Polowanie na Tuska (4). Macierewicz musi wyjść z szafy

21 Gru

„Tłumacze nigdy nie powinni być wzywani do składania zeznań w sprawie rozmów, które tłumaczyli. Poufność i obowiązek zachowania tajemnicy stanowią fundamentalne wartości w pracy tłumaczy ustnych na całym świecie” – napisano w oświadczeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych. To akt solidarności z tłumaczką Magdą Fitas-Dukaczewską, którą prokuratura chce przesłuchać w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej byłego premiera Donalda Tuska. Więcej na ten temat we wpisie: „Polowanie na Tuska”.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Tłumaczy Konferencyjnych przypomina o zasadach, stosowanych na całym świecie od czasów II wojny światowej. – „Członkowie Stowarzyszenia związani są najściślejszą tajemnicą, której należy przestrzegać wobec wszystkich osób i wszystkich informacji ujawnianych w trakcie wykonywania zawodu na jakimkolwiek spotkaniu, które nie jest otwarte dla publiczności”.

Murem za Fitas-Dukaczewską stanęli też dwaj byli premierzy, dla których pracowała. Leszek Miller powiedział w TVN24, że nie powinna być przesłuchiwana. – „Ci, którzy idą do konfesjonału zakładają, że to, co tam powiedzą, zostanie między nimi a kapłanem. Jeżeli pojawia się tłumacz, to strony, które rozmawiają ze sobą, zwłaszcza w takich poufnych okolicznościach, zakładają, że ta rozmowa zostanie między nimi. Bardzo ciekawa sprawa, ale generalnie rzecz biorąc, pokazująca, że proces polowania na Donalda Tuska będzie stosowany za pomocą wszystkich możliwych środków” – stwierdził Miller.

Podobnie o profesjonalizmie Fitas-Dukaczewskiej wypowiedział się Kazimierz Marcinkiewicz: – „Wszyscy mieliśmy i mamy do niej pełne zaufanie”.

Wezwanie mnie na przesłuchanie stawia mnie w niezwykle trudnej moralnie sytuacji – stwierdza podczas rozmowy z serwisem rp.pl Magda Fitas-Dukaczewska, która osiem lat temu tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem.

Rp.pl: Trzeciego stycznia ma się pani stawić w prokuraturze, by zeznawać w śledztwie dotyczącym „zdrady dyplomatycznej” Donalda Tuska. Jakie konsekwencje może to mieć dla pani kariery zawodowej?

Magda Fitas-Dukaczewska: Myślę, że to może mieć konsekwencje nie tyle dla mojej kariery, co dla zawodu tłumacza w ogóle. Ponieważ ta sprawa nie dotyczy mnie, tylko generalnie przesłuchiwania tłumacza. Stanowisko w tej sprawie zajęły już choćby Międzynarodowe Stowarzyszenie Tłumaczy Konferencyjnych (AIIC) oraz Polskie Stowarzyszenie Tłumaczy Konferencyjnych, zgodnie uzasadniając konieczność zachowania tajemnicy informacji, które uzyskuje się w trakcie prowadzenia tłumaczenia. To bezwzględna i podstawowa zasada naszej pracy. Tylko dzięki jej stosowaniu klienci mogą mieć do nas zaufanie.

Ale zasada ta nie została skodyfikowana…

W polskich przepisach prawa to faktycznie nie jest zapisane. Ale w naszym obszarze kulturowym to dorozumiane, że tłumacz jest pod tym względem osobą na równi z księdzem czy lekarzem. Klienci zakładają, że tak jest i dlatego swobodnie prowadzą rozmowy.

A czy zna pani jakiekolwiek przypadki w historii, by prokuratura przesłuchiwała tłumaczy w sprawie treści rozmów tuzów polityki, przy których byli obecni?

Była podjęta próba przesłuchania tłumaczki Donalda Trumpa z rozmów z Władimirem Putinem w lipcu tego roku na szczycie w Helsinkach. Kiedy tylko ten pomysł ujrzał światło dzienne, spotkał się z gwałtowną reakcją ze strony przedstawicieli różnych kręgów politycznych w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Wtedy także głos zabrał AIIC.

Czy podczas tłumaczonej przez panią rozmowy Putina i Tuska padły słowa, które pani zdaniem powinny zainteresować prokuraturę?

Nie mogę tego powiedzieć ani panu, ani komukolwiek innemu. Jeśli prokurator będzie starał się mnie przesłuchać bez przedstawienia mi formalnego zwolnienia z zachowania tajemnicy w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych wystosowanego – według mojej wiedzy – przez premiera, to narazi mnie na konsekwencje karne. Nie mogę mówić nic na temat jakichkolwiek rozmów, które tłumaczę; niezależnie od tego, którego premiera dotyczą, czy Tuska, czy choćby Jarosława Kaczyńskiego, którego również tłumaczyłam. Muszę milczeć także o treści rozmów biznesmenów, ludzi mediów czy dysydentów. Wszystkim przysługuje ta sama gwarancja zachowania tajemnicy. Nie jestem właścicielką tych informacji, a jedynie taśmą przekaźnikową na czas rozmowy.

A czy są sytuacje, w których pani zdaniem powinno się zwolnić tłumacza z wymogów dyskrecji?

Zastanawiałam się nad tym, bo chcę podkreślić, że nie czuję żadnej z góry założonej niechęci wobec organów ścigania, prokuratury, policji czy służb specjalnych. Po prostu zostałam teraz postawiona w sytuacji niezwykle trudnej moralnie. Inaczej bym się czuła w sytuacji skrajnej, gdyby na spotkaniu siedziały trzy osoby, w tym ja, i jedna z nich skończyła z kulą w głowie. Ale to nie jest taki przypadek. Państwo ma masę różnych instrumentów, by pozyskać pożądaną wiedzę. Co takiego szczególnego się zdarzyło, że prokuratura wzywa na przesłuchanie tłumacza?

Może prokuratura chce skonfrontować wiedzę uzyskaną z innych źródeł z tym, co pani zapamiętała?

Ale tu dochodzimy do jeszcze jednego problemu. Byłam także w Katyniu 7 kwietnia i mam status osoby pokrzywdzonej w śledztwie smoleńskim. Dostałam akta prokuratury z poprzedniego śledztwa smoleńskiego i przeczytałam je niezwykle wnikliwie, również dlatego, że w katastrofie zginęło wielu moich znajomych i przyjaciół, a ja jadąc na miejsce katastrofy byłam świeżo po porodzie. Chłonęłam też wiele informacji medialnych na temat wydarzeń w Smoleńsku. Minęło z górą osiem lat, więc co z tego, co mam w głowie, a o co może pytać prokuratura, jest wiernym zapisem pamięci, a co obrazem narzuconym z innych źródeł? Przecież prokuratura oczekuje zapewne precyzyjnych szczegółów. Czy ten wątpliwy uzysk wiedzy naprawdę wart jest otwarcia puszki Pandory poprzez tworzenie niebezpiecznego precedensu?

Magdalena Fitas-Dukaczewska, znana i zasłużona tłumaczka konferencyjna, obsługuje polityków najwyższej rangi, niezależnie od ich przynależności politycznej. Dziś jej nazwisko stało się ogniskiem skandalu, który może mieć dewastujący wpływ na polską dyplomację i bezpieczeństwo państwa na wiele lat. Rzecz jasna, Pani Fitas-Dukaczewska nie jest negatywną bohaterką tego skandalu – jest jego ofiarą, a wraz z nią cała Polska.

Otóż w swej paranoi i szale nienawiści do Donalda Tuska cyniczni scenarzyści smoleńskiego mitu, na czele z Antonim Macierewiczem, oskarżający premiera RP o zamordowanie Lecha Kaczyńskiego (i jeszcze 95 osób przy okazji), spowodowali wszczęcie postępowania prokuratorskiego w związku z podejrzewaniem polskiego premiera, iż w rozmowie z prezydentem Rosji w dniu katastrofy dopuścił się zdrady dyplomatycznej (przestępstwa zagrożonego karą 10 lat pozbawienia wolności), polegającej na niezgodnym z interesem RP ustaleniu sposobu prowadzenia śledztwa.

Aby móc kąsać po kostkach swego potężnego politycznego wroga, reżim brnie w tę hucpę, jak zwykle czyniąc wokół spustoszenie polityczne. Aby „grzać temat” i „grillować Tuska”, wymyślono, aby przesłuchać Magdalenę Fitas-Dukaczewską, która miałaby odpowiedzieć prokuratorowi, co mówili Tusk z Putinem. Z całą pewnością na tę okoliczność zostanie zwolniona z tajemnicy zawodowej i państwowej przez wszelkie czynniki – prokuratora, a nawet samego premiera. Przesłuchanie miałoby się odbyć 3 stycznia 2019 r.

Obawiam się, że nawet media, które niezbyt przejęły się tą sprawą, nie do końca rozumieją powagę sytuacji. Oto poszło w świat, że polska tłumaczka podlega naciskom, aby opowiedziała władzy o tym, czego była świadkiem za rządów poprzedniej ekipy. Już nawet sam taki zamiar jak przesłuchanie tłumaczki bardzo obniży zaufanie do Polski jako partnera dyplomatycznego i bez wątpienia ambasadorzy rezydujący w Warszawie ślą już stosowne notatki do swoich ministerstw.

Gdyby jednak w najczarniejszym scenariuszu doszło do tego, że pani Magda Fitas-Dukaczewska złożyłaby zeznania, skutki byłyby fatalne. Od tego dnia żaden polityk nie będzie swobodnie rozmawiać z przedstawicielami władz RP w obecności tłumacza z Polski. Będzie musiał się bowiem liczyć z ewentualnością, że treść tych rozmów zostanie kiedyś ujawniona polskiemu prokuratorowi, a w następstwie może nawet upubliczniona. Dla dyplomacji to sytuacja fatalna – niemalże związanie rąk. Odtąd wszelkie poważne rozmowy będą musiały odbywać się z pomocą tłumaczy obcych, o co specjalnie trzeba będzie zabiegać lub – w innych przypadkach – na co trzeba będzie się godzić, z wiadomej obu stronom przyczyny.

Biorąc pod uwagę beznadziejną raczej kondycję lingwistyczną polskich polityków, niezdolnych do swobodnego rozmawiania po angielsku (Morawieckiemu też do tego daleko), zapewne w wielu przypadkach Polska będzie przypominać o sobie w sytuacjach dyplomatycznych jako kraju niepoważnym i niewiarygodnym. Zważywszy na to, czym była Polska przed 20 laty w oczach świata i dyplomacji międzynarodowej, to, co uczynił z wizerunkiem naszego państwa PiS, to dramat.

Jednak nie ma takiej katastrofy, której nie można uczynić jeszcze bardziej katastrofalną – właśnie idziemy w tę stronę. Dziś jedynym czynnikiem pozwalającym światu kojarzyć Polskę z czymś godnym szacunku jest fakt, że jedno z najwyższych stanowisk politycznych w Unii Europejskiej piastuje Polak. Słabe to jednak pocieszenie, tym bardziej że kadencja Donalda Tuska szybko się skończy.

Tymczasem musimy wszyscy kibicować Pani Magdzie i ją wspierać. Musi do niej docierać jednoznaczny komunikat, zgodny z tym, co w swym oświadczeniu powiedziało Międzynarodowe Stowarzyszenie Tłumaczy Kabinowych: tłumaczom pod żadnym pozorem nie wolno zdradzać tajemnicy rozmów, które tłumaczyli, i w żadnym wypadku nie powinni być oni do tego nakłaniani przez władze. Milczenie Pani Magdy to nie tylko kwestia jej własnej postawy etycznej i patriotycznej – śmiem powiedzieć, że to racja stanu.

To sprawa bez precedensu w najnowszej historii polskiej polityki i dziennikarstwa. Podobnie jak samo orzeczenie wydane w środę przez warszawski sąd rejonowy. Nakazał on prokuraturze wszcząć postępowanie mające wyjaśnić, czy Antoni Macierewicz nie nadużył władzy jako minister obrony i czy nie próbował wywołać tzw. efektu mrożącego w stosunku do Tomasza Piątka, autora głośnej książki „Macierewicz i jego tajemnice”, oraz zniechęcić go do dalszego odkrywania zagadkowej przeszłości ministra.

Sąd miażdży zatrzymanie gen. Pytla

Zawiadomienie Macierewicza, zawiadomienie Piątka

Sprawa zaczęła się latem 2017 r., tuż po wydaniu książki. Macierewicz złożył wówczas do wydziału wojskowego warszawskiej prokuratury okręgowej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Piątka przestępstwa, które miało polegać na próbie wpłynięcia na czynności urzędowe MON poprzez groźbę bezprawną, oraz znieważeniu lub poniżeniu organu konstytucyjnego RP. Prokurator badający sprawę długo nie mógł się zdecydować, co z nią zrobić. Udało mu się przesłuchać Macierewicza, ale Piątka już nie. Odwagi nabrał dopiero po dymisji szefa MON i dwa miesiące po tym fakcie, w marcu 2018 r., odmówił wszczęcia postępowania. Macierewicz nie złożył zażalenia.

Niedługo potem zawiadomienie do prokuratury złożył Tomasz Piątek, który zarzucił byłemu ministrowi obrony przekroczenie uprawnień i wykorzystanie stanowiska do podważenia wiarygodności jego i jego książki. W tym przypadku prokurator, również wojskowy, także odmówił wszczęcia postępowania, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Właśnie to postanowienie zaskarżył do sądu pełnomocnik Piątka. I sąd przyznał mu rację.

MSZ poparł akcję przeciwko Tomaszowi Piątkowi

Sąd wziął w obronę publicystę

Z pisemnego uzasadnienia sądu wynika, że wysokie jest prawdopodobieństwo, iż Macierewicz złamał prawo i dopuścił się tego, co zarzuca mu Piątek. Sąd podkreślił przede wszystkim, powołując się m.in. na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że były minister obrony jako polityk powinien godzić się z tym, że w przypadku osób pełniących funkcję publiczną „standard ochrony dóbr osobistych” jest słabszy. A także że w takiej sytuacji powinien „okazywać powściągliwość w sięganiu do sankcji karnych”, szczególnie w sytuacji, gdy dostępne są inne środki ochrony dóbr osobistych (w tym przypadku Macierewicz mógł wytoczyć Piątkowi sprawę z powództwa cywilnego).

Sąd wziął w obronę publicystę, przypominając, że sięganie po sankcje karne, nawet takie jak oskarżenie dziennikarza, mogą naruszać prawo do wolności słowa, tłumić debatę publiczną oraz dostęp społeczeństwa do informacji.

Aferę Macierewicza trzeba wyjaśnić do końca

Sąd czarno na białym wykazał, jak mocno dęte były „dowody” przywołane przez Macierewicza na rzekome przestępstwo Piątka. Twierdził on, że książka „Macierewicz i jego tajemnice” została napisana, by przedstawić go w negatywnym świetle i doprowadzić do usunięcia go ze stanowiska. To z kolei miałoby podważyć zaufanie do Polski ze strony USA i ich prezydenta i osłabić zdolności obronne naszego państwa. Ale Macierewicz w żaden sposób – jak stwierdził sąd – nie wskazał, kto był pomysłodawcą takiego działania, w czyim interesie mogło być prowadzone oraz w jaki sposób stosowano wobec niego groźbę, przemoc i jak go znieważono jako ministra. Słowem – nie przedstawił żadnych dowodów na podparcie swych tez.

Z tego właśnie powodu sąd nakazał prokuraturze zbadać, czy przypadkiem celem byłego szefa MON nie było uderzenie w Tomasza Piątka, a nie troska o bezpieczeństwo kraju. Polecił również przesłuchać m.in. samego Macierewicza oraz jego współpracowników z resortu obrony.

– Decyzja sądu to kolejna wskazówka świadcząca o złych intencjach Macierewicza, który nie odpowiada merytorycznie na liczne publikacje dokumentujące jego powiązania z ludźmi Kremla i rosyjskich służb, a nawet tamtejszej mafii. Tak nie zachowuje się człowiek niewinny – komentuje Tomasz Piątek. – Stanowisko sądu to także kolejny dowód na to, że nasz wymiar sprawiedliwości nie ulega politykom, którzy chcieliby importować do Polski putinowskie wzorce i praktyki polegające na zastraszaniu sędziów i dziennikarzy.

Waldemar Mystkowski pisze o sprawie Macierewicza.

Były szef MON dostał się w ręce Temidy, która będzie ważyła jego uczynki.

Nie dają się upchać pisowskie „trupy” w szafie. Krystyna Pawłowicz tylko kilka dni wytrzymała i musiała zakomunikować swoje „a kuku” o przerwaniu kuracji. Na co zapadła posłanka PiS? Raczej nie na mądrość…

Pawłowicz to jednak tylko pryszcz, bo inny prominentny osobnik wypada z szafy – wiceprezes PiS Antoni Macierewicz i to w dwóch sprawach, których jest inicjatorem. Nie wiadomo, która jest ważniejsza, bo obydwie są najcięższego kalibru. Ich finały – kiedyś do takich dojdzie – mogą być szokujące dla publiczności.

Gdy jeszcze był ministrem, Tomasz Piątek opublikował książkę „Macierewicz i jego tajemnice” – najlepiej sprzedającą się pozycję w kraju w ubiegłym roku. W tym bestsellerze opisane zostały podejrzane – i tak jest to eufemizm – związki Macierewicza z Rosją, m.in. z bossami mafijnymi, którzy mają przełożenie na Kreml. Piątek to bardzo solidny dziennikarz, obszernie udokumentował swoje podejrzenia.

Macierewicz wybrnął z tego w ten sposób, że doniósł do prokuratury wojskowej na Piątka, iż podejrzewa go o terroryzm (art. 224 kk) i znieważenie organu konstytucyjnego (art. 226 kk). Ponadto Macierewicz swoją emfatyczną retoryką oskarżył dziennikarza o skompromitowanie Polski i psucie relacji z Donaldem Trumpem.

Prokuratura ślimaczyła śledztwo, aż Macierewicz przestał być ministrem i umorzyła, radząc wiceprezesowi PiS, aby wystąpił przeciw Piątkowi z powództwa cywilnego. Piątkowi postanowienie prokuratury nie spodobało się, on z kolei złożył doniesienie, iż Macierewicz go zastraszał, używając swojego stanowiska. Ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, bo… Macierewicz działał w dobrej wierze. I oto wypada trup z pisowskiej szafy, bo Sąd Rejonowy w Warszawie nakazuje prokuraturze zbadanie, czy Macierewicz nie nadużył swojego stanowiska i nie złożył fałszywego zawiadomienia na Piątka.

Macierewicz dostał się w ręce Temidy, która będzie ważyła jego uczynki. Druga sprawa jest może nawet ciekawsza, ale subtelna jak diabli i nadaje się do typu narracji literatury pięknej, gdyż rola Macierewicza jest iście diaboliczna, a dotyczy katastrofy smoleńskiej. Macierewicz złożył doniesienie na Donalda Tuska, iż ten dopuścił się zdrady dyplomatycznej w sprawie śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Tusk składał już zeznania w tej sprawie. W styczniu 2019 roku ma być przesłuchiwana tłumaczka Magda Fitas-Dukaczewska, która uczestniczyła w rozmowach byłego premiera rządu RP z Władimirem Putinem. Narracja smoleńska PiS dopala się, Kaczyński osiągnął swój cel – władzę i pomnik brata Lecha wyższy niż Piłsudskiego. Ale Kaczyński chce dopaść Tuska.

Macierewicz choćby milczał, miał usta zaklejone taśmą samoprzylepną, to i tak nie uniknie odpowiedzialności przed historią. Przemawiać będą przeciw niemu  fakty, a ich charakter jest dla niego druzgocący i kompromitujący.

Reklamy

Komentarzy 7 to “Polowanie na Tuska (4). Macierewicz musi wyjść z szafy”

  1. Hairwald 21 grudnia 2018 @ 05:05 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Prawicowe tygodniki szorują po dnie. Gazeta Polska ma już sprzedaż na poziomie gazetki samorządowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: