Pisowskie Bizancjum dla szparek sekretarek Glapińskiego

9 Sty

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako prezes Narodowego Banku Polskiego miał pan profesor Belka i to jest coś, co pan profesor Glapiński, przychodząc do Narodowego Banku Polskiego, jako jego prezes, zastał i to jest cały czas na tym samym poziomie” – powiedział prezydent.

Wtórował mu w TVN 24 wicemarszałek Senatu Adam Bielan.  – „Siatka płac w NBP, zgodnie z oświadczeniem pełnomocnika prawnego NBP, została ustalona za czasów poprzednika Adama Glapińskiego, Marka Belki” – stwierdził Bielan. Podobnie wypowiadał się poseł PiS Bartosz Kownacki: – „Tabele płac i zasady wynagradzania w NBP są jawne, były dużo wyższe niż w administracji publicznej od wielu, wielu lat. Chociażby ta, która jest obecnie, była ustalana, o ile wiem przez pana prezesa Belkę” – powiedział Kownacki. Nasuwa się przypuszczenie, że wszyscy oni stosują słynny już pisowski „przekaz dnia”, a że nie jest on zgodny z prawdą…

Polityczne „aboty”  nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

Gra w „aboty” wzięła się z gabinetów terapeutów par. Chodzi w niej o kłótnię dla kłótni, a nie o rozwiązanie problemu. Tak naprawdę konkretna i rzeczowa ocena sytuacji zepsułaby grę. Wyobraźcie sobie komunikację i rozwiązywanie problemów w małżeństwie, które rozmawia ze sobą tak:

Ona: – Wyniesiesz śmieci?

On: – Nie wyniosę! Pamiętasz, jak dwa lata temu poprosiłem cię o wyniesienie śmieci, a ty to olałaś?

Ona: – Jasne, wyżywaj się. Nie pamiętasz już, że cię wtedy olałam, bo po raz któryś spóźniłeś się z odebraniem naszego syna z przedszkola i siedział sam, czekając na ciebie jak głupi?

On: – Odezwała się pani mądra! Kiedy robisz zakupy, zostawiasz go na całe godziny pod opieką przypadkowej opiekunki. Nawet nie wiesz, czy jest z nią bezpieczny! Może to jakaś psycholka!

Ona: – Sam jesteś psycholem, poprosiłam cię tylko, żebyś wyniósł śmieci! Robię nam obiad do cholery!

On: – Wielkie rzeczy, obiad! Zrobiłem w życiu sto tysięcy obiadów i za żaden mi nie nawet podziękowałaś.

Ona: – Dobrze, sama wyniosę te cholerne śmieci, a ty możesz iść jeść do knajpy.

On: – I bardzo dobrze! Tam przynajmniej mnie nie otrują!

Ona: – A szkoda!

Idiotyczne, prawda? Kompletnie bez sensu, nieskuteczne, a mimo że nigdy do niczego (oprócz nienawiści i rozstania) nie prowadzi, ćwiczone bez końca w wielu związkach.

Gra w „aboty” polega właśnie na tym, żeby zamiast mówić o problemie lub załatwiać sprawę walczyć o to, kto ma rację każdą dostępną metodą i jak najskuteczniej rozmywać własną odpowiedzialność. Może ja postępuję czasem źle, ale ty trzy lata temu też zrobiłeś coś źle, więc moje „źle” się nie liczy. Zdaniem psychologów, takie zachowanie jest charakterystyczne dla fazy rozwoju dwulatka. Skoro tak, to czemu widzę je ciągle w komentatorskich studiach i na sejmowej trybunie?

Istnieje pewien rodzaj komentatorów i polityków, którzy nie są w stanie omówić jasno i klarownie żadnego problemu społecznego, żadnego błędu czy posunięcia rządu, żadnego przypadku nadużycia władzy, choćby najbardziej rażącego i szokującego, nie są też w stanie jasno opowiedzieć się za czymś lub przeciw czemuś – bez przywoływania przykładu drugiej strony, bez pokazywania, że gdzieś, kiedyś, nawet wiele lat temu, komuś z innej partii zdarzyło się postąpić podobnie źle lub dobrze. Ma to pewnie utrzymać pozór obiektywizmu. Pozór – bo od dawna uważam, że obiektywizm nie polega na tym, żeby udowadniać, że wszyscy kradną po równo, tylko na tym, żeby pokazywać, że na jedną sprawę czasem trzeba spojrzeć z wielu różnych punktów widzenia. Prawda jest taka, że polityczne „aboty” w rzeczywistości nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

W jednym z programów, do których zaproszono mnie jako komentatorkę, taka sytuacja miała miejsce w czasie dyskusji o szokujących zarobkach pań  – asystentek, czy też jak pisze „Gazeta Wyborcza” – „dwórek” prezesa NBP Adama Glapińskiego. Jedna z zaproszonych publicystek właściwie w ogóle nie oceniała tej sprawy, nie byłam jej w stanie do tego skłonić! – nie zajmowała się faktami – bo przez całą audycję była zajęta dowodzeniem, że może i ta sytuacja jest niedopuszczalna, ale i wcześniej za rządów PO czy SLD też tak bywało. Ale kiedy zapytałam ją co z tego, nie bardzo potrafiła sensownie odpowiedzieć.

Co z tego, że osiem czy dziesięć lat temu ktoś zrobił coś podobnego, skoro tak naprawdę problem mamy dziś i dziś musimy rozwiązać pewną konkretną sytuację? Jaki sens, wobec faktu, że tu i teraz nikt nie wynosi śmieci, które śmierdzą, ma przypominanie, że dekadę temu kto inny także nie wyniósł śmieci? Oczywiście żaden, poza stworzeniem wrażenia, że ta konkretna sytuacja się nie liczy, nie ma znaczenia, bo wcześniej było wiele podobnych i tym samym zdjęcie ciężaru winy z ludzi i optyczne zmniejszenie odpowiedzialności polityków stawiających się teraz ponad prawem i przyzwoitością.

Na koniec: nie mam pamięci złotej rybki i nie jestem za zapominaniem, wręcz przeciwnie: uważam, że w życiu publicznym trzeba mieć bardzo dobrą pamięć ponieważ, jak mówił Konfucjusz, najlepszym prognostykiem co do cudzych przyszłych zachowań jest zawsze to, jak zachowywał się w przeszłości.


Nie można wybaczać osobom publicznym, jeśli nie poniosły konsekwencji swoich błędów, nie czują skruchy ani nawet nie prosiły o wybaczenie. W celach edukacyjnych, ze zdrowego rozsądku, a przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa należy pamiętać i przypominać słowa i zachowania osób mających władzę, ale ponad wszystko przeszłość nie może być wykorzystywana do tego, żeby ludziom władzy nadużywanie jej dziś uszło na sucho.

Waldemar Mystkowski pisze o dążeniu Glińskiego w sferze kultury.

PiS przygotowuje się na długie rządzenia, w związku z czym chce zawłaszczyć i uczynić sobie poddanymi tak wrażliwe dziedziny, jak kultura i sztuka. Gdyby miało dojść do drugiej kadencji rządów PiS, najpierw padłyby media, które albo zostałyby kupione, albo doprowadzone do upadłości, a jak to by się nie udało, „zrepolonizowane”, czyli upisowione.

Co jednak zrobić z kulturą i sztuką, którą rządzi niezależny duch twórców, dziki, nie poddający się żadnym łańcuchom partyjnym? Tą działką zarządza jedna z byłych nadziei Jarosława Kaczyńskiego, niedoszły premier techniczny z tabletu Piotr Gliński, wprawdzie socjolog i profesor nauk humanistycznych, to jednak jego osiągnięcia na tym polu są wybitnie drugorzędne, czyli jest osobą bez żadnego autorytetu środowiskowego.

Gliński ma jednak ambicje odcisnąć swój ślad w kulturze. Całkiem możliwe, iż jest to podyktowane kompleksem wyniesionym z domu rodzinnego, w którym zdominował go starszy brat Robert Gliński, reżyser filmowy, swego czasu nazwał go „idiotą”. Kompleksy to całkiem silny motor zdarzeń historycznych. Gdyby nie kompleksy, Brutus nie dźgnąłby Juliusza Cezara.

Piotr Gliński głowił się nad mechanizmami porządkującymi kulturę, jako socjolog znalazł, gdy kultura tłumaczyła polityczne wykładnie rządzących. Za wschodnią granicą, a następnie u nas w czasach słusznie minionego reżimu, sformułowano ideę realizmu socjalistycznego, którą nadzorował Andriej Żdanow.

W działaniach Glińskiego widać inspirację żdanowszczyzną, nie tylko w literaturze, w której jest promowana twórczość patriotyczna, ale i w pozostałych dziedzinach sztuki. Politycy PiS uważają, iż są na początku swej władzy nad Polakami, obserwujemy zatem zręby wykuwania realizmu ku chwale ich rządzenia.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego jest dziełem jakiegoś pisowskiego Xawerego Dunikowskiego. Nie udał się wprawdzie film o katastrofie smoleńskiej, ale nic straconego. Najważniejsza ze sztuk film – jak uważał Lenin – ma zostać w pierwszym rzędzie podporządkowana realizmowi pisowskiemu.

Żdanow Gliński ma „pomysła”, jak zgromadzić w jednym ręku rozproszone grupy realizatorskie i producenckie w kraju. Państwowe studia filmowe mają zostać połączone w jeden „profesjonalny publiczny ośrodek produkcji filmowej”, który będzie operował rocznym budżetem ok. 100 milionów złotych.

Taki pisowski Mosfilm będzie mógł zrealizować superprodukcję, o jakiej marzy Jarosław Kaczyński. Prezes PiS swego czasu wyznał, iż chętnie obejrzałby patriotyczny film o chwale Polaków zrealizowany w konwencji hollywoodzkiej. I między innymi po to powstaje Mosfilm nad Wisłą.

Filmowcy zostaną pozbawieni niezależności twórczej, chyba że ta niezależność będzie korelowała z pisowską wykładnią realizmu patriotycznego. Nie podskoczy Żdanowowi PiS Agnieszka Holland ani Wojciech Smarzowski, którego przymusi się, aby zamiast „Kler 2” zrealizował np. „Winę Tuska”.

Smarzowski czy Agnieszka Holland dadzą sobie radę, ale nie młodzi filmowcy na początku drogi twórczej, których kariery artystyczne są uzależnione od dofinansowania przez państwo. Czy ma szansę na zaistnienie ten pomysł Glińskiego? Raczej – nie, bo to znaczyłoby upadek polskiej sztuki filmowej, podobny do upadku stadniny koni w Janowie Podlaskim. Z Glińskiego powinien „koń się uśmiać”, ale nie takie farsy i groteski oglądaliśmy w ciągu trzech lat ich rządów, więc mogą się posunąć do każdej katastrofy.

Reklamy

Komentarze 3 to “Pisowskie Bizancjum dla szparek sekretarek Glapińskiego”

  1. Hairwald 9 stycznia 2019 @ 10:42 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Pisowcy grabią państwo jak mogą, a Jankesów się boją, jak diabeł święconej wody.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Relacje Kościól – państwo ustanowić na nowo | Hairwald - 9 stycznia 2019

    […] Depresja plemnika […]

  2. Policja chroni pedofilów w Kościele katolickim | Earl drzewołaz - 9 stycznia 2019

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: