Mateusz Morawiecki znajduje się w samym środku afery KNF

15 List

W miarę jak kolejne media ujawniają bulwersujące kulisy afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego, odsłaniając elementy przeprowadzanego z całą bezwzględnością procesu doprowadzania prywatnych banków na skraj upadku, by następnie je “uratować” poprzez przejęcie przez państwo, rośnie napięcie wewnątrz obozu władzy, a oczom obserwatorów ukazuje się bezwzględna walka frakcji walczących o wpływy. Oderwanie obozu władzy od rzeczywistości jest totalne – moment ujawnienia skandalicznego procederu i idącej w dziesiątki milionów rocznie łapówki wykorzystują nie do zdiagnozowania problemu i jego zwalczenia, a do zabezpieczenia własnych interesów, najlepiej kosztem politycznych rywali wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dobro państwa już dawno nie jest najważniejsze – liczy się władza i jej utrzymanie za wszelką cenę. Nie ma nawet cienia szansy na powołanie komisji śledczej czy rzetelne śledztwo, na które naciska opozycja oraz pewnie już wkrótce opinia publiczna. Do tej pory PiS był teflonowy i ujawnianie mniejsze lub większe afery (w sieci krąży już nawet lista 100 takich “afer”) nie wyrządzały obozowi władzy żadnych większych szkód, więc i tym razem panuje przekonanie, że pożar w burdelu uda się opanować bez strat. Szef Kancelarii Premiera zdążył już nawet ogłosić, że po dymisji szefa KNF, Marka Chrzanowskiego sprawa formalnie została zakończona. Tyle tylko, że od wcześniejszych afer obecne wydarzenia różni przede wszystkim moment wybuchu tj. na nieco ponad pół roku przed wyborami do PE i na ok. rok przed wyborami parlamentarnymi, które będą dla wielu polityków z obozu PiS swoistym “być albo nie być”. To generuje olbrzymie tarcia pomiędzy frakcjami, które w decydującym momencie przygotowań do najważniejszego od lat wyścigu chcą uzyskać jak największe wpływy i najlepiej wyeliminować część rywali do najlepszych miejsc na listach.

To nie przypadek, że w tym samym czasie, gdy Michał Dworczyk, będący człowiekiem premiera Morawieckiego, ogłosił “koniec sprawy”, pojawił się na konferencji prasowej Zbigniew Ziobro i zapowiedział bardzo intensywne śledztwo, choć już wiemy, że gdyby nie publikacja Gazety Wyborczej, to zawiadomienie w tej sprawie być może nadal leżałoby gdzieś pomiędzy pokojami prokuratury. Nie jest także przypadkiem nagła akcja CBA, przeprowadzona w siedzibie KNF w tak  groteskowy sposób, że aż trudno uwierzyć, że było to coś więcej niż inscenizacja.

Sytuacja, w której były szef KNF, po ujawnieniu afery korupcyjnej z nim w roli głównej pojawia się w miejscu swojej pracy, by posprzątać biurko (a przy okazji wszystkie niewygodne dokumenty), a CBA zamiast odebrać go już wczoraj z lotniska wprost na przesłuchanie pojawia się w UKNF tuż po tym, jak Marek Chrzanowski budynek opuścił, zakrawa na żart z obywateli i państwa. KNF do tej pory należało do strefy wpływów Prezesa NBP, Adama Glapińskiego, ale apetyt na rzeczywistą kontrolę nad tą instytucją od dawna miał Morawiecki. Z kolei kryminalne okoliczności i możliwość znalezienia haków na tak wysoko postawioną personę w hierarchii PiS sprawiły, że Zbigniewowi Ziobro zaświeciły się oczy i rzucił śledczych pędem do siedziby Komisji. Oddelegowani do tego zadania agenci CBA podlegają jednak Mariuszowi Kamińskiemu, który przecież jest również częścią tego samego “zakonu” co Glapiński. Nic więc dziwnego, że grzecznie poczekali, aż Chrzanowski przygotuje im gabinet do oczekiwanego przeszukania i zabezpieczenia dokumentów. A czy miał co ukrywać? Tu już jesteśmy skazani na domysły.

Nowe ustalenia w kwestii tego, co KNF robiło w sprawie banku Leszka Czarneckiego, sprawiają jednak, że wnioski o komisję śledczą w tej sprawie mają bardzo duże uzasadnienie, a komentarze, że afera w KNF może mieć rozmiary znacznie większe niż afera Rywina, która wiele lat temu zmiotła ze sceny politycznej rządy lewicy, wcale nie muszą być przesadzone. Co bowiem wiemy? Choćby to, że gdy okazało się, że propozycja “zatrudnij naszego prawnika w zamian za przychylność” nie okazała się dla Czarneckiego wystarczającą zachętą, w Sejmie pojawiła się nagle poprawka forsowana właśnie przez Marka Chrzanowskiego, która umożliwiała realizację groźby, która między słowami korupcyjnej propozycji pojawiała się z ust szefa KNF. Wątek ten ujawnił Patryk Michalski z RMF FM.

Sejm proponowaną poprawkę oczywiście bez szemrania przyjął, umożliwiając wdrożenie w życie ostatniego etapu “planu Sokala” czyli przejęcia banku milionera za symboliczną złotówkę. Wszystko to działo się już po złożeniu przez Czarneckiego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Chrzanowskiego. Wygląda jak zemsta? No raczej. Warto jednak zauważyć, że ta poprawka to miało być zwieńczenie dzieła. Operacja przeciwko interesom Czarneckiego toczyła się bowiem już od wielu miesięcy.

Obejmowała zmiany odpowiedniego rozporządzenia, by Getin Noble Bank i Idea Bank wpadły w proces restrukturyzacyjny KNF, opisaną przez GW ofertę od szefa KNF (wspartą przez prezesa NBP!), wpisanie banków na listę ostrzeżeń publicznych (by zmniejszyć ich wartość), a w finale przyjęcie przez Sejm poprawki umożliwiającej przejęcie banku przez państwo.

Nic dziwnego, że obserwujący działania władzy Czarnecki postanowił udać się do Romana Giertycha i sprawę nagłośnić, ujawniając mafijne metody rządów Prawa i Sprawiedliwości, tak bardzo godzące w prywatną własność. W kraju, gdzie w pierwszej kolejności liczy się interes państwa, dymisja szefa KNF byłaby jedynie wstępem do daleko idących zmian na najważniejszych stanowiskach. Jako że jednak żyjemy w kraju rządzonym przez partię z prawem i sprawiedliwością w nazwie, to może się okazać, że na tym się zakończy, a na jej pełne rozliczenie możemy liczyć dopiero po zmianie władzy. Miejmy nadzieję, że bezwzględna walka frakcji w PiS ten moment znacznie przybliży.

„Pan Prokurator Generalny apeluje do mnie, abym złożył nośnik z nagraną taśmą rozmowy w KNF. Nośnik złożyliśmy wczoraj (wraz z drugim zawiadomieniem). Mam na to potwierdzenie przyjęcia zawiadomienia wraz z nośnikiem podbite wczoraj przez Prokuraturę Generalną” – napisał na Twitterze Roman Giertych, pełnomocnik Leszka Czarneckiego.

Dwie godziny wcześniej minister sprawiedliwości – prokurator generalny Zbigniew Ziobro w TVP twierdził, że w zawiadomieniu, które Giertych złożył w prokuraturze nie ma tych dowodów.

„Zwracam się do pełnomocnika pana Czarneckiego, by jak najszybciej dostarczył prokuraturze wszystkie nośniki” – apelował Ziobro do Giertycha. Przypomnijmy, że Ziobro zapewniał, że objął śledztwo w sprawie afery KNF osobistym nadzorem!

„Na tym właśnie polega „staranność” pana Prokuratora w wyjaśnianiu tej sprawy”; – „Pan prokurator generalny albo jest nierzetelny, albo słabo zorientowany. Albo i to, i to. Źle to wróży śledztwu

„Czyżby w tej „szacownej” instytucji przekaz informacji (m.in. o złożonych materiałach) odbywał się drogą TELEX’ową? A może to robią gońcem albo gołębiem?”; – „Aha, czyli Pan Prokurator Generalny nie wie, co się dzieje w prokuraturze” – komentowali internauci.

Rekieterzy. Na czym w istocie polega via Roman Giertych.

Więcej o „bohaterach” afery KNF tutaj >>>

I tutaj >>>

Waldemar Mystkowski pisze o istocie afery KNF.

Afera Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie Getin Noble Banku ujawnia gnicie państwa zarządzanego przez PiS. Owszem, to państwo gnije w sferach, w których państwo ma dostęp do zawłaszczania, lecz coś zupełnie innego winno być wybite na plan pierwszy i o to rozgrywa się w tej chwili bitwa. Szef KNF Marek Chrzanowski zmusiłby do korupcji Leszka Czarneckiego, właściciela Getin, lecz ten nie dlatego ujawnił nagranie, w którym Chrzanowski domaga się milionów, ale dlatego, że jego bank może zostać przejęty za „symboliczną kwotę”, złotówkę.

Nawet w tym elemencie afera KNF to coś zupełnie innego jakościowo niż Rywingate. Lew Rywin chciał dla siebie Polsatu w imieniu „grupy trzymającej władzę” i przyszłego zapisu w ustawie medialnej – „lub czasopisma”. Chrzanowski te „lub czasopisma” chciał uzyskać w ramach tzw. „planu Sokala” (nazwisko szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego), a jego elementem to zgłoszona przez PiS 9 listopada poprawka do ustawy – lobbowana przez Chrzanowskiego – o możliwości przejęcia banku, gdy w ocenie KNF bank nie spełnia wymogów kapitałowych. „Plan Sokala” zakładał doprowadzenie do celowego doprowadzenia upadłości Getin Noble Banku i odkupienia go za symboliczną złotówkę.

Na to przejęcie oraz inne, do których doszło i może dojść, nakładamy okular propagandowy – repolonizacja banków. Choć Czarnecki jest Polakiem, to nie jest pisowcem i repolonizacja jego banku wg PiS byłaby jeszcze bardziej sprawiedliwa. Zresztą pierwszy argument po ujawnieniu afery, jaki był używany przez PiS (Zybertowicz w TOK FM) w stosunku do Czarneckiego to, iż współpracował z SB. Typowe stygmatyzowanie komuną, którego też chętnie używa Mateusz Morawiecki, tak wszak wyraził się o sędziach Sądu Najwyższego.

Repolonizacja dotyczy banków, ale także innych sfer, które PiS chce zagarnąć dla siebie i swoich celów, choćby media prywatne, które od dłuższego czasu spotykają się z kanonadą oczerniania przez polityków PiS – są bowiem niemieckie, niesprawiedliwe dla PiS (Morawiecki) i należy je zdekoncentrować.

W ten sposób przejmowane były banki i media w Rosji przez Putina i jego ludzi. Tej metody użył także Viktor Orban na Węgrzech. Kaczyński i jego ekipa są na początku owej drogi jeszcze się potykają, bo w Polsce opór jest o wiele potężniejszy. Na pewno łatwiej byłoby repolonizować Czarneckiego za złotówkę, gdyby było już po Polexicie. Putinizacja PiS-owi – na szczęście – nie wychodzi.

Najlepsza polska tenisistka od jakiegoś czasu konsekwentnie osuwała się w rankingu, przegrywała z kłopotami zdrowotnymi oraz z rywalkami młodszymi już o całe tenisowe pokolenie: silniejszymi, głodnymi zwycięstw, bardziej zdeterminowanymi wizją przebijania się do ścisłej czołówki, gdzie czekają sława, chwała i wielkie pieniądze. Czyli tam, gdzie Radwańska była jeszcze niedawno.

Za wcześnie na sportową emeryturę

Kończy z tenisem, nie mając jeszcze 30 lat, co musi być dla niej osobistym dramatem, gdyż ten wiek to jeszcze grubo za wcześnie na sportową emeryturę. Ale prawa rządzące tenisowym światem kobiet, czyli prymat siły, biegania do upadłego oraz odcinania kuponów do serwowania z prędkością światła, nie były napisane dla Radwańskiej. Romantycznej opowieści o wyjątkowo zdolnej dziewczynie z Krakowa, poprowadzonej na tenisowe salony poprzez chów w rodzinnej manufakturze o wbrew ogólnopolskiemu tenisowemu marazmowi, nie udało się spuentować żadnym spektakularnym sukcesem, czyli zwycięstwem w wielkoszlemowym turnieju. Najbliżej była w 2012 r. w Wimbledonie w meczu z Sereną Williams, gdzie znów – wygrywając seta – wlała nadzieję w serca tych, którzy przychodzą na korty po to, by zobaczyć zwycięstwo kunsztu i sprytu, a nie znany wzór „siła razy ramię”.

Światowe sukcesy polskich tenisistów

Dziękujmy Radwańskiej, bo jest za co

Odbijanie się od ścian stawianych przez rywalki, które miały do gry na takich twardych warunkach zdrowie i predyspozycje fizyczne, musiało być dla niej frustrujące. Stąd pewnie brała się niekiedy podczas meczów ta mowa ciała, pełna rezygnacji i bezsilności, interpretowana potem przez domorosłych znawców jako przedwczesne wywieszanie białej flagi. I wylewający się zaraz potem jad: że jej się nie chce, że nie ma ambicji, że jej nie zależy, że nasycona zarobionymi na kortach oraz w reklamach milionami nie pamięta samej siebie głodnej.

Nieumiejętność owijania w bawełnę, w tym przede wszystkim nieprzemyślana puenta klęski na igrzyskach w Londynie – że nic się nie stało, bo to z tenisowego punktu widzenia mało znacząca impreza – na pewno popularności jej nie przysparzały. Na szczęście teraz chór kibiców mówi zgodnie: dziękujemy. Bo jest za co.

Wobec Marszu Niepodległości odbyło się kilka kontrmanifestacji, ale wśród nich była tylko jedna próba dialogu. Podjęła go inicjatorka ubiegłorocznej akcji „kobiet z mostu” i znienawidzona od tamtej pory przez środowiska nacjonalistyczne Ewka Błaszczyk.

Tak jak w 2017 r. towarzyszę tej aktywistce w przygotowaniach do akcji i jestem obok także po jej zakończeniu. Tym razem dokumentuję też samą kontrmanifestację rozgrywającą się w sercu miejsca, gdzie gromadzą się nacjonaliści idący w Marszu Niepodległości 2018, czyli przed Pałacem Kultury, zaledwie kilkaset metrów od ronda Dmowskiego. To stąd wyjdą dwie wielkie brygady kibiców piłkarskich i to tutaj rzuconych zostanie najwięcej rac hukowych. Przed samym wymarszem policja będzie tu uzbrojona w długą broń gładkolufową, a z powodu unoszącego się w powietrzu dymu nie będzie widać nic. Gdyby w tym momencie powiedzieć komukolwiek, że jeszcze kilka minut wcześniej prowadzony był tu dialog między demokratami a nacjonalistami – nie uwierzyłby.

To nie były incydenty, to nie był margines, to nie był radosny marsz

Oczekiwanie i oczekiwania

Przed 11 listopada spotykam się z aktywistkami kilka razy. Przed każdą rozmową w kawiarniach dbają o to, by schować telefony. Na wszelki wypadek, gdyby podsłuch był. To działaczki tzw. opozycji ulicznej, nieprzynależące obecnie do żadnego ruchu. Chcą działać samodzielnie, na własny rachunek, na własną odpowiedzialność. Z wielu powodów. O nich nie teraz.

Taka droga działania jest o wiele trudniejsza niż bycie jedną z twarzy konkretnego ruchu obywatelskiego, media ich nie zauważają. A przecież te kobiety wcale nie są osobami nieznanymi publicznie, np. część z nich w 2017 r. stanęła samotnie przeciwko brunatnieniu Polski z transparentem „Faszyzm stop” wobec 60 tys. osób idących w Marszu Niepodległości. I rozpisywały się o tym nie tylko polskie, ale i światowe gazety.

Przypomnijmy sobie kilka faktów. Policji wtedy nie było na miejscu. Kobiety zostały pobite, zelżone, zniesione z miejsca swojego protestu. Jedna z nich straciła przytomność (przyjechała karetka), druga ma trwałą bliznę na dłoni po tym, jak jeden z agresorów przydeptał ją butem do asfaltu. Błaszczyk jest pewna, że zrobił to rozmyślnie. Sprawcy nie zostali zatrzymani do tej pory.

Rok po tych zdarzeniach, na owych spotkaniach w kawiarniach, ustalono, że w planowanej akcji będzie uczestniczyć kilka „kobiet z mostu” – pomysłodawczyni obu akcji Ewka Błaszczyk, Elżbieta Podleśna i Beata Geppert. A do tego składu dojdą jeszcze Ewa Borguńska, Joanna Gzyra-Iskandar i Anula Rykała-Wieczorek. Nie jest łatwo planować. Naprawdę nie jest, bo oczekiwania, szczególnie wobec Błaszczyk, są ogromne. Dziennikarka z „Gazety Wyborczej” podczas wywiadu przed marszem spyta ją nawet, czy jest gotowa na śmierć. Nie. Nie jest. Wszystkie chcą żyć. Robią to właśnie po to, by w porę zatrzymać przyzwolenie na rosnący w Polsce skrajny nacjonalizm i neofaszyzm, po to, by nikt nie zginął i aby nie zdarzały się ataki na „wrogów ojczyzny”.

Jak wypadł polski weekend niepodległościowy

Formalnie i spontanicznie

Nawet na kilka dni przed 11 listopada, stuleciem odzyskania niepodległości przez Polskę, wciąż nie wiadomo, jak będzie przebiegał Marsz Niepodległości. Ani czy w ogóle się odbędzie. Przygotowania i rozmowy aktywistek obywatelskich jednak trwają, bo bez względu na rozwój sytuacji do Warszawy i tak zjadą grupy neofaszystowskie i nacjonaliści z całej Europy. Ewka Błaszczyk decyduje się na dość zaskakujący ruch – zarejestrowane zgromadzenie publiczne w samym centrum miejsca, gdzie przyjezdni będą się gromadzić. Jej zgłoszenie zostaje przyjęte i przez dwie doby „To było tutaj – Warszawa wolna od faszyzmu” jest jedyną formalną kontrmanifestacją Marszu Niepodległości, posiadającego (zgodnie z pisowską nowelizacją prawa o zgromadzeniach) status tzw. zgromadzenia cyklicznego. Kontrmanifestacją odbywającą się na terenie zgromadzenia publicznego stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Policja nawet dzwoni z sugestią odwiedzenia aktywistki od realizacji demonstracji. Pyta, czy ma świadomość, gdzie chce demonstrować i jakie są zagrożenia. Tak. Ma. Nie ustąpi.

Ostatecznie godziny trwania zgromadzenia w zgłoszeniu do miasta stołecznego Warszawy zostają skrócone do 14:00, czyli momentu formalnego rozpoczęcia się marszu nacjonalistów. Ale mające w nim uczestniczyć kobiety publicznie zapowiadają, że mimo wygaśnięcia pozwolenia będą kontynuować demonstrację w trybie spontanicznym.

Obrona „ściany pamięci”

Cele „To było tutaj – Warszawa wolna od faszyzmu” są dwa. Pierwszym jest obrona „ściany pamięci” Piotra Szczęsnego, miejsca, przy którym Szary Człowiek dokonał 19 listopada 2017 r. aktu samospalenia w proteście przeciw polityce rządu. Od tamtej pory na bocznej ścianie trybuny honorowej PKiN aktywiści i aktywistki odnawiają napis „To było tutaj”, zapalają znicze i czytają manifest pozostawiony przez Szczęsnego. Walczą, by pamięć o najbardziej dramatycznym proteście, na jaki może zdobyć się człowiek, nie umarła razem z nim.

Skąd taki pomysł? A stąd, że 11 listopada 2017 r., tuż przed Marszem Niepodległości, miejsce to zostało zhańbione napisami „cwel” oraz „6. dzień tygodnia jak żywa pochodnia”. Nieznani sprawcy ułożyli także obraźliwy napis z zapalonych zniczy. Dlatego w tym roku działaczki chcą obronić to miejsce. Chcą to zrobić za wszelką cenę. I pilnują „ściany pamięci” już od północy poprzedniego dnia. Przez całą noc są same.

Beata Geppert, która była tutaj od północy, opowiada, że spotkała mężczyznę, który w ogóle nie znał sprawy i z zainteresowaniem wysłuchał tej historii: – Podziękował. Zrobił kilka zdjęć i powiedział: „Niech Bóg ma w opiece jego duszę”.

A potem przy ścianie pojawiła się grupka młodych z zupełnie innym nastawieniem. – Jeden powiedział: „A kto mu się kazał podpalać?”. Wszyscy zarechotali i poszli – wspomina Geppert i przypomina o jeszcze jednym zdarzeniu. – Podszedł jeszcze pan, który spojrzał na mnie ze współczuciem i zapytał, czy mi nie zimno. I czy nie lepiej, żebym poszła do noclegowni.

Spontanicznego pilnowania „ściany pamięci” przez całą noc podjęły się w zmianach Beata Geppert, Elżbieta Podleśna, Anula Rykała-Wieczorek i Joanna Gzyra-Iskandar. Nie było tylko Ewki Błaszczyk, która musiała prowadzić później całe swoje zgromadzenie, i Ewy Borguńskiej, która z „To było tutaj” będzie prowadzić transmisję wideo, a potem kierować wydarzeniem partnerskim „Pozamiatane – Warszawa wolna od faszyzmu”. W jego ramach grupa aktywistek zbierze dowody wykroczeń ze strony uczestników Marszu Niepodległości (butelki po alkoholu i pozostałości po środkach pirotechnicznych). A 12 listopada przekaże je policji.

Przeciwko brunatnieniu Polski

Drugim celem zgromadzenia jest zwrócenie uwagi na narastające incydenty faszystowskie, ale nie tylko, bo przecież przede wszystkim na brunatnienie Polski i konsekwencje płynące z nacjonalizmu. „Chcemy przypomnieć pozostawiony manifest Szarego Człowieka w kontekście naszego sprzeciwu wobec faszyzacji polskiego życia publicznego. Pisał on: »Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych« – napisała Ewka Błaszczyk w opisie swojej demonstracji. – Między innymi te słowa zostawił nam 19 października 2017 r. Piotr Szczęsny, który odebrał sobie życie także w proteście wobec nietolerancji, ksenofobii i wykluczeniu. Również w tym kontekście chciał naszego przebudzenia”.

Przed Pałacem pojawią się szokujące dla uczestników Marszu Niepodległości, jak się później okazało, transparenty i flagi. Bo aby zwrócić uwagę na traktowanie w Polsce różnych mniejszości, obok transparentu „Kolorowa Polska” aktywistki trzymały symbolicznie flagi trzech, chyba najbardziej znienawidzonych u nas, narodów: Izraela, Ukrainy i Białorusi. Była także nasza flaga narodowa, UE czy flaga Warszawy.

Towarzyszył im baner, z którym stał niezależny aktywista Krzysztof Warchoł, z hasłem „Wielka Polska różnorodna”. Pod napisem widniał obrys Polski, w który wpisane były flagi różnych krajów, a obok umieszczono symbole największych religii świata i ateizmu. Gorące dyskusje wzbudzała także druga strona tego baneru ze zdjęciem stojących za drutami kolczastymi dzieci, więźniów nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, i napisem „Tak się kończy nacjonalizm”.

Czytaj także: Świat krytycznie o marszu niepodległości

Dialog i brak dialogu

Gdy zarejestrowana w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego urzędu m. st. Warszawa demonstracja rozpoczęła się o godz. 10:00, na miejscu nie było ani jednego policjanta. Pod numer 112 w ramach interwencji dzwoni więc posłanka Joanna Scheuring-Wielgus (dwukrotnie), potem jeszcze przewodnicząca zgromadzenia Ewka Błaszczyk i działacz Kajetan Wróblewski.

Pierwszy patrol policyjny pojawia się o godz. 10:17. Powiadają, że w sprawie tego spóźnienia można się dowiadywać u rzecznika prasowego, a siły policyjne będą działać adekwatnie do sytuacji. Rzeczywiście narastały tak, jak narastała sytuacja. Od braku choćby jednego policjanta do kilku oddziałów w strojach bojowych w kamizelkach kuloodpornych, białych kaskach, z tarczami. Pod koniec pojawił się także oddział z długą bronią gładkolufową.

Manifestacja przed PKiN trwała – nie licząc wcześniejszego nocnego pilnowania – około sześciu godzin. Przez ten czas jej uczestnicy starali się stworzyć spokojne miejsce do dialogu. Przeprowadzono wiele rozmów, od spokojnych po dynamiczne, gorące. Niestety nie zawsze odbywały się zgodnie z zasadami kultury i bez mowy nienawiści. Kto był agresywny, zamaskowany, ubliżał, ten był ze zgromadzenia wykluczany. Musiał być wykluczany. Dla bezpieczeństwa jego uczestników. Dla bezpieczeństwa wszystkich. „Każda systemowo rozwinięta ideologia nienawiści zaczyna się od przesączania do języka niebezpiecznych słów. One się lokują i rozwijają w umysłach bez rozróżnienia »słuszności sprawy«. Czekają na czyny” – napisze później Błaszczyk.

Co usłyszały? Ewka Błaszczyk, która m.in. trzymała flagę Izraela: „Nie, nie podam ci ręki”, „Nie jesteś Polką”, „Jesteś ubecką kur…ą”, „Jesteś Żydówą”, „Promujesz pedalstwo”, „Będę się za ciebie modlić, idź do spowiedzi”, „Cała Polska będzie biała, bez komucha i pedała”, „Jesteście zdrajcami”.

Joanna Gzyra-Iskandar, która m.in. trzymała transparent „Kolorowa Polska”: „Wypierd…”, „faszyści”, „czerwona hołota”, „bolszewicy”, „Żydzi” (jako inwektywa), „lewackie kur…y”, „lewackie szmaty”.

Elżbieta Podleśna, która m.in. trzymała flagę Ukrainy: „Wypierd…, banderówo!”, „Kretynka”, „Chora psychicznie”, „Jesteś śmieciem”. A także że stoi z flagą morderców, że Ukraińcy nadziewali polskie dzieci na pale

Ale były też miłe chwile. Wzruszony Duńczyk, który pytał o flagę swojego kraju wpisaną w obrys Polski. Samotny pan z flagą Polski, który nic nie mówił, ale trwał przed ścianą przez niemal całą demonstrację. Młody mężczyzna, który poświęcił swój czas i podziękował wszystkim uczestniczącym już po zakończeniu zgromadzenia spontanicznego. „Dziękuję, że tu byliście. Bardzo za to dziękuję”. Z pewnością budujących jest też tych kilka głosów ze strony ludzi, którzy żałują, że uczestniczyli w zgromadzeniu Obywateli RP, Warszawskiego Strajku Kobiet i KOD Mazowsze na ul. Smolnej, gdzie protestujący zostali całkowicie odizolowani przez policję od maszerujących. Tam miejsca na dialog nie było. Tam rzucano w kontrmanifestujących płonącymi racami i butelkami. Przed PKiN malutka grupka była atakowana inaczej – słowami. Bolesnymi słowami. Tu więc można było realnie pomóc. Szukać płaszczyzny, by zobaczyć drugiego człowieka.

Władza przegrała z nacjonalistami

Ekstremalne emocje

Mimo stosunkowo spokojnego (spokojnego w sensie braku agresji fizycznej) przebiegu zgromadzenia przed Pałacem Kultury panowały na nim ekstremalne emocje. Trzeba było zachować spokój wobec namawiających się na atak grupek. Komentujących z oddali. Krzyczących. Podbiegających. Wobec osób ostentacyjnie wchodzących na teren zgromadzenia z falangami czy wobec zamaskowanych skinheadów.

Trzeba było tłumaczyć podstawowe sprawy, np. że to miejsce nie zostało wykupione, a odbywa się tu zarejestrowane zgromadzenie publiczne i obowiązują pewne zasady określone prawem. Np. nie wolno pić alkoholu. Tłumaczyć, że wolność i demokracja polega na tym, że każdy może wyrażać swoje poglądy polityczne i stanąć z flagą, w tym także z flagą innego państwa.

Aktywistki musiały sobie radzić z różnymi sytuacjami. Zachować zimną krew w obliczu kłamstw czy prowokacji. Słyszały, że „tu podpalił się ten, co go do tego »Wyborcza« namówiła”. Podleśnej pewien mocno starszy człowiek powiedział, że „obrażam go napisem »Straż przed faszyzmem« na kamizelce, i że to dobrze, że mnie w zeszłym roku pobili, bo było za co”. Inny powiedział, że „chcę zagłady polskości, bo uprawiam pedalską propagandę w szkołach”. Poinformował ją też, gdzie ma sobie wsadzić baner z napisem „Polska kolorowa”. Kolejny orzekł, że „wie, jakie jest moje pochodzenie i jak zarabiam na życie”. Itd.

Słuchanie niektórych wypowiedzi było ciężkie nawet dla obserwatorów, którzy atakowani raczej nie byli. Przykłady? Gdy mężczyzna z opaską z Polską Walczącą na rękawie powiedział, że on Ewce Błaszczyk ręki nie poda, bo „tu się dzieje niedobrze, bo jeżeli ktoś mnie wygania z mojej ojczyzny, bo sobie stoi, kur…, [i mówi] »stop faszystom«…”. A wcześniej jeszcze rzucił do niej wymowne oskarżenie: „Do gazu? Do gazu to tej pani dziadkowie wsadzali swoich i nas!”.

Albo wtedy gdy tuż pod baner podszedł starszy mężczyzna z małym dzieckiem, wskazał palcem na demonstrujących i powiedział: –Popatrz, tak wyglądają małpy. Tak wyglądają zabójcy dzieci.

Z Tuskiem Duda się nie przywitał. Zmarnowana rocznica

Kontrmanifestacja do Marszu Niepodległości

W zgromadzeniu „To było tutaj – Warszawa wolna od faszyzmu” uczestniczyło łącznie kilkadziesiąt osób. Za transparentami stawali zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Kolorowo ubrani odróżniali się na pierwszy rzut oka od uczestników Marszu Niepodległości, niemal zuniformizowanych. Próbowali rozmawiać, próbowali tłumaczyć. Wszyscy zgodnie później stwierdzą, że przynajmniej dwie z tych rozmów niosły jakąś nadzieję. Czyli było warto.

Za sukces uznają także to, że pod „ścianę pamięci” podchodziło bardzo wielu uczestników Marszu Niepodległości. Z uwagą czytali wystawiony tam manifest Piotra Szczęsnego. Niektórzy zapewne pierwszy raz dowiadywali się o całej sprawie.

O godz. 14:00 formalnie zgłoszone zgromadzenie zakończyło się, a zaczęła demonstracja spontaniczna. Wtedy dookoła demonstrujących był już tłum uczestników Marszu Niepodległości, a terenu demonstracji broniło kilka uzbrojonych oddziałów policji. Wkrótce miał przejść tuż obok pochód dwóch dużych grup kibiców. Policja zaczęła negocjować, aby aktywistki zrezygnowały z dalszego stania przy „ścianie pamięci”, w zamian obiecała wystawienie patrolu, aby nikt nie napisał na trybunie honorowej PKiN czegoś niestosownego.

Aktywistki zdecydowały się zostać na miejscu aż do momentu odejścia całego marszu z tego terenu i pobliskiego ronda Dmowskiego. Po schowaniu flag i transparentów oddziały policji zostały wycofane, ale obiecany patrol nie został wystawiony. Kilka minut po wycofaniu się policji z miejsca zgromadzenia spontanicznego 50 m dalej ruszyli kibice. W dwóch kolumnach, bo to kibice (czy raczej kibole) dwóch różnych drużyn. Jedna z nich niesie na swoim czele wielki czarny transparent „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Oni z aktywistkami nie spotkali się na jednej drodze. To dobrze, bo bez ochrony policji mogłoby dojść do tragedii.

Po godz. 15:30 na terenie zgromadzenia spontanicznego i obok niego wybuchają dziesiątki rac hukowych. Powietrze zasnuwa szary dym. Biegną jacyś ludzie w czarnych strojach. Jakby wojna się zaczęła.

Madeleine Albright ostrzega przed zjawiskiem faszyzmu i nacjonalizmu

Reklamy

Komentarze 3 to “Mateusz Morawiecki znajduje się w samym środku afery KNF”

  1. Hairwald 15 listopada 2018 @ 09:03 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Chronologia zdarzeń dotycząca afery KNF. Również ciekawostka, o której wspomniał Bartosz Arłukowicz: za zmianami w prawie stoi wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

  2. Earl drzewołaz 15 listopada 2018 @ 10:16 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Pisowska korupcja dotyka każdej dziedziny życia. Nawet w stadninach koni, z których wywieziono unikalne konie na podstawie podrobionych dokumentów.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Morawiecczyzna, czyli putinizacja po polsku | Hairwald - 15 listopada 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: