W republice bananowej PiS banany są kradzione i gniją

20 List

Polska gospodarka stale rośnie i jest to jeden z najbardziej dynamicznych wzrostów w Unii Europejskiej. Przez londyńską giełdę papierów wartościowych Polska została uznana za gospodarkę rozwiniętą jako pierwszy kraj w regionie. W istocie należymy do najszybciej rozwijających się krajów świata i od 1989 r. dokonaliśmy skoku porównywalnego z takim tygrysem światowej gospodarki jak Korea Południowa.

Giertych twierdzi, że istnieje kolejne nagranie kompromitujące szefa KNF

Polska jak Włochy czy Grecja

Z pewnością Polska świetnie wykorzystała szansę, jaką dało wejście do gospodarki światowej ze stosunkowo wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą. Moment, jaki ma dziś, w latach 80. miały Włochy i Grecja. Dziś oba te państwa są dotknięte długoletnią stagnacją, a ich współfinansowana w przeszłości przez UE infrastruktura zaczyna się sypać. Włoskie lotniska wyglądają starzej niż Terminal 1 na Okęciu, a wielu greckim rodzinom nie wystarczyło środków na budowę domów, które zatrzymują się dziś na pierwszym piętrze, strasząc strzelającymi w niebo prętami. Czasy prosperity dobiegają końca w każdym dorabiającym się kraju. Pytanie na dziś brzmi: czy wpadniemy w grecką stagnację, czy też jak Niemcy i Szwecja będziemy mogli polegać na trwałych fundamentach rozwoju i innowacyjnej gospodarce opartej na wiedzy?

Pogorszenie klimatu inwestycyjnego

Wzrost gospodarczy może się kręcić dzięki większej konsumpcji i tak się dzieje w Polsce od paru lat. Ale innowacja wymaga inwestycji, a tych jest coraz mniej. W połowie 2015 r. utrzymywały się jeszcze na poziomie ponad 20 proc., co było przyzwoitym wskaźnikiem w kontekście europejskim. W końcu 2015 r. poziom inwestycji spada do 18 proc. Od tego czasu pozostaje na najniższym poziomie w regionie (ostatnio 17,6 proc.). W konsekwencji stopa innowacyjności w Polsce jest na tym samym poziomie od lat – w globalnym rankingu to pozycja 38. – mimo rosnącej gospodarki.

Od czasów przejęcia władzy przez PiS wielu inwestorów się powściąga i często decyduje się na inwestycje w bardziej przewidywalnych Czechach lub bardziej obiecującej Rumunii. W obu tych krajach poziom inwestycji jest na poziomie ok. 25 proc. Klimat inwestycyjny w Polsce jest zaś niszczony upolitycznieniem wymiaru sprawiedliwości, co jest w regionie źle widziane.

Afera KNF nie pomaga

Do tego w ostatnich dniach dochodzi afera korupcyjna wokół Komisji Nadzoru Finansowego. KNF był od dawna postrzegany jako nieprzychylny, a nawet wrogi inwestorom. Jego polityka uchodziła za niezwykle restrykcyjną i zbiurokratyzowaną. Środowisko gospodarcze krytykowało brak bankowego i finansowego doświadczenia po stronie przewodniczącego Marka Chrzanowskiego, którego widziano jako partyjnego aparatczyka. A teraz dochodzi podejrzenie korupcji na szeroką skalę.

Jest to mechanizm znany zagranicznym inwestorom z Rosji. Najpierw inwestor jest zniechęcony nieprzejrzystością przepisów. A następnie proponuje mu się szybką ścieżkę i przychylność w zamian za drobny podział w zyskach. Jeśli inwestor chce pozostać na rynku, to nie ma wyboru i musi zaakceptować takie warunki. W Rosji, która jest bogata w źródła energii, wielu inwestorów przyjmuje takie warunki, jednak mało który decyduje się na inwestycje w innowacyjność.

Kim są główni bohaterowie afery opisanej przez „Wyborczą”

Wpływ na inwestorów

W Polsce od paru dniu widać stopniowe odpływanie inwestorów z rynku finansowego. Index WiG stracił od piątku 5 proc., w piątek strata wynosiła 4 proc. – co było rekordowym dziennym spadkiem w ciągu ostatnich dwóch lat. Poza akcjami banku Czarneckiego Getin – który stracił w poniedziałek znowu 12 proc. – tracą akcje banków państwowych. Osłabieniu uległ też kurs złotego wobec euro, franka szwajcarskiego i dolara. To mało znaczące spadki i zdaniem analityków nie będą trwały, ale są zarazem odwrotnością światowych trendów, z większością walut umacniających się wobec waluty amerykańskiej. Ewidentnie na polskiej walucie odbija się negatywnie zły klimat gospodarczy.

Prezes NBP Adam Glapiński ma w większości rację, mówiąc, że fundamenty polskiej gospodarki są silne. Konsumpcja jest na wysokim poziomie, środki z funduszy unijnych nadal zasilają polską gospodarkę. Jednak inwestycje są na niskim poziomie, a zaufanie do przewidywalności polityki gospodarczej rządu i stabilności przepisów jest niskie.

Dotychczas Polska uchodziła za jeden z najmniej skorumpowanych krajów w byłym bloku sowieckim. Teraz również to ulega zmianie. Inwestorzy nie znikną z polskiego rynku, będą lokować środki w działach związanych ze wzrostem, a więc w konsumpcji. Ale możemy spodziewać się dalszego spadku inwestycji w innowacje, która wymaga przewidywalnego i stabilnego rynku i profesjonalnie zarządzanego regulatora.

Czy Chrzanowski przewróci Kaczyńskiego?

Leszek Czarnecki został przesłuchany w Katowicach w Śląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Przez prawie 12 godzin właściciel Getin Banku składał wyjaśnienia w sprawie propozycji korupcyjnej złożonej mu przez byłego już szefa KNF Marka Chrzanowskiego.

„Złożyłem obszerne wyjaśnienia. Nie mogę komentować trwającego śledztwa. Przesłuchanie szło bardzo sprawnie” – powiedział po wyjściu z prokuratury Czarnecki. Godzinę przed zakończeniem jego pełnomocnik Roman Giertych napisał na Twitterze: – „Już tylko sprawdzanie protokołu. Jeszcze ok. 1 h. Wszyscy zmęczeni, poza LC. Nie na darmo po 10 h nurkował w jaskiniach”.

Prokurator Tomasz Tadla, naczelnik śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej, potwierdził, że Czarnecki złożył bardzo obszerne zeznania.

„Dołączył nośniki informatyczne oraz urządzenia, które mogą posłużyć do weryfikacji wszystkich tych informacji, które były zawarte w zawiadomieniu. Na nośnikach – według świadka – są najważniejsze informacje, które mogą przyczynić się do rozwikłania tej sprawy, ale przede wszystkim są tam nagrane rozmowy tych osób, które są wymienione w zawiadomieniu” – powiedział Tadla.

Dodał, że w sprawie będą przesłuchiwani kolejni świadkowie.

Piotr Gliński, wicepremier rządu RP i minister kultury, a ponadto profesor socjologii i były przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, udzielił wywiadu tygodnikowi „Wprost”. Oskarża w nim opozycję o stosowanie skrajnej, wykluczającej retoryki w stosunku do PiS. Premier raczył wyrazić się następująco: „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzić do nas obrzydzenie. W opozycji byliśmy wykluczani, traktowani jak trędowaci. (…) Jesteśmy porównywani do faszystów, dyktatury, ja jestem określany jako cenzor, który przeprowadza stalinowskie czystki w teatrach itd.”.

Gliński w służbie Kaczyńskiego

Nie po raz pierwszy prof. Gliński, który tak niespodziewanie przed kilkoma laty oddał swe siły i honor w służbę Jarosławowi Kaczyńskiemu, traci kontrolę nad sobą i poczucie przyzwoitości. Tym razem obraził nie tylko demokratyczne elity i opozycję, lecz również naród żydowski.

Jako przedstawiciel znienawidzonych przez reżim PiS liberalnych elit, a także jako profesor muszę powiedzieć prof. Glińskiemu, aby się opamiętał i zastanowił, co mówi, o kim i do kogo. Znamy doskonale idiom socjologiczny, którym się posłużył w swojej wypowiedzi. „Odczłowieczanie”, „unicestwianie” to metoda walki propagandowej faszystów. Za pomocą tych słów tłumaczy się specyfikę propagandy faszystowskiej i nazistowskiej. Zresztą końcowy akcent wypowiedzi premiera nie pozostawia wątpliwości, jaką wygłasza tezę. Tezę mianowicie taką, że krytyka PiS w środowiskach demokratycznych nosi cechy propagandy nazistowskiej. Ohyda tego pomówienia, zwłaszcza w kontekście tego, co wyczynia propaganda rządowa w swoich mediach, zwanych dawniej publicznymi, a także w mediach zwanych prawicowymi, które z gorliwą wzajemnością PiS wspiera, nie zasługuje na komentarz. Komentarza domaga się jednak porównanie PiS do Żydów w propagandzie goebbelsowskiej. Nie można bowiem nie reagować na antysemickie wypowiedzi dygnitarzy partyjno-państwowych żadnego państwa, a zwłaszcza Polski. To bowiem na terytorium Polski Niemcy zamordowali naród żydowski.

Piotr Gliński, wicepremier rządu RP i minister kultury, a ponadto profesor socjologii i były przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, udzielił wywiadu tygodnikowi „Wprost”. Oskarża w nim opozycję o stosowanie skrajnej, wykluczającej retoryki w stosunku do PiS. Premier raczył wyrazić się następująco: „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzić do nas obrzydzenie. W opozycji byliśmy wykluczani, traktowani jak trędowaci. (…) Jesteśmy porównywani do faszystów, dyktatury, ja jestem określany jako cenzor, który przeprowadza stalinowskie czystki w teatrach itd.”.

Gliński w służbie Kaczyńskiego

Nie po raz pierwszy prof. Gliński, który tak niespodziewanie przed kilkoma laty oddał swe siły i honor w służbę Jarosławowi Kaczyńskiemu, traci kontrolę nad sobą i poczucie przyzwoitości. Tym razem obraził nie tylko demokratyczne elity i opozycję, lecz również naród żydowski.

Jako przedstawiciel znienawidzonych przez reżim PiS liberalnych elit, a także jako profesor muszę powiedzieć prof. Glińskiemu, aby się opamiętał i zastanowił, co mówi, o kim i do kogo. Znamy doskonale idiom socjologiczny, którym się posłużył w swojej wypowiedzi. „Odczłowieczanie”, „unicestwianie” to metoda walki propagandowej faszystów. Za pomocą tych słów tłumaczy się specyfikę propagandy faszystowskiej i nazistowskiej. Zresztą końcowy akcent wypowiedzi premiera nie pozostawia wątpliwości, jaką wygłasza tezę. Tezę mianowicie taką, że krytyka PiS w środowiskach demokratycznych nosi cechy propagandy nazistowskiej. Ohyda tego pomówienia, zwłaszcza w kontekście tego, co wyczynia propaganda rządowa w swoich mediach, zwanych dawniej publicznymi, a także w mediach zwanych prawicowymi, które z gorliwą wzajemnością PiS wspiera, nie zasługuje na komentarz. Komentarza domaga się jednak porównanie PiS do Żydów w propagandzie goebbelsowskiej. Nie można bowiem nie reagować na antysemickie wypowiedzi dygnitarzy partyjno-państwowych żadnego państwa, a zwłaszcza Polski. To bowiem na terytorium Polski Niemcy zamordowali naród żydowski.

Nie chcę też pozostawiać całkiem bez komentarza kłamliwych i przewrotnych wypowiedzi wicepremierów Szydło i Glińskiego, jakoby nieprawdą było, iż w Polsce odradza się faszyzm, a rząd patrzy na to z aprobatą. Same wypowiedzi tego rodzaju, tak jawnie sprzeczne z faktami, najlepiej świadczą o tym, jak zakłamane i nieczyste jest sumienie tego rządu i jak bardzo prawdą jest to, czego się tak bezczelnie wypiera. Kto bowiem łże w żywe oczy, ten już utracił prawie wszystko, łącznie ze wstydem; dopiero bowiem bezwstyd pozwala użyć łgarstwa do ratowania obrazu samego siebie we własnych oczach.

Flirt władzy z tzw. środowiskami narodowymi, czyli z organizacjami jawnie posługującymi się symboliką faszystowską (łącznie z samymi „fasces”, czyli rózgami liktorskimi – oznaką władzy policyjnej w cesarstwie rzymskim), na naszych oczach przekształca się w namiętny romans. Media na całym świecie pokazywały, jak w rocznicowym pochodzie, firmowanym przez rząd RP, z zachowaniem „higienicznego kordonu”, maszerowały ogromne tłumy, którym przewodzili faszyści ze swoimi flagami i pośród których znajdowali się nawet specjalnie zaproszeni na tę okazję (żeby nie było wątpliwości) faszyści włoscy.

Powiązania PiS z faszystami nie są zwykłą grą polityczną

To straszna kompromitacja i wydarzenie doprawdy przejmujące. 11 listopada, stulecie niepodległości, wyreżyserowali nam faszyści – i to na ich warunkach odbyło się najbardziej spektakularne i relacjonowane przez światowe media wydarzenie. Wydarzenie przerażające. Przerażające nie tylko dlatego, że hasła, race i cała atmosfera tego pochodu były przepojone tępą, szowinistyczną nienawiścią i plemienną pogardą dla „obcych”, lecz dlatego, że za takimi ludźmi i w towarzystwie chorągwi ONR i innych organizacji zwanych eufemistycznie skrajnie prawicowymi szło ponad 200 tys. osób, którym najwyraźniej faszystowskie przesłanie i okrzyki, a właściwie chamskie kibolsko-naziolskie ryki nie przeszkadzały. I ledwie ochłonęliśmy z tych ponurych widoków, a już dotarła do nas wiadomość, że zausznik Jarosława Kaczyńskiego i faworyt Adama Glapińskiego, ostatnio wiceszef KNF Andrzej Diakonow, działał w Ruchu Narodowym. Powiązania PiS z faszystami nie są więc zwykłą grą polityczną obliczoną na kontrolowanie niszowego elektoratu faszystów, lecz mają charakter więzi personalnej. Profesorze Gliński, przejrzyj na oczy – zobacz, jakiemu przedsięwzięciu dajesz swą twarz, komu podajesz rękę, kogo legitymizujesz!

Ja rozumiem, że prof. Gliński musi uczynić wszystko, by zagłuszyć wyrzuty sumienia, to znaczy przekonać samego siebie, że to, co czyni, pracując dla reżimu „na odcinku kultury”, nie jest aż tak złe i hańbiące, a może nawet nie gorsze niż bycie niegdyś w PZPR i robienie kariery w PRL. To są jednak osobiste problemy egzystencjalne Piotra Glińskiego, z którymi powinien radzić sobie w ciszy i dyskrecji.

Jeśli nadaje swym rozterkom taki rozgłos i posuwa się do przewrotnego i szyderczego obsobaczania obrońców demokracji, zyskać może jedynie jeszcze większy uszczerbek na swej reputacji. Środowisko akademickie, jak wiemy, jest bardzo tolerancyjne, wybaczające i skłonne do zapominania dawnych grzechów. Jednak zatwardziałość i hałaśliwość w kolaboracji stawia nawet przed najbardziej miłosiernymi zadanie, które może stać się ponad ich siły. Władza pryncypała prof. Glińskiego już się powoli kończy, a rząd PiS przejdzie wkrótce do historii w aurze hańby. Czy warto ginąć za niego, broniąc go kłamstwem i kalumniami aż do ostatniej kropli krwi?

>>>

„Z rosnącym niepokojem śledzimy narastającą w tym roku aktywność wykładową ks. prof. Tadeusza Guza dotyczącą Żydów i judaizmu. Wielokrotnie wypowiada tonem eksperta różne opinie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i z faktami. Niektóre wygłaszane przez niego tezy są całkowicie niezgodne z prawdą i absolutnie niedopuszczalne” – napisano w liście Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów skierowanego do metropolity lubelskiego abp. Stanisława Budzika i rektora KUL ks. Antoniego Dębińskiego. Rada domaga się podjęcia „surowych kroków dyscyplinujących” wobec ks. Guza.

Autorzy listu przytaczają wypowiedzi wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na temat żydowskich mordów rytualnych. Podkreślają, że są one „wytworem antysemickiej fantazji.  Absolutnie niedopuszczalne jest więc, aby opinie o rzekomej prawdziwości mordów rytualnych były tolerowane w przestrzeni publicznej. Nie godzi się, aby takie opinie wygłaszał profesor zasłużonej uczelni noszącej imię wielkiego przyjaciela Żydów – papieża Jana Pawła II. Apelujemy zatem do Księdza Arcybiskupa i Księdza Rektora o publiczne zajęcie stanowiska w tej sprawie oraz podjęcie surowych kroków dyscyplinujących wobec osoby głoszącej takie – antyżydowskie, ale i antykatolickie, bo odrzucane przez Kościół – twierdzenia”.

Na apel zareagowały władze uczelni i kuria lubelska. Ks. Guz zostanie poproszony „o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie swojej aktywności wykładowej na temat Żydów i judaizmu” – napisali we wspólnym oświadczeniu rzecznicy prasowi KUL i Archidiecezji Lubelskiej. Przyznają, że wypowiedzi wykładowcy szkodzą dobremu imieniu uczelni i archidiecezji. Po złożeniu księdza wyjaśnień ma zapaść decyzja o „dalszych krokach w sprawie”.

29-letni syn koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego dostał w lipcu 2018 r. intratną posadę w Banku Światowym. Pomógł mu prezes NBP, którego osoba przewija się w aferze KNF. Teraz służby podległe Kamińskiemu mają wyjaśniać tę aferę.

Czy to się nie nazywa konflikt interesów?

Waldemar Mystkowski pisze o tym, jak Kaczyński i afery PiS są postrzegane na świecie.

Kroku prezesowi stara się dotrzymać Piotr Gliński, który stwierdził, że PiS jest traktowany przez opozycję, jak „Żydzi przez Goebbelsa”.

Jarosław Kaczyński staje się na świecie „sławny”. Zapomina się o Lechu Wałęsie, Janie Pawle II czy Donaldzie Tusku, a mówi o prezesie PiS. Niestety, nie w kontekście osiągnięć i przynoszącego pozytywne wartości, ale niszczyciela, Frankensteina znad Wisły, którego stworzyli Polacy i na swoją zgubę dopuścili do władzy.

Prezes PiS trafił do popularnego show amerykańskiej telewizji „Last Week Tonight”, który w Polsce jest emitowany z poślizgiem w HBO pod tytułem „Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem”. Ten typ formatu telewizyjnego w Polsce nie jest realizowany, jest to mocna satyra podbita takimż językiem. Gdyby w Polsce komik tak wyśmiał Kaczyńskiego jak Oliver, nazwany zostałby Goebbelsem i musiał się spotkać adwokatem prezesa w sądzie.

Kaczyński został wymieniony obok Władimira Putina, Xi Jinpinga, Recepa Erdogana i zaliczony do krzewicieli „cofających się demokracji”. Nie tylko Amerykanie mogli usłyszeć, iż „Polska staje się coraz bardziej autorytarna”, ale zobaczyli zdjęcie prezesa. Nie było pod nim podpisu „Wanted”, ale kto wie, może tego doczekamy.

Kroku prezesowi stara się dotrzymać Piotr Gliński, który nie nadaje się na żadnego ministra kultury. Prześmiewcy winni mieć jednak realny wpływ na rzeczywistość, Gliński pasuje do wymyślonego przez Latający Cyrk Monty Pythona Ministerstwa Głupich Kroków. Otóż Gliński jako minister wspomnianych kroków poskarżył się w wywiadzie, że PiS jest traktowany przez opozycję, jak „Żydzi przez Goebbelsa”. Trudno z takimi słowami dyskutować, bo nigdzie nimi się nie dojdzie, przypomnijmy sobie, kto kogo nazywał gorszym sortem, elementem animalnym, gestapo, mordami zdradzieckimi. Słowa tego ministra już poszły w świat i wrócą jak bumerang, jak ustawa o IPN, z której PiS rakiem musiał się wycofać.

Kolejna sprawa – prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński po nocnej naradzie z przedstawicielami instytucji zajmujących się bankami orzekł, iż sytuacja w bankowości jest stabilna, czemu przeczą fakty i nastroje społeczne.

NBP to jeszcze jedna instytucja kwalifikująca się do Głupich Kroków. Po raz pierwszy bank centralny w ubiegłym roku zanotował straty – 2,5 miliarda zł, a Glapiński przyznał pracownikom premie z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości w wysokości 18 mln zł.

To, co się dzieje na górze, schodzi na dół. Władza PiS psuje się od głowy Kaczyńskiego, wyczuwają ten zapaszek pomniejsi. I tak – starosta powiatu kolbuszowskiego Józef Kardyś zrezygnował ze swojej funkcji, ale po dwóch dniach został przywrócony na stanowisko po to, aby dostać odprawę 80 tys. zł. Jak stwierdził należy mu się za „harówkę”.

>>>

Reklamy

Komentarze 3 to “W republice bananowej PiS banany są kradzione i gniją”

  1. Hairwald 20 listopada 2018 @ 08:28 #

    Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):

    PiS stara się przykryć czymś aferę KNF, m.in. rekonstrukcją rządu.

  2. Earl drzewołaz 20 listopada 2018 @ 15:46 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Warto było czekać na dzisiejsze czasy, za 2 złote można nabyć dwa banki. Hej, hej.

Trackbacks/Pingbacks

  1. PiS realizuje zasady leninowskie. Jak mówił Lenin, kadry są najważniejsze | Holtei - 20 listopada 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: