Państwo mafijne. Taki mamy ustrój

7 Gru

CBA zatrzymało szefów Komisji Nadzoru Finansowego z czasów rządu PO-PSL. Urzędnicy ci tropili nadużycia w systemie SKOK. Wśród nich jest Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF, którego omal nie zabili gangsterzy wynajęci przez SKOK-Wołomin.

– Krew była na podwórku, w łazience, na płaszczu i marynarce. Kiedy to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć, że mąż przeżył. Miał pękniętą czaszkę, złamaną rękę, którą się bronił, tylko na głowie założono mu kilkadziesiąt szwów – wspomina Agata Kwaśniak wydarzenia z 16 kwietnia 2014 r.

W 2014 Kwaśniak przeżył „dzięki zbiegowi okoliczności”

Tego dnia Wojciech Kwaśniak został napadnięty przed swoim domem w Warszawie przez gangstera. Zamach zlecił członek władz SKOK-Wołomin, drugiej co do wielkości Kasy systemu SKOK. Była to zemsta za wykrycie nadużyć w tej Kasie. Napastnik dopadł wiceszefa KNF po jego powrocie z pracy i bił po głowie pałką teleskopową. Bandyta wycofał się, gdy usłyszał nadjeżdżający samochód sąsiada. Pobiegł do lasu. Zostawił ślad: zakrwawioną pałkę, którą porzucił w czasie ucieczki.

Biegły lekarz sądowy napisze potem w opinii, że mając na uwadze obrażenia czaszki, jakich doznał poszkodowany, „można stwierdzić, że jedynie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności oraz podjęciu czynnej obrony” Kwaśniak przeżył.

„Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christii” – tak będzie się nazywać nowa partia polityczna, oczekująca na zarejestrowanie przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Jej liderem ma być europoseł Mirosław Piotrowski, reprezentujący w PiS interesy o. Tadeusza Rydzyka. Dlatego też można uznać nową partię za partię Rydzyka po prostu. Był Ruch Palikota, a teraz jest Ruch Biedronia i Ruch Rydzyka. I niech sobie będzie. Postęp i reakcja w ruchu. O taką Polskę wszak walczyliśmy. Parlament Europejski też nie upadnie – od początku ma swój Wydział Średniowiecza. Skamieliny epoki feudalnej i teokracji są w polityce potrzebne, abyśmy pamiętali, skąd się wzięliśmy i jaką drogę musieliśmy przejść, by po kilku stuleciach rewolucji zwanej nowoczesnością znaleźć się tu, gdzie teraz jesteśmy.

Rydzyk jest tylko tym, czym jest

Jeśli Rydzyk jest patologią, to w tym tylko sensie, że nowoczesne państwo pada przed nim na kolana i składa mu wasalne hołdy – jednak sam w sobie ten człowiek jest tylko reliktem. Dawniej tacy ludzie po prostu rządzili światem i już. Patologiczna jest Polska płaszcząca się przed kościelnym Ubu królem, a on sam jest tylko tym, czym jest.

Prasa spekuluje, że zakładając nową formację przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, o. Rydzyk chce wymusić na Jarosławie Kaczyńskim cztery dobre jedynki na listach do PE. Bo jak nie, to pójdzie sam i wydrze te mandaty PiS. Bardzo możliwe, że tak się sprawy mają, lecz wiązałbym inicjatywę Rydzyka raczej z wyborami do parlamentu krajowego. Mandaty europejskie są sute i przynoszą firmie Rydzyka trochę grosza, lecz prawdziwe eldorado to własny klub parlamentarny. I wcale nie jest to takie głupie.

Gdyby Kaczyński zdołał pozbyć się Ziobry, to ten miałby gdzie przejść. Tym trudniej jednak będzie mu teraz usunąć niesfornego księcia z dworu. Poza Ziobrą Rydzyk może sobie jeszcze sprowadzić Mariana Piłkę, Marka Jurka i paru innych bardziej czy mniej zapomnianych liderów reakcji i fanatyzmu religijnego. W razie pogorszenia stosunków z Kaczyńskim bądź jego odejścia z polityki niedogadany z PiS Rydzyk mógłby spokojnie liczyć na przekroczenie progu. Jego „rodzina Radia Maryja” nie jest może wielka, lecz karna. Odejście tego elektoratu od PiS byłoby bardzo bolesne.

Partie przykościelne zawszy były i są

Reakcja w polityce parlamentarnej ma długą historię, która jest częścią liberalnej historii Europy i świata. Wprawdzie Kościół już dawno zauważył, że bezpośrednie uczestnictwo w walce politycznej nie przynosi spektakularnych efektów, to jednak mniejsze efekty też są warte grzechu. Oficjalne partie kościelne, np. w Ameryce Południowej, nie wygrywają wyborów, lecz mimo to mogą być cennym uzupełnieniem dla kontrolowanych przez Kościół partii prawicowych oraz wewnątrzparlamentarnym przyczółkiem, pozwalającym moderować poczynania „endeckiego” reżimu. Nic dziwnego, że Rydzyk bierze pod uwagę odrębną partię w miejsce swoich ludzi w klubie PiS. Bo jednak co własny klub, to własny. A w razie gdyby nie szło lub nie było potrzeby, to partię zawsze można zamrozić.

Rydzyk poucza lekarzy ws. „zarabiania kokosów”. Wie, co mówi!

Ruch Rydzyka z założeniem Ruchu Rydzyka wydaje się dość racjonalny. Nie ma tu nic do stracenia, a partia może się przydać. Poza tym zawszę będą jacyś sponsorzy, a nowe konto z paroma milionami też jest nie do pogardzenia. Tu na waciki, tam na waciki, aż zbierze się na buciki.

Po co Rydzykowi kolejne miliony?

Najbardziej zagadkowy w sprawie Rydzyka, który od dwóch dekad potrząsa polską polityką, jest jego prawdziwy cel. Oczywiście generalnie chodzi o pieniądze – o pieniądzach mówi się wszędzie i zawsze, gdy tylko w polu widzenia pojawiają się firmy Tadeusza Rydzyka. Nic dziwnego, bo firmy służą do zarabiania. A model biznesowy Rydzyka też jest dość przejrzysty – szantażować rządzących zbuntowaniem wyznawców i wymuszać gigantyczne dotacje. Tyle że nie wiadomo właściwie, po co są te pieniądze i czemu mają służyć kolejne „dzieła”. Brakuje w tym wszystkim jakiejś wizji konsumpcji. Bo na co Tadeusz Rydzyk może wydawać pieniądze? Po co mu więcej i więcej?

Na imperium o. Rydzyka poszło ponad 80 mln zł z państwowej kasy

Na to pytanie nie odpowiem, za to chętnie po raz kolejny wyrażę swój podziw dla dziwnego talentu tego niewątpliwie bardzo prostego i niezdolnego do zbornego wyrażania się, acz jakże charyzmatycznego człowieka. Jak to się dzieje, że ktoś taki jest w stanie omotać nie tylko miliony podobnych sobie, lecz i całe zastępy cwanych polityków? Jakże bym chciał poznać tajniki ludzkiej duszy, w których kryje się odpowiedź. Też bym sobie wtedy zarobił, a nawet i porządził. Zawiść mnie aż pali. Mimo to nie zapiszę się do Ruchu Rydzyka. Może założę Ruch Hartmana – Libertyńska Europa. Sponsor mile widzialny.

Po wybuchu afery taśmowej w czerwcu 2014 roku Donald Tusk mówił, że „część scenariusza była na pewno pisana cyrylicą”. Z byłym premierem zgadza się Grzegorz Rzeczkowski, dziennikarz tygodnika „Polityka”, który w rozmowie w „Studiu Newsweeka” opowiedział, jak trafił ten temat. – Nikt mną nie sterował. Nikt mnie nie inspirował z kręgów PO. Nie dostałem ani zlecenia na PiS, ani na Falentę. To zwykła dziennikarska, żmudna robota, która polega na składaniu rozsypanych i wybrakowanych puzzli – mówi Rzeczkowski. Podczas jednej z rozmów ze swoimi informatorami na początku tego roku dowiedział się, że Marek Falenta, główny organizator podsłuchów, miał kontakty z rosyjskimi oligarchami, którzy współpracowali z GRU, rosyjskim wywiadem. Dziennikarz przez pół roku zbierał i weryfikował informacje. We wrześniu w tygodniku „Polityka” opublikował tekst: „Rosyjski ślad na taśmach”, w którym pokazał także związki Marka Falenty z politykami PiS, w tym z Mariuszem Kamińskim, obecnym koordynatorem służb specjalnych.

Nie ma dowodów na to, że PiS inspirował nagrywanie polityków PO. – Raczej zawarł „umowę handlową” z Markiem Falentą i część tych nagrań przejął. Podobnie zresztą jak Rosjanie, którym Falenta przekazał część nagrań w zamian za węgiel – ustalił Rzeczkowski.

Strategia: odczekanie

– Po opublikowaniu tekstu, władza nabrała wody w usta, wzięła kurs na przeczekanie. Zadałem pytania wszystkim najważniejszym instytucjom, które powinny być zainteresowane wyjaśnieniem sprawy, łącznie z prokuraturą i prezydenckim Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, i wszędzie usłyszałem to samo: „Sprawa została wyjaśniona” – relacjonuje nam Rzeczkowski. – Pojawiały się próby atakowania mnie, ale dysponuję zbyt silnymi dowodami i poszlakami, które nie tak łatwo obalić – dodaje. – Prokuratura wyjaśniła tylko wąski fragment tej sprawy, czyli kwestie finansowe, w ogóle nie zabrała się za wyjaśnienie udziału Rosjan, nie próbowała nawet postawić zarzutów udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a przecież Falenta miał współpracowników – mówi Rzeczkowski. Mąż głównej oskarżycielki w sprawie Falenty, po tym jak PiS doszedł do władzy, zaczął robić karierę w KGHM na stanowisku kierowniczym, ustalił autor „Polityki”. – Zaskakujące, że młodzi prokuratorzy, a nie starzy wyjadacze, dostali tę sprawę do wyjaśnienia, i jej nie wyjaśnili – twierdzi dziennikarz. – Ta historia ma wciąż białe plamy które chciałbym, żeby kiedyś zostały wypełnione treścią, by można było zobaczyć pełny obraz tej sprawy – dodaje.

Grzegorz Rzeczkowski ma nadzieję, że w przyszłości powstanie sejmowa komisja śledcza, która zajmie się wyjaśnieniem afery podsłuchowej. Dziennikarz zwraca także uwagę na bierną postawę opozycji. – Platforma ma wciąż problem z tą sprawą. Być może obawiają się, że są na nich jeszcze jakieś taśmy i dlatego wolą siedzieć cicho, nie drażnić lwa – mówi Rzeczkowski. W politycznej Warszawie od lat nie cichną plotki, że w rezydencji premiera przy ul. Parkowej został nagrany także Donald Tusk i biznesmen Jan Kulczyk. – W aktach sprawy są ślady na to, że Tusk mógł zostać podsłuchany – twierdzi dziennikarz „Polityki”. – Nie wiadomo w czyich rękach są te taśmy, kto nimi dysponuje, skąd wysyła i kiedy znowu „wystrzelą” – dodaje.

Życie na podsłuchu

– Czuję, że jestem inwigilowany. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że mój telefon jest na podsłuchu. Moje połączenia są sprawdzane – wyznaje Rzeczkowski. – Miałem sygnały, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) interesowała się tym, co robię – dodaje. I opowiadam nam historię, jak podczas spotkania się ze swoimi informatorami do restauracji wszedł funkcjonariusz SKW. – My kontynuowaliśmy rozmowę, a ten pan się ulotnił – relacjonuje dziennikarz.

– Niektórzy próbują zastraszyć moich potencjalnych informatorów – mówi nam autor „Polityki”, który, by chronić swoje źródła nie podaje ich personaliów: – Bez tego byliby narażeni na postawienie im zarzutów karnych.

– Dzisiaj mamy sytuację bez precedensu. Służby są zakneblowane. Dziennikarzom jest niesłychanie trudno spotkać się, na stopie nieformalnej, z przedstawicielami służb i dowiedzieć się czegoś istotnego, ważnego dla bezpieczeństwa państwa – twierdzi Rzeczkowski.

Polska spadła na 58 miejsce w Rankingu Wolności Prasy, który każdego roku opracowuje organizacja Reporterzy Bez Granic. – To wiąże się z tym, że dziennikarze są zastraszani i hejtowani. Państwo stało się wrogiem dziennikarzy – mówi o rządzie PiS Grzegorz Rzeczkowski. W wielu instytucjach nie ma dzisiaj rzeczników prasowych, a często, jak już są, to nie odpowiadają na zadane pytania, łamiąc w ten sposób ustawę o dostępie do informacji publicznej.

Rząd PiS utrudniając prace dziennikarzy i przekształcając media publiczne w partyjną propagandę, w rzeczywistości ogranicza dostęp Polaków do informacji o stanie państwa.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o państwie mafijnym.

Zatrzymanie byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego i jego współpracowników to szczyt PiS-owskiej bezczelności.

Były szef KNF Andrzej Jakubiak i grupa jego współpracowników zostali zatrzymani przez CBA. By zrozumieć rzeczywistą wymowę tej akcji, trzeba się cofnąć o ładnych kilka lat. Sekwencja zdarzeń jest następująca: najpierw ludzie z obozu PiS zakładają sieć SKOK-ów, stanowiącą autonomiczne imperium finansowe wspierające przedsięwzięcia służące partii Jarosława Kaczyńskiego. Na czele tego imperium stoi jeden z jego głównych twórców, szef Krajowej Kasy, polityk PiS Grzegorz Bierecki.

Nadzór finansowy i fachowcy od finansów alarmują jednak, że imperium to jest oparte na glinianych nogach i ulokowane tu depozyty ludzi nie są bezpieczne – trzeba więc SKOKi poddać nadzorowi KNF, tak jak inne banki.

SKOKi bardzo się przed tym bronią, a politycy PiS dokładają starań, by KNF nie wtykał nosa w finanse, które służą celom tej partii. Dopiero gdy wybucha kilka głośnych afer z aferą SKOK Wołomin na czele i gdy okazuje się, że wiele kas trzeba ratować przed upadkiem gigantycznym zastrzykiem ze środków bankowych, udaje się je poddać kontroli KNF.

Kilka lat lat później PiS dochodzi do władzy i przejmuje Komisję Nadzoru Finansowego. Na jej czele stawia człowieka gotowego dyskretnie spełniać życzenia politycznych protektorów.

„Gazeta Wyborcza” ujawnia jednak przypadek próby skorumpowania przez niego bankiera Leszka Czarneckiego i plan przejęcia jego banku „za złotówkę”. Dekonspiruje plan rządzących, którego elementem jest uchwalenie w zdumiewającym trybie ustawy pozwalającej na takie przejęcia.

Skandal zmusza rządzących z PiS do wyrzucenia szefa KNF (formalnie on sam podał się do dymisji), odcięcia się od niego i stworzenia wrażenia, że próba korupcyjna była jego prywatną inicjatywą.

Następnie zaś specsłużby kontrolowane przez PiS, na których czele stoi człowiek skazany w I instancji za przestępstwo nadużycia władzy i ułaskawiony po znajomości przez PiS-owskiego prezydenta, zatrzymują byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka pod zarzutem, że przed laty nie dopełnił obowiązków przy kontroli SKOK Wołomin. Tego samego Jakubiaka, który długo zabiegał o to, by wbrew protestom i oporom PiS móc kasy kontrować.

Podkreślmy to jeszcze raz: człowiek postronny, niezwiązany z obozem PiS ląduje za kratkami, bo ponoć nie dość starannie kontrolował SKOK stanowiący element finansowego imperium obozu PiS, na którego kontrolę politycy PiS nie chcieli się zgodzić. Wobec senatora PiS Grzegorza Biereckiego, który to imperium budował, nikt żadnych zarzutów nie wysuwa. CBA najwyraźniej nawet się nim nie interesuje. Bierecki swobodnie bryluje w parlamencie i mediach, domagając się cenzurowania gazet publikujących niewygodne dla niego materiały.

Zatrzymanie byłego niepisowskiego szefa KNF sprawia więc wrażenie zasłony dymnej, mającej stworzyć pozór, że patologie zdemaskowane przez „Gazetę Wyborczą” nie obciążają partii rządzącej, lecz ludzi z szeroko rozumianego środowiska bankowo-finansowego. Że jest tu jakaś sitwa, z którą PiS nie ma nic wspólnego.

Podsumujmy i wyciągnijmy narzucający się wniosek: specsłużby zostały użyte, by dać alibi partii władzy i odwrócić od niej uwagę opinii publicznej. Były szef KNF znalazł się w celi z powodów politycznych.

PiS bardzo się ostatnio denerwuje słysząc sformułowania „państwo mafijne” czy „gangsterskie metody”. Ale jeśli to nie są metody gangstersko-mafijne, to co nimi jest?

>>>

Waldemar Mystkowski też pisze o państwie mafijnym.

Eliot Ness dostał wolną rękę do walki z mafią Ala Capone, którego posadził nie za przestępczość zorganizowaną, ale za podatki. Ness był nietykalny – nawet dla Capone, gdyż był przedstawicielem państwa, które reprezentowało dobro. To nie tylko jeden z mitów popkultury, ale i mit założycielski nowoczesnych Stanów Zjednoczonych, który nie został dotychczas podważony.

Gdyby przy tak pojętej walce dobra ze złem próbowano majstrować, jedno z najpotężniejszych państw wszech czasów rozpadłoby się. Społeczeństwa scala tego typu narracja, tak jak kiedyś mity Greków. Chrześcijaństwo zaś nigdy nie było tak użyteczne, bo to kultura hierarchiczna, feudalna, namaszcza władców, a jak im się chwieje tron, chrześcijaństwo udziela krzyża do walki z rzeczywistym bądź wyimaginowanym wrogiem.

Odwołuję się do Eliota Nessa nieprzypadkowo. Władza PiS zachwiała się w wyniku afery KNF, której korupcji jeszcze nie poznaliśmy, tylko wierzchołek góry lodowej. Od początku jest zamiatana pod dywan. Nieudane to próby, co rusz wypada jakiś trup z szafy.

I chyba mamy owe „podatki”, które w wyniku zamiatania wyszły na wierzch. Mianowicie aresztowany został bogu ducha winny poprzedni zarząd KNF z szefem Andrzejem J. Typowy zabieg rozmycia, zabieg względności, który polega na tym, że jeżeli „nasi” kradną („nasi” – pisowscy), to dlaczego nie mieliby kraść poprzednicy. Ta względność – w moralności nazywa się relatywizmem – ma zaciemnić obraz, a nawet zastraszyć.

I oto mamy wśród aresztowanych naszego Eliota Nessa – wcale nie przesadzam – Wojciecha Kwaśniaka, który walczył z mafijnymi układami, gdy w poprzednim KNF był wiceszefem. Walczył do tego stopnia, że nie był „nietykalny” dla lokalnych Al Caponów, mianowicie – nie podlega to raczej dyskusji – członek zarządu SKOK Wołomin nasłał na Kwaśniaka bandytę z Wołomina z wieloletnim stażem w więzieniach.

Kwaśniak ledwo przeżył, a dzisiaj w ramach zamiatania pod dywan, w ramach pisowskiego relatywizmu prawnego i moralnego, został aresztowany. Jankes Eliot Ness miał za sobą siłę państwa i prawo, nasz Ness Kwaśniak ma przeciw sobie państwo.

Aresztowanie Kwaśniaka Andrzej S. Nartowski (prawnik z praktyką w organach spółek handlowych, publicysta, ekspert corporate governance) użył porównania i snuje oskarżycielskie przypuszczenia: – „Zatrzymać Wojciecha Kwaśniaka za SKOKi to jak papieża ekskomunikować za herezję. Potępiam tych, którzy wydali taką decyzję, i tych, co wcześniej zlecili pobicie/zabójstwo Kwaśniaka. Może to ci sami, kto wie?”

Taka jest siła odśrodkowa afery KNF, ze wszystkimi podanymi przeze mnie konsekwencjami ujętymi w metafory, ale przede wszystkim z głównym zarzutem, które samo się formułuje: państwo polskie reprezentuje zło.

Komentarze 3 to “Państwo mafijne. Taki mamy ustrój”

  1. Hairwald 7 grudnia 2018 @ 08:07 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Gdyby wówczas Wojciech Kwaśniak zmarł, byłby bohaterem. Skoro przeżył, to do więzienia! Logika PiS.

  2. Earl drzewołaz 7 grudnia 2018 @ 08:38 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Jeżeli PiS pozostanie dłużej przy władzy, grozi nam deprawacja kraju na długo.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Kościół zafundował dzieciom piekło na ziemi | Hairwald - 7 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: