Pedofil Jankowski odczarowany, zaś Kaczyński przerażony

8 Gru

„Piekło istnieje na ziemi”, „Dość hipokryzji w Kościele”, „Kościele, nie chroń zła”, „Na to nie ma przedawnienia” – z takimi hasłami protestowali w Gdańsku uczestnicy manifestacji pod pomnikiem ks. Henryka Jankowskiego, któremu zarzuca się molestowanie dzieci.

Figura prałata została opasana łańcuchem, do którego przymocowano tablicę z napisem „Pomnik ofiar Kościoła katolickiego”. Do łańcucha przyczepiono pluszowe maskotki i dziecięce buciki, mające symbolizować ofiary pedofilii.

 

Jedna z organizatorek protestu Joanna Krysiak ze stowarzyszenia Trójmiejskie Dziewuchy Dziewuchom mówiła podczas wiecu, że „księża powinni być traktowani jak normalni obywatele i powinni ponosili odpowiedzialność za swoje czyny”. – „Pomnik ks. Jankowskiego powinien zostać przekształcony w pomnik hańby Kościoła katolickiego, a jeśli jest to niemożliwe, to w pobliżu powinno się ustawić pomnik ofiar”. Domagają się także wykreślenia prałata z listy honorowych obywateli Gdańska.

W proteście udział wziął Marek Lisiński, prezes Fundacji „Nie lękajcie się”, która pomaga ofiarom pedofilii w Kościele katolickim w Polsce. – „Jestem tu jako ofiara, która w 1981 roku była wykorzystywana również przez osobę duchowną. Chciałbym zaapelować do wszystkich ofiar, szczególnie do ofiar księdza Jankowskiego: zgłaszajcie się, pamiętajcie, nie jesteście sami” – mówił do zgromadzonych Lisiński.

Mówił, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić człowiekowi, jest krzywdzenie go, gdy był dzieckiem. Dodał, że ofiary pedofilów w Kościele, w tym ks. Jankowskiego, chcą powołania niezależnej komisji złożonej z ekspertów, utworzenia specjalnego funduszu dla ofiar oraz dostępu do akt Kościoła

Protest zakończył się zakryciem głowy figury ks. Jankowskiego białym prześcieradłem.

Artykuł Bożeny Aksamit w poniedziałkowym „Dużym Formacie” nareszcie przerwał tamę milczenia i obojętności. Szambo, przez wiele lat trujące atmosferę w Gdańsku i w całym kraju, wylało się na ulicę – teraz truje gwałtownie i nieznośnie, lecz i nadzieja na posprzątanie większa niż kiedykolwiek.

Wszystko zależy od prezydenta Adamowicza – czy znajdzie w sobie dość siły i determinacji, aby postawić się biskupowi Głódziowi, wielkiemu obrońcy i czcicielowi Henryka Jankowskiego? Pomnik Jankowskiego musi zniknąć, a jego kult musi się definitywnie i raz na zawsze skończyć. Jeśli stanie się inaczej, oznaczać to będzie, że Kościół nie tylko jest gniazdem pedofilii, pleniącej się wśród duchowieństwa z bezprzykładną częstością, lecz czymś więcej – twierdzą zboczeńców, z której murów rzuca się żagwiami pogardy i nienawiści w ofiary zbrodniarzy w sutannach. Czym innym jest bowiem ukrywanie przestępców, w której to natchnionej czynności Kościół wyspecjalizował się prawie tak dobrze jak w wyłudzaniu publicznych pieniędzy, a czymś innym brutalne i wyzywające oddawanie czci zboczeńcom we własnym gronie.

Jaki jest Kościół, każdy widzi. Lecz państwo polskie nie może być takie – nie może ścielić się u stóp książąt Kościoła, zgadzając bez słowa na każde świństwo i płacąc każdy haracz, którego ten Lewiatan zażąda. Jeśli władza publiczna pozostawi na ulicy miasta pomnik zwyrodnialca, stanie się współuczestnikiem zbrodni, a nie tylko wasalem Rzymu, którym jest dziś tak samo jak przed wiekami.

Nikt już nie może udawać, że ma jakieś wątpliwości, czy aby ks. Jankowski, hołubiony przez kilka dekad „kapelan Solidarności”, nie jest przypadkiem tylko pomawiany przez wrogów o gwałcenie dzieci. Że Jankowski był zwyrodnialcem, psychopatą i pedofilem, wiemy już na pewno – jest na to aż nadto wiele świadectw. Wiemy jednak i więcej – to, że zboczenie i psychopatia Jankowskiego były szeroko znane gdańszczanom, a także prominentom. O tym się po prostu mówiło. A że nie było dowodów? Dowodów gwałtów może i nie było, lecz jednoznaczne objawy zaburzonej osobowości, w tym także na tle seksualnym, tajne nie były dla nikogo. Każdy, kto z Jankowskim obcował, wiedział o nim kilka rzeczy: że jest ekscentrycznym bufonem, kradnącym pieniądze przekazywane mu na kościół lub na Solidarność, i używającym ich na zakup bezprzykładnie luksusowych dóbr do własnego użytku. Każdy też widział, że jest człowiekiem prymitywnym, nieinteligentnym i pełnym nienawiści. Że wyraża się po polsku jak prostak, a jego żydożerstwo jest warte budki z piwem. Wielu też wiedziało, że otacza się nastolatkami. Może co mniej rozgarnięci nie domyślali się, że musi im płacić, i to pieniędzmi przekazanymi mu na zgoła inne cele, lecz nawet gdyby tym mniej rozgarniętym brakło znajomości życia, by do końca zrozumieć, o co chodzi, to z pewnością wiedzieli, że kręcący się po domu i nocujący w nim chłopcy to oznaka zaburzonej osobowości i zachowanie więcej niż dziwne ze strony starszego mężczyzny.

Lud wiedział i siedział cicho. Ale cicho siedzieli też najważniejsi, łącznie z Wałęsą. Samozwańczy książę Kościoła był nietykalny. Dla ludu – bo ksiądz, czyli władza, i to władza nadprzyrodzona, a dla prominentów – bo przywódca ludowy jest potęgą, którą należy mieć po swojej stronie, nawet jeśli jest chamem i prymitywem (co było jasne dla każdego, kto z Jankowskim obcował) lub wręcz zboczeńcem i zwyrodnialcem (co było wiadome zapewne tylko niektórym).

Lud złakniony chwały, który oddawał sobie cześć w osobie zboczeńca, zasługuje na politowanie. Prominenci polityczni, którzy dla własnego interesu podtrzymywali kult narcystycznego psychola, gwałciciela dzieci i sprawcy niezliczonych ludzkich dramatów – to dranie. Jedyne, co mogą dziś zrobić ci wszyscy, którzy korzystali z kultu tego fallicznego złotego cielca, sami go sprawując, to przeprosić i potępić – i Jankowskiego, i siebie samych.

Jednocześnie z upadkiem wstrętnego mitu o niezłomnym wrogu komuny i duchowym przywódcy Solidarności upada mit o rzekomym udziale Kościoła katolickiego w wyzwoleniu Polski od rządów komuny. Solidarność od początku infiltrowana była przez ludzi Rzymu – na czele z Jankowskim. To prawda. Lecz chyba nikt nie będzie tak bezczelny, by przypisać im działanie na rzecz wolnej, demokratycznej, praworządnej Polski, w której rządzi świeckie, a nie wyznaniowe prawo, zaś wszystkie wyznania traktowane są tak samo. Trzeba być zajadłym heretykiem i kłamcą, nieznającym ani doktryn kościelnych, ani kościelnych deklaracji politycznych, by tak wszeteczne zamiary Kościołowi przypisywać. Podobnie jak czymś niegodnym katolika byłoby insynuowanie, że święty Kościół nie umiał sobie ułożyć wygodnych stosunków z ową komuną, korzystając z przywilejów, o których nie mogła nawet śnić opozycja. Ale to już sprawa na inny felieton – kłamliwy mit Kościoła w służbie polskiej wolności i opiekuna demokratycznej opozycji.

Tymczasem, gdyby ktoś miał wątpliwości, czy aby wyznawcy Jankowskiego na pewno musieli być świadomi, że mają do czynienia z zaburzonym prymitywem, polecam jedno z ogólnodostępnych nagrań:

>>>

Całe przemówienie było o tym, że PO jest gorsze, niż PiS. Że prawdziwe afery to nie PiS, a PO. Kaczyński przypomniał aferę VAT, aferę hazardową, aferę Amber Gold i OLT. Zaatakował też osobiście Donalda Tuska, który „przynajmniej pośrednio” odpowiada za dwie ostatnie afery i powinno się mu postawić zarzuty. Jakie konkretnie, w swoim zwyczaju Kaczyński nie powiedział, procesowo ryzykowną insynuację zabezpieczył za to wygodnym sformułowaniem „ja nie jestem od rozstrzygania, od tego jest wymiar sprawiedliwości”.

To oni!

Także łamanie konstytucji ma być zdaniem Kaczyńskiego winą przede wszystkim PO. Prezes PiS przedstawił cały szereg zarzutów wobec Platformy w tym zakresie. Od wybory sędziów do Trybunału Konstytucyjnego pod koniec kadencji poprzedniego Sejmu, przez wejście służb do redakcji „Wprost” po „strzelanie do górników”.

Komunikat szefa PiS daje się sprowadzić do przekazu: nawet jeśli u nas zdarzają się afery, to u nich one były jeszcze większe. U nas to, co złe wynika ze statystyki – w każdej dużej grupie osób znajdą się przecież niestety jednostki niegodne – u nich z samej ich niegodziwej, moralnie zepsutej istoty. My czarne owce od razu usuwamy z naszych szeregów, oni robią ze swoich męczenników i bohaterów. Krótko mówiąc, w momencie, gdy cała Polska żyje aferą KNF, prezes odwraca uwagę i krzyczy to nie my, to oni, to oni, to oni!

Nieudolna próba przykrycia

Ktoś uwierzy w to co mówił Kaczyński? Wszyscy znamy te zarzuty wobec PO i Tuska, wielokrotnie padały one z ust polityków PiS i na łamach sprzyjających im mediów. Tych, którzy nie są do nich przekonani, piątkowe wystąpienie Kaczyńskiego raczej nie przekona. Aktyw partii – polityczny, medialny i trollersko-internetowy – otrzymuje za to przekaz dnia do powtarzania na następne kilka tygodni.

Pytanie tylko, czy powtarzanie takiego przekazu pomoże Nowogrodzkiej? Może być wręcz przeciwnie. Zamiast przykryć aferę KNF atakiem na Platformę, wystąpienie Kaczyńskiego w piątek może zamiast tego rozdmuchać plotki, że partia rządząca boi się, co przy okazji afery wyjdzie jeszcze na światło dzienne i widocznych w wewnętrznych sondażach spadków poparcia dla Nowogrodzkiej.

W piątek Kaczyński nie sprawiał bowiem wrażenia polityka, który panuje nad przekazem i sytuacją. Nie przedstawił się jako charyzmatyczny lider, równie bezczelnie cyniczne, co sprawnie odwracający kota ogonem i rozgrywający kryzys na własną korzyść. Jego atak na PO był tyleż brzydki i nieuczciwy, co desperacki. Lider PiS zachowywał się jak bokser, który przegrywa na punkty, nie potrafi zadać decydującego ciosu i w rozpaczy zaczyna gryźć przeciwnika.

Zaprezentował się też w piątek wieczorem jako polityk oderwany od problemów, jakimi żyją Polski i Polacy. Jego wystąpienie miałoby może jakiś sens w 2015 roku, gdy PiS przejmowało władzę i wypadało dokonać bilansu rządów poprzedników. Od tego czasu minęły już jednak ponad trzy lata. Mamy naprawdę zupełnie inne problemy, niż osiem lat rządów Platformy. Wiele z nich wynika z polityki PiS. Ciągle nie wiadomo na przykład, jakim szokiem dla gospodarki będą ceny elektryczności w 2019 roku. Nie jest jasne, jaki pomysł ma rząd, by ceny elektryczności nie zdusiły małych i średnich firm i budżetów uboższych gospodarstw domowych. W tych warunkach insynuacje wobec Tuska naprawdę mało kogo interesują.

Jeśli ten atak na PO miał powstrzymać widoczne w wewnętrznych sondażach spadki poparcia, to może nie zadziałać. PiS – i każda inna partia – która nie ma do zaoferowania nic, poza wiecznym rozliczaniem tego, co polityczni konkurenci robili 7 lat temu nie zasługuje, by utrzymać się przy władzy.

Polityka to nie wzajemne wsadzanie się do więzień

Piątkowe wystąpienie Kaczyńskiego było także pokazem typowej dla PiS próby kryminalizacji i całkowitej delegitymizacji politycznej opozycji. To bardzo niebezpieczny język, właściwy dla państw autorytarnych, opinia publiczna powinna być dla niego szczególnie wyczulona. Demokracja potrzebuje sporu, ten jednak potrzebuje pewnych ram, poza którymi zmienia się w totalną wojnę na wyniszczenie, destrukcyjną dla całej wspólnoty.

Demokratyczna polityka nie polega na licytowaniu się kto kogo bardziej wsadzi do więzienia po wygraniu wyborów. Taka polityka charakteryzuje państwa upadłe, nie dobrze urządzone demokracje. Radykalnie rozmija się też z realnymi potrzebami obywateli. W 2015 PiS wygrał mając do powiedzenia coś znacznie więcej niż „wina Tuska!”. Dzisiejsze wystąpienie prezesa wzmocni przypuszczenia, że 2019 może mieć niewiele więcej poza tym przekazem, atrakcyjnym tylko dla niewielkiej części ich elektoratu.

Więcej >>>

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o stanie pisowskiego rozumu.

Kto by pomyślał, że miliony Polaków tak uwierzą w prezesa i jego partię…

Polska rzeczywistość odbija się coraz większą czkawką. Jednak to nie PiS samo w sobie mnie przeraża. Może dlatego, że od początku wiedziałam, co to za partia i jaki „kanał” nam zafunduje. Szokiem dla mnie jest postawa kilku milionów Polaków, którzy postawili na uwielbienie i wiarę. Słucham, co mówią, patrzę, jak oddają cześć prezesowi, jego dyktatorskim działaniom i uwierzyć nie mogę, że to naprawdę się dzieje. Co się stało z Polakami, którzy tak łatwo odrzucili logikę myślenia, tak bezkrytycznie uwierzyli w każde słowo?

No cóż, z jednej strony charyzma prezesa, retoryka na poziomie łatwo przyswajalnym i zrozumiałym, z drugiej zaś media publiczne, które wraz z przejęciem przez PiS rządów w Polsce, stały się tubą propagandy i kłamstwa. Przed PiS-em TVP cieszyła się dużą popularnością. „Wiadomości”, „Teleexpress”, programy publicystyczne miały sporą liczbę stałych widzów nie tylko z powodu dużej wiarygodności i rzetelności przekazu, ale i dlatego, że programy te były ogólnie dostępne, ich jakość techniczna znacznie lepsza od programów telewizji prywatnych. Dzisiaj TVP1, TVP2, TVP Info i stacje lokalne są w rękach PiS-u. Jeśli dodamy do tego telewizje typu Republika, TRWAM czy Radio Maryja, prasę propisowską i podobnego typu portale informacyjne to już powinniśmy zrozumieć, dlaczego tak łatwo przyszło zrobić ludziom wodę z mózgu.

Wierni telewidzowie dostają od Jacka Kurskiego papkę w postaci przekłamanych, ostro zmanipulowanych informacji, które mają pokazać jedno – PiS jest lekiem na całe polskie zło, PiS czuwa, PiS tworzy potęgę, PiS rządzi, radzi, nigdy nie zdradzi. Jak to głosi  telewizyjny prezes Kurski: – „Chcę, żeby ludzie poddawani praniu mózgu przez Polsat i przede wszystkim TVN, mieli prawo do prawdziwej informacji. W telewizji publicznej dostają co innego niż tam”, czyli… lud słucha, wierzy, że tak jest faktycznie i jednocześnie nawet nie próbuje weryfikować podanych przez telewizję publiczną informacji, bo po co. Przecież PiS nie kłamie, nie mataczy i mówi samą prawdę, całą prawdę, tylko prawdę.

No to popatrzmy sobie na ten „rzetelny i uczciwy” przekaz… Wszyscy pamiętamy, gdy w grudniu 2016 r. opozycja zablokowała mównicę w sali parlamentarnej, a przed Pałacem Prezydenckim i Sejmem zebrały się tłumy, protestując przeciwko forsowaniu na siłę poprawek do budżetu, ustawy dezubekizacyjnej i przede wszystkim, przeciwko planowanym zmianom, dotyczących pracy dziennikarzy w Sejmie. Telewizja publiczna alarmowała, że „Agresja i chamstwo – tyle zapamiętamy z dzisiejszej manifestacji przed Sejmem”, „Słaba frekwencja przed Sejmem pomimo nawoływań Grzegorza Schetyny do puczu, „Opozycja zapowiada łamanie prawa”. Wszystko jasne, „ci zdrajcy”, ten „zdecydowanie gorszy sort” zagraża bezpieczeństwu państwa i odbiera prawo do wolności, ale spokojnie, PiS nie pozwoli, by Polakom tej partii stała się krzywda…

Kiedy Komisja Europejska uruchomiła wobec Polski artykuł 7 Traktatu UE telewizja ruszyła ostro do akcji. Pojawiły się informacje, że „unijna procedura przeciwko Polsce to także próba zmuszenia nas do przyjęcia islamskich imigrantów” i poszedł czytelny przekaz między lud, że to kara za niezłomność polskiej władzy w tej sprawie. Dorzucono jeszcze  na osłodę umęczonej polskiej duszy, że chodzi i o to iż „Berlin i Bruksela chcą zablokować reformę sądownictwa w Polsce. (…) Komisja Europejska próbuje zablokować reformy, które Prawo i Sprawiedliwość obiecało Polakom” i w ogóle to podły atak na suwerenną Polskę. Winę za podjęcie takiej decyzji ponosi oczywiście „Koalicja przeciwko Polsce – totalna opozycja i unijni biurokraci”, po czym po chwili media wskazały już konkretnych winowajców  czyli „Koalicja przeciw Polsce – Berlin, Bruksela i Platforma Obywatelska”. I lud to kupił…

21 października 2017 r. odbyła się konwencja PO, transmitowana przez TVP Info. Przekazowi temu towarzyszyły mocno rzucające się w oczy informacje na paskach typu  „Za rządów PO i PSL z budżetu państwa skradziono 250 mld zł”, „Platforma Obywatelska chce osłabić państwo poprzez likwidację urzędów wojewódzkich”, „Platforma usiłuje uciec od odpowiedzialności za afery. Afera Amber Gold, reprywatyzacyjna, hazardowa, podsłuchowa to tylko niektóre z afer obciążające PO”. Niektóre, czyli w domyśle tych afer jest od groma i trochę, ale nic to, PiS rozliczy i ukarze winnych, więc pamiętaj drogi narodzie, że PO to samo zło. I naród to zapamięta…

No i ostatnia afera, ta z Chrzanowskim i KNF w roli głównej. Pisowskie wiadomości podały informację o „dymisji szefa KNF” jako czwarty temat, po omówieniu umowy koalicyjnej w dolnośląskim sejmiku, kolejnej wizycie ministra Błaszczaka w USA, a także „grabieży 250 miliardów złotych za sprawą luki VAT, podczas rządów PO-PSL”, co oznacza, że news o Chrzanowskim żadnym istotnym newsem nie jest. Oczywiście Chrzanowski nie sugerował niczego, nie proponował przychylności w zamian za współdziałanie, a jedynie wskazał kompetentnego kandydata, który pomógłby Czarneckiemu rozwiązać problem. Autor materiału zwrócił uwagę na fakt, że dziwnym trafem taśmy z rozmowy pojawiły się w momencie, gdy  Idea Bank, inna spółka Czarneckiego, trafiła na listę ostrzeżeń publicznych, a to można odczytać jako próbę nacisku na komisję. No i co na to biedny Chrzanowski? Podał się do dymisji „w poczuciu odpowiedzialności za sprawne funkcjonowanie tej instytucji”. Tak więc proszę. Człowiek PiS-u jest krystalicznie uczciwy, oddany Polsce, a ta reszta to chłam, chcący zaszkodzić polskiej praworządności i sprawiedliwości. A tak w ogóle to afera KNF nie jest aferą PiS-u i tyle w temacie. I widz telewizji publicznej pozostaje w przekonaniu, że to jedyna i najoczywistsza prawda o całej sprawie.

Takich przykładów swobodnej interpretacji w mediach publicznych jest mnóstwo. Nie ma dnia, by nie doszło do przekłamań w pisowskich mediach, by nie czarowano ludu innym wymiarem rzeczywistości. Media opowiadają bajki, pokazując, jak to PiS uroczyście otwiera drogi, które zostały wybudowane za PO/PSL, podając to za swój sukces, ile kasy władowała ta wspaniała partia w te drogi właśnie, zupełnie pomijając kwestię ogromnych dotacji na ten cel z UE. Kłamią o relacjach z UE, o sędziach, opozycji ulicznej, wstawaniu z kolan, pozycji Polski na arenie międzynarodowej, szacunku, jaki budzimy wśród polityków światowych. Kłamią o rewelacyjnym stanie polskiej służby zdrowia, genialnej reformie edukacji, sile polskiego wojska. Nie ma takiego obszaru życia publicznego, społecznego czy politycznego, który nie byłby ostro przekłamany i zmanipulowany. Te kilka milionów Polaków, uważane przez obecnie rządzących za prawdziwy i jedyny naród polski, jest tak pełne wiary, potwierdzając tezę, iż kłamstwo powtarzane ileś razy staje się prawdą.

Gdybym spotkała złotą rybkę, która spełniłaby moje marzenie, to poprosiłabym o  jedno – Rozumie przybywaj, bo Polska ginie…

Waldemar Mystkowski pisze o zatrzymanym Wojciechu Kwaśniaku, byłym wiceszefie KNF (fragment).

I oto mamy wśród aresztowanych naszego Eliota Nessa – wcale nie przesadzam – Wojciecha Kwaśniaka, który walczył z mafijnymi układami, gdy w poprzednim KNF był wiceszefem. Walczył do tego stopnia, że nie był „nietykalny” dla lokalnych Al Caponów, mianowicie – nie podlega to raczej dyskusji – członek zarządu SKOK Wołomin nasłał na Kwaśniaka bandytę z Wołomina z wieloletnim stażem w więzieniach.

Kwaśniak ledwo przeżył, a dzisiaj w ramach zamiatania pod dywan, w ramach pisowskiego relatywizmu prawnego i moralnego, został aresztowany. Jankes Eliot Ness miał za sobą siłę państwa i prawo, nasz Ness Kwaśniak ma przeciw sobie państwo.

Aresztowanie Kwaśniaka Andrzej S. Nartowski (prawnik z praktyką w organach spółek handlowych, publicysta, ekspert corporate governance) użył porównania i snuje oskarżycielskie przypuszczenia: – „Zatrzymać Wojciecha Kwaśniaka za SKOKi to jak papieża ekskomunikować za herezję. Potępiam tych, którzy wydali taką decyzję, i tych, co wcześniej zlecili pobicie/zabójstwo Kwaśniaka. Może to ci sami, kto wie?”

Taka jest siła odśrodkowa afery KNF, ze wszystkimi podanymi przeze mnie konsekwencjami ujętymi w metafory, ale przede wszystkim z głównym zarzutem, które samo się formułuje: państwo polskie reprezentuje zło.

Reklamy

Komentarze 3 to “Pedofil Jankowski odczarowany, zaś Kaczyński przerażony”

  1. Hairwald 8 grudnia 2018 @ 06:21 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Powiązania polityków PiS ze SKOK-iem Wołomin są oczywiste. To kryminał!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: