Mafijne wręcz powiązania rodziny polityków PiS na wysokopłatnych posadach w spółkach skarbu państwa

29 List

Prawo i Sprawiedliwość chętnie widziałoby w aresztowaniu i prokuratorskich zarzutach dla Marka Ch. koniec afery KNF. Były szef Komisji Nadzoru Finansowego, któremu za postawione zarzuty grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności, idealnie nadaje się do roli kozła ofiarnego. Niestety, jakkolwiek temat afery KNF nie byłby pomijany w publicznej telewizji, sprawa ta jeszcze się nie zakończyła i, co ważne, ujawniła kolejną sieć powiązań polityczno-biznesowych w obozie władzy.

Dziennikarze Wirtualnej Polski przyjrzeli się działalności biznesowej Marka Ch. i jego żony Joanny Chrzanowskiej. Małżonkowie, zanim objęli stanowiska w państwowych instytucjach, prowadzili spółkę o nazwie MCC Grupa. Powstała w roku 2011 roku działalność kierowana była do marca 2016 r. przez prezesa Marka Ch., w roku 2013 do zarządu wchodzi jego żona. Spółka nie radzi sobie najlepiej. Do roku 2015 jest praktycznie ciągle na minusie. W międzyczasie Marek Ch. rozwija swoją karierę akademicką na SGH. Dzięki wsparciu swojego potężnego promotora Adama Glapińskiego, szefa NBP i jednego z założycieli Porozumienia Centrum trafia najpierw w październiku 2015 r. do prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, skąd po kilku miesiącach, dzięki rekomendacji PiS, dostaje się do Rady Polityki Pieniężnej, by niedługo po tym zostać przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego. 

W związku z rekomendacją PiS na członka RPP urzędnik pozbywa się udziałów w spółce na rzecz swojej żony Joanny, która tym sposobem staje się jedynym udziałowcem i prezesem spółki MCC Grupa. Wg Krajowego Rejestru Sądowego Joanna Chrzanowska pełni tę funkcję po dziś dzień. W KRS brak jednak sprawozdań finansowych z lat 2016-2017, ostatni wpis tyczy się zaś zmiany na stanowisku prezesa spółki. 

Prezes MCC Grupa Joanna Chrzanowska w tym czasie pracuje w biurze Narodowej Rady Rozwoju w Kancelarii Prezydenta, skąd wkrótce trafia na kierownicze stanowisko wiceszefowej Departamentu Edukacji i Wydawnictw, gdzie jej bezpośrednią przełożoną jest nikt inny jak Anna Kasprzyszak, była żona Mariusza Kamińskiego, matka Kacpra, który również dzięki NBP, w wieku 29 lat otrzymał intratną posadę w Banku Światowym.

Z dawno nieaktualizowanej strony internetowej Grupy MCC czytamy, iż spółka świadczy „najwyższej jakości usługi dla sektora prywatnego i publicznego w zakresie szeroko rozumianego konsultingu”. W prezentacji czytam też, że firma Joanny Chrzanowskiej oferuje usługi prowadzenia analiz, ekspertyz i doradztwa dla sektora publicznego. Realizuje też dla niego badania społeczno-gospodarcze i ewaluacyjne, doradza ponadto w zakresie implementacji budżetu zadaniowego oraz systemów kontroli zarządczej. Firma w swoim portfolio ma współpracę z obszerną listą instytucji publicznych: „Sektor publiczny to wymagający partner. O wartości naszej oferty świadczy lista instytucji publicznych, które zdecydowały się nam zaufać. W ciągu ostatnich trzech lat współpracowaliśmy m.in. z: Kancelarią Prezydenta, Kancelarią Sejmu, Kancelarią Senatu, MON, MSZ, MSWiA, Trybunałem Konstytucyjnym”.

Profesor Antoni Kamiński z PAN, specjalista ds. korupcji politycznej twierdzi, iż Joanna Chrzanowska, pracując na kierowniczym stanowisku w NBP, łamie prawo, równocześnie prowadząc działalność gospodarczą. Obszar usług doradczych świadczonych przez kierowaną przez Chrzanowską Grupę MCC w dużej mierze pokrywa się z działalnością NBP. Wg naukowca w obecnej sytuacji mamy do czynienia z ewidentnym konfliktem interesu. Chroni przed nim polskie prawo, które zakazuje urzędnikom na kierowniczych stanowiskach prowadzenia działalności gospodarczej.

Z Kodeksu Etycznego firmy czytamy zaś, że „obowiązkiem pracowników MCC Grupy Sp. z o.o. jest unikanie działalności prowadzącej do konfliktu interesów, czyli przyjmowanie i oferowanie prezentów w ramach prowadzenia działalności biznesowo-handlowej. Nie wolno płacić ani proponować łapówek lub nielegalnych świadczeń urzędnikom państwowym, ani przedstawicielom partii politycznych, w celu zawarcia lub zachowania transakcji”.

W myśl ustawy antykorupcyjnej, osoby zajmujące kierownicze stanowiska w urzędach państwowych nie mogą być członkami zarządów spółek prawa handlowego; posiadać więcej aniżeli 10 proc. w spółkach prawa handlowego; prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami, a także zarządzać taką działalnością.

Z Kodeksu Etycznego firmy czytamy zaś, że „obowiązkiem pracowników MCC Grupy Sp. z o.o. jest unikanie działalności prowadzącej do konfliktu interesów, czyli przyjmowanie i oferowanie prezentów w ramach prowadzenia działalności biznesowo-handlowej. Nie wolno płacić ani proponować łapówek lub nielegalnych świadczeń urzędnikom państwowym, ani przedstawicielom partii politycznych, w celu zawarcia lub zachowania transakcji”.

W myśl ustawy antykorupcyjnej, osoby zajmujące kierownicze stanowiska w urzędach państwowych nie mogą być członkami zarządów spółek prawa handlowego; posiadać więcej aniżeli 10 proc. w spółkach prawa handlowego; prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami, a także zarządzać taką działalnością.

Nawet jeśli, co jest przerażające, do świadomości polskich obywateli nie dotrze co stoi u podłoża korupcyjnej afery w KNF i próby wykorzystania aparatu państwowego do „repolonizacji” prywatnego banku z polskim kapitałem, dobrze, że na jaw wychodzi sieć rodzinno-partyjnych powiązań w instytucjach opanowanych przez machinę Prawa i Sprawiedliwości. Być może rozszerzająca się lista „Misiewiczów” zmusi do refleksji ludzi, którzy w mafijnej wręcz działalności PiS nie dopatrywali się żadnej nieprawidłowości.

Burza wokół rządowych planów “repolonizacji” mediów, tj. przyjęcia przez Sejm rozwiązań mających wprowadzić dekoncentrację kapitału na rynku mediów zmusiła także prawicowych publicystów do poruszenia tego drażliwego tematu. W swoim wystąpieniu w Klubie Ronina, prawicowego klubu dyskusyjnego głos zabrał Michał Karnowski, brat redaktora naczelnego tygodnika “Sieci”. I przyznał wprost, że na wprowadzenie takich zmian w polskich realiach nie ma najmniejszych szans.

Nigdy nie wierzyłem w żadną siłową repolonizację, tego się po prostu nie da zrobić, zapomnijmy o tym, wybijmy sobie to z głowy. Nie da się zrobić ustawowej repolonizacji w tych warunkach, w których jesteśmy – powiedział Karnowski.

Jego zdaniem, na przeszkodzie stoi silna unijna presja, której przeciwstawienie się mogłoby faktycznie skończyć się przymusowym Polexitem. Zwrócił też uwagę, że polski rynek medialny jest bardzo płynny i wskutek dużej ekspansji obecności medialnej w Internecie, bardzo trudno jest rzeczywiście zmierzyć, kto medialnie jest potężny, a kto nie.

Złożył też kilka propozycji, które w jego przekonaniu miałyby doprowadzić do większego pluralizmu na rynku mediów. Jedną z nich byłoby wywindowanie cen za kolejne koncesje dla tych samych wydawców tak, by na rynku było więcej tytułów różnych właścicieli, a nie wiele tego samego imperium medialnego. Jego zdaniem zmiany powinny też dotknąć działalności domów mediowych tak, by kwoty reklam z rynku nie były ograniczone do widzimisię ich właścicieli.

Uważam, że trzeba zrobić porządek z domami mediowymi, tak jak zrobiono na Węgrzech. Tam domy mediowe stały się wyłącznie pośrednikiem jawnym, widocznym dla wszystkich – pomiędzy reklamodawcą a reklamobiorcą. Czyli dom mediowy kontaktuje jednych z drugimi, doprowadza do podpisania przez obie strony umowy, gdzie jest jasno zapisana marża, wszystko jest uczciwie, nic pod stołem. To działa, wyrównuje reguły gry – sprecyzował Karnowski.

Jego zdaniem dziś w kwestii zakupu reklam przez spółki Skarbu Państwa jest “mniej więcej po równo”, i optymalnie by było, gdyby w sektorze przedsiębiorstw prywatnych było podobnie. Publicysta “Sieci” kpi oczywiście w żywe oczy, bo wiadomo nie od dziś, że strumień pieniędzy na reklamy z SSP całkowicie niemal przesunął się na media zaprzyjaźnione z rządem, jednak chwilę później oczywiste kłamstwa przykrywa nieoczekiwana chwila szczerości, dotycząca Telewizji Polskiej i prezesury Jacka Kurskiego.

Gdyby nie telewizja publiczna – Jacek Kurski jest często jako prezes krytykowany – ja uważam, że gdyby nie on, tego rządu już dawno by nie było – byłby zmieciony chociażby przez te protesty grudniowe – ocenił publicysta.

Trzeba przyznać, że publiczne przyznanie, że największą siłą obecnego rządu Prawa i Sprawiedliwości jest akurat nachalna propaganda, która tworzy nierzeczywisty obraz otaczającej nas rzeczywistości i mami ludzi nieistniejącymi sukcesami, ukrywając jednocześnie ujawniane od trzech lat afery, to rzadko spotykanie zjawisko w prawicowych mediach. Jak widać, dla prawicowych publicystów problemem nie są ujawniane afery i grzechy rządu “dobrej zmiany” tak długo, jak ich ujawnianie nie uderza w wizerunek obozu władzy. Nie do pomyślenia wydaje się, że jeszcze kilka lat temu ci panowie nazywali siebie dziennikarzami. Diagnoza Karnowskiego wyjaśnia jednak, dlaczego pozycja Jacka Kurskiego wciąż jest w obozie Zjednoczonej Prawicy taka mocna. Po prostu robi to, co mu zlecono.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: