PiS zamienia unijną szmatę na pelerynkę z gwiazdkami. Niedługo z miłości do koryta pokocha Tuska

19 Gru

Uwierzycie? Teraz przebrali się z narodowych w pelerynki europejskie. Polska PiS jako bijące serce Europy. To propagandowy bubel trzylecia.

To tak jakby prezes oznajmił na kolejnym zjeździe, że partia jest teraz za legalną aborcją, in vitro i małżeństwami gejów. PiS z przystawkami nigdy nie byli w sercu Europy, a zwłaszcza w sercu UE. Z własnej woli i ideologicznej kalkulacji woleli być na europejskim marginesie i tam wylądowali.

Ale idą eurowybory i wybory parlamentarne. PiS-owi najbardziej zależy na władzy, na Europie najmniej. Tymczasem szklany sufit wyborczy jak nad PiS wisiał, tak wisi. Wybory samorządowe pokazały zjednoczonej prawicy, że miasta, nie tylko wielkie, to nie jest ich elektorat.

Więc sztabowcy wymyślili, że trzeba teraz spróbować nabrać ludzi na PiS proeuropejski i przyjazny klasie średniej, bo ta chce Polski europejskiej, to znaczy Polski w Unii Europejskiej.

Te nowe szaty cesarza i jego świty już wykpił mem robiący furorę w internecie.

Żeby PiS brzmiał choć odrobinę przekonująco w tej sprawie, musiałby przedstawić dowody przejścia na europejsko-unijną stronę mocy.

1. Zdeklarować, kiedy chce wnioskować o członkostwo Polski w strefie euro.

2. I w jakim horyzoncie czasowym chce osiągnąć zrównanie przeciętnego wynagrodzenia unijnego z polskim.

3. Wicepremier Szydło musiałaby się wytłumaczyć z rugowania flagi UE z jej biura i z jej konfrontacyjnych filipik w Parlamencie Europejskim. Prezes Kaczyński musiałby wyjaśnić, czemu witał z kwiatami panią Szydło po haniebnym ataku PiS na Donalda Tuska.

4. Panowie Duda, Morawiecki i Ziobro musieliby wyjaśnić, czy są gotowi uchylić wszystkie przeforsowane przez „zjednoczoną prawicę” zmiany w prawie polskim zakwestionowane przez gremia brukselskie jako naruszające zasady państwa prawa i trójpodziału władz.

5. Premier Morawiecki musiałby wyjaśnić, co konkretnie wnosi i wniesie Polska pod rządami zjednoczonej prawicy do Unii, jaki ma przekaz pozytywny, jakie ma konstruktywne propozycje.

Musiałby wyjaśnić, czy dla jego rządu i obecnej władzy Unia to jednak także wspólnota wartości, a nie tylko unijne fundusze rozwojowe.

Przez trzy lata ludzie zjednoczonej prawicy powiedzieli publicznie tyle kłamstw i niegodziwości o Unii, że jest jasne, iż jeśli PiS z przystawkami utrzyma się u władzy, to za wszelkimi jego proeuropejskimi deklaracjami nie pójdą żadne proeuropejskie czyny.

Obecna władza Unii nie chce, traktuje ją jako zło konieczne, a nawet wroga (poseł Pawłowicz ośmieliła się nazwać flagę UE szmatą). Nie może ścierpieć, że podlega jakiemuś mechanizmowi kontroli i osądu, na który nie ma wpływu. Gardzi liderami UE, jej przesłaniem ideowym, krytykuje i bojkotuje wspólną politykę unijną. Jeśli coś wnosi, to taki sam chaos, jak do naszej polityki wewnętrznej.

Czy Andrzej Duda wciąż nie może otrząsnąć się po podpisaniu znowelizowanej ustawy o SN? Może na to wskazywać jego zachowanie na Twitterze, a konkretnie reakcja na ten wpis: – „Prezydent oskarża, Prezydent atakuje, Prezydent zarzuca, Prezydent poucza. Choć robi dokładnie to, co zarzuca innym i o co innych oskarża, a więc łamie Konstytucję. A za moment przy choince, w orędziu wigilijnym, będzie nawoływał do wzajemnego szacunku” – napisał na Twitterze prof. Marcin Matczak, konstytucjonalista z UW.

To jego komentarz do kuriozalnych wypowiedzi Dudy o sędziach SN, którym prezydent zarzucił łamanie prawa i nieprzestrzeganie Konstytucji. O tym w artykule „Rzecznik Sądu Najwyższego odpowiada na ataki Andrzeja Dudy”.

Prezydent zamiast odnieść się do meritum, w odpowiedzi Matczakowi wysłał link do materiału, w którym opisano, jak konstytucjonalista wdał się w spór z prawicowym blogerem. Duda przy linku umieścił: – „No comment”. – „Szanowny Panie Prezydencie, ja w związku z moim zachowaniem napisałem do osoby, która mogła być nim dotknięta, list wyrażający ubolewanie. Czy Pan, w związku ze swoim zachowaniem, napisze list wyrażający ubolewanie, kierowany do Suwerena?” – zapytał w kolejnym wpisie prof. Matczak. Odpowiedzi Dudy już nie było.

Za to internauci pisali do prezydenta. – „Czy ten komentarz to wszystko, na co pana lub pana pracowników stać ? To niewiele. Jeden z moich ulubionych cytatów „Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości” – M. Twain”; – „Nerwy puszczają? Pana niekonstytucyjne ustawy i złożone podpisy pod niekonstytucyjnymi ustawami będą latami analizowane na wydziałach prawa. Ułaskawienia niewinnych i nocne ślubowania dublerów także”;

 „Panie prezydencie, o ile pamiętam były przeprosiny za ten wpis. A w ogóle, co ma wspólnego Pana wpis do zarzutów kilkukrotnego złamania przez Pana Konstytucji RP, wyrażonych przez organizacje prawnicze i wydziały prawa wielu uczelni w tym promotora Pana pracy doktorskiej?”. Przypomnieli Dudzie, że jego promotor prof. Jan Zimmermann już w grudniu 2015 r. stwierdził, że prezydent wtedy trzykrotnie złamał Konstytucję.

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze, jak zachować normalność w nienormalnych czasach.

Słowa polityków PiS o przestrzeganiu prawa są jak tyrady typa, który bije żonę, ale na imieninach  poucza wszystkich, że trzeba szanować kobiety.

Oczywiście, są obserwatorzy sceny politycznej, dla których gra przedwyborcza jest nudna i których niewiele już może zaskoczyć w postępowaniu polityków.

Dużo ciekawsza od odpowiedzi na pytanie, które od tygodni zadaje sobie opinia publiczna: „W jaki sposób, jakimi metodami znowu spróbują nas oszukać?” byłaby odpowiedź na pytanie: „Co sprawia, że ciągle od nowa nabieramy się na tandetne i proste w gruncie rzeczy triki PiS?”. Dlaczego zachowujemy się infantylnie i nie wykazujemy minimalną przenikliwością, choćby taką zwykłą, wynikającą po prostu ze zdrowego rozsądku? Czy jako społeczeństwo pozbawieni jesteśmy instynktu samozachowawczego? Nie. Po prostu tak nas wychowano.

Rzadko kiedy społeczeństwa zdają sobie sprawę z tego, że podobnie jak jednostki, podlegają procesowi socjalizacji i są zwyczajnie wychowywane: do określonego życia obywatelskiego, kulturalnego, miłosnego, do takich, a nie innych rozrywek, związków i relacji, nie tylko miłosnych, ale i politycznych.
Sądzimy, że wychowanie to proces wpajania zasad postępowania w rodzinie i pracy, nie kojarzymy tego z edukacją obywatelską – a tak właśnie jest.

Wykuwanie na pamięć, szacunek dla orderów, a nie prawdziwych zasług, ludzi-pomników, o których z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że nikt tak doskonały po prostu nie mógłby istnieć, zamiast żywych normalnych ludzi, co prawda pełnych wad, ale też odważnych i dzielnych, brak nawyku kwestionowania i samodzielnego myślenia, który wysysamy z mlekiem matki (czyli nauką Kościoła katolickiego), jasno i głośno artykułowane nakazy i zakazy: nie pytaj, nie szukaj prawdy, nie patrz na złożoność i nieoczywistość świata, sprowadzaj wszystko do czerni i bieli, zaprzeczaj rzeczywistości tak długo, jak się da, nawet jeśli rozkraczy się przed tobą na drodze, jeśli ktoś myśli, inaczej pobij go, wyzywaj albo chociaż na niego nakrzycz.

Dla kobiet jest rzecz jasna kilka dodatkowych zasad: nie bądź za głośna, nie sięgaj po swoje, nie domagaj się pieniędzy ani szacunku, bo to „nieskromne”, bądź posłuszna, zasługi oddawaj innym, nie mów, co myślisz, a najlepiej nie myśl i zapamiętaj raz na zawsze, że silna wola i stanowczość czynią cię niemęskim i nieatrakcyjnym babochłopem, z którym żaden nie wytrzyma (a to, żeby wytrzymał to jest przecież wielka wartość).

Otwartych dyskusji, w których liczy się ustalenie prawdy lub uzgodnienie wspólnego stanowiska i spokojne postanowienie, co dalej w wychowaniu nas, Polaków się nie uwzględnia. I jeśli to wszystko wziąć pod uwagę, staje się oczywiste, dlaczego PiS nabiera nas po raz setny na te same numery.

„Ten opis nie dotyczy mnie” – powie z oburzeniem wielu z was. „Ja pochodzę z normalnego, miłego domu, w którym się rozmawiało i zadawało pytania, w którym rodzice tłumaczyli dzieciom, co, jak i dlaczego, a kwestionowanie i rozmowy były na porządku dziennym”. Odpowiem: to nie ma znaczenia.

Ponieważ rodziców trzeba było w końcu opuścić i pójść w świat, pełen księży gwałcących małe dzieci i mówiących, że to ich wina, z dorosłymi, którzy zamiast stanąć po stronie tych krzywdzonych, oskarżają i bronią gwałcicieli. Do szkoły, gdzie liczyło się symulowanie pracy i nauki, a nie rzeczywista sprawność umysłu, „zakuć, zdać, zapomnieć”, a nie umiejętność kojarzenia faktów i samodzielnego wnioskowania – a jak ktoś to nawet (tak, sam z siebie) potrafił, to był za to karany.

W świat pełen telewizorów, w których politycy bezkarnie kłamią: mówią ci w żywe oczy, że czarne jest białe, a ty, chociaż nie masz wątpliwości, że jednak czarne, widzisz, że wszyscy dookoła, na czele z prowadzącym audycję potakują, aż w końcu sam zaczynasz potakiwać, żeby nie wypaść ze stada.

Idziesz wreszcie do pracy, a więc na ogół w świat traktowania ludzi jak taniej siły roboczej, cwaniactwa, gdzie nie liczy się talent, pasja, upodobania, elastyczność, prawdziwość, tylko bezwzględność, pazerność i chciwość, a ponad wszystko umiejętność „załatwienia” czegoś dla siebie i najbliższych i nikt nie widzi żadnej konieczności dbania o środowisko, ludzi, zasady czy wartości. Gdzie liczy się wyłącznie jednodniowy zysk, a perspektywa roku czy dziesięciu lat jest dla frajerów. Zaś procedury, jeśli w ogóle istnieją, to wiadomo, że tylko na papierze i że przestrzegać ich byłoby wyrazem skrajnego naiwniactwa.

Tak jesteśmy wszyscy wychowani, od dziecka i nawet jeśli mamy dobry dom, przyzwoitych rodziców, to te nawyki, obawy, lęki, sposoby funkcjonowania przyswajamy mimowolnie, zanim zdążymy zdać sobie z nich sprawę.

Dotyczy to wszystkich, nawet najprzyzwoitszych z nas, ponieważ nikt nie jest wolny od środowiska w którym wyrasta, a jego wpływ jest przemożny i dla nas samych często niedostrzegalny.  I zanim się zdążymy obejrzeć, wyrastamy na ludzi, którzy publicznie nie potrafią mówić szczerze. (Czy kiedyś po prostu porozmawialiśmy o tym, czym był dla nas komunizm? Tak normalnie, bez obelg i natychmiastowego osądzania czy wynoszenia na piedestał? Po prostu, żeby powiedzieć, co kto wtedy czuł, czego się bał i jak to doświadczenie na niego wpłynęło, czym dla niego było?). Nie, ponieważ potrafimy tylko budować pomniki albo krzyczeć, oskarżać albo gloryfikować. Normalna, otwarta, szczera rozmowa jest dla wielu Polaków czymś niewyobrażalnym.

Wyrastamy też na ludzi, którzy bardziej niż piękno czynów cenią sprawność mowy. I to właśnie dzięki tej cesze, promujemy pogoń za pięciosekundowym zaistnieniem, w każdy sposób, każdym kosztem, nie zważając na nic, zamiast premiować cichy, ale wytrwały i konsekwentny wysiłek, który zawsze przynosi efekty. Wybieramy kłamczuchów i populistów zamiast ludzi czynu.

Dlatego można nas oszukać pięć razy w ten sam sposób, dlatego żyjemy złudzeniami, zamiast konkretnie przedyskutować rzeczywistość i dlatego, nawet jak ją przedyskutujemy, to i tak zbyt wielu odrzuci fakty. I dlatego – i nie jest to dobra wiadomość niestety, każdą prawdziwą zmianę należałoby zacząć nie od polityków, a od siebie. Bo prawda jest taka, że w normalnym świecie normalnych ludzi, ci od Kaczyńskiego i ich oszustwa nie mieliby czego szukać.

Waldemar Mystkowski pisze o wcześniejszych wyborach parlamentarnych.

Wiele wskazuje, że Jarosław Kaczyński szykuje przedterminowe wybory parlamentarne. Znaki są aż nadto czytelne nie mogą być zignorowane przez opozycję. Jeżeli wybory miałyby odbyć się już w marcu, najpóźniej w kwietniu, to spokojnie możemy orzec, iż w tej chwili mamy do czynienia z nieformalną kampanią wyborczą.

Na ostatniej konwencji PiS w Szeligach pod Warszawą prezes Kaczyński zastrzegł się, że nie zostanie przedstawiony program partii na zbliżające się wybory, ale z ust Mateusza Morawieckiego usłyszeliśmy zaskakujące słowa i one noszą stygmat haseł wyborczych.

Premier orzekł, iż „jesteśmy bijącym sercem Europy”, co w zderzeniu ze zdegradowaniem Polski w UE należałoby szukać innych porównań z adekwatnymi częściami ciała. Zostaliśmy w tej Europie zmarginalizowani w ciągu trzech lat rządów PiS i bliżej nam do zanikającej kości ogonowej.

A ponadto Morawiecki sformułował hasło żywcem przeniesione z krajów o rozwiniętej demokracji i kapitalizmie: – „Chcemy odbudować silną klasę średnią”. Podkreślam, że Morawiecki nie jest orłem retoryki, kiepsko czuje język – odbudować można ewentualnie z ruin, a klasy średniej w kraju nigdy nie było, bo klasa średnia w Europie to mieszczaństwo.

Ta uwaga o klasie średniej jest skierowana właśnie do mieszczuchów, którzy podczas ostatnich wyborów samorządowych kandydatów PiS na prezydentów miast odesłali z kwitkiem już w pierwszej turze. PiS, aby utrzymać się u władzy, musi pozyskać miasta, dlatego partia Kaczyńskiego wygładza swój wyraz twarzy. Odsyła na tymczasową emeryturę Krystynę Pawłowicz, Dominika Tarczyńskiego czy Antoniego Macierewicza.

Afera KNF w istocie nabiera rozpędu, nie chodzi tylko o to, jakie ona ukazuje oblicze korupcyjne PiS, lecz dociera dość powoli do ogółu Polaków, szczególnie do tych, którzy niespecjalnie interesują się polityką. Ta zasada kuli śnieżnej dopiero rozpoczęła swoja drogę w dół. Do wiosny jej pęd może być jeszcze powstrzymany, ale jesienią już raczej nie. Przykładem jest SLD po aferze Rywina, które kilka miesięcy po niej miało wysokie sondaże, zaś po przeszło pół roku Leszek Miller witał się z zieloną trawą.

Nie powinno zatem dziwić, że nieoczekiwanie zostało przesunięte głosowanie nad budżetem z grudniowej sesji Sejmu na połowę stycznia 2019. Jeżeli Sejm nie przyjmie – także po głosowaniu w Senacie – ustawy budżetowej do 27 stycznia, to prezydent Duda zgodnie z art. 98 ust. 4 Konstytucji RP może rozwiązać Sejm i ogłosić przedterminowe wybory.

I o to chodzi. Także nieuchronne wysokie podwyżki cen za prąd zostały przesunięte na późniejszy termin – oczywiście po wyborach. Duda spotkał się – jakby on o czymkolwiek decydował – z ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim, po czym pojawił się komunikat, iż podwyżek w 2019 roku nie będzie.

Były premier Kazimierz Marcinkiewicz uważa, że „przeprowadzenie przyspieszonych wyborów w marcu 2019 roku wydaje się bardzo prawdopodobne”. Przypomina o roku 2006, gdy było blisko do takich wyborów, PiS wówczas wygrałby je, półtora roku później zostały przez nich przerżnięte.

Dzisiaj wygląda jakby PiS rozpoczął kampanię wyborczą. Co na to opozycja? Zjednoczona – już dzisiaj wygrałaby z PiS, rozproszona – nie chcę myśleć, co stanie się wówczas z Polską, gdyby stan obecnej degradacji miał być kontynuowany.

Reklamy

Komentarze 3 to “PiS zamienia unijną szmatę na pelerynkę z gwiazdkami. Niedługo z miłości do koryta pokocha Tuska”

  1. Hairwald 19 grudnia 2018 @ 07:20 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Rydzyka nie chcą w Kanadzie – i słusznie. To potwór, który sieje nienawiść i wyciąga lepkie łapy po szmal.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: