PiS-owi zaczyna brakować idiotów. Czujesz się na siłach – zgłoś się

2 Sty

Krajowa Rada Sądownictwa, w ramach swojej „pisowskiej” niezależności i niezawisłości, zakazała sędziom noszenia koszulek z napisem „konstytucja” oraz wszelkich innych emblematów, związanych z ustawą zasadniczą. KRS uznała, powołując się na art.10 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów („Sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności”), że „publiczne używanie infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi”, a to podważa wiarygodność sędziów i wiarę w ich niezawisłość.

Jak mówią sędziowie,  „Uchwała koszulkowa jest absurdalna i ociera się o groteskę. Treścią przypomina czasy słusznie minione, w których ówczesna władza zakazywała noszenia haseł czy symboli będących dla niej niewygodnymi” i nie zamierzają przejść obok niej obojętnie.

Ponieważ autorem tego zakazu ma być sędzia z Olsztyna, to właśnie jego koledzy z regionu poczuli się szczególnie uprawnieni do wyrażenia swego sprzeciwu w tej sprawie. Wysyłają więc kartki do KRS. Na jednej stronie widnieje napis „Konstytucja”, a na drugiej cytat z art. 178 Konstytucji RP, w którym czytamy, że „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”. Kartkę podpisało 46 sędziów z Sądu Okręgowego w Olsztynie oraz 29 sędziów Sądu Rejonowego.

Nigdy nie myślałam, że dożyję czasów, gdy Konstytucja stanie się symbolem sprzeciwu wobec posunięć władzy. Toż to totalna paranoja. Za chwilę zostanie pewnie wprowadzony zakaz cytowania Konstytucji, powoływania się na nią, a nawet posiadania w domowej biblioteczce. Jak nic, Konstytucja pierwszą ofiarą represji partii rządzącej. Zaaresztować ją, zakuć w kajdany, wrzucić do ciemnicy i zapomnieć, że w ogóle istnieje…

Mateusz Morawiecki mianował na stanowisko wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza. Kim jest ten młody człowiek, którego premier uznał za idealną osobę na to stanowisko? Osobę, której kompetencje, wiedza i umiejętności  zapewne popchną do przodu Polskę w tej właśnie dziedzinie?

Adam Andruszkiewicz urodził się w 1990 roku, ukończył europeistykę na Uniwersytecie w Białymstoku. Bez powodzenia startował do Parlamentu Europejskiego, za to udało mu się w 2015 roku dostać do naszego Parlamentu z listy Kukiz’15. Z ugrupowania Kukiza odszedł i wraz z ojcem Morawieckiego utworzył klub Wolni i Solidarni.

Andruszkiewicz znany jest przede wszystkim jako były członek ONR i prezes Młodzieży Wszechpolskiej. Nigdy nie ukrywał, że jest antyunijny, antyniemiecki i antyuchodźczy, a zdanie na temat „lewactwa” oraz „gejostwa” ma również mocno wyrobione, oczywiście bardzo negatywne. Od lat jest współorganizatorem w Hajnówce marszu ku pamięci Romualda Rajsa, który dokonał zbrodni na ludności białoruskiej w 1946 roku. Marzą mu się ostre kary za negatywne pisanie o żołnierzach wyklętych.

Jeśli chodzi o dokonania w pracy poselskiej, to zasłynął ostrym atakiem na przywileje poselskie. Z jednej strony żądał odebrania partiom dotacji i posłom tzw. kilometrówek, z drugiej zaś sam wziął w 2016 roku 40 tys. zł dopłaty za przejazdy, choć nie posiada prawa jazdy i samochodu. Do dzisiaj tej sprawy nie wyjaśnił.

Andruszkiewicz walczył też ostro z „antypolskimi” filmami czyli „Idą”, „Pokłosiem” czy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” oraz podjął działania przeciwko nazewnictwu pociągów PKP, uważając, że „Aurora” promuje komunizm, a „Świętopełk”, „Czcibór”, „Dionizos”, „Światowid” odwołują się do bóstw pogańskich, co jest nie do przyjęcia.

Jak widać, będąc posłem pan Andruszkiewicz raczej się nie przemęczał, o predyspozycji zawodowej do zajęcia takiego stanowiska w ministerstwie cyfryzacji to już nawet nie wspomnę, a jednak wzrok premiera padł właśnie na niego.

Czy Morawiecki dostrzegł w nim potencjał, którego nikt inny nie widzi, czy też, jak twierdzi Robert Winnicki, „kariera zbudowana jest na wazelinie” w tym przypadku przyniosła zamierzone efekty? A może to działanie na poprawę wyniku wyborczego PiS w kolejnej walce o Parlament już za kilka miesięcy i próba przyciągnięcia narodowców do wsparcia jedynej słusznej partii? Nie wiem, czy taki zabieg cokolwiek PiS-owi pomoże, bo narodowcy uważają, iż Andruszkiewicz sprzedał idee narodowe za karierę.

Sam Andruszkiewicz nie widzi nic złego w decyzji premiera. Uważa, że „nie trzeba być informatykiem ani programistą, aby pełnić funkcję, którą miałem zaszczyt objąć”, ważne że ma wyższe wykształcenie. Odpiera też zdecydowanie zarzut, jakoby był „faszystą”. Mało tego, brzydzi się tą ideologią, podobnie jak „komunizmem”. Uważa, że jego atutem jako wiceministra cyfryzacji jest jego młodość, co pozwoli mu dotrzeć do młodego pokolenia oraz jego popularność w mediach społecznościowych, gdzie zasięg jego odbiorców sięga nawet kilku milionów.

Ech, cokolwiek by pan Andruszkiewicz nie powiedział, to dla mnie jedno jest pewne. Kolejny człowiek w rządzie, którego kompetencje i profesjonalizm stoją pod dużym znakiem zapytania. Z takimi ludźmi u steru, ta nasza biedna Polska naprawdę długo nie pociągnie…

Szanujmy je i reagujmy, gdy zostaje złamane. Ostro i bezkompromisowo, ale nie w imię „walki”, tylko obrony zasad.

Gdyby stanęła przede mną dobra wróżka i powiedziała, że w 2019 roku spełni tylko jedno moje życzenie, życzyłabym sobie, żebyśmy my, Polacy, przestali ciągle o coś walczyć, a nauczyli się wytrwale zmierzać do celu i pracować oraz współpracować.

Sformułowanie „musimy o to walczyć” od dawna mnie raziło, ale ostatnio pojawia się w przestrzeni publicznej tak często, że nasuwa to podejrzenie o wykształcanie się w nas bardzo niebezpiecznego społecznego nawyku „walki” i wojny. Nawyku, który gdy wejdzie nam w krew (co być może już się nawet stało), niezwykle trudno będzie wykorzenić.

Nie darmo filozof Ludwig Wittgenstein, którego pasją i przedmiotem badań był właśnie język mówił, że „granice naszego języka pokazują granice naszego świata”. To słynny cytat, choć są i tacy literaturoznawcy, którzy twierdzą, że został on źle przetłumaczony i że tak naprawdę Wittgenstein powiedział, że „granice naszego języka wyznaczają granice naszego świata”.

Osobiście skłaniam się ku tej drugiej interpretacji.

Sposób w jaki mówimy i to, co mówimy nie tylko pokazuje kim jesteśmy. Sposób w jaki mówimy także poszerza nasze horyzonty lub przeciwnie, buduje wokół nas niewidzialne mury i granice, i zamyka nas w getcie uprzedzeń i stereotypów w sposób, którego nawet nie dostrzegamy i zupełnie nie jesteśmy świadomi.

Nie widzimy człowieka, zjawiska, poglądu czy pojęcia, z którym walczymy. Nie jest on czymś co chcemy zmienić, ale wrogiem. Nie należy z nim dyskutować i polemizować, należy go zniszczyć, najlepiej siłą.

Pisałam wcześniej o tworzącym się nawyku walki o coś, zastępującym nawyk pracy nad czymś, ponieważ zauważyłam, że nie tylko PiS używa języka wojennego, chcąc mobilizować swoich zwolenników. Robią to też ludzie „walczący” (no właśnie) o dobre wartości. Największym bodaj społecznym zwycięstwem PiS nie są więc dobre (mimo dokonywanych przez tę partię nadużyć) sondaże, lecz przeniknięcie konfrontacyjnego sposobu myślenia i życia do naszych serc i umysłów, co przejawia się właśnie w języku.

Dam państwu przykład.

Na jednym z ostatnich spotkań na temat praw kobiet w którym uczestniczyłam jako zaproszony gość, mówiłam uczestniczkom, że nie lubię i od dawna staram się nie posługiwać sformułowaniem „walka o prawa kobiet”. Nie robię tego, bo nie uważam, żeby było ono adekwatne.

Nie muszę z nikim walczyć o nasze prawa, muszę natomiast aktywnie i konsekwentnie pracować na rzecz ich zdobycia, umocnienia i zrozumienia w ciągle jeszcze patriarchalnym polskim społeczeństwie.

Walka zakłada konfrontację i marnuje dużo sił i energii, zawsze kogoś po drodze niszcząc i poniżając, zawsze udowadniając komuś, że jest gorszy.

Tymczasem sprawa nie jest aż tak prosta.

Wiele osób nie szanuje kobiet i nie uznaje ich praw po prostu z nieświadomości, niewiedzy, bezmyślności, braku odpowiedniej edukacji czy/i wychowania albo po prostu dlatego, że nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiali, nie czuli takiej potrzeby, ponieważ w środowisku w którym dorastali nie był to problem nad którym się pochylano.

Można to zmienić zwiększając świadomość, korzystając z prawa do demonstrowania i obywatelskiego sprzeciwu, z prawa do procesu sądowego, naciskać odpowiednie instytucje i organy ścigania w przypadkach przestępstw i nadużyć, nagłaśniając równocześnie sprawę i lobbując na rzecz praw kobiet i szacunku do nich.

I można to wszystko robić w sposób niezwykle zdeterminowany, konsekwentny i skuteczny bez „walki” rozumianej jako radykalna rewolucja, bez wszczynania wojny.

Walka nie powoduje niczego prócz agresji.

To sama zasada dotyczy właściwie wszystkiego: kościoła katolickiego, praw człowieka, prawa i demokracji.

Nie walczmy z kościołem. Pracujmy na rzecz rozdziału kościoła od państwa. Zaczynajmy od siebie, od swojego życia i najmniejszych rzeczy. Nie walczmy o przestrzeganie prawa. Szanujmy je i reagujmy, gdy zostaje złamane. Ostro i bezkompromisowo, ale nie w imię „walki”, tylko obrony zasad.

Twórzmy silne organizacje pozarządowe, które będą patrzeć politykom na ręce i silne, niezależne media, nagłaśniające nadużycia i powiązania polityków z kościołem, przestępstwa ludzi władzy, mówmy o nich, podawajmy do sądu. Bądźmy spokojni, ale wytrwali i konsekwentni. Bądźmy bezlitośni, po prostu robiąc swoje.

Nie walczmy.

Po prostu wytrwale róbmy swoje.

I tego nam wszystkim życzę w Nowym Roku: spokojnego, zdeterminowanego, konsekwentnego, pracowitego robienia swoje i nie zawracania sobie głowy walkami.

Waldemar Mystkowski pisze o postawie sędziów.

Zanim Andrzej Duda w Sylwestra podpisał nowelę ustawy o Sądzie Najwyższym, której treść wymógł na PiS Trybunał Sprawiedliwości UE w wywiadzie dla TVP Info orzekł, iż środowisko sędziowskie jest zepsute.

PiS czeka następne upokorzenie dotyczące nowej Krajowej Rady Sądownictwa, której statusem w marcu zajmie się TSUE. Zanim do tego dojdzie władze przygotowują sobie grunt, chcą KRS legitymizować w Trybunale Konstytucyjnym.

Wyznaczona data posiedzenia w tej kwestii TK na 3 stycznia 2019 nie zostanie jednak dotrzymana, posiedzenie zostało odroczone. Na jaki termin? – nie wiadomo. Podobno część sędziów TK uważanych do tej pory za pisowskich, odmawia sądzenia.

W ogóle środowisko sędziów jest nad wyraz solidarne i broni niezależności władzy sądzenia, broni się przed upisowieniem. Wśród 10 tysięcy sędziów w Polsce przeprowadzane jest referendum dotyczące nowej KRS, do tej pory odbyło się w tej sprawie 1/3 głosowań. Wyniki świadczą, że właśnie sędziowie – panie Duda – to bardzo porządne środowisko.

Otóż niemal 3 tysiące sędziów spośród owych 1/3, a więc 91 proc. jest za tym, aby nowa KRS podała się do dymisji, gdyż została powołana wbrew Konstytucji, skądinąd wbrew tej niewielkiej książeczce, którą Duda wpisałby chętnie na indeks, bo wymaga od niego wysiłku przestrzegania praworządności. Dudy nie stać, aby być praworządnym, czyli porządnym.

91 proc. sędziów uważa, iż nowa KRS nie wypełnia zadań określonych w artykule 186 ust. 1 Konstytucji: „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Wygląda na to, że sędziowie nie dadzą się, a wyrok TSUE może być tylko jeden: upisowaniona KRS jest wbrew prawu unijnemu, wbrew standardom demokratycznym, wreszcie wbrew Konstytucji RP.

To zdarzenie jest kluczowe dla obecnie prowadzonej przez PiS polityki. Duda w swym pokracznym języku, innym nie potrafi się posługiwać, mówi, iż PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE, gdyż musiałoby zgodzić, aby runęło budowane w Polsce niedemokratyczne państwo bezprawia.

Reklamy

Komentarze 4 to “PiS-owi zaczyna brakować idiotów. Czujesz się na siłach – zgłoś się”

  1. Hairwald 2 stycznia 2019 @ 10:49 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Morawiecki rozwiązał problem, który stworzyli jego koledzy. To się nazywa współpraca. Jeden kopie rowy, drugi je zasypuje. Oto PiS.

  2. lehoo 2 stycznia 2019 @ 11:11 #

    Przepis na leszcza a la Andruszkiewicz:
    1) Leszcza skrobiemy, patroszymy, pozostawiając łeb, obsypujemy przyprawami
    2) Smażymy na oleju z oliwek
    3) Po usmażeniu ze łba wyjmujemy mózg i rozdziawiamy pysk
    4) Podawać z przybraniem z zielonego koperku i pietruszki

Trackbacks/Pingbacks

  1. Kaplica w muzeum. Czego to pisowcy nie wymyślą | Hairwald - 2 stycznia 2019

    […] Depresja plemnika […]

  2. Morawiecki w ramach rechrystianizacji nie będzie kobiet palił na stosie | Earl drzewołaz - 2 stycznia 2019

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: