Rydzyk, pedofilia w Kościele i Dudy katastrofa na szczycie klimatycznym

4 Gru

16-letni Paweł Wenderlich w sierpniu tego roku wziął udział w akcji „Baby Shoes Remember”.

Przed katedrą w Toruniu – wspólnie z wieloma innymi osobami – zawieszał na ogrodzeniu kościoła maleńkie buciki, żeby upamiętnić ofiary księży pedofilów. Wisiały tam także kartki z napisem „Stop pedofilii w Kościele”.

Nastolatek za ten akt solidarności z dziećmi-ofiarami księży pedofilów odpowie przed sądem. Wniosek w sprawie Pawła Wenderlicha i trzech innych osób skierowała toruńska policja.

„Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zgromadzenia przed katedrą, sporządzili notatkę służbową, z której wynikało, że kilka osób zawiesiło na ogrodzeniu buciki dziecięce i kartki” – potwierdziła w wp.pl podinsp.

Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Funkcjonariuszka powołuje się na art. 63a Kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

„Jest to niesprawiedliwe, że nasza czwórka jest teraz ciągana po sądach za wyrażenie własnego zdanie i za to, że nie zgadzamy się na to, aby pedofile w sutannach byli przerzucani z parafii do parafii, a ich sprawy były utajniane” – stwierdził Wenderlich w rozmowie z wp.pl. Opowiedział, że policjanci dwukrotnie wcześnie rano pojawiali się u niego w domu. – „We własnym kraju nie czuję się bezpiecznie ani spokojnie, gdyż w każdej chwili obawiam się kolejnego najścia policji. Wszędzie, gdzie jestem, pojawia się patrol policji. Jest to nękanie i próba zastraszenia mnie” – powiedział 16-latek.

Musiało minąć aż 10 miesięcy, żeby prokuratura dopatrzyła się w tych słowach przestępstwa. Wokalistka nacjonalistycznego zespołu Gan Anna B. ze sceny tak „zachęcała” do wysłuchania następnego utworu: – „Słuchajcie, ostatni numer. O tym czerwonym, rudym sku…u, je…m zdrajcy, pomietle k…y Merkelowej. Tusk! Za…ić go, ku…a, nożem prosto w serce!”. Poza występami kobieta była protokolantką w szczecińskim sądzie – już tam nie pracuje.

„Tej pani przedstawiono w piątek zarzut publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni. To przestępstwo opisane w art. 255, p. 2 Kodeksu karnego. Z uwagi na dobro śledztwa nie zdradzamy treści wyjaśnień podejrzanej” – powiedział „Gazecie Wyborczej” Witold Błaszczyk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. Annie B. grozi do trzech lat więzienia.

Nie wiadomo, dlaczego prokuratura potrzebowała aż tyle czasu, aby postawić jej ten zarzut. Jak informuje „GW”, od początku miała dowód w postaci nagrania występu Anny B. na festiwalu „Orle Gniazdo”, zorganizowanego w Kępnie pod Łodzią. Fragmenty pokazano w reportażu „Polscy neonaziści” w TVN.

„Ja bym się przyłączył do pierwszej części wypowiedzi premiera Morawieckiego i też bym wezwał Matkę Najświętszą, żeby w opiece miała naród cały i doprowadziła w przyszłym roku, aby ci faryzeusze, obłudnicy i w części skorumpowani ludzie odeszli od władzy w naszym kraju” – tak skomentował w TVN 24 Roman Giertych „słynne” już wezwanie premiera do Matki Boskiej: – „Miej w opiece naród cały, również tych, którzy nie kochają Polski aż tak mocno jeszcze póki co, tak jak my tutaj, tak jak cała Rodzina Radia Maryja”.

Zapytany, dlaczego politycy partii rządzącej tak gremialnie uczestniczą w obchodach urodzin niewielkiej w gruncie rzeczy stacji radiowej, Giertych stwierdził, że „ojciec Rydzyk jest zdolny do zbudowania własnej partii”. – „To jest element, który dla PiS-u jest bardzo groźny. Gdyby powstała partia wokół pana Macierewicza czy wokół Zbigniewa Ziobro, wspierana przez ojca Rydzyka, to byłby realny podmiot, który byłby te między pięć a dziesięć procent zabrać PiS-owi, dlatego PiS tak bardzo zabiega i jest gotowy na klęczkach do Torunia przybywać”.

Mecenas odniósł się także do kwestii skierowania do sądu przez NBP wniosków, dotyczących usunięcia artykułów o aferze KNF. – „Nie ma najmniejszych szans w sądzie, żeby coś takiego się utrzymało, bo byłoby to sprzeczne z konstytucyjną zasadą, która wprowadza w Polsce wolność słowa. Jeżeli mówimy o aferze korupcyjnej, to oczywiście, że media mają prawo o tym pisać i próba zablokowania tego pisania przyniesie odwrotne skutki od zamierzonych” – powiedział Giertych.

Giertych został też zapytany, czy zamierza wrócić do czynnej polityki. – „Nie wykluczam startu w wyborach do Senatu w przyszłym roku” – odparł były wicepremier. Dodał, że nie zamierza zakładać partii politycznej. Jak się wyraził, będzie zabiegał o poparcie partii opozycyjnych, ale nie powiedział, której.

Niezależnie od konfliktu z UE na tle kwestii praworządności, Polska wręcz deklaruje, że nasza energetyka będzie opierała się na węglu także w przyszłości. To w sytuacji, kiedy jest się organizatorem konferencji na szczycie COP, jest w jakimś sensie kontrproduktywne – mówi nam Eugeniusz Smolar, analityk, członek Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, były dyrektor Sekcji Polskiej Serwisu Światowego BBC. – To poważnie ogranicza pole działania polskiej dyplomacji w ramach UE, żeby jednocześnie występować z oczekiwaniami finansowymi, które są absolutnie niezbędne. Te wypowiedzi czołowych PiS-owskich polityków są dobrze znane w stolicach europejskich. Przez naszych partnerów są przyjmowane z oburzeniem, podobnie przez bardzo wpływowe organizacje pozarządowe – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Na trwającym właśnie szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach zabrakło wszystkich ważniejszych przywódców światowych: Merkel, Trumpa, Macrona, Putina. Przyjechał prezydent Słowenii i premier Republiki Fidżi. Polska dyplomacja znowu się nie postarała?

EUGENIUSZ SMOLAR: Ja tego tak źle nie widzę, chociaż mam skłonność, aby przypisywać temu rządowi różne nieszczęścia, zresztą w większości przypadków ta krytyka czy zastrzeżenia są uprawnione. W tym wypadku doszło do splotu kilku wydarzeń. Prezydent Macron ma kłopoty z protestami u siebie w kraju, zatem jego nieobecność jest zrozumiała. Liderzy najważniejszych państw wrócili właśnie do swoich krajów po szczycie G20 w Argentynie. Jest jednak jeden element, który nie jest związany z rządami PiS-u, a z oczekiwaniami związanymi ze szczytem COP24 w Katowicach – że uda się wynegocjować konkretne kroki, które będą realizowały porozumienia paryskie. Nie udało się tego zrobić w trakcie COP23 i jest podejrzenie w wielu stolicach, że ze względu na poziom skomplikowania sprawy, interesy poszczególnych państw i ich priorytety gospodarcze nie uda się tego zrobić także teraz. Nie jest wykluczone, że przywódcy największych państw nie chcieli wiązać swojej obecności z ewentualną porażką, zostawili to swoim ministrom i ekspertom, którzy są obecni w Katowicach.

Podejrzewam, że dopiero COP25 pozwoli przypieczętować te wszystkie decyzje i rozstrzygnięcia. To w sposób oczywisty nie jest związane z obecnym polskim rządem, choć mój znajomy ze Stanów Zjednoczonych uważa, że organizacja szczytu klimatycznego w Katowicach to jak zrobić konklawe w burdelu…

Polska jest liderem wśród trucicieli Europy, mówiąc delikatnie.
Pamiętam doskonale, że gdy zaproponowano, aby COP19 zorganizować w Polsce, jako pierwszy z trzech, które Polska miała organizować, to jednym z argumentów była właśnie polska sytuacja w zakresie energetyki. Polska ma ogromne problemy energetyczne związane z przestarzałym systemem energetycznym i grzewczym, które były i nadal są w dużym stopniu oparte na węglu. Polska ma w związku z tym ogromne potrzeby inwestycyjne sięgające dziesiątków miliardów euro. Ponieważ takie rzeczy nie dzieją się w ciągu 10 czy nawet 20 lat, istnieje potrzeba prezentowania światu, a szczególnie UE, pozytywnej polityki i pozytywnego przekazu, że Polska zdecydowanie opowiada się po stronie tych, którzy ze względu na dramatyczna sytuację zmian klimatu na świecie chcą odgrywać pozytywna rolę. Równocześnie

Polska będzie prezentować swoje potrzeby inwestycyjne, aby pozyskać na nie niezbędne środki z UE.

Na razie środki z UE stoją pod znakiem zapytania, bo trwają prace nad połączeniem funduszy z poziomem praworządności.
Niezależnie od konfliktu z UE na tle kwestii praworządności, Polska nie prezentuje w taki sposób swojej polityki, tylko wręcz deklaruje, że nasza energetyka będzie opierała się na węglu także w przyszłości. To w sytuacji, kiedy jest się organizatorem konferencji na szczycie COP, jest w jakimś sensie kontrproduktywne. To poważnie ogranicza pole działania polskiej dyplomacji w ramach UE, żeby jednocześnie występować z oczekiwaniami finansowymi, które są absolutnie niezbędne. Te wypowiedzi czołowych PiS-owskich polityków są dobrze znane w stolicach europejskich. Przez naszych partnerów są przyjmowane z oburzeniem, podobnie przez bardzo wpływowe organizacje pozarządowe. Ich przedstawiciele są obecni w Katowicach i w związku z tym

cały świat usłyszy o polskich planach energetycznych, a na pewno świat zainteresowanych tą problematyką, co ogranicza pole działania polskiej dyplomacji.

Po swoim wystąpieniu prezydent Duda prosto ze szczytu COP udał się na Barbórkę do kopalni w Brzeszczu. To faux pas?
Barbórka jest Barbórką, a Śląsk odgrywa nie tylko w gospodarce, ale i polskiej tradycji bardzo ważną rolę. Nie przywiązywałbym do tego większej roli. Większą wagę przywiązuję do tego, że Polska rozbudowuje Bełchatów, Kozienice, Ostrołękę. Elektrownia Bełchatów jest największym zabójcą klimatu w Europie, emituje najwięcej CO2. Do tego, jak na ironię, spółka PGE została oficjalnym partnerem przy organizacji COP24. Organizacja Prawników dla Ziemi – ClientEarth – w swojej kampanii społecznej podkreśla znaczenie Bełchatowa. To pokazuje, że to nie są sprawy odrębne, tylko wszystkie składają się na ocenę podejścia polityków polskich do tych spraw.

Problem polskiego węgla i kopalń istnieje od dawna, kiedyś bardziej ze względów strukturalnych i ekonomicznych, dziś ekologicznych. Niejeden rząd już połamał zęby na górnikach…
Śląsk zmienił się bardzo w ostatnich piętnastu latach. Dziś brakuje tu elektryków czy operatorów ciężkiego sprzętu, gdy ci wszyscy ludzie są zatrudnieni w kopalniach, gdzie praca jest cięższa, niebezpieczna i zagraża zdrowiu. Gdy wchodziliśmy w okres transformacji w latach 90., w górnictwie było zatrudnionych 380 tys., dzisiaj 75 tys. Zatem zarówno w sensie społecznym, jak i politycznym to nie jest już problem tak bardzo dramatyczny, jak kilkanaście lat temu. W związku z tym istnieje solidna podstawa do zmiany polityki w tej dziedzinie.

Jeśli zestawimy to z rozstrzygnięciem prawnym, które de facto uniemożliwia działanie firm operujących wiatrakami na lądzie, czego nikt dziś na świecie nie rozumie, jeśli dodamy do tego politykę centralizacji systemów energetycznych, gdy cała Europa odchodzi od takiej polityki, to widać, że rząd podąża w innym kierunku niż cywilizowany świat.

Pytanie, dlaczego rząd nie ma w Polsce tej wizji i chęci odejścia od energetyki nastawionej na węgiel. Rząd boi się konfliktu ze związkowcami, którzy już nie raz pokazali, co potrafią, paląc przed Sejmem opony i manifestując z kilofami?
Popierający PiS NSZZ „Solidarność” stał się teraz jego problemem, ponieważ rząd nie jest w stanie wywiązać się ze swoich obietnic przedwyborczych. Stąd te groźne pomruki ze strony NSZZ „Solidarność” w tej czy innej dziedzinie.

W prawicowych mediach ciągle słyszymy, że problem klimatyczny to wymysł neobolszewicki czy lewacki. To oczywiście w jakimś sensie wiąże ręce rządowi, który na poziomie centralnym musi zdawać sobie sprawę z problemu. Rząd musiałby przewartościować cele i dokonać wyborów o konsekwencjach politycznych.

Ograniczenie wydobycia z kopalń, które ze względu na charakter węgla, jego coraz głębsze, a zatem kosztowniejsze do wydobywania pokłady są coraz trudniejsze i droższe, wydaje się rozsądne. Nawet węgiel australijski czy amerykański jest tańszy. W tej sytuacji rośnie import z Rosji. Za decyzje rządu my wszyscy płacimy naszym zdrowiem. Obecne decyzje, niestety, mają charakter czysto polityczny i nie mają nic wspólnego z przyszłą konkurencyjnością naszego przemysłu, o czym tak dużo rozpowiada oficjalna propaganda. Nie chcę się wyżywać na premierze Morawieckim za jego szczytne deklaracje o milionie samochodów elektrycznych. Cena energii ma wzrosnąć w przyszłym roku o kilkadziesiąt procent. Kwestią dobijającą nasz przemysł są też monopole energetyczne. Nie wystawia się ich na konkurencyjność, chociażby z importowaną elektrycznością. Podsumowując,

jest cały szereg problemów, z którymi powinien uporać się rząd i zaproponować, powiedzmy, 10-letni okres sensownych zmian, wcześniej wynegocjować to z opozycją, ponieważ to musi być wieloletnie porozumienie ponadpartyjne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo idealistyczne myślenie, bo ten rząd nie negocjuje nawet sam ze sobą. Jednak taką polityką energetyczną rząd nie tylko strzela sobie w stopę, ale nam wszystkim również.

Skoro o szerokich rozmowach z opozycją, to w miniony weekend premier Morawiecki mówił o zmniejszeniu napięcia politycznego: „Nie chcemy, żeby te walki polityczne przypominały walki plemienne, żeby ludzie się tak dzielili. Zapraszamy do merytorycznej współpracy również opozycję, do dyskusji na programy”. Ta wypowiedź to początek kampanii wyborczej i nowa łaskawa twarz PiS-u?
To zostało obliczone na zmianę wizerunku PiS-u, partii radykalnej, która sięga po najostrzejsze środki, aby uzyskać własne cele, zwłaszcza w dziedzinie zmian struktury państwa. Trudno sobie wyobrazić, aby to była poważna propozycja, jeżeli za tym nie pójdą konkretne zmiany w polityce i jej prowadzeniu.

Na razie PiS działa w myśl „najpierw przyłożę wam nóż do gardła, a później się dogadajmy”. Opozycja nie może na to pójść, zresztą byłoby to niezrozumiałe zarówno przez twardych zwolenników PiS-u, jak i tych wszystkich, którzy protestowali i protestują w obronie praworządności i konstytucji.

Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy PiS próbuje zmienić twarz. Wcześniej z mniejszym lub większym sukcesem przeprowadzał tego rodzaju operacje, kiedy nagle łagodził swoją retorykę, wykonywał różne gesty pod adresem nie tyle opozycji, co ludzi środka, nie zawsze zdecydowanych. Tak naprawdę zawsze chodziło o grupę, powiedzmy 10 proc., którzy nie są zorientowani co do prawdziwych celów PiS-u, aby przeciągnąć ich na swoją stronę. Mam nadzieję, że tym razem ta sztuka już się nie uda.

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o o Rydzyku, Kościele, łamaniu prawa przez PiS.

Jeśli chce się wygrać z ludźmi, którzy dewastują kraj i grają nieczysto, trzeba za każdym razem, po wielekroć obnażać ich kłamstwa.

Zadzwonił do mnie wczoraj znajomy, mówiąc: – „Oglądałem ostatnią „Gilotynę” (jeden z programów, który prowadzę) i muszę ci powiedzieć, że chyba powinnaś trochę wyluzować z tą krytyką Kościoła. Przesadzasz i to się zaczyna rzucać w oczy”. W „Gilotynie” obśmialiśmy pomysł spowiedzi w Kolejach Małopolskich, całkowity zakaz aborcji, nawet z powodu ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu oraz księży, którzy bardziej niż moralnością interesują się seksem i polityką.

Nie za bardzo więc rozumiałam, o co znajomemu chodzi. Byłam wulgarna? Skłamałam? Wymyśliłam sobie te newsy? Możesz sprecyzować, z czym konkretnie przesadziłam? No i co to według ciebie znaczy „przesadzić”? Jak powinien twoim zdaniem wyglądać komentarz „nieprzesadzony”? – pytałam znajomego. A on zaczął wić się jak piskorz, nie umiał udzielić jasnych i konkretnych odpowiedzi, a w końcu całkiem wycofał się ze swojej opinii.

Zapamiętałam jednak jedno wypowiedziane przez niego zdanie, jeden główny zarzut, który wydaje mi się zarzutem-kluczem i który do dziś we mnie rezonuje: „Za dużo o tym mówisz, wystarczy raz powiedzieć”. Uświadomiłam sobie po chwili, jak wiele razy w moim życiu i w mojej pracy słyszałam to zdanie: „Wystarczy raz powiedzieć”.

Na przykład trzy lata temu, kiedy zaczynał rządzić PiS, po szeregu nocnych głosowań i przemówień prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza, którego partia rządząca zrobiła szefem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, po wywrzeszczanym z trybuny sejmowej przez Kaczyńskiego „Zamknijcie zdradzieckie mordy, zamordowaliście mi brata”, po zamknięciu Sejmu przed dziennikarzami, niepełnosprawnymi, obywatelami, nawet szkolnymi wycieczkami…. Po nieopublikowaniu przez premiera wyroków TK, po wielokrotnym złamaniu prawa i Konstytucji… Za każdym razem słyszałam: „Za dużo o tym mówisz, wystarczy raz powiedzieć”. I jeszcze „Zaczyna to wyglądać, jakbyś miała obsesję”.

Bo kiedy się powtarzasz, zaczynasz być nieelegancka. Namolna. Kiedy milion razy mówisz, że mierzi cię rozpolitykowanie Kościoła katolickiego, jego jawna chciwość i sprzedajność i handle z politykami, polityczna korupcja, której się dopuszcza i wpływa na ustawy, łamiąc zapisany w Konstytucji rozdział Kościoła od państwa – nie jesteś subtelna. Kiedy zachowujesz się jak pies łańcuchowy, którym w końcu jako dziennikarz masz obowiązek być (to jest twoja praca i podstawowy obowiązek) i szczekasz, gdy łamią demokrację – tracisz ten nieuchwytny francuski charme, jesteś zdecydowana, stanowcza i nieustępliwa – a to takie niekobiece!

A przecież subtelność i elegancja, do której tak często pretendują liberałowie wymaga umiaru. I wtedy dotarło do mnie, że dlatego właśnie przegrywają.

Księża gwałcący dzieci i biskupi, którzy ich kryją i przenosząc z parafii do parafii umożliwiają krzywdzenie kolejnych ofiar, nie uważają, że „raz wystarczy”. Gwałcą i krzywdzą latami, bez umiaru, nie zważając na prasę i sądowe wyroki, robią, co chcą, w poczuciu całkowitej bezkarności.

Tadeusz Rydzyk bierze pieniądze od polityków od lat, ciągle i ciągle, bez umiaru, natarczywie i natrętnie, potrafi je nawet wymuszać umiejętnie, grając swoim wpływem na opinię publiczną. On nie uważa, że „raz wystarczy”.

Ludzie, którzy łamią demokrację i zdewastowali już właściwie państwo prawa, także nie uważali że „raz wystarczy”. Dziś mówią nam, ustami premiera Morawieckiego, że przecież ładnie umeblowali ten nasz wspólny dom, Polskę. Przeprowadzili „remont”, który się bardzo udał – no owszem, było trochę hałasu i brudów (te „małe brudy” to wycofywanie się z UE – przestaliśmy być częścią europejskiego sądownictwa, straciliśmy też zaufanie partnerów z NATO, konflikt dyplomatyczny z Izraelem i atak na ambasador USA za to, że stanęła w obronie wolnych mediów, spadek znaczenia Polski w świecie i utrata bezpieczeństwa, także militarnego), jak to przy remoncie.

I część opinii publicznej, zwłaszcza tej karmionej TVP i radiem publicznym w to wierzy, a wierzy, bo oni nie uważają, że „wystarczy raz powiedzieć”. Nie mają kompleksów i nie boją się, że ktoś ich weźmie za wariatów, bo za często się powtarzają. Oni powtarzają się na zimno, z premedytacją, bo wiedzą, że tak działa skuteczna propaganda, że tylko tak można w umysłach ludzi zaszczepić każde kłamstwo i sprawić, że w nie uwierzą.

Jeśli chce się wygrać z ludźmi, którzy dewastują kraj i grają nieczysto trzeba robić to samo: powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać, tyle że w przeciwieństwie do nich nie kłamstwo, a prawdę. Ciągle i ciągle, od nowa.

Dlatego na pytanie mojego znajomego, jak długo jeszcze zamierzam mówić o Rydzyku, Kościele, łamaniu prawa przez PiS, odpowiadam: tak długo, jak będzie trzeba. Do skutku.

Waldemar Mystkowski pisze o szczycie klimatycznym w Katowicach COP24.

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach miał być dla Andrzeja Dudy rekompensatą za nieudane obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Miesiąc temu władzy PiS nie odwiedził nikt znaczny zza granicy, politycy z Kancelarii Prezydenta odgrażali się, że w grudniu do Katowic zjadą najwięksi i to wówczas dojdzie do pompy, jaka dumnemu narodowi Polaków się należy.

No i COP24 zaczął się. Ledwie wystartował, a rodacy muszą się wstydzić za swego prezydenta i życzyć sobie, aby szczyt skończył się jak najszybciej, ale on będzie trwał dwa tygodnie. My tutaj na miejscu z PiS-em żyjemy na co dzień, inni nie mają tej przyjemności.

Uczestników z całego świata powitał koszmar, który będzie się im śnił już pierwszej nocy w Polsce. Zderzyli się ze scenografią z węgla, hymnem na cześć tej kopaliny, od której świat odchodzi. Za 12 lat ma nie być w ogóle używany, oprócz Polski, która ma zasoby na 200 lat i nie zamierza z eksploatacji zrezygnować. Polska nie ma zresztą żadnej strategii zastąpienia węgla, a wręcz przeciwnie – energia zielona leży, likwidowane są fermy wiatraków, których i tak w kraju jest niewiele

Świat przeciera oczy ze zdumienia, iż w Europie, na tym najnowocześniejszym kontynencie, istnieje taki skansen jak Polska, a jej prezydent wygaduje rzeczy, od których mózg się lasuje. Zapowiadano obecność Angeli Merkel, Emmanuela Macrona, spodziewano się prezydentów Trumpa i Putina, nikt nie kwapił się przybyć, aby firmować żenadę pisowską.

Duda, otwierając szczyt, powiedział cywilizacyjną kalumnię, jakoby węgiel nie szkodzi klimatowi, co jest stwierdzeniem wbrew obowiązującej nauce. Z taką głupotą niemożliwa jest dyskusja. Co zatem możemy z tym prezydentem zrobić, jak mamy postępować z taką władzą, bo Duda tylko powtarza to, co mu kazano powiedzieć.

Ponadto Duda posłużył się kłamstwem, mianowicie stwierdził, iż Polska zmniejszyła o 30 proc. emisję dwutlenku węgla od 1990 roku. Tak, ale to było skutkiem odejścia od najbardziej nieczystej kopaliny energetycznej węgla brunatnego i tak się działo do roku 2012. Od kiedy PiS jest u władzy, emisja CO2 wzrasta i ostatnio – rok do roku – wzrosła o 3,8 proc. Z tych 30 proc zrobiło się raptem 18.

Ocieplenie klimatu z powodu efektu cieplarnianego jest nie do powstrzymania, ludzkość walczy o spowolnienie katastrofy ekologicznej. Wcale nie najczarniejsze scenariusze zakładają, iż najmłodszym obecnie żyjącym pokoleniom w przyszłości odechce się żyć na Ziemi, takie będą panować koszmarne warunki.

Myślenie takich polityków jak Duda i formacji politycznej obecnie nam miłościwie panującej o bliskiej przyszłości jest obojętne. Oni walczą o władzę tu i teraz, po nich choćby potop, choćby katastrofa ekologiczna. Szczyt klimatyczny w Katowicach z powodu zacofania gospodarza może skończyć się klęską. Najważniejsze państwa dojdą i tak do jakiegoś korzystnego konsensusu w sprawie klimatu, nie tu, to gdzie indziej. A Polska w tej kwestii pozostanie klimatyczną Koreą Północną.

❗️Po trzech latach wspaniałych rządów można już zilustrować słynną litanię, wygłoszoną w Sejmie przez p. premier Beatę : „Praca, umiar, pokora, rozsądek w działaniu”.

Reklamy

Komentarze 3 to “Rydzyk, pedofilia w Kościele i Dudy katastrofa na szczycie klimatycznym”

  1. Hairwald 4 grudnia 2018 @ 06:50 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Na antypodach pisowskich pokraków znajduje się Donald Tusk, niezaprzeczalna wielkość.

  2. Earl drzewołaz 4 grudnia 2018 @ 07:55 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Z PiS można wygrać, z PiS trzeba wygrać. Chyba pierwszy taki sondaż. Zjednoczona Opozycja wygrywa z PiS.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Barbara Nowacka ma klucz do zwycięstwa z PiS | Hairwald - 4 grudnia 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: