Kaczyński dostał niekontrolowanego wybuchu wściekłości

30 Gru

Dawno temu, w państwie zwanym PRL, opresyjne prawo skłoniło ludzi do szukania możliwości skutecznego oporu. Tak powstały rozliczne instrukcje postępowania szarego obywatela w razie konfrontacji z czerwonym państwem. Najsłynniejsza z nich, to „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Niniejsza praca jest próbą nawiązania do tamtej światłej tradycji piśmienniczej, tak jak Polska PiS jest próbą powrotu do mroków PRL.

I. Prawo stanowione i prawo ludowe

Podstawą działania sądów, prokuratury oraz rozmaitych służb policyjnych jest, jak na razie, Kodeks Postępowania Karnego. Chociaż niektóre jego zapisy wydają się uniwersalne, jednak ich rozumienie, a co za tym idzie, interpretacja, może ulegać gwałtownej ewolucji. Przykładowo: instytucja ułaskawienia przez Prezydenta do niedawna wiązała się z koniecznością prawomocnego skazania. Ułaskawić można było tylko uznanego przez sąd za winnego. Wydawało się to całkiem logiczne, jednak dziś już takie nie jest. Obecnie Prezydent może ułaskawić każdego, kto popadł w konflikt z prawem lub jest o to podejrzany. Bez czekania na wyrok. A są sędziowie- „prawdziwi patrioci”, którzy się z tym zgadzają, chociaż prawo stanowione nie uległo zmianie. W następnym etapie Prezydent Duda dokona ułaskawienia przed postawieniem zarzutów – jeśli już tego nie zrobił – dla kilku kolesi z PiS. Można stwierdzić, że wraz z demoralizacją państwa postępuje degradacja prawa pisanego na rzecz tzw. ”ludowej sprawiedliwości”. Co lud – wolą swojego wybrańca – postanowi, to ma moc obowiązującą, niezależnie od ustaw.

Opisując tę niewesołą sytuację można przypomnieć starą anegdotę z PRL: „Jaki jest najkrótszy Kodeks Karny?

§1. Milicjant, tzn. „władza” zawsze ma rację.

§2. W razie wątpliwości, patrz: §1.

Oczywiście, za zmianami prawa zwyczajowego postępować będą dostosowawcze zmiany prawa pisanego. Dla zachowania pozorów demokracji. Tym samym niniejszy poradnik należy traktować z należytą dozą ostrożności – bo co obowiązuje dzisiaj – nie koniecznie będzie prawem jutro. PiS wytworzył kompletny i przeciwstawny prawdzie zasób pojęciowy, zarówno polityce jak i prawie stosowanym. Ta swoista „nowomowa pisowska” zaczyna się już od fałszywej wiadomości zawartej w nazwie partii „Prawo i Sprawiedliwość”, która to ani z prawem ani ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. PiS traktuje Polskę jak jedną wielką prokuraturę rejonową. A wiadomo kto w „rejonówce” jest najważniejszy – prokurator , a kto jest najgorszego sortu.

II. Podejrzany – co możesz, jak im podpadniesz

Podejrzany, to osoba, wobec której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów.

Jeśli mleko się wylało i siedzisz przed prokuratorem (lub innym przedstawicielem organów ścigania), odczytano Ci zarzuty, pouczono, co do Twoich praw, to pamiętaj:

  1. Masz prawo milczeć – nikt nie może ci z tego powodu czynić zarzutów. Możesz odmówić składania wyjaśnień bez podania przyczyny oraz możesz odmówić odpowiedzi na konkretne pytanie bez podawania przyczyny (art.175§1kpk). Możesz kłamać – jeśli to twoja taktyka obrony.
  2. Masz prawo do obrońcy. Bez jego obecności nie musisz składać wyjaśnień (art.301 kpk.). Pamiętaj jednak, że życie w Polsce to nie amerykański film. Tam podejrzany ma prawo to kontaktu ze swoim obrońcą bez obecności osób trzecich. Tu prokurator ma prawo do udziału w spotkaniu podejrzanego z obrońcą w ciągu pierwszych 48 godzin od zatrzymania. Może też was podsłuchiwać. I tym się pięknie różnimy od Amerykanów!
  3. Prawo przewiduje też szereg innych uprawnień podejrzanego w dalszym toku postępowania, adwokaci są tu tylko „lekarzem pierwszego kontaktu”.
  4. Jeśli mimo twoich próśb nie ma adwokata, to nie odpowiadaj na żadne pytania, nie dawaj się wciągnąć w rozmowę, niczego nie podpisuj. Niektórzy śledczy próbują okazywać podejrzanym współczucie, zrozumienie oraz przyjaźń. Nie wierz w to. To jest myśliwy a ty jesteś jego zwierzyną. Poluje na ciebie, bo chce twoją oprawioną głowę powiesić sobie nad kominkiem. Nie daj się nabrać. Nie masz innej opcji.
  5. W państwie PiS mieszkańcy dzielą się na już podejrzanych i potencjalnie podejrzanych. Każdy kto nie zgadza się z „ z jedyną partią” może być podejrzany o wszystkie złe rzeczy, o cokolwiek.

III. Świadek – mniej niż zero

Nie ma bardziej niewdzięcznej roli procesowej, niż rola świadka. Czeka godzinami na korytarzu. Wszyscy nim pomiatają. Wszyscy traktują go nieufnie. Zakładają, że pewnie będzie kłamał. Chcą go na tym przyłapać i chętnie widzieli by go w roli podejrzanego( udowodnione kłamstwo w zeznaniach świadka stanowi przestępstwo samoistne). Świadek, w odróżnieniu od podejrzanego, musi składać zeznania. Nie może odmówić ich składania, nie może kłamać ani odmawiać odpowiedzi na poszczególne pytania. Z pewnymi wyjątkami:

1.) możesz odmówić składania zeznań, jeśli jesteś osobą najbliższą dla podejrzanego (art.182 §1 kpk) – mąż, żona, ojciec, matka, dziecko, brat, siostra etc.

2.) Możesz odmówić składania zeznań, gdy w innej sprawie karnej jesteś oskarżonym o współudział w przestępstwie objętym tym postępowaniem (art. 182§3 kpk.).

3.) Możesz odmówić odpowiedzi na pytanie, jeśli odpowiedź mogłaby narazić na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe ciebie lub osoby ci najbliższe. (art.183§1 kpk.) Uważaj! Taka deklaracja może utwierdzić przesłuchującego w przekonaniu, że masz coś za uszami. Z drugiej strony, w czasach PRL, zalecano powszechne stosowanie takiej podstawy odmowy zeznań, zwłaszcza gdy nie trzeba wyjaśniać, dlaczego sądzisz, że odpowiedź może narazić ciebie lub osobę najbliższą na odpowiedzialność. Decyzja o wyborze taktyki zależy od Ciebie.

Kodeks o tym nie wspomina, jednak praktyka uczy, że dobrą taktyką w przypadku pojawienia się niebezpiecznych pytań, jest niepamięć. Za brak pamięci nie wolno nikogo karać, a niewinne „eee…nie pamiętam, panie prokuratorze, to było tak dawno” nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Chyba, że cię pytają, czy zabiłeś swoją żonę….

Krótko: świadek musi się stawiać na wezwania, nie może kłamać i może nie pamiętać !!!

IV. Przeszukanie. A kiedy przyjdą… także po mnie

Kiedy to piszemy, wciąż jeszcze obowiązuje art. 221 kpk, zgodnie z którym nie należy dokonywać przeszukań w porze nocnej (pomiędzy 22 a 6 rano). To się jednak wkrótce zmieni!

Funkcjonariusze, którzy przyjdą na przeszukanie do twojego domu lub twojego miejsca pracy, muszą mieć ze sobą postanowienie prokuratora o przeprowadzeniu przeszukania (art. 220 §1 kpk). Muszą ci je okazać. Na to postanowienie twój adwokat będzie mógł wnieść zażalenie (co nie wstrzymuje przeprowadzenia przeszukania). I tu ważna rada: natychmiast żądaj obecności adwokata. Najlepiej poznać, upełnomocnić prawnika wcześniej. Jeśli nie masz – wykorzystaj dyżury adwokackie . Weź kogokolwiek , nie bądź sam. Twój adwokat ma prawo uczestniczyć w tym przeszukaniu. Jest ci w tym momencie bardzo potrzebny. Zna przepisy lepiej od ciebie i często lepiej od tych, którzy przeszukują. Oni się z nim liczą. Zachowa spokój, gdy ty możesz się zdenerwować. Dopilnuje formalności:

  1. Postanowienie o przeprowadzeniu przeszukania – muszą je mieć i okazać. Musi określać jasno, czego szukają (jakich przedmiotów). Jeśli np. szukają faktur z września, to nie powinni zabierać także tych z lipca i z sierpnia.
  2. Protokół z przeszukania. Każde słowo się liczy. Masz prawo żądać poprawek i uzupełnień. Dokładny spis i opis zakwestionowanych przedmiotów. Korzystaj z niego. Protokół zostanie w aktach Twojej sprawy na zawsze. W trakcie przeszukania, czy to w domu, czy w firmie, pilnuj przeszukujących. Niech nie kręcą się po lokalu sami. Cały czas ktoś z domowników, pracowników czy prawników powinien im towarzyszyć. Nie po to, żeby coś nie zginęło. To są w końcu , państwowi funkcjonariusze. Po to, żeby czegoś nie zostawili. Np. materiałów kompromitujących lub urządzenia podsłuchowego.
  3. Nośniki. W wyniku przeszukania możesz stracić wszystkie komputery, cyfrowe aparaty fotograficzne, zewnętrzne dyski i pendrivy. Generalnie wszelkie elektroniczne nośniki danych. Także telefony komórkowe i komputery domowników. Pal diabli, jeśli pozbawią cię ulubionej gry, gorzej, jeśli w wyniku takiego przeszukania utracisz dostęp do dokumentacji handlowej swojej firmy, książki telefonicznej, bankowości elektronicznej , itp. Urząd Skarbowy nie przyjmuje do wiadomości twoich tłumaczeń, że nie możesz złożyć żądanych wyjaśnień co do transakcji sprzed dwóch lat, ponieważ CBA zabrało ci komputer z potrzebnymi danymi. Jeśli nie chcesz takich kłopotów, zadbaj o kopie zapasowe, dobrze je schowaj oraz np. umieść w „chmurze” zarządzanej spoza polskiej jurysdykcji

V. Zatrzymanie. Prawdziwe kłopoty

Nie każde przeszukanie kończy się zatrzymaniem. Z drugiej strony nie każde zatrzymanie jest poprzedzone przeszukaniem.

Jeśli zostaniesz zatrzymany, to natychmiast żądaj umożliwienia kontaktu z twoim obrońcą – adwokatem lub radcą prawnym (art. 247§1 kpk). Możesz też żądać zawiadomienia o twoim zatrzymaniu osób najbliższych (art. 247§3 kpk). A zgodnie z art. 244 kpk w razie potrzeby przysługuje ci pierwsza pomoc lekarska.

Bez obrońcy nie prowadź żadnych rozmów. Nie daj się wkręcić. Pamiętaj: polują na ciebie! Nie przeceniaj swoich możliwości. Poczekaj na prawnika!

Jeśli zabierają cię z domu – ciepło się ubierz. W izbie zatrzymań, do której trafisz, może być bardzo zimno. Nawet latem noce są chłodne. Ciepła bielizna, polar, kurtka – to podstawa. Zabierz też szczoteczkę i pastę do zębów, grzebień, mydło, przybory do golenia, laczki, ręcznik, papierosy (zawsze to jakaś waluta) i książkę.

Jak to długo potrwa? Zgodnie z art. 248 kpk zatrzymany w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania musi być przekazany do dyspozycji sądu lub zwolniony. Po przekazaniu do dyspozycji sądu w ciągu 24 godzin zatrzymanego należy albo zwolnić, albo, jeśli sąd uzna za stosowne, tymczasowo aresztować. Tak więc łącznie zatrzymanie nie może trwać dłużej, niż 72 godziny. Potem wychodzisz do domu albo… zostajesz na dłużej.

VI. Tymczasowe aresztowanie. Izolacja na dłużej

Tymczasowe aresztowanie może być zastosowane tylko wobec podejrzanego. Na jakiej podstawie? Chociaż kpk wymienia tych podstaw wiele, w praktyce występują trzy, wymienione w art. 258kpk. Są to: obawa ucieczki podejrzanego, obawa tzw. mataczenia, czyli nakłaniania innych do składania fałszywych zeznań i w końcu zagrożenie surową karą. Choć w przeszłości bywało różnie, to teraz obowiązuje zasada, że ta ostatnia przesłanka jest samoistna. Oznacza to w praktyce, iż jeśli zostaniesz oskarżony przez prokuratora o przestępstwo, którego górna kara pozbawienia wolności wynosi co najmniej 8 lat, to sąd będzie mógł cię zgodnie z prawem aresztować. Pamiętaj przy tym: sąd nie bada na rozprawie aresztowej materiału dowodowego. Nie ma takiego obowiązku ani na ogół nie ma czasu (24 godz.). Rozważa tylko, czy jest prawdopodobne spełnienie się którejś z trzech wyżej wymienionych przesłanek. Możesz więc trafić za kraty tylko dlatego, że prokurator odpowiednio sformułował ci zarzut. A sąd przyjął domniemanie twojej winy. Jest to sprzeczne z Konstytucją, która jednoznacznie ustanawia domniemanie niewinności (bez prawomocnego skazania nie ma winnego). Niestety, zgodne z obecnie obowiązującą procedurą. Jeśli do tego masz świadomość, że twój obrońca nie tylko nie mógł z tobą swobodnie, w cztery oczy i bez podsłuchu, porozmawiać, ale także, że nie udostępniono mu akt twojej sprawy (prokurator może odmówić), a nawet uzasadnienia wniosku o areszt, to sam widzisz, w jakiej znalazłeś się opresji. Nie trać jednak ducha. Prokuratorzy często popełniają proceduralne błędy. To wykorzystują obrońcy i wtedy wychodzisz z sądu jako wolny obywatel. Masz jakieś 50% szans… A ponadto pamiętaj powiedzenie opozycjonistów z lat PRL: „zamknąć mogą, wypuścić muszą”.

Podsumowanie – o czym pamiętać

  1. Zawsze przy okazji przesłuchania, zatrzymania, przeszukania: żądaj obecności swojego prawnika. Obrońcy – jeśli jesteś podejrzanym, pełnomocnika – jeśli przypadła ci rola świadka. Niczego nie opowiadaj ani broń Boże nie podpisuj bez niego!
  2. Pilnuj protokołów. Za ileś tam miesięcy czy lat, kiedy ruszy proces przed sądem, nikt nie będzie pamiętał, czy wyglądałeś schludnie i ładnie, czy nie. Czy mówiłeś potoczyście, czy z wahaniem. Przedmiotem oceny będzie protokół z twojego przesłuchania. Słowo pisane! Tak więc poprawiaj, prostuj, odmawiaj aż zapis odzwierciedli to co chciałeś powiedzieć a prokurator/policjant ma usłyszeć. To wyłącznie w twoim interesie.
  3. Bądź nieufny. Tu nikt (czasami poza twoim prawnikiem) nie chce ci pomóc. Nikt cię nie lubi. Nie jesteś tu po to, żeby cię lubiano. Bądź powściągliwy, oni zawsze chcą Cię wrobić!!!
  4. Jeśli czegoś nie powiesz, bo zapomniałeś, nic ci za to nie grozi.

Niepamięć bywa cnotą.

Kilka uwag z dziedziny BHP

  1. Zaczepiony na ulicy, w barze, czy innym miejscu przez nieznane osoby podające się za funkcjonariuszy, nie rozmawiaj nawet o pogodzie. Żądaj formalnego wezwania na piśmie! Pamiętaj – to mogą być przebierańcy. Konkurencyjna firma, dziennikarska prowokacja, zwykli bandyci. Nie rozmawiaj i nigdzie z nimi nie chodź.
  2. Telefon komórkowy. Najlepiej przestrzegaj jednej zasady: przez komórkę umawiasz się na spotkanie. Godzina i miejsce. Kropka. Żadnych rozmów, naiwnego szyfrowania, głupich przechwałek. Nagrają, zmontują, puszczą ci za trzy lata. I co wtedy powiesz? Telefon to także mobilny szpieg, który może nagrywać rozmowy prowadzone w jego otoczeniu, jak najlepsza pluskwa z filmu sensacyjnego. Jeśli zabierzesz go ze sobą na spacer czy gdziekolwiek, to ci, którzy cię śledzą, poznają całą twoją trasę. Co do metra i co do sekundy.
  3. Komputer. Może zawierać wiele rzeczy, które mogą być wykorzystane przeciwko Tobie: dokumenty, maile, listy połączeń, zapisy czatów. Wprawdzie nie ma 100-procentowego sposobu zabezpieczenia się przed próbą włamania, ale nie oznacza to, że nie możesz zwiększyć poziomu swego bezpieczeństwa. Szyfruj twarde dysku, zabezpiecz komputer mocnym hasłem, szczególnie ważne pliki szyfruj dodatkowo, stosuj pocztę, której serwery są za granicą (np. Google, Yahoo, Icloud). Jeśli tylko to możliwe, rozmawiaj przez Skype lub Messengera, a nie przez połączenia głosowe w telefonach komórkowych czy stacjonarnych. Używaj oprogramowania komunikacyjnego dodatkowo szyfrowanego, np. Signal. Pamiętaj, że przechowywanie danych w „chmurze” jest bezpieczniejsze, niż ich zapisywanie w plikach na komputerze.
  4. I ostania rada: Niniejszy poradnik służy poszerzeniu wiedzy o przysługujących ci prawach, a porady antyinwigilacyjne mają zwiększyć Twoje bezpieczeństwo. Nie daj sobie wmówić, że korzystanie z przynależnych praw pomaga terrorystom, handlarzom narkotyków czy pedofilom. Zarządzający serwisami typu Google czy Facebook w razie potrzeby odróżnią, czy chodzi o przestępstwo czy obronę wolności i zasad demokratycznych. Zdecydowana większość „wolnego świata” doskonale wie, że prokuratorzy i policjanci w naszym kraju są od teraz na usługach polityków PiS. Tu już nastąpiła „dobra zmiana” . Celem państwa PiS nie jest ochrona obywateli ani Twoje dobro. Dlatego mając kontakt z prokuratorem, służbami czy policjantem bądź nieufny i podejrzliwy.

Takie czasy.

Więcej o tym, kto dał i ile milionów Rydzykowi – tutaj >>>

Nie mam pojęcia, co Robert Biedroń wie o Nikaragui, ale zakładam, że niewiele poza tym, że jest tam daleko (nie da się dojechać na rowerze), ciepło i są hamaki. Zakładam tak, bo gdyby coś niecoś wiedział, nie chwaliłby się raczej zdjęciem swoich stóp na tle jeziora Ometepe, bo to był raczej strzał w owe stopy. Fotka wywołała sporo kpin (że rozdawał tam biednym dzieciom kody rabatowe do swego sklepu) i poważniejszej krytyki (że byczy się w jednym z najbiedniejszych państw na świecie, gdzie w dodatku obowiązuje jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych).

Biedroń wrzucił to zdjęcie już kilka dni temu, ale warto do niego jeszcze wrócić i zastanowić się, czy mówi ono o tym początkującym polityku coś więcej i czy można z niego wyprowadzić jakieś wnioski co do jego szans w roku podwójnych wyborów. Ale najpierw cofnę się nieco w czasie.

Byłem na warszawskiej burzy mózgów Biedronia – tak nazywał spotkania podprowadzające do kongresu założycielskiego jego partii – i miałem wówczas wrażenie, że trzy są największe zagrożenia dla jego planów.

Pierwsze to niszowość. Postulaty, żeby państwo płaciło za operację zmiany płci czy dało prawo do adopcji małżeństwom homoseksualnym, są pewnie ważne dla pewnej grupy ludzi, ale wciąganie ich na sztandary to recepta na partię walczącą o przekroczenie progu wyborczego, a nie na siłę mogącą zmienić los Polski. Zwłaszcza jeśli postulaty te idą w parze z bardzo mocnym atakiem na Kościół.

Druga to widoczny wśród uczestników podział na liberałów gospodarczych i socjalistów. Burza mózgów Biedronia polega na tym, że gospodarz jest moderatorem dyskusji, a uczestnicy zgłaszają i uzasadniają postulaty programowe; na koniec odbywa się głosowanie. I o ile pomysły świeckiej szkoły czy ułatwień dla niepełnosprawnych wzbudziły aplauz, o tyle postulat, by państwo płaciło za ubezpieczenie społeczne i zdrowotne twórców, już przepadł po burzliwej debacie i okrzykach „wolny rynek”. Kogoś Biedroń będzie musiał zawieść.

Trzecia sprawa to, najoględniej mówiąc, przerost formy nad treścią. Ktoś nazwał te burze „obwoźnym Amwayem” i coś jest na rzeczy. Biedroń promuje się jako pionier, opowiada o swojej wyjątkowości, czaruje, ale przecież to wszystko już było. Karteczki z postulatami miał Ryszard Petru, dyskusje programowe i prawybory dały początek Platformie.

Teraz, po zdjęciu z Nikaragui, myślę sobie, że jeszcze poważniejszym kłopotem Biedronia może być Biedroń. Na razie chroni go status pretendenta, nikt go na poważnie nie krytykuje, ledwo muśnięta krytyką została jego prezydentura Słupska, ale ten czas się skończy. Już wkrótce światła reflektorów padną na niego, każdy błąd i każda niezręczność będą rozwałkowane w mediach. Zamiast pogwarki z Anją Rubik czekają go starcia z dziennikarzami i politykami, w których nie wystarczą w gruncie rzeczy infantylne teksty „Kocham Polskę” i „czas zasypywać podziały”. Bo podziały i spór są nieodłączną częścią polityki. Żeby osiągnąć sukces, trzeba mieć twardą skórę i odporność na ciosy, a z tym u Biedronia nie jest chyba najlepiej, skoro blokuje na Twitterze za byle kpinę.

Wiele było powodów upadku Ryszarda Petru, ale wcale nie najmniej istotnym była jego gafowatość. Zdjęcia z portugalskich wagarów Petru oraz nóg Biedronia w Nikaragui przy wszystkich różnicach mówią coś – i to nie najlepiej mówią – o pewnej beztrosce i braku umiejętności przewidywania u ludzi, którzy chcieliby rządzić Polską.

Pyta mnie wiele osób, czy Biedroń osiągnie sukces. Odpowiadam zwykle pytaniem na pytanie: co to znaczy sukces? Czy Janusz Palikot i Petru osiągnęli sukces? Jeśli tak, to i Biedroń go pewnie osiągnie, bo przy całym moim krytycyzmie zdaję sobie sprawę, że wiele osób wierzy w byłego prezydenta Słupska, a zbudowanie partii na 5-10 proc. przy wsparciu bogatych ludzi, firm i celebrytów jest jak najbardziej możliwe. Wdarcie się na poziom 10-20 proc. będzie jednak niesłychanie trudne.

Kolejni świadkowie relacjonują wydarzenia sprzed domu Jarosława Kaczyńskiego 13 grudnia i potwierdzają, że prezes PiS zachował się wobec nich agresywnie.

Mój zeszłotygodniowy artykuł opisujący agresywne zachowanie Jarosława Kaczyńskiego wobec osób demonstrujących przed jego domem 13 grudnia spotkał się ze sporym zainteresowaniem i licznymi komentarzami.

Oczywiście odezwały się też pisowskie trolle oraz wyznawcy kultu Prezesa Tysiąclecia, kwestionujący prawdziwość relacji naocznego świadka i określający ją mianem „ściemy”. Z tą grupą komentatorów dyskutować nie warto. To ludzie, którzy zaprzeczają faktom potwierdzonym przez świadków, a jednocześnie z takim samym zapałem utrzymują, że w Smoleńsku miał miejsce zamach, tupolew został rozerwany dwoma wybuchami i sprowadzony na drzewo przez rosyjskich kontrolerów lotu, zaś szczegóły tej zbrodniczej operacji uzgodnili Donald Tusk i Władimir Putin. Polemizowanie z ich urojeniami mija się z celem, zostawmy ich więc w spokoju, pozwalając im żyć w ich wirtualnym świecie.

Jednak wątpliwości zgłaszały także osoby zupełnie przytomne i rozsądne. Po publikacji pisali do mnie znajomi z pytaniem: czy to nie fejk? Czy ta relacja jest na pewno prawdziwa? Bo brzmi nieprawdopodobnie. Czy to możliwe, że Jarosław Kaczyński rzeczywiście wyskoczył ze swojego ogródka, by naubliżać demonstrantom i obrzucić ich absurdalnymi oskarżeniami, a następnie kopał ustawione przez nich świeczki? Przecież to by wskazywało, że jest osobą skrajnie niezrównoważoną i dającą się ponieść emocjom. To nie pasuje do wizerunku lidera partii rządzącej, który decyduje o strategiach politycznych i o obsadzie najważniejszych stanowisk w państwie. Gdyby ta relacja była prawdziwa, oznaczałoby to, że my wszyscy – cała Polska – jesteśmy w rękach osoby co najmniej niezrównoważonej, by nie użyć mocniejszego określenia.

Postanowiłem więc dotrzeć do innych uczestników grudniowej pikiety i uzyskać od nich relacje na temat wydarzeń.

„Informacja nie jest fejkiem – potwierdza Małgorzata Trykacz. – Wraz z grupą członków KOD Bielany byliśmy 13 grudnia pod domem J. Kaczyńskiego. Gdy przyszliśmy, stała tam już grupa policjantów, gdyż zgromadzenie było zgłoszone przez Mirka Paczyńskiego. Było nas ok. piętnastu osób. Zjawiło się też dwóch ochroniarzy rezydujących w budce przy ogrodzeniu. Gdy zapaliliśmy już świeczki, wszystko potoczyło się dość dynamicznie. Chyba żadne z nas nie miało ochoty robić zdjęć Kaczyńskiemu” – pisze Małgorzata Trykacz, załączając do maila cztery fotografie wykonane tego wieczora wcześniej, przed pojawieniem się prezesa PiS.

Znacznie obszerniejszą i bardziej szczegółową relację przysłała Ewa Chwedeńczuk:

13 grudnia o godz. 19.00 na warszawskim Żoliborzu, pod domem prezesa, przy bramce od ulicy Mickiewicza zebrało się nas 9 osób; w większości osoby związane z żoliborsko-bielańskim kodem. Wydarzenie na wszelki wypadek zostało przez nas zgłoszone do Urzędu Miasta. Nasze spotkanie miało charakter nieformalny i w założeniu raczej niezbyt poważny. Było naszym prywatnym nawiązaniem do wcześniejszych akcji przez domem Kaczyńskiego i reakcją na apel IPN-u, aby 13 grudnia zapalać świeczki.

Na miejscu powitała nas już grupa policjantów, z którymi spokojnie ustaliliśmy nasze plany. Mniej grzeczni byli ochroniarze Kaczyńskiego, którzy po chwili wybiegli z domu prezesa i z budki, którą żoliborzanie kojarzą z wypożyczalnią kaset video lata tamu. Ochroniarze zaczęli wydawać nam polecenia, a policjanci nie byli w stanie odpowiedzieć na nasze pytanie, czy powinniśmy się stosować do owych poleceń.

Zapaliliśmy kilkanaście świeczek, jedliśmy cukierki (częstowaliśmy nimi również bardzo pozytywnie do nas nastawionych przechodniów), podsumowywaliśmy ten trudny rok.

Nagle zobaczyłam, że Kaczyński wychodzi z domu. Zawołałam „panie Jarku, prosimy do nas” i odwróciłam się na pięcie, bo nawet nie przyszło mi do głowy, że do nas wyjdzie.

A wyszedł, w towarzystwie ochroniarzy, i nakrzyczał na nas („tacy jak wy wsadzali AK-owców”) i na policjantów („jak można pozwalać na to, by ludzie tak świeczki palili???”). Następnie przepchnął się łokciami i wraz ze swoim ochroniarzem zaczął kopać w świeczki.

Zagadnięty przez nas, że „Pan przecież spał do południa” powiedział „Ja może i spałem, ale brata mi internowali”. I poszedł. Policjanci były przerażeni, a my zdumieni.

Dlaczego nikt z nas nie nagrał akcji? Po pierwsze, sytuacja była niespodziewana i kuriozalna; od 3 lat sporo czasu spędzamy na licznych demonstracjach, ale jeszcze czegoś takiego nie widzieliśmy. Po drugie, było zimno, trzymaliśmy ręce w kieszeniach. I wreszcie, po trzecie, zgromadzenia mieli lat 40 i więcej, należą więc do pokoleń, którym telefony służą głównie do telefonowania. Policjanci jednak przez cały czas nas nagrywali, ponadto tuż obok umieszczona jest kamera.

A oto relacja Elżbiety Jankowskiej:

13 grudnia na zaproszenie znajomej wybrałam się pod dom Jarosława Kaczyńskiego. Było to bardzo smutne zgromadzenie. Zaledwie kilkoro dojrzałych osób, w towarzystwie policjantów. W milczeniu zapaliliśmy znicze. Jeden Pan recytował napisany przez siebie wiersz.

Ku naszemu zaskoczeniu na schodach willi pojawił się Jarosław Kaczyński. Po krótkiej wymianie zdań przy furtce, w której pan prezes m.in. zarzucił nam że tacy jak my wsadzali do więzień AK-owców, Jarosław Kaczyński wyszedł za bramę i kopnięciami powywracał zapalone przez nas znicze, brudząc steryną nasze buty i płaszcze.

Mając w pamięci historie z udziałem polityków PiS, np. wypadek kolumny premier Beaty Szydło w Oświęcimiu, starałam się trzymać jak najdalej od prezesa, aby nie zostać oskarżoną o pobicie. Na koniec razem z resztą zgromadzonych skandowałam „KON-STY-TU-CJA”.

Po oddaleniu się Jarosława Kaczyńskiego uprzątnęliśmy świeczki i wróciliśmy do domów. Pomimo agresywnej postawy Prezesa staraliśmy odnosić się do niego z szacunkiem, używając form grzecznościowych. Zdarzenie nie zostało przez nas nagrane, natomiast było rejestrowane przez policję.

I jeszcze jedna relacja uczestnika, który poprosił o niepodawanie jego nazwiska do publicznej wiadomości:

13 grudnia o godzinie 19, w gronie około 9 osób zebraliśmy się na ul. Mickiewicza, pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Zgromadzenie było zgłoszone do Urzędu Miasta, na miejscu było około 10 policjantów, w tym jeden w cywilu, który nas nagrywał.

Zapaliliśmy kilkanaście zniczy, postawiliśmy je na chodniku, czyli na terenie publicznym. Staliśmy, rozmawialiśmy, nie było żadnych okrzyków, częstowaliśmy przechodniów cukierkami. W pewnym momencie, w towarzystwie jednego z uczestników obszedłem dom posła Kaczyńskiego dookoła. Na ulicy z tyłu, oprócz kilku samochodów z policjantami, spotkaliśmy prezesa Kaczyńskiego wychodzącego z posesji w towarzystwie ochroniarzy, widocznie wzburzonego.

Chwilę po naszym powrocie na ul. Mickiewicza, Jarosław Kaczyński wyszedł do nas przez główną furtkę, w towarzystwie nieodstępującej go ochrony. Wywiązała się krótka rozmowa, gdzie zarzucił nam, że „tacy, jak wy wsadzali AK-owców do więzień” i zwracał się podniesionym głosem do policjantów, pytając „jak można pozwalać, żeby ludzie tak palili świeczki”. Policjanci byli przestraszeni, ale nie reagowali.

Poseł Kaczyński zwrócił się do nas i prawie krzycząc zapytał, czemu tu jesteśmy i czy wiemy, że stan wojenny był przeciwko takim jak on. Na naszą uwagę, że z tego, co nam wiadomo, 13 grudnia to on spał do południa, przyznał rację, ale powiedział, że za to jego brata internowano. Następnie poseł Kaczyński przepchnął jedną z kobiet, podszedł do zniczy i zaczął je kopać. Pomagał mu jeden z ochroniarzy. Na moją uwagę, że jest to niszczenie mienia prywatnego, policjanci nie zareagowali. Poseł Kaczyński, wzburzony, wrócił na posesję, żegnany okrzykami „Konstytucja”.

W trakcie zdarzenia, nikt nie lżył ani nie obrażał posła Kaczyńskiego. Gdy jedna z osób zwróciła się do niego „panie Jarku”, odparł „nie jesteśmy na ty”, za co został przeproszony.

Zdarzenie nie było nagrywane przez żadnego z uczestników. Nagraniem dysponuje zapewne policja, ponadto nad miejscem, gdzie staliśmy, umieszczona jest kamera, wystająca na wysięgniku z posesji posła Kaczyńskiego.

Te relacje niestety nie pozostawiają wątpliwości: informacja o agresywnym wyskoku szefa PiS jest prawdziwa. Źle to wróży nam wszystkim i całej Polsce.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim (fragment).

Mateusz Morawiecki z trybuny sejmowej uzasadniał podwyżkę cen, że to wina  poprzedniego rządu PO-PSL, konkretnie zaś Donalda Tuska, bo nie zawetował szczytu unijnego w sprawie pakietu klimatycznego. Nie trzeba za bardzo się wysilać, aby na stronach prezydent.pl sprawdzić, iż to Lech Kaczyński w 2008 roku ogłosił to „sukcesem polskim”, nie ma zaś słowa o wecie.

Zresztą ograniczenie emisji CO2 jest w interesie naszego zdrowia, które jest najcenniejsze dla nas, o tym powinien wiedzieć Morawiecki, który chcąc się kiedyś popisać znajomością fraszki Jana Kochanowskiego, spowodował wybuch śmiechu w internecie. Debatę i zadawanie pytań na sali sejmowej ograniczono do 30 sekund, które nawet nie pozwalają na wyrecytowanie „Na zdrowie” Jana Kochanowskiego.

Podwyżka cen prądu jest spowodowana zakupem praw do emisji CO2, a my właśnie go zakupujemy za horrendalne ceny, bo rząd niczego nie robi, aby zmniejszyć zagrożenie dla naszego zdrowia i nie produkować rekordowo CO2.

Dlaczego piszę, że Morawiecki to dubeltowy Marek Suski? Z prostego powodu – „orzeł intelektu” Suski powiedział, że gdyby rząd PO Ewy Kopacz nie zamknął kopalni, które planował, to nie trzeba byłoby importować węgla z Rosji. Otóż rząd PO-PSL nie zamknął żadnej kopalni, a zrobiły to rządy PiS Beaty Szydło i Morawieckiego. Z Suskiego możemy się śmiać, bo to tylko fajtłapa, choć jest szefem gabinetu politycznego Morawieckiego. Ten ostatni jest o wiele groźniejszy, gdyż to Pinokio w każdym wygłaszanym zdaniu.

A za prąd zapłacimy więcej w podatkach i to większych, niż gdybyśmy płacili bezpośrednio. Zapłacimy jednak jeszcze czymś bezcennym, czego uczeń Morawiecki w szkole się nie nauczył – zapłacimy swoim zdrowiem. Nie dość, że dubeltowy Suski, tj. Morawiecki, opróżnia nam kieszenie, to zabiera zdrowie, a niektórym życie – 44 tys. Polaków umiera rocznie z powodu smogu.

Reklamy

Komentarze 3 to “Kaczyński dostał niekontrolowanego wybuchu wściekłości”

  1. Hairwald 30 grudnia 2018 @ 09:54 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    3 lata nieudolności, głupoty, braku wyobraźni, buty, chamstwa, kłamstwa, poronionych projektów, pseudopatriotycznej fanfaronady, przelewów dla Rydzyka, asystentek za 65 tys, ciemnoty i ośmieszania Polski absolutnie wystarczą. Za 10 miesięcy może być po wszystkim. Tego nam życzę.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Morawiecki kupczył u Rydzyka. Czyż to nie burdel? | Hairwald - 30 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

  2. Ucieczka posłów z burdelu | Earl drzewołaz - 30 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: