Walka w PiS. Ziobro z Morawieckim walczą o stołek prezesa. Opozycja musi myśleć, jaka Polska po PiS

10 Gru

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki i Kornel Morawiecki usłyszą zarzuty i sprawiedliwości stanie się zadość” – czytamy w oświadczeniu ks. Jegierskiego.

A na razie były współpracownik ojca premiera Marek P. usłyszał zarzut z artykułu 286 par. 1 Kodeksu karnego: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” – informuje onet.pl.

W niedzielnym programie „Kawa na ławę” w TVN24 było, jak zwykle, bardzo gorąco. Najwięcej emocji wzbudził temat zatrzymania przez CBA byłego szefa KNF i jego współpracowników. Zarzucono im, że mimo posiadanej wiedzy, zbyt długo zwlekali z ustanowieniem zarządu komisarycznego dla SKOK-u Wołomin.

Patryk jaki, który był gościem programu, broniąc stanowiska śledczych w tej sprawie zdradził, że prokuratura „dopiero teraz porządnie się wzięła za sprawę, zabezpieczyła dowody, m.in. na komputerach ludzi z KNF-u, którzy otrzymali zarzuty. Co było na tych komputerach? Informacja o tym, że panowie wiedzieli i to twardo wiedzieli już w 2013 r., że jest tam gigantyczne złodziejstwo”, co wzbudziło pewne zdziwienie Konrada Piaseckiego, który kilkakrotnie upewniał się, czy ta informacja nie powinna być objęta tajemnicą śledztwa.

Jaki stwierdził, że miał prawo ujawnić te informacje i dodał jeszcze, że „był wniosek o to, aby wprowadzić zarząd komisaryczny, wniosek przygotowany w Komisji Nadzoru Finansowego, właśnie do SKOK-u Wołomin, żeby przestali kraść. Ten wniosek był przygotowany już w 2013 r. Mimo to ci panowie, z których robi się bohaterów, czekali ponad rok czasu, aż zostaną wyprowadzone wszystkie pieniądze”.

Eliza Michalik, dziennikarka zastanawia się, czy rzeczywiście Jaki mógł podzielić się z posiadanymi informacjami w tej sprawie. Zadaje przy tym pytania, czy nie został złamany art. 241 kk („kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia”) i czy istnieje jakaś podstawa prawna, która pozwala wiceministrowi na posiadanie takiej wiedzy?

Z kolei dziennikarka „Polityki” Ewa Siedlecka uważa, że „PiS-owska ustawa o prokuraturze pozwala przekazywać mediom takie informacje, ale może to robić prokurator generalny albo szef danej prokuratury”, a Jaki jest tylko wiceministrem, więc nie miał prawa upubliczniać informacji z tego etapu śledztwa.

Ewa Stępniak, adwokat i działaczka Obywateli RP już wie, jak Jaki będzie bronił się przed zarzutem ujawnienia informacji. Ustawa o prokuraturze mówi wyraźnie, że „Prokurator Generalny, Prokurator Krajowy lub inni upoważnieni przez nich prokuratorzy mogą przedstawić organom władzy publicznej, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach TAKŻE INNYM OSOBOM, informacje dotyczące działalności prokuratury, w tym także informacje dotyczące konkretnych spraw” i na nią powoła się pan wiceminister, broniąc własnej skóry.

To nie jedyna „wpadka” Jakiego w „Kawie na ławę”. Tak bardzo chciał przekonać uczestników spotkania i telewidzów, iż PiS i jego ludzie mają czyste ręce w tej sprawie, że posunął się do kłamstwa. Stwierdził, że problemy SKOK-u zaczęły się dopiero w 2012 roku, czyli w okresie, gdy był on już pod nadzorem KNF. Wcześniej, gdy zarządzał nimi Grzegorz Bierecki, od 2011 senator z listy PiS, żadnych kłopotów ze SKOK-ami nie było.

Bardzo szybko tę informację skorygowała Izabela Leszczyna, była wiceszefowa Ministerstwa Finansów w rządzie PO/PSL, przypominając, że to właśnie za rządów Biereckiego wyprowadzono ze SKOK-ów pieniądze deponentów.

Niesamowite, skąd to przekonanie w politykach partii rządzącej, że „lud głupi, wszystko kupi”? Ta wiara, że można patrząc ludziom w oczy kłamać i manipulować faktami, jest zadziwiająca. Czy to tylko kwestia buty i arogancji czy jednak całkowite oderwanie od rzeczywistości?

Gdyby ktoś oczekiwał politycznych fajerwerków po weekendowym posiedzeniu klubu PiS w Jachrancepod Warszawą, to mógłby poczuć zawód. Żadnych rewelacji w rodzaju zapowiedzi rekonstrukcji rządu nie było, a większość tematów wałkowały już wcześniej media. Obieg informacji w PiS to zresztą sprawa na osobny tekst; nie od dziś szeregowi posłowie dowiadują się o wszystkim na końcu.

Jachranka na poprawę morale

Partie są trochę jak sportowcy, forma raz jest, a raz jej nie ma. PiS zalicza jej spadek. Na pytanie, dlaczego partia rządząca nie prezentuje się jak dumny zwycięzca wyborów samorządowych, moi rozmówcy odpowiadali ostatnio rozmaicie: „wrażenie zepsuła druga tura w miastach”, „afera KNF”, „problemy z komunikacją” itp. Ale żaden nie zaprzeczył. Spotkanie w Jachrance miało poprawić te nastroje. Strapionych pocieszyć, leniwych zdyscyplinować, wątpiących umocnić w wierze. Niech się posłowie wygadają, niech spotkają się z prezesem, premierem, ministrami, niech pobiesiadują przedświątecznie.

Prezes PiS zapowiada złagodzenie kursu

Jarosław Kaczyński miał dwa wystąpienia – najpierw publiczne, potem skierowane do posłów. W tym drugim zapowiedział złagodzenie kursu partii. Polacy mają się cieszyć wzrostem gospodarczym, mają go poczuć osobiście w swoich portfelach i domach, a nie niepokoić się jakimiś politycznymi awanturami. Dlatego Kaczyński mocno zadeklarował, że nie ma mowy o zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej, o co zabiegało ostatnio kilkudziesięciu posłów PiS.

Prezes uczulił też posłów, że mają unikać knajackiego języka, zwłaszcza w mediach społecznościowych, bo obciąża to konto całego ugrupowania.

Rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Skutki afery KNF

Jarosław Kaczyński defensywnie

W wystąpieniu publicznym Kaczyński wszedł zaś w nietypową dla siebie rolę pierwszego obrońcy praworządności. „To nie my strzelaliśmy do górników” – to chyba najgłośniejszy cytat z mowy oskarżycielskiej pod adresem Platformy. Prezes PiS podkreślił, że to PO odpowiada za kryzys w Trybunale Konstytucyjnym, że to PO tolerowała aferzystów w swoich szeregach, że PiS zdecydowanie reaguje na swoje „czarne owce”. Brzmiało to raczej defensywnie niż ofensywnie; trudno w ten sposób, mówiąc „to oni zaczęli, to oni są gorsi”, przejść do ataku i narzucić temat debaty publicznej. Jak tłumaczy uczestnik spotkania, ten fragment wystąpienia Kaczyńskiego miał jednak inny cel – uspokoić żelazny (i jastrzębi) elektorat PiS, który może się zaniepokoić złagodzeniem linii partyjnej.

Za zamkniętymi drzwiami w Jachrance

W części zamkniętej dla mediów posłowie mieli ok. dwóch godzin na pytania – do prezesa i ministrów. Były głosy narzekające na jakość komunikacji, na politykę medialną partii. Nikt nie wymienił wprost nazwiska rzeczniczki PiS Beaty Mazurek, ale – jak twierdzi jeden z posłów – wszyscy i tak wiedzieli, że to o nią chodzi.

Później, do północy albo i dłużej, trwała kolacja. Tu główną rolę odgrywał Mateusz Morawiecki, krążący od stołu do stołu i cierpliwie rozmawiający z szeregowymi posłami.

Modernizacyjny pic Morawieckiego

Konflikty wewnętrzne trwają, rekonstrukcja rządu – „na kiedyś”

Nic wielkiego się zatem w samej Jachrance nie wydarzyło. Rekonstrukcja rządu została przełożona na bliżej nieokreślone „kiedyś”, prawdopodobnym terminem będzie czerwiec, po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Coraz bardziej widoczne problemy wewnątrz obozu władzy pozostały nierozwiązane. Konflikt Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim się nie skończył, nie zelżało też napięcie między częścią ministrów (np. Jadwigi Emilewicz spór z Krzysztofem Tchórzewskim o program rekompensat za podwyżki cen energii). Złagodzenie kursu pozostaje na razie w warstwie deklaracji; to tuż przed Jachranką nastąpiło zatrzymanie poprzedniej ekipy KNF z czasów rządów PO.

PiS wciąż nie ma klucza do wyborców w miastach, którzy w wyborach europejskich i parlamentarnych odegrają większą rolę niż w kampanii samorządowej, bo frekwencja w miastach będzie wyższa niż na wsi.

To tylko zadyszka

Nie znaczy to bynajmniej, że lada dzień Platforma prześcignie PiS w sondażach; bałagan po stronie opozycji jest nie mniejszy niż w partii rządzącej. Zadyszka PiS – o czym piszą także bliscy mu komentatorzy – jest jednak faktem i Jachranka tego nie zmieniła.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl  pisze co po zwycięstwie opozycji.

Wyborca musi wiedzieć, czy po zwycięstwie koalicji Polska wróci do stanu przed PiS, czy zostanie naprawiona, a jeśli naprawiona – to jak?

Huknęło i zadymiło się z obu stron monstrualnej barykady im. Jarosława Kaczyńskiego, głównego twórcy tej fortyfikacji. W szeregach obrońców zauważono nerwowe ruchy, nazwane przez jednych „łączeniem przez podział”, a przez innych „rozłamem w koalicji”. Od strony najeźdźców natomiast już od dłuższego czasu dobiegały pomruki zaniepokojonych przegranymi potyczkami, błędami dowództwa i niedoborem amunicji, zastępowanej coraz częściej kapiszonami. A kiedy eksplodowała bomba, którą prezes Komisji Nadzoru Finansowego osobiście podłożył we własnym gabinecie, niepokój przerodził się w panikę. Bo tylko bezrozumnym popłochem wytłumaczyć można atak harcowników Ziobry na poprzedników prezesa KNF, których jedyną winą było ściganie przekrętów w PiS-owskim parabanku.

Nie podejmuję się komentowania sytuacji w szeregach opozycji i objaśniania posunięć, których nie rozumiem i obawiam się ich konsekwencji. Zresztą i beze mnie w przestrzeni publicznej roi się od najrozmaitszych opinii w tej sprawie. Jedni radują się z pęknięcia w Koalicji Obywatelskiej wieszcząc jej rychły koniec. Inni cieszą się z łączenia opozycji w monopartię. Jeszcze inni biadają nad mentalnością rodaków, którzy nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia demokracji nie potrafią powściągnąć ambicji. A są i tacy, którzy już tworzą listę odpowiedzialnych za przedłużenie rządów PiS o kolejną kadencję i wygrażają tym politykom, którzy chwilowe korzyści własne lub swojego ugrupowania przedkładają nad interes kraju.

Pewnym pocieszeniem jest rozgardiasz w obozie prawicy. Pan prezydent w duecie z premierem miotają się między krańcowymi uczuciami do Unii Europejskiej, która raz jest wielką szansą i wsparciem, a innym razem IV Rzeszą i siedliskiem „obcych niepolskich interesów”. Nie wiadomo co robić z ujawnionymi przykładami pazerności i nepotyzmu. Partyjne przekazy dnia próbują przykryć niebezpiecznie bulgoczącą aferę KNF, ale proponowane pokrywki okazują się tandetne i dziurawe. W szeregi PiS wdarło się zwątpienie, tu i ówdzie zaświtały nawet refleksje – a co, jeśli prezes nie ma racji? I co ze mną będzie, kiedy jednak przegramy wybory?

Sytuację musiał ratować Jarosław Kaczyński. Na posiedzeniu klubu w Jachrance nie był już sympatycznym softpolitykiem starszego pokolenia w wersji wyborczej, z obiema rękami wyciągniętymi do zgody. Był sobą: nadętym bufonem, fałszywą wyrocznią, a przede wszystkim mistrzem świata w odwracaniu kota ogonem. PO zostawiła kraj w ruinie, a PiS prowadzi kraj do dobrobytu. Afera KNF nie jest żadną aferą, ponieważ prawdziwą aferą jest afera tych, którzy walczyli z aferą w wołomińskim SKOK-u, natomiast za rządów PiS nie zanotowano żadnej afery, a co najwyżej drobne incydenty, natychmiast likwidowane przez nasze sprawne i rzetelne służby, tymczasem prawdziwym siedliskiem afer było środowisko PO, na czele z głównym macherem Donaldem Tuskiem! Więc niech on sobie wybije z głowy mrzonki o powrocie do polityki, bo jak tylko skończy kadencję w Unii, to od razu stanie przed prokuratorem. Kłamliwy jest zarzut, jakoby PiS naruszał prawa obywatelskie, bo to właśnie Tusk i Platforma łamali prawa człowieka – w szczególności kibiców.  Ciemne sprawki PO-PSL nie docierają do społeczeństwa, ponieważ opozycja ma poparcie mediów, które stanęły po stronie kłamców. Dziś oczerniają PiS, że łamie konstytucję, a przecież czyniła to tylko poprzednia władza. PiS w pełni przestrzega prawa, w odróżnieniu od PO troszczy się o ustawę zasadniczą i dlatego Beata Szydło nie publikowała nielegalnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego, bo gdyby opublikowała, to mogłaby trafić do więzienia…

Słowotok Jarosława Kaczyńskiego wydał mi się jękiem rozpaczy zawodowego kuglarza, który nagle stracił czucie w dłoniach. Wielkiego stratega logika opuściła na dłużej. No bo jeśli premier Beata Szydło obroniła się przed więzieniem, nie dopuszczając do publikacji wyroków TK, to znaczy, że premier Morawiecki publikując te wyroki złamał Konstytucję i powinien siedzieć.  Jeżeli za czasów PO-PSL afery mnożyły się jak króliki, a służby PiS były „nareszcie rzetelne i sprawne”, to gdzie są ci aferzyści? W ciągu trzech lat rządów PiS więzienia powinny być pełne, a tymczasem dopiero teraz, w chwili zagrożenia, rozpoczęły się aresztowania i to na ślepo, na podstawie odgrzewanych zarzutów dawno sprawdzonych i odrzuconych lub umorzonych przez sądy.  A jeśli potraktować serio lament prezesa, że PiS nie ma możliwości dotrzeć do narodu z braku przychylnych mu mediów, to Jacek Kurski już dawno powinien zaprezentować się w TVPInfo w koszulce z napisem KONSTYTUCJA.

Przykro było patrzeć na starszego człowieka, który stał przed kamerami i bezładnie międlił słowa zmyślonych opowieści. Kiedyś lepiej kłamał. Teraz plótł bez sensu, przywoływał zjełczałe kalumnie i dawno zużyte łgarstwa, obficie skrapiając je jadem nienawiści.  Smutne.

Mimowolne wsparcie opozycji przez prezesa Kaczyńskiego nie może być dla koalicji powodem do radości. Do kolejnych wyborów daleko i Kaczyński potrafi jeszcze przeobrazić się w dziarskiego staruszka z gwarantowaną receptą na wszystkie kłopoty Polaków. Nie wolno wpadać w euforię, gdy sondaż daje zjednoczonej opozycji walne 50-procentowe zwycięstwo. Po pierwsze to tylko sondaż. Po drugie prognoza dotyczy opozycji ZJEDNOCZONEJ. Po trzecie w tych 50 procentach jest bonus za tzw. efekt politycznej nowości. A przede wszystkim: ile procent poparcia miałaby opozycja, gdyby w sondażu nie było premii za dążenie do zgody i wolę porozumienia?

Nie ma gwarancji odsunięcia PiS od władzy nawet wtedy, gdy przeciw okupantom staną wszystkie ugrupowania opozycyjne deklarując pełną zgodę. Potrzebny jest czytelny projekt takiej koalicji. Taki, który wyjaśni, dlaczego wyborca, głosując na swoją partię, musi równocześnie głosować na ugrupowanie, którego organicznie nie znosi. Wyborcy trzeba jasno powiedzieć, za czym tak naprawdę i przeciw czemu głosuje, czego jego ulubione ugrupowanie na pewno nie zrobi „dla dobra koalicji” oraz kiedy „odzyska” swoją partię. Nie wystarczy oświadczyć: zebraliśmy się tylko po to, żeby przegonić PiS, a po wyborach się rozchodzimy. Wyborca musi wiedzieć, czy po zwycięstwie koalicji Polska wróci do stanu przed PiS, czy zostanie naprawiona, a jeśli naprawiona – to jak?

Jest jeszcze czas, by ambicje liderów ugrupowań opozycyjnych ulokować w tworzenie takiego porozumienia, które zapewni siłom demokratycznym zwycięstwo wyborcze, a potem być może stanie się projektem założycielskim lepszej Polski zabezpieczonej przed recydywą populizmu, Polski niedostępnej dla kolejnych Prezesów obiecujących wszystko wszystkim w zamian za nieograniczoną władzę.

Waldemar Mystkowski pisze o mózgu Morawieckiego.

Władza PiS powiela schematy zarządzania z bliskiej jej kulturowo i ideowo przestrzeni politycznej. Niestety, nie korzysta z metodologii poszerzania demokracji wykuwanej w think tankach na wzór zachodni, ale przenosi sztance dosłownie ze Wschodu. Widać to bardzo konkretnie na przykładzie jednego bardzo ważnego ośrodka zlokalizowanego przy Kancelarii Premiera, chodzi mianowicie o Centrum Analiz Strategicznych (CAS).

CAS, zwane też „mózgiem rządu”, to jeden ze sztandarowych projektów PiS, który został zapowiedziany przez Mateusza Morawieckiego w jego expose. Niby rząd powinien mieć strategię, która pozwala mu prowadzić sensowną politykę wewnętrzna i zewnętrzną, ale gdy przyjrzymy się bliżej temu tworowi, wygląda to na właściwą PiS-owi prowizorkę.

CAS można porównać do kremlowskich technologów władzy, którzy podrzucają Putinowi pomysły zarządzania państwem, a jak jest jakiś problem, piszą przystępne elaboraty, których wykładnia obowiązuje w rosyjskich mediach.

Od pewnego czasu w naszych mediach pojawia się postać prof. Waldemara Parucha, który ma ambicje, aby zostać politykiem, ale nawet z dobrych miejsc na listach wyborczych PiS nie dostaje się do żadnego ciała przedstawicielskiego. Dziwna to postać, by nie napisać dziwaczna, bowiem nie udało mu się dostać z pierwszego miejsca pisowskiej listy do PE, a startował z twierdzy PiS, z okręgu lubelskiego.

Jego stan intelektualny definiuje całkiem dobrze to, że był członkiem komitetu naukowego II i III Konferencji Smoleńskiej z lat 2013–2014. No i jest politologiem. Z dotychczasowej kariery medialnej Paruch przedstawia się bardziej, jako profesor propagandy, a nie politolog, czy też strateg, wszak nawet strategicznie nie potrafił się przeszwarcować do Brukseli na świetnie płatną synekurę.

Paruch ostatnio chodzi wokół pisowskiego gorącego kartofla, albo też zbuka (matafory do wyboru), jaką jest afera KNF, mająca przerzuty na coraz większą sferę świata finansów, ujawnił się przerzut na Narodowy Bank Polski, na SKOK-i, w tym odświeżony został spektakularny upadek SKOK Wołomin. Najnowszy przerzut dotyczy banku Zygmunta Solorza, z którym kilka dni przed ujawnieniem afery KNF spotkał się Morawiecki.

Otóż „technolog” prof. Paruch twierdzi, że Polacy aferą KNF się „nie przejęli, bo nic to w ich życiu nie zmieniło”. Co nie jest prawdą, bo badania dla „Faktu” i Onetu mówią coś innego. Zastanawia przy okazji coś innego, mianowicie władze PiS nie myślą, jak zażegnać zdegenerowanie niezależności takich instytucji, jak KNF i NBP, ale obchodzi ich jedynie to, jak pozamiatać afery pod dywan, jak wmówić społeczeństwu, że nic się nie stało.

Sama postać Parucha pokazuje, jakimi PiS dysponuje kadrami i jakie wzorce kulturowe partia Kaczyńskiego asymiluje na naszym gruncie. Nie powinno to dziwić, bo tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel odczuwa szczególną miętę do Kremla.

Od poniedziałku w mediach krążyć będzie kolejny zbuk wysiedziany przy okazji afery KNF. Roman Giertych zapowiedział złożenie wniosku o przesłuchanie premiera Morawieckiego w śledztwie dotyczącym KNF, w związku z jego spotkaniem z Solorzem, właścicielem Polsatu, którego telewizja to kolejna tuba PiS.

Spointuję: gnije nam Polska, wolny umysł źle się w niej czuje, bo jest zatruwany w przestrzeni publicznej przez zniewolone umysły Morawieckiego i jego „mózg” Parucha.

Dziś 37 miesięcznica nieodzyskania wraku, niepowołania komisji międzynarodowej i niepojmania zamachowców spod Smoleńska.

Reklamy

Komentarze 3 to “Walka w PiS. Ziobro z Morawieckim walczą o stołek prezesa. Opozycja musi myśleć, jaka Polska po PiS”

  1. Hairwald 10 grudnia 2018 @ 09:58 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    A w Kościele śpiewają tę samą hosannę: „Biskup nie złapał Jankowskiego in flagranti, więc sprawy nie będzie”.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Policja i cenzura. PiS blokuje wolne media – oko.press | Hairwald - 10 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

  2. Jacek Rostowksi rozjechał pokraków PiS w komisji ds. VAT | Earl drzewołaz - 10 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: