aby bezwarunkowo przebaczać, tak mogą postępować instytucje przestrzegające procedur prawnych i uznające vox populi.

Bożek Kaczyński wszedł na salę obrad Sejmu w asyście swoich archaniołów, on nie przejmie się śmiercią następnych osób po Adamowiczu, ani kajaniem się przebaczających ofiar, bożkowi można tylko odebrać jego lud, odebrać poprzez dialog, debatę. I tego boi się każdy bożek – otwartości. Powietrze wolności, demokracji, prawa zabija każdego dyktatora.

Jedna odpowiedź do “Kaczyński wymachuje sztachetą. Zamach na Adamowicza 10”

  1. Hairwald 18 stycznia 2019 @ 08:00 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Cejrowski to typ podobny Krystynie Pawłowicz, obydwoje śpią i szczują. Tak mają. Niestety sa od nich więksi, jak Jarosław Kaczyński, który w istocie podniósł nóż na Polskę i ją (nas) ugodził. Pytanie: czy my jeszcze żyjemy? Bo Kaczyński owszem i śmieje się zza armii ochroniarzy, jak na słynnym obrazku, gdy uciekał limuzyną z Sejmu, a Polacy protestowali na Wiejskiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: