PiS już nie rozdaje, tylko kradnie i zabiera

16 Gru

„Czas już pomyśleć o życiu poza polityką” – napisała niespodziewanie Krystyna Pawłowicz na Twitterze. Posłanka w toku dyskusji przyznała, że odchodzi z polityki.

Krystyna Pawłowicz złożyła życzenia świąteczne użytkownikom Twittera. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dyskusja, która miała miejsce w komentarzach pod jej wpisem. Sama Pawłowicz niespodziewanie zadeklarowała: „Mój czas w polityce w te Święta dobiegł końca, teraz młodzi”.

Dalsze komentarze Pawłowicz były w podobnym tonie. Posłanka stwierdziła że „czas już pomyśleć o życiu poza polityką, zobaczyć jeszcze miejsca rodzinne, pokurować zdrowie, posprzątać po sobie”.

„Mam już prawie 70 lat i trzeba wszystkie swoje sprawy pozałatwiać” – pisała również.

Do końca nie było jasne, czy Pawłowicz nie ma na myśli wyłącznie zakończenia aktywności w mediach społecznościowych. Zapytana jednak wprost, czy odchodzi z polityki, odparła, że tak.

„Chcę swą polityczną aktywność zakończyć,mam dużo spraw do załatwienia,życiowego zakończenia i uporządkowania. Może jesienią tu wrócę. Wpisywać się będzie można. Może wstawię tylko jakąś informację np. o wyroku w procesie z Owsiakiem” – napisała w jednym z ostatnich komentarzy.

Pawłowicz zapewniła w rozmowie, że to „nie ‚urlopik’, a życie”, ale Polski „będzie pilnować do końca swych dni”, gdyż jest to „testament jej przodków”.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o konwencji PiS.

Na sobotniej konwencji PiS zaprezentował swoją listę strachów.

Sondaże są jednoznaczne i bezlitosne: pokazują zjazd PiS-u. Partia rządząca wciąż jest na czele stawki, ale ścigająca ją konkurencja po aferze KNF szybko skraca dystans. Najwyraźniej do wielu wyborców spoza ścisłego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości dotarło, co naprawdę reprezentują sobą ludzie, którzy dorwali się w Polsce do władzy.

Siedem plag spadło na PiS przed wyborami 2019

Szantażowanie prywatnych przedsiębiorców przez wysokich urzędników państwowych, wymuszanie od nich haraczy, grożenie im przejęciem ich firm, uchwalanie ustaw, które mają takie przejęcia ułatwiać, rozdawanie synekur synom, małżonkom i pociotkom dygnitarzy – wszystko to znaliśmy dotąd z artykułów prasowych opisujących rzeczywistość polityczną w egzotycznych dyktaturach i państwach mafijnych. Wydawało się, że takie rzeczy to tylko w Wenezueli, Rosji i Nikaragui, bo przecież nie w państwie demokratycznym i praworządnym, należącym do Unii Europejskiej…

Okazało się jednak, że i owszem, w środku Europy takie patologie też są jak najbardziej wyobrażalne. Gdy ta prawda przebiła się do świadomości obywateli – zaczął się zjazd notowań rządzących. Na pół roku przed wyborami europejskimi i na rok przed wyborami do polskiego parlamentu. Fatalna koincydencja. Gorszy timing właściwie trudno sobie wyobrazić.

W tym samym czasie opinia publiczna jest bombardowana kolejnym doniesieniami o patologiach i przypadkach pedofilii w szeregach kleru – i tłumnie wali na demaskatorski film pod tym właśnie tytułem. Wprawdzie partia rządząca i Kościół to formalnie dwie oddzielne instytucje – ale przyjęcie katolicyzmu na PiS-owskie sztandary i wejście w polityczną symbiozę z duchowieństwem i Radiem Maryja sprawia, że wizerunkowe kłopoty Kościoła też są dopisywane do rachunków szeroko rozumianego obozu władzy.

A jeśli dodamy do tego jeszcze powszechny niepokój towarzyszący oczekiwanym podwyżkom cen energii elektrycznej, mamy już przedsmak katastrofy i zapowiedź politycznej zmiany warty jesienią 2019 roku.

Okręt PiS próbuje wypłynąć na spokojniejsze wody

PiS pilnie potrzebował więc cudu, który by odwrócił uwagę wyborców od afer i podwyżek cen, zmieniając dynamikę wydarzeń politycznych. A ponieważ cud sam z siebie nie chciał nadejść, sprawę wzięli w swoje ręce spece od PR-u z partii Kaczyńskiego, próbując przejąć inicjatywę. Nie można im odmówić talentów. Dzięki nim Prawo i Sprawiedliwość wydaje się odzyskiwać sterowność. Już nie jest tylko wrakiem, który chaotycznie i bezwolnie kołysze się na falach w oczekiwaniu, aż wiatr i prądy morskie rzucą nim o skały. Czy jednak wystarczy mu sił i czasu, by wyrwać się ze sztormu i wrócić na spokojniejsze wody?

Najpierw polityczni macherzy Kaczyńskiego postarali się rozbroić w tym tygodniu mniej groźną z bomb, jaką był opozycyjny wniosek o wotum nieufności dla premiera. Dokonali manewru wyprzedzającego, każąc premierowi złożyć wniosek o wotum zaufania, który był rozpatrywany jako pierwszy. Dzięki temu Morawiecki mógł się zaprezentować w pełnej krasie i w blasku jupiterów, czarując naród elokwencją, zaś debata nad wnioskiem opozycji stała się w gruncie rzeczy bezprzedmiotowa. W dodatku została zepchnięta na późny wieczór w piątek przed weekendem, gdy większość obywateli  ma lepsze zajęcia niż oglądanie transmisji z Sejmu.

Ciąg dalszy PiS-owskiej kontrofensywy nastąpił w sobotnie przedpołudnie, gdy wierchuszka partii zebrała się pod Warszawą na pierwszej konwencji po wyborach samorządowych. Impreza była ponoć planowana od dawna, ale najnowsze wydarzenia wywarły wyraźny wpływ na jej przebieg i charakter.

Słuchając wystąpień liderów obozu władzy, można było sporządzić ranking kwestii stanowiących ich zdaniem największe zagrożenie dla notowań PiS.

Lista strachów PiS

Strach pierwszy – afera KNF. Jej ranga manifestowała się w fakcie, że żaden z mówców nie wspomniał o niej ani słowem, tak jakby jej nie było. To niesamowite. Kraj jest wstrząsany kolejnymi skandalami i sensacjami, kamery i komputery dziennikarzy rozgrzewają się do czerwoności – a PiS nic. Ani słowa. Sprawy nie ma, więc nie ma tematu.

To oczywiście celowe przemilczenie. Partia Kaczyńskiego przez długi czas narzucała Polsce tematy debaty. Ostatnio jednak straciła inicjatywę. Wymowne milczenie na temat KNF jest próbą jej odzyskania. Naród ma dyskutować o tym, co jest wygodne i pożądane z punktu widzenia PiS.

Strach drugi – groźba polexitu. Spindoktorzy władzy najwyraźniej doszli do wniosku, że wyborcy nie na żarty przestraszyli się perspektywy wykluczenia czy wyjścia Polski z Unii. Dlatego wszyscy mówcy z premierem na czele usilnie podkreślali, że Polska jest częścią Europy i o  żadnym polexicie nie ma mowy. Nie przypadkiem Mateusz Morawiecki przywołał fakt, że był swego czasu konsulem honorowym Irlandii. I nie przypadkiem Beata Szydło mówiła o „naszej wspólnocie europejskiej” i deklarowała, że „jesteśmy europejską rodziną”. Ta sama Beata Szydło, która trzy lata temu jako premier kazała usunąć flagi unijne z budynku rządu…

Strach trzeci – wizerunek obozu władzy jako zbiorowiska targanego wewnętrznymi konfliktami, rozrywanego ambicjami i rywalizacją o wpływy oraz schedę po starzejącym się wodzu. Dlatego konwencja miała być demonstracją jedności, by wszyscy zrozumieli, iż PiS to – jak w wierszu Majakowskiego – dłoń milionopalca w jedną pięść zaciśnięta.

Na konwencji byli wszyscy, nawet odsunięta na boczny tor Beata Szydło, która przemawiała zaraz po Mateuszu Morawieckim. Wcześniej plotkowano, że premier ma do niej bardzo krytyczny stosunek, zaś ona ma do niego żal o zajęcie jej miejsca. W sobotę nie było tego widać. Nie było też widać animozji między premierem a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą, którego Morawiecki zaanonsował ciepło i serdecznie, zapowiadając, że zaraz „będzie mówić Zbyszek”. Nie pan minister, a właśnie „Zbyszek”. Choć oczywiście warto odnotować, że Zbyszek mówił jednak po Jarku (Gowinie). W końcu trzeba przestrzegać hierarchii i kolejności dziobania. I to właśnie Jarkowi przypadło w udziale zaszczytne zadanie ogłoszenia, że podwyżek cen prądu nie będzie.

Po spotkaniu z PiS-em warto sprawdzić kieszenie

– Wyciągamy rękę do naszych konkurentów – deklarował Morawiecki. – Możemy się oczywiście spierać, ale niech to będzie spór na programy, a nie kłamanie.

Nie bardzo wiadomo, do kogo ten postulat adresował. Pewnie do siebie samego, bo przecież zaledwie minutę wcześniej, w tym samym wystąpieniu, skłamał, że Platforma Obywatelska w Warszawie uniemożliwia przekształcenie użytkowania wieczystego we własność (przypomnijmy: PO wycofała się tylko z populistycznego pomysłu przyznawania warszawiakom nadzwyczajnych bonifikat i zrównała poziom ulg z tym, który PiS ustawowo wprowadził w całym kraju).

A jeśli chodzi o to zaproszenie wystosowane przez Morawieckiego do konkurentów, to po doświadczeniach afery KNF i po ustawie o przejmowaniu banków za złotówkę namawiałbym ich, by obmacali kieszenie. Gdy PiS mówi, że wyciąga rękę, warto sprawdzić, czy portfel jest na miejscu.

Konwencja PiS w Szeligach pod Warszawą była na swój sposób wyjątkowa. Gdyby zastąpić polityków aktorami i usunąć z ich przemówień rytualne uderzenia w Platformę, to mało kto poznałby najnowsze wcielenie PiS.

„Orzeł naszej gospodarki musi wzbić się jeszcze wyżej i dlatego te trzy filary, na których chcemy oprzeć rozwój Polski na najbliższe 5-10-15 lat to: Europa, wyższe wynagrodzenia i modernizacja Polski”.

„Jesteśmy bijącym sercem Europy. My dzisiaj inspirujemy Europę”.

„My naszą ofertę budujemy w taki sposób, żeby klasa średnia była jak najsilniejsza, jak najbardziej zasobna”.

„Jesteśmy dumni, że jesteśmy Europejczykami. Polska była, jest i będzie w Europie i nikt, i nic tego nie zmieni”

„Polacy nie chcą żadnych rewolucji – ani obyczajowych, ani politycznych. Polacy chcą państwa stabilnego, skutecznego, gwarantującego bezpieczeństwo, państwa umożliwiającego stabilny rozwój”.

To cytaty z Mateusza Morawieckiego, Beaty Szydło i Jarosława Gowina, a mogliby to przecież równie dobrze powiedzieć Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer i Władysław Kosiniak-Kamysz.

„Modernizacja” to już stara śpiewka, ale tak dobitnie o klasie średniej PiS przemówił bodaj po raz pierwszy w swej historii. A koktajlu z modernizacji, europeizacji, czystej energii i klasy średniej Jarosław Kaczyński nie zaserwował jeszcze nigdy.

Można w tym miejscu postawić trzy pytania:

– dlaczego tak się dzieje?

– co to w praktyce oznacza?

– czy to zadziała?

Skąd ten zwrot, to akurat doskonale wiadomo. Lanie zebrane przez kandydatów PiS w II turze wyborów w miastach zrobiło na decydentach PiS większe wrażenie niż zwycięstwo w potyczce o sejmiki. I od wyborów samorządowych liderzy PiS mają ból głowy – co zrobić, by nie przegrać następnych kampanii przez mobilizację wyborców miejskich i wielkomiejskich, co zrobić, by opozycja nie mogła zagrać skutecznie kartą Polexitu.

Dlatego drugi już miesiąc słyszymy o „złagodzeniu kursu”, „ciepłej wodzie z kranu” w wersji PiS, dlatego Sejm klepnął nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym.

Pytanie drugie jest o tyle trudne, że liderzy Zjednoczonej Prawicy bardzo oszczędnie gospodarowali treścią w swoich wystąpieniach. W barku w hali, gdzie odbywała się konwencja, na tablicy ktoś napisał kredą „mleka do kawy brak”; w przemówieniach zabrakło i mleka, i kawy. Morawiecki zapowiedział, że program przedstawi w styczniu lub lutym. Na razie padły hasła. Premier był jak Święty Mikołaj, który przyszedł z pustym workiem i powiedział, że prezenty będą kiedy indziej.

Pytanie trzecie należałoby rozbić na dwa: czy PiS zdobędzie dzięki temu nowych wyborców i czy zdoła zdemobilizować cudzych.

Te pytania zadają sobie także w PiS. Nie mogę powiedzieć, gdzie się ta rozmowa odbyła i nie mogę zdradzić nazwisk jej uczestników, ważnych polityków z obozu rządzącego. Jeden z nich był „miastoentuzjastą” – przekonywał, że PiS może przyciągnąć wyborców z dużych ośrodków. Drugi odparł: „Z tym zwrotem do centrum to trochę tak, jakby facet prał drugiego po pysku, raz, drugi, trzeci, a potem przyszedł do niego z bukietem kwiatów”.

PiS w tej kadencji przez trzy lata lał klasę średnią po pysku. Uderzał w jej interesy: zlikwidował kwotę wolną od podatku, nie zrobił nic dla frankowiczów, próbował gmerać przy 30-krotności, uderzał w jej przekonania: poszedł w konflikt z Unią Europejską, rozmontował Trybunał Konstytucyjny i chciał czystki w Sądzie Najwyższym. Teraz nie przyniósł nawet bukietu kwiatów, tylko zapowiedział, że go przyniesie.

Poza wszystkim innym, konwencja PiS odbyła się jakby trochę obok nurtu wydarzeń. Polacy nie usłyszeli, jak Morawiecki chce się uporać z podwyżką cen energii, co zrobi z ministrami, którzy się kłócą, nie padła żadna konkretna recepta – poza rytualną deklaracją jedności – na rzeczywiste problemy obozu rządzącego. Nie wykluczałbym dalszych spadków w sondażach.

Sędziom nie wolno używać znaku „Konstytucja”, bo stał się on symbolem społecznego sprzeciwu wobec łamania konstytucji. Taki wniosek można wyciągnąć z podjętej 6 grudnia uchwały nowej KRS. Tyle, że sędziowie maja obowiązek obrony konstytucji – nie tylko w orzecznictwie, ale też w debacie publicznej.

Już raz – latem – koszulki z napisem „Konstytucja” policja ścigała jako zniewagę, gdy ubierano w nie pomniki. Teraz Krajowa Rada Sądownictwa podjęła uchwałę w której za „zachowanie mogące podważyć zaufanie do niezawisłości i bezstronności sędziego” – czyli jeden z deliktów dyscyplinarnych – uznaje „publiczne używanie przez sędziego infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi, tworzonymi przez związki zawodowe, partie polityczne lub inne organizacje prowadzące działalność polityczną.” Uchwała w sposób oczywisty nawiązuje do niedawnych doniesień prorządowych mediów, że sędzia Weronika Klawonn, która w Sądzie Okręgowym w Gdańsku sądziła sprawę Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie, została sfotografowana latem w koszulce z napisem „KonsTYtucJA”, gdy stała pod sądem w proteście przeciwko politycznemu zawłaszczaniu sądów. Prorządowe media i politycy PiS żądali wyłączenia jej ze sprawy, bo jest stronnicza. Ostatecznie uznała jeden z trzech zarzutów Jarosława Kaczyńskiego (oskarżenie, że winien jest katastrofie smoleńskiej) za słuszny i nakazała Wałęsie opublikować przeprosiny.

Bezstronność KRS

Teoretycznie wykładnia KRS-u służy dbałości o sędziowską bezstronność. Tyle, że raczej trudno sobie wyobrazić, by o bezstronność mógł na poważnie dbać organ w całości obsadzony przez partie rządzącą, który całą swoją dotychczasowa działalnością udowadniał, że jest partyjnym organem. Trudno też sobie wyobrazić, by ta wykładnia wydana była z troski o bezstronność, a nie jako instrument podporządkowywania politycznego sędziów. Wykładnia ta bowiem ma otworzyć drogę do postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom, którzy stają w obronie konstytucji i przeciwko „reformie” wymiaru sprawiedliwości.

Ale załóżmy dobrą wolę i czyste intencje nowej KRS. Bezstronność jest rzeczywiście kluczowa dla sprawowania funkcji sędziego. Gwarancje niezawisłości mają tę bezstronność wspierać. Dla poczucia sprawiedliwości kluczowe jest, by podsądni i opinia publiczna wierzyli, że sędzia jest bezstronny. Zatem nie powinien robić nic, co by tę bezstronność poddawało w wątpliwość.

KRS nie uzasadniła wykładni, której dokonała, nie możemy więc prześledzić toku jej rozumowania. A rozumowanie powinno uwzględniać konstytucję i międzynarodowe standardy. Powinno uwzględniać też to, że sędziowie są obywatelami. Mają swoje obywatelskie prawa, w tym wolność sumienia i wolność słowa i ekspresji. Wolności te są ograniczone szczególną funkcją, jaką pełnią, ale jednak nie są oni ich pozbawieni.

Nie podlega dyskusji, że sędziowie nie powinni występować z logo żadnej partii politycznej. Ale już zakaz używania symboli „które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane ze związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi, tworzonymi przez związki zawodowe, partie polityczne lub inne organizacje prowadzące działalność polityczną” jest mocno wątpliwy. Co bowiem znaczy „prowadzące działalność polityczną”? To sformułowanie treścią wypełnić ma KRS i sąd dyscyplinarny złożony z osób – w dużej części prokuratorów – wskazanych przez partię PiS, i wybranych przez posłuszną jej KRS. Możemy więc założyć, że za „polityczne” uznane zostanie każde krytyczne odniesienie się do poczynań partii rządzącej. A żyjemy w czasach, gdy władza polityczna jest wszechogarniająca i nawet kwestia klimatu, węgla, czy ścieżek rowerowych jest polityczna.

Jak najbardziej polityczna skała się kwestia trójpodziału władzy, niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Polityczna stała się też sama konstytucja i domaganie się jej przestrzegania. A „politycznym” jest każdy, nawet nieformalny ruch obywatelski, który domaga się od władzy przestrzegania konstytucji.

Konstytucja stała się logo społecznego sprzeciwu wobec łamania konstytucji. A więc znalazła się na indeksie. Niewykluczone, że niedługo sędziowie będą karani nie tylko za używanie konstytucji jako symbolu, ale też za przywoływanie jej w orzeczeniach. Już sędziowie Ewa Maciejewska i Igor Tuleya mają postępowanie dyscyplinarne za „eksces orzeczniczy” (pojęcie, którego w prawie nie ma) w postaci zadania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Sędziowie mają obrony konstytucji.

Art. 82 konstytucji mówi: „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne.” Sędzia jest polskim obywatelem. A dobrem wspólnym jest konstytucja – do jej poszanowania przez władze wzywa preambuła. Dobrem wspólnym jest też „Rzeczpospolita Polska” (art. 1), która jest „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” (art. 2). A więc każdy obywatel, w tym sędzia, musi się troszczyć o Rzeczpospolitą praworządną. I pilnować by – jak nakazuje art. 7 „organy władzy publicznej działały na podstawie i w granicach prawa.” Dalej jest o tym, że konstytucja jest najwyższym prawem, jej przepisy stosuje się bezpośrednio i że Rzeczpospolita przestrzega wiążącego ja prawa międzynarodowego. I art. 10: „Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.” Zatem obowiązkiem sędziego, jako obywatela, jest pilnowanie, by władza przestrzegała zasady trójpodziału władzy. I w ogóle konstytucji.

Art. 32 mówi o równości wobec prawa, i że „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.” Zatem sędziom nie można odbierać prawa, ani wyłączać ich spod obowiązku pilnowania przestrzegania konstytucji i upominania się wobec władzy o praworządność. Tym bardziej, że art. 37 gwarantuje, że każdy „kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji.”. Wyjątki określa ustawa. Ale żadna ustawa nie zakazuje sędziom dopominania się o przestrzeganie konstytucji i o praworządność. Natomiast sama konstytucja wymienia ograniczenia, jakim podlega sędzia. A art. 103 wynika, że sędzia nie może sprawować mandatu poselskiego, a art. 178 zakazuje sędziemu należeć do partii politycznej, związku zawodowego i „prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Czy można twierdzić, że obrona konstytucji „nie daje się pogodzić” z tymi zasadami?!

Art. 178 ust. 1 mówi jeszcze, że „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”. A więc nie regulaminom uchwalanym przez KRS. I nie dawanym przez nią wykładniom.

W krajach europejskich nie ma twardych, jednolitych standardów jak chodzi o granice uczestnictwa sędziów w debacie publicznej. Ale są standardy „miękkie”, jak Deklaracja Sofijska z 2013 roku dotycząca niezawisłości i odpowiedzialności sędziowskiej. Czytamy w niej: „Sędzia pozostaje obywatelem, w związku z czym ma prawo – w momencie, kiedy nie wykonuje funkcji sędziowskich – do swobody wypowiadania się, zgodnie z postanowieniami wszystkich konwencji międzynarodowych zapewniających ochronę praw człowieka. W dziedzinie polityki sędzia, podobnie jak każdy inny obywatel, ma prawo do posiadania własnych opinii na tematy polityczne. Jego zadaniem jest wyrażać je w sposób wstrzemięźliwy, tak aby inni ludzie mogli darzyć wymiar sprawiedliwości pełnym zaufaniem, niezależnie od poglądów poszczególnych sędziów. Sędzia zobowiązany jest zachować taki sam stopień wstrzemięźliwości w kontaktach z mediami. Jednocześnie jednak zobowiązanie zachowania wstrzemięźliwości nie może być wytłumaczeniem dla pasywności sędziów. (…) W sytuacji zagrożenia dla demokracji i podstawowych wolności, obowiązek zachowania wstrzemięźliwości może ustąpić zobowiązaniu do wyrażenia zaniepokojenia takim obrotem spraw.”

Zatem zarówno polska konstytucja, jak i standardy europejskie nakładają na sędziego obowiązek obrony praworządności i konstytucji.

Znak „KonsTYtucJA” nie przynależy do żadnej konkretnej organizacji ani ruchu społecznego

Nie wiemy, jakie symbole „w sposób jednoznaczny” mogą być, według KRS, „identyfikowane z ruchami społecznymi”, a tym bardziej ruchami „prowadzącymi działalność polityczną.” Czy wystarczy samo hasło „konstytucja”, czy też musi to być napis z wybitymi literami „TY” i „JA”. Czas pokaże. Ale znak „KonsTYtucJA” nie przynależy do żadnej konkretnej organizacji ani ruchu społecznego. To symbol zaadoptowany przez obywateli niezrzeszonych, którzy działają spontanicznie, bez kierownictwa, na zasadzie wolnej woli. Znak nie jest zarejestrowany i gdyby np. Mateusz Morawiecki pojawił się w koszulce z napisem „KonsTYtucJA”, nikt by nie zabronił mu jej nosić. Mało tego: z napisem „KonsTYtucJA” sfotografował się organizator tegorocznego Marszu Niepodległości Robert Bąkiewicz, kiedy prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała Marszu. I nikt mu prawa do tego nie odmawiał. A więc trudno byłoby dla potrzeb postępowania karnego – a takim jest postępowanie dyscyplinarne – dowodzić, że napis „KonsTYtucJA” jest logo „ruchu społecznego” (choć akurat PiS i jego funkcjonariusze dyscyplinarni nie koniecznie przejmują się zasadą domniemania niewinności i zakazem poszerzającej interpretacji przepisów o charakterze karnym).

Bezstronność pod groźbą dyscyplinarki

Wracając do sprawy sędzi Weroniki Klawon: sytuacja, w której sędzia, która protestowała przeciwko reformie sądownictwa przeprowadzanej pod patronatem Jarosława Kaczyńskiego, sądzi sprawę Jarosława Kaczyńskiego, może budzić wątpliwości co do tego, czy zachowa ona bezstronność. Ale sędzia nie wydaje wyroku ot tak. Musi się on mieścić w granicach prawa i musi być należycie uzasadniony. Sędzia nie sądziła zresztą tej sprawy sama. Z drugiej strony rzeczywistość mamy dziś taką, że gdyby sprawę sądził sędzia np. awansowany przez „dobrą zmianę”, albo tylko taki, który nie poparł protestów przeciwko polityzacji sądów – wtedy z kolei Lech Wałęsa mógłby uznać, że nie jest on bezstronny. Bo np. boi się wychylić i dlatego nie protestuje. A skoro boi się wychylić, to będzie się bał orzec przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wreszcie znacznie większą wątpliwość co do bezstronności sędziów, niż ich poglądy na działania partii rządzącej dotyczące niezależności sądownictwa, budzi postępowanie dyscyplinarne, które PiS skonstruował, i które – już od miesięcy – służy zastraszaniu sędziów. Dziś sędzia orzekający nie po myśli owego polityka PiSu musi się liczyć z:
– przeniesieniem do innego wydziału;

– ze „zmianą zakresu obowiązków” w wyniku którego – jak sędzia Waldemar Żurek – zostanie zalany sprawami i nie dostanie asystenta ani pomocy sekretarskiej;

-z kontrolą swojego referatu (spraw, które prowadzi);

– z postepowaniem dyscyplinarnym, do wydalenia z zawodu łącznie.

A po drodze grozi mu półtoraroczna, publiczna kontrola majątku przez CBA – co spotkało wspomnianego sędziego Żurka.

W tej sytuacji koszulka z napisem „KonsTYtucJA” jest naprawdę detalem bez większego znaczenia dla bezstronności.

Waldemar Mystkowski pisze o konwencji PiS.

Nie wiadomo, dlaczego doszło do przedświątecznej konwencji PiS, bo jej cel programowy nie został w ogóle wyartykułowany, a jeżeli trzymać się spójności słów prezesa Kaczyńskiego, to etap wyłożony przed siedmioma latami w jego książce programowej „Polska naszych marzeń”, mamy za sobą.

Teraz partia to Polska, partia to my, w związku z czym prezes zaserwował: „Nasza partia ma być partią marzeń Polaków”. Zatem Polska uległa transformacji i jest tożsama z „naszą partią”, a Polacy zostali poddanymi tej partii i zarządcy z tylnego fotela „pana” prezesa – a ponadto Polacy mogą sobie pomarzyć.

Polacy w zdecydowanej większości marzą, aby PiS został odsunięty od władzy. I tak chyba się stanie, bo obecnie mamy do czynienie z chronicznymi aferami, kryzysami stworzonymi przez polityków PiS. Kaczyński nawet przyznał się, że „nasza partia” już nie ma niczego do zaproponowania, bo „programy będą przedstawione bardzo niedługo, ale jeszcze nie dziś”.

Po co więc zawracać publice gitarę? Aby „wiedzieć, w jakim kierunku mamy maszerować”. Niewiele lepszy był także prawdopodobny delfin prezesa, gdy ten w marszu padnie z powodu chorego kolana, Mateusz Morawiecki. Premier ma wrodzone predylekcje do oralnej grafomanii, bo oto ogłosił, że „jesteśmy bijącym sercem Europy”.

Metafory Morawieckiego i Kaczyńskiego są wyjęte wprost z przemówień komuszych genseków, Gomułka i Gierek na tamtym świecie obecnym bonzom z „partii naszych marzeń” biją gromkie brawa.

Nawet Leszek Miller na te bijące serce się obruszył: „Premier Morawiecki na konwencji PiS: Jesteśmy bijącym sercem Europy. Na zakończonym właśnie spotkaniu przywódcy krajów euro zdecydowali o powołaniu budżetu eurostrefy. Zacieśnianie integracji bez Polski”.

Bijące serce wszak może bić poza organizmem, bo jest przeszczepiane z Zachodu na Wschód. I na tym polega ten zabieg cywilizacyjny, na Polexicie, który funduje nam „nasza partia”.  Jak w tym dowcipie o Radiu Erewań: bije, ale nie serce, tylko biją pałami milicjanci.

Tak mniej więcej wyglądają przekazy polityczne „naszej partii” prezesa Kaczyńskiego. PiS buksuje, co rusz zakopuje się w coraz większych absurdach. PiS maszeruje na oparach.

Reklamy

Komentarze 3 to “PiS już nie rozdaje, tylko kradnie i zabiera”

  1. Hairwald 16 grudnia 2018 @ 08:53 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    PiS-owi wyczerpały się pomysły populistyczne, więc opozycja może teraz te pokraki dorwać i odesłać na smietnik historii, zaś niektórych do kicia za zdemolowanie ojczyzny.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Szydło straszydło | Hairwald - 16 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

  2. PiS swoich specjalistów od szmat i matołków chowa głęboko, bo jeszcze raz chce orżnąć publikę | Depresja plemnika - 16 grudnia 2018

    […] >>> […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: