Czas pokonać PiS!

26 List

Według rozmówców „Newsweeka” Tusk na poważnie rozważa start w wyborach prezydenckich w 2020 r. Ale do tego będzie potrzebował PO i wcześniejszej wygranej opozycji w wyborach parlamentarnych. Dlatego – jak mówi ważny polityk PO – Tusk zawarł sojusz taktyczny z liderem Platformy Grzegorzem Schetyną, który ma pomóc opozycji wygrać wybory europejskie i parlamentarne, a Tuskowi – walkę o prezydenturę.

Ten sojusz został przypieczętowany na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Helsinkach pod koniec października. Tusk przechadzał się między liderami europejskiej chadecji, do której należą w europarlamencie PO oraz PSL, i odbierał gratulacje za wynik wyborów samorządowych w Polsce. Koalicja Obywatelska wygrała wybory w miastach, wypychając z nich zupełnie PiS. Tusk publicznie chwalił w Helsinkach Schetynę, podkreślając, że dobry wynik Koalicji Obywatelskiej to jego zasługa.

Prawicowe tygodniki straszą powrotem Tuska

Kilku moich rozmówców w PO przyznaje, że wzajemne „obwąchiwanie się” trwało dość długo, bo Schetyna wciąż podejrzewał, że Tusk chce mu odebrać Platformę. Ale w końcu się dogadali, bo są sobie potrzebni.

– Jedynym alternatywnym liderem wobec Schetyny w PO i szerzej – po stronie opozycji – jest Tusk. Jeżeli on daje sygnał, że nie jest zainteresowany przejęciem PO tylko współpracą, to umacnia Schetynę. Nic tak dobrze nie integruje jak wspólny wróg, a wrogiem jest PiS – mówi mi ważny polityk PO.

Przypomina, że przed przesłuchaniem przez komisję śledczą ds. Amber Gold Tusk siedział ze Schetyną w jego „pieczarze”. Tak w Sejmie jest nazywany gabinet przewodniczącego komisji spraw zagranicznych, do którego prowadzi podziemny korytarz. To miał być sygnał dla działaczy Platformy, że Tusk ze Schetyną znowu współpracują, a topór wojenny został zakopany. Po raz pierwszy od lat wystąpili też razem publicznie, składając kwiaty pod pomnikiem Piłsudskiego w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

– Po wyborach samorządowych stało się jasne, że do wyborów parlamentarnych w Polsce nie powstanie żadna siła polityczna, która byłaby w stanie samodzielnie odsunąć PiS od władzy. Może powstać nowa partia Roberta Biedronia, ale to będzie raczej projekt na kilka lub kilkanaście procent. Dlatego trzeba wspierać PO, bo ona może być dla Tuska wehikułem politycznym, który pomoże mu zdobyć prezydenturę – mówi bliski współpracownik szefa Rady Europejskiej, przecinając krążące wcześniej spekulacje o liście Tuska na eurowybory, która miałaby być konkurencyjna wobec PO. – To były mrzonki kilku polityków odsuniętych na boczny tor, którym wydawało się, że dzięki Tuskowi wrócą do pierwszego szeregu – dodaje mój rozmówca.

Tusk będzie wspierał PO w wyborach do europarlamentu i patronował szerokiej liście opozycji – taka lista ma powstać, bo to zwiększa szanse na wygraną z PiS.

Sędzia Wojciech Łączewski w najbliższych dniach złoży skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na premiera Mateusza Morawieckiego – podaje Onet.pl. Powodem jest fakt, że sędzia od kilku miesięcy czeka na odpowiedź na pismo wysłane do szefa rządu. 

Sędzia Wojciech Łączewski domaga się wyjaśnień od premiera Mateusza Morawieckiego w związku z lipcową wypowiedzią rzeczniczki rządu Joanny Kopcińskiej.

– Chcemy, by nigdy więcej nie było sędziów na telefon, sędziego Łączewskiego i innych, którzy mają pewne karty, których nie powinien mieć sędzia wydający sprawiedliwe wyroki – mówiła Kopcińska podczas spotkania z dziennikarzami.

Po tej wypowiedzi sędzia wysłał do szefa rządu pismo, w którym pytał, czy słowa Kopcińskiej to oficjalne stanowisko Rady Ministrów. Wojciech Łączewski chciał również dowiedzieć się, czy premier, koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik zlecali działania mające na celu „wyeliminowanie go z zawodu sędziego”.

Mateusz Morawiecki do tej pory nie ustosunkował się do pytań Wojciecha Łączewskiego. Sędzia wysłał ponaglenie, co także nie poskutkowało.

Sędzia Wojciech Łączewski: Składam skargę na Mateusza Morawieckiego

Teraz – jak podaje Onet.pl – sędzia Wojciech Łączewski składa skargę na bezczynność szefa rządu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Domaga się ukarania premiera grzywną wynoszącą ok. 43 tys. zł – dziesięciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Sędzia chce również, by WSA zobowiązał premiera do natychmiastowej odpowiedzi.

– Sądzę, że pan premier Morawiecki będzie miał teraz możliwość przetestowania w praktyce sprawności wymiaru sprawiedliwości po reformie, jaką proponował jego rząd, i z której ostatecznie się wycofał, przynajmniej częściowo – komentuje sędzia Wojciech Łączewski w rozmowie z portalem Onet.pl.

Sędzia Wojciech Łączewski i sprawa Mariusza Kamińskiego

Przypomnijmy: to właśnie sędzia Wojciech Łączewski skazał w 2015 r. na trzy lata więzienia m.in. Mariusza Kamińskiego za przekroczenie uprawnień w związku z tzw. aferą gruntową. Kamiński został ostatecznie ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Sąd Najwyższy uznał, że prezydent nie mógł tego zrobić, bo prawo łaski dotyczy tylko osób skazanych prawomocnym wyrokiem.

Ustawa cofająca przepisy o „wycince” sędziów z Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego czeka na podpis prezydenta. Ten podpis, to będzie upokorzenie dla Andrzeja Dudy. To przecież jego przepisy likwiduje PiS. To jego przepisy Komisja Europejska uznała za sprzeczne z prawem Unii, a PiS postanowił postąpić zgodnie z postanowieniem tymczasowym Trybunału Sprawiedliwości, który zajął się skargą Komisji.

Ustawa wykonująca postanowienie tymczasowe TSUE to upokorzenie także dla PiS-u. To nie jest taktyczne ustępstwo, jak twierdzą jego politycy. To nie „krok wstecz, żeby pójść dwa kroki do przodu”, ale kapitulacja na symbolicznym froncie. A symbole w polityce PiS są kluczowe. Oto PiS ugiął kolana przed Unią, którą traktuje jak obce mocarstwo. Ogłasza, że się z oceną Trybunału nie zgadza, ale ją „szanuje”. Że uznaje władzę Trybunału i respektuje praworządność.

A mówi to partia, która przypisywała sobie prawo do decydowania, które wyroki są wyrokami, a które nie. Która, głosząc ideologię przełamywania „imposybilizmu prawnego” twierdziła, że prawo nie może stać ponad wolą władzy wybranej przez suwerena. Ta partia teraz się temu prawu poddaje. Dla szanujących praworządność, to „oczywista oczywistość”. Dla PiS-u – klęska.

PiS ma hojną propozycję dla sędziów

PiS mówi, że cofnął się o krok, by móc dalej „reformować” sądownictwo. Zobaczymy. Ale bardziej prawdopodobne, że będzie się starał nie otwierać przed wyborami nowych frontów i nie narażać się na zarzuty polexitu, których boi się jak ognia. A wiec porażka w sferze symbolicznej.

Ale w sferze praktycznej PiS też poniósł porażkę: nie udało mu się obsadzić stanowiska I Prezesa SN swoim człowiekiem. Ani opróżnić więcej stanowisk dla swoich ludzi. Choć w ustawie cofającej „wycinkę” sędziów próbuje jeszcze skusić ich łapówką za pozostanie w stanie spoczynku, na który zostali przymusowo wysłani: proponuje im sto procent uposażenia sędziego SN do końca życia. Trzeba przyznać, że to hojna propozycja.

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

PiS chwali się, że uchwalając ustawę cofającą „wycinkę” sędziów, ogrywa Komisję Europejską, bo likwiduje przedmiot skargi, jaką na Polskę złożyła do Trybunału. Komisja może teraz skargę wycofać, bo wraz z ikwidacją zaskarżonych przepisów stała się ona bezprzedmiotowa. Zobaczymy, co Komisja na to. Bo, skoro politycy PiS zapowiadają, że w „reformowaniu” wymiaru sprawiedliwości się nie cofną może warto, by jednak skargi nie wycofała. Żeby Trybunał – w interesie prawa Unii – orzekł o standardach prawa do niezależnego sądu.

Ruch oporu sędziów rośnie w siłę

Porażka PiS w sprawie „wycinki” wzmacnia moralnie sędziowski ruch oporu wobec łamania konstytucji. Pokazuje że ten opór ma sens. Sędziowie SN o pozostanie w sądzie walczyli przez ponad pół roku. Twardo stali przy prezes Gersdorf, a większość nie zaakceptowała odesłania ich w stan spoczynku. Zaś sędziowie sądów powszechnych razem z innymi obywatelami miesiącami protestowali pod Sądem Najwyższym i innymi sądami, w obronie niezależności sędziowskiej i konstytucji.

Ruch oporu sędziów rośnie w siłę. Kolejne sądy podejmują uchwały – teraz już nie w obronie SN, ale przeciwko nowej Krajowej Radzie Sądownictwa. I skandalicznie przebiegającym konkursom na sędziów, w których, na przekór opinii kolegiów sądów, KRS faworyzuje kandydatów mających poparcie PiS-u. Dochodzi do tego że, uzasadniona merytorycznie, negatywna opinia kolegium sądu o kandydacie jest traktowana jak jego atut.

Sędziowie widzą, że nominacjami sędziowskimi rządzi dziś układ – partyjny. To koniec mitu, za pomocą którego PiS próbował przekonać sędziów do swoich „reform”: że teraz będzie można awansować bez „układów”.

Sędziowie stawiający opór łamaniu konstytucji wyznaczają dziś w swoim środowisku standard moralny. Mimo represji dyscyplinarnych – z coraz bardziej absurdalnych powodów, jak choćby prowadzenie akcji edukacyjnych z symulacją rozpraw, czy uczestniczenie w publicznych spotkaniach – coraz więcej sędziów uznaje obronę konstytucji za swoją powinność.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Właśnie rzeszowscy sędziowie umieścili na swoich tabliczkach z nazwiskiem, które minister Ziobro kazał stawiać podczas rozpraw, naklejki z napisem „KonsTYtucJA”. A w czasie, gdy PiS galopem przeprowadzał przez Parlament ustawę wykonującą zabezpieczenie TSUE, sędziowie NSA zadali TSUE pytanie prejudycjalne o prawomocność nowej KRS, na tle spraw pięciu kandydatów, którzy przegrali konkursy na wolne miejsca sędziowskie. W ten sposób NSA zareagował na to, że tą ustawą PiS umorzył cichcem postępowania, na tle których podobne pytanie zadał dwa miesiące wcześniej SN. Sędziowie udaremnili więc plan PiS-u, by TSUE sprawą KRS się nie zajął.

To nie koniec problemów w SN

Ale prawdą jest też, że PiS-owskie ustępstwo w sprawie „wycinki” sędziów SN i NSA niewiele poprawia sytuację w Sądzie Najwyższym. Pozostaje tam złożona z osób zaakceptowanych przez PiS Izba Dyscyplinarna, która ma służyć zastraszaniu i eliminowania nieposłusznych sędziów. I Izba Kontroli Nadzwyczajnej, właściwa w sprawach wyborczych i innych ważnych dla władzy centralnej. Izba ta, w ramach „skargi nadzwyczajnej”, będzie też mogła „korygować” w politycznie pożądanym kierunku wyroki pozostałych izb SN. A więc PiS ma kontrolę nad orzecznictwem Sądu Najwyższego.

Czy Polska podda się orzeczeniu unijnego Trybunału

Dlatego czas na kolejną akcję „Europo nie odpuszczaj”. Raz już obywatelskim naciskiem udało się skłonić Komisję Europejską do zaskarżenia – wąsko, bo wąsko, ale jednak – przepisów o Sądzie Najwyższym. Ale źródłem patologii zatruwającym cały system wymiaru sprawiedliwości jest nowa KRS. Trzeba naciskać, by Komisja zaskarżyła do Trybunału także przepisy o KRS. I przepisy dyscyplinarne. Komisja też już przecież widzi, że opór ma sens.

Rozmowa Morawiecki – Juncker – bez konkretnych rezultatów w kwestii wycofania z TSUE skargi dotyczącej ustawy o Sądzie Najwyższym. Na razie Polska cieszy się z pochwał, że dokonywane ws. SN zmiany „idą we właściwym kierunku” i że „to bardzo konstruktywny krok”. „Poprzestanę na tym” – przyznał premier Morawiecki, pytany, czy uzyskał zapewnienie o wycofaniu skargi. „Zobaczymy, jaki będzie dalszy przebieg spraw” – stwierdził.

Na marginesie brukselskiego szczytu ws. Brexitu doszło do rozmowy szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera z premierem Mateuszem Morawieckim. Była to pierwsza rozmowa po ustępstwie polskiego rządu ws. ustawy o Sądzie Najwyższym.

Strona polska była po tej rozmowie wyraźnie zadowolona. Chwilę po jej zakończeniu jeden z polskich dyplomatów przekazał polskim dziennikarzom pozytywną interpretację: Wyraźne ocieplenie i chęć przykrycia złych emocji z przeszłości. Dopytywany, dodał: Nowelizacja ustawy o SN to zasadnicza, kluczowa zmiana. Mamy z Komisją Europejską takie samo zdanie w tej sprawie.

Moi rozmówcy w Komisji Europejskiej bardzo jednak bagatelizowali znaczenie rozmowy Junckera z polskim premierem.

Spotkanie? Nie było żadnego spotkania– stwierdził wysoki rangą urzędnik KE, podkreślając, że nie było to „spotkanie”, a jedynie krótka kuluarowa rozmowa. Wszyscy tutaj ze sobą rozmawiają i z reguły bardzo miło– komentował nieco ironicznie. Dopytywany przeze mnie, czy KE wycofa skargę na Polskę, zaznaczył, że sprawą zajmuje się wiceszef KE Frans Timmermans.

Również eurodeputowany CDU Elmar Brok (który ma świetne relacje z kanclerz Angelą Merkel), pytany przeze mnie o tę kwestię, powiedział, że „to Timmermans musi nam powiedzieć, czy to (zmiany w SN) wystarczy dla wycofania skargi lub artykułu 7”.

Także sam Jean-Claude Juncker po rozmowie z Mateuszem Morawieckim dosyć chłodno stwierdził, że „szczyt poświęcony był Brexitowi, a nie Polsce”.

Takie pełne rezerwy wypowiedzi świadczą o tym, że KE przynajmniej na razie nie śpieszy się z wycofaniem skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE (chociaż samą nowelizację ustawy o SN przyjmuje z oczywistym zadowoleniem). Przerzucanie odpowiedzialności na Fransa Timmermansa sugeruje z kolei, że nie ma żadnego zakulisowego porozumienia w tej sprawie między Warszawą a trio: Merkel – Juncker – Selmyar (Martin Selmayr uważany jest za prawą rękę Junckera).

Nie ma więc co liczyć na podział w Komisji Europejskiej na „dobrego” Junckera i „złego” Timmermansa.

Co więcej, Timmermans, kandydat socjaldemokratów na szefa KE, nie ma żadnego powodu, by teraz wycofywać skargę na Polskę. Wręcz przeciwnie: ma dowód, że jego twarda linia przyniosła realne owoce. Dostał wiatru w żagle i jest przekonany, że tę linię trzeba kontynuować.

Zwłaszcza, że do rozwiązania pozostało wiele kwestii: od sprawy Trybunału Konstytucyjnego – poprzez mechanizm skargi nadzwyczajnej – po zmiany dotyczące wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Co więcej, jeżeli KE nie wycofa skargi, to doprowadzi w ten sposób do rozstrzygnięcia przez TSUE zasadniczej sprawy dotyczącej jej kompetencji w kwestii wymiaru sądownictwa w krajach członkowskich. I w końcu – utrzyma presję na Polskę.

Urzędnicy KE coraz częściej dają do zrozumienia, że ich zaufanie do proeuropejskich deklaracji rządu PiS się wyczerpało. W dodatku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i przed wyborami parlamentarnymi w Polsce Bruksela raczej nie ma interesu w tym, by łagodzić kurs wobec Warszawy.

Polski rząd wyraźnie spóźnił się ze swoim ustępstwem ws. Sądu Najwyższego – o co najmniej pół roku. Gdyby ten sam krok wstecz zrobił w kwietniu lub maju, podczas ówczesnych negocjacji z KE – to wówczas byłby to sukces. Jean-Claude Juncker mówił wtedy, że Polska zbliża się nieco do stanowiska KE i Komisja zbliża się nieco do Polski. Wtedy możliwe były polityczne targi. Zabrakło jednak wyobraźni i woli politycznej – po obu stronach. Odkąd zaś sprawa Sądu Najwyższego trafiła do TSUE – targi stały się niemożliwe.

Teraz ruch jest już jednostronny. Polska „zbliżyła się” do stanowiska Komisji po to, by uniknąć kar finansowych. Na inne rezultaty raczej nie ma co liczyć.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o programie dla opozycji.

Jeśli koalicja nie zdąży sformułować wspólnego, pozytywnego programu, to na samych tylko błędach PiS może się przewieźć.

PiS wpadł w dołek, który pracowicie sobie wygrzebał. Jeszcze w lipcu partia władzy miała rekordowe poparcie. Potem było już tylko gorzej. Wyniki wyborów samorządowych mocno minęły się z buńczucznymi zapowiedziami partyjnej wierchuszki. Eksplodowała afera piramidy GetBack, finansującej projekty i imprezy PiS. Nadwątlona wiarygodność zwiotczała jeszcze bardziej po upublicznieniu taśm Czarneckiego. Im usilniej ludzie władzy przekonują dzisiaj, że afery KNF nie ma, tym bardziej Polacy im nie wierzą. Im głośniej propagują mit partii prawej, sprawiedliwej i bezlitosnej dla przestępców, tym dobitniej wypomina się im liczne bezprawia, niesprawiedliwości i tolerancję dla własnych przekrętów. Im częściej mówili o godności narodowej i nadrzędności polskiego prawa nad każdym innym, tym bardziej kompromitujące jest dzisiaj fiasko pomysłu zawłaszczenia Sądu Najwyższego i tym zabawniejszy jest widok bulterierów PiS rejterujących z podkulonymi ogonami.

Zwieńczeniem poczucia klęski PiS jest lament wicepremiera nad sytuacją swojej formacji, porównywalną z losem Żydów w czasach Holokaustu. A symbolem bezradności rządzących – zagubienie wiceministra Zielińskiego, który kiedyś jednak „coś o tym słyszał”, gdy policjanci wycinali i zrzucali mu na głowę konfetti, ale teraz – jak wykazała kontrola w Suwałkach – nawet nie zauważył że jego domu pilnuje przez całą dobę załoga radiowozu i funkcjonariusze przebrani za ochroniarzy rządowych.

PiS traci względy wyborców. Z 44 % w połowie roku słupki skurczyły się do 33% (według rządowego CBOS i TVP Info poparcie dla PiS zmalało w tym czasie ledwie o 2%). W szeregach Koalicji Obywatelskiej słychać pierwsze odgłosy otwieranych szampanów i pojawiają się prowizoryczne scenariusze przejmowania władzy. Co trzeźwiejsi pytają jednak: – Skąd pewność, że PiS się nie podźwignie, rozrzucając wśród wyborców kolejne miliardy? I jakie mamy szanse w kampanii, którą PiS bez żenady sfinansuje z budżetu, angażując w nią pracowników budżetówki?   A przede wszystkim – z czym staniemy do wyborów i kiedy do nich wystartujemy? Bo PiS właśnie rozpoczął swoją kampanię.

Nie słychać już szczeniackich pogróżek i nie widać buńczucznego prężenia muskułów.  Partia władzy przeobraziła się w fanklub Unii Europejskiej. Prawie każde publiczne wystąpienie przedstawiciela rządzących kończy się uroczystym oświadczeniem, że on, jak i oni wszyscy, nie zgadza się co prawda z opiniami Komisji Europejskiej i decyzjami unijnego trybunału, ale będzie je realizować z żelazną konsekwencją, bo kocha Unię i nigdy w życiu oraz za żadne skarby nawet nie pomyśli o jej opuszczeniu ( aż do dnia wyborów). Lada dzień Krystyna Pawłowicz ogłosi na Twitterze, że właśnie wyjęła błękitną flagę z kubła, wyprała ją, pocałowała w gwiazdki i z czcią złożyła w szufladzie z bielizną czekając na okazję do bohaterskiej ekshibicji.

Koalicji ludzi przyzwoitych trudno będzie przegrać wybory do Parlamentu Europejskiego, tym bardziej, że PiS przestrzelił już sobie oba kolana. Jednak wyniki kolejnych rund starcia o przyszłość Polski wcale nie są takie pewne. Termin najbliższej konfrontacji jest nieodległy, a roboty po łokcie. Na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi. Czy program wyborczy KO ujrzymy dopiero w przeddzień kampanii? Czy główne jego hasło to „powrót do normalności”, czyli do stanu sprzed najazdu PiS? Czy będzie to tylko lista wpadek partii Kaczyńskiego, czy jednak konkretne projekty naprawcze?

Są powody do niepokoju. Opozycja rozdrabnia się, lewica nie garnie do wspólnej walki o powrót do demokracji, a wizja Polski po upadku PiS wciąż jest mglista i rozmazana. Nie znamy dorobku gabinetu cieni PO, nie wiemy nawet, czy to ciało daje jeszcze oznaki życia. Nieznane są dokonania nieformalnego zespołu wybitnych prawników pod wodzą prof. Marcina Matczaka, który pracował (pro bono!) nad przywróceniem w Polsce stanu prawnego zgodnego z Konstytucją. A projekt uszczelnienia Konstytucji, ochrony ustawy zasadniczej przed rozmaitymi włamywaczami jest nam potrzebny jak czyste powietrze. Warto pokusić się o dodatkowe zabezpieczenia dla niezależnej władzy sądowniczej i czwartej władzy – mediów publicznych.  Trzeba doprecyzować co dla rządzących oznaczać musi rozdział spraw państwowych od kościelnych i „bezstronność w sprawach przekonań religijnych”.  I jak krowie na rowie wyjaśnić trzeba wszelakim politycznym majsterkowiczom, że domniemanie konstytucyjności, na które po opanowaniu Trybunału Konstytucyjnego powołuje się PiS, nie dotyczy ustaw wprost sprzecznych z Konstytucją.

Jeśli KO chce wygrać wybory, to nie wystarczy obiecać, ze odkręci wszystkie deformy podłej zmiany. W nadchodzącej kampanii nie wolno licytować się na obietnice, bo podatność na nie znacznie się obniżyła, podobnie jak zasoby środków w budżecie państwa. Nie wystarczą nawet gotowe projekty przywrócenia stanu sprzed napaści PiS na Polskę, bo wątpię, by ludzie marzyli o Polsce dokładnie takiej, jak w ostatnich latach rządów PO-PSL. Potrzebne są projekty rzeczywistej naprawy trzeciej Rzeczpospolitej. Coraz więcej ludzi oczekuje konkretnych, pomysłów na sprawowanie władzy, czyli dowodu, że partia aspirująca do rządzenia jest do tego przygotowana. Pomysłem nie jest biadolenie, ze jakaś ustawa wymyślona przez obecną władzę jest szkodliwa. Pomysłem jest gotowy projekt nowej ustawy. Na przykład w sprawie nepotyzmu i kolesiostwa, które niszczą gospodarkę i demolują więzi społeczne.

Owszem, prezentacja listy Misiewiczów, ukazanie rozmiarów kolesiostwa, jakiego dotąd nawet w PRL nie bywało, może być bardzo skuteczne. Tyle tylko, że nawet najdłuższa lista niewykwalifikowanych krewnych i znajomych ekipy Kaczyńskiego, zgarniających niebotyczne pensje, nie przekona wyborców, że nowa władza nie obstawi spółek skarbu państwa swoimi kolesiami. Dalece skuteczniejsze byłoby zaprezentowanie ustawy reaktywującej państwową służbę zawodowych urzędników nieusuwalnych pod byle pretekstem, a także projektu otwartych, uczciwych, transparentnych konkursów na stanowiska w administracji i spółkach skarbu państwa, monitorowanych przez niezależne ciało eksperckie. Pakiet nowych przepisów blokujących politykom i funkcjonariuszom partyjnych bez kwalifikacji dostęp do wysokopłatnych stanowisk mógłby przekonać wyborców, że spółki skarbu państwa nie będą już łupami wojennymi, odbijanymi po każdych wyborach z wrogich rąk.

Jeśli koalicja nie zdąży sformułować wspólnego, pozytywnego programu, to na samych tylko błędach PiS może się przewieźć. Owszem, można wytykać niezrealizowanie obietnic, ale zrobi to niewielkie wrażenie na wyborcach już przyzwyczajonych, że nikt jeszcze nie zrealizował wszystkiego, co obiecał w kampanii. Znacznie skuteczniej jest ukazać absurd zobowiązań rzucanych na wiatr i skalę nierealnych przyrzeczeń niewiarygodnych polityków łaknących podziwu i chwały. Można na przykład informować, że do miliona aut elektrycznych które mają niedługo jeździć po polskich drogach brakuje 996 tysięcy oraz stacji ładowania akumulatorów.

Waldemar Mystkowski pisze o porażce PiS ws. dziennikarza TVN.

W internecie dość powszechne panowało przekonanie, iż zapowiedź przesłuchania operatora TVN Piotra Wacowskiego pod zarzutem propagowania faszyzmu jest próbą przykrycia afery KNF.

Zdarzenie in spe rozlało się nie tylko w Polsce, dotarło do najbardziej wpływowych mediów na świecie, w tym do „New York Timesa”. PiS w kompromitowaniu Polski ma szczególne osiągnięcia. Partia Kaczyńskiego mogłaby zarabiać krocie na uprawianiu czarnego PR, szczególnej odmiany – autokompromitacji.

Czy to był ponadto zamach na wolne media, bo jednak szykują ich „repolonizację”, czy zaistniał powód mentalny, bo partii Kaczyńskiego blisko do radykalnych ugrupowań nacjonalistycznych i odezwała się podświadoma wspólnota ideowa? Pewnie wszystko po trochu.

Obecnie przyzwolenie na takie radykalizmy istnieje, co było widać podczas pochodu tzw. Marszu Niepodległości, który był legitymizowaniem ONR i grupek neofaszystowskich przez prezydenta Dudę, premiera Morawieckiego i tego najważniejszego – „pana Jarka”.

Reportaż TVN zastąpił służby państwa i pokazał im jak na dłoni, czego nie dopatrzyli, czego nie potrafią. W „podzięce” ABW – rzecz jasna za sprawą Prokuratury Krajowej – zamierzało wezwać Wacowskiego i postawić mu absurdalny zarzut propagowania faszyzmu.

Ale już następnego dnia pisowskie mędrki wycofały się. Prokuratura wydała komunikat, iż „przedwczesne jest stawianie zarzutów operatorowi TVN” i jednocześnie odwołuje termin przesłuchania.

Ten komunikat opatrzyć można tylko frasobliwym rechotem. Na tyle zasługuje prokuratura, za którą odpowiedzialny jest magister prawa Ziobro, autor sporej ilości kompromitacji, a ta wcale nie jest największym jego „osiągnięciem”.

To, że materiał TVN nie nosi żadnych znamion przestępstwa, że nie ma w nim szkodliwości społecznej (wręcz przeciwnie), nie ma żadnych podstaw do ścigania dziennikarza, ani tym bardziej stawiania mu zarzutów, wie byle aplikant, byle kauzyperda.

Więcej: winien jest ten, kto ściga bez podstawy – a ściganym był Piotr Wacowski – przekracza uprawnienia i tłumi krytykę prasową (prawo prasowe). I to powinno być zbadane, kto stoi za zleceniem ABW, aby zastraszać.

W tym sensie głupota przykryła aferę KNF, ale tylko na chwilę. Zresztą większość decyzji politycznych PiS przykrywają się nawzajem, są nieustannym kompromitowaniem się, niestety – w imieniu Polski.

Komentarze 3 do “Czas pokonać PiS!”

  1. Hairwald 26 listopada 2018 @ 11:14 #

    Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):

    Kwestią jest przekonać pozostałą opozycję do koalicji antypisowskiej.

  2. Earl drzewołaz 26 listopada 2018 @ 16:48 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Pokonać PiS i posadzić takich Piotrowiczów.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Platforma nie odpuszcza | Holtei - 26 listopada 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: