Władze PiS i neofaszyści wspólnie demolują Polskę. Tak nas urządzono na 100. lecie odzyskania niepodległości

12 List

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego immanentna). Nie potrafiło wymyśleć i przygotować należycie – ogólnie i konkretnie – obchodów stulecia – mimo wydania milionów złotych.

Co się działo z marszem, z prezydentem w roli głównej, wzmacnianym przez premiera i ministra obrony narodowej, wiadomo. W prawo, a to w lewo, do przodu, a to do tyłu. Wreszcie doszło do pertraktacji państwa z organizatorami Marszu Niepodległości, reprezentującymi środowiska bliskie ONR. Obradowano „długo w noc” i się ponoć dogadano. Kto z kim, jaka była treść tego porozumienia? Pytania można mnożyć.

Tak czy inaczej takie słowa jak blamaż, haniebna kapitulacja są jak najbardziej na miejscu. Na czele pochodu nacjonalistycznego – tak to zobaczył świat – poszedł prezydent. Ale to był pochód niby dogadany, wspólny, jednak podzielony na części, osobno część reprezentująca zjednoczoną prawicę, a osobno, w bezpiecznej odległości, nacjonaliści, neofaszyści, jak kto chce ich nazwać. Obydwie części szły inaczej, pierwsza w otoczce wojska i sił porządkowych, dla swojego bezpieczeństwa, druga też w otoczce, ale separującej miasto od manifestujących, co było oczywiście naruszane. Całość jakoś żenująca, zawstydzająca, słaby powód do dumy i satysfakcji.

Świętować radośnie i wzniośle, ale bez patosu

Kult Lecha Kaczyńskiego

Towarzyszyła temu patetyczna tonacja przemówień oficjalnych, tonacja orędzia pary prezydenckiej i osobno kilkakrotnych wystąpień samego prezydenta, po prostu już nie do wytrzymania, pełnych banałów, ale też ryzykownych tez. Bo te przemówienia i wystąpienia ścieliły się u stóp właśnie odsłoniętego pomnika Lecha Kaczyńskiego, wynosiły jego wielkość na miarę ponoć Józefa Piłsudskiego. Śp. prezydent został swoiście umiejscowiony w ciągu od 1918 r. po 1980 r. – i wreszcie nawet 2018 r.

Nic dziwnego, że kult Lecha Kaczyńskiego nadal będzie osią historyczną polityki PiS. Jego brat i prezes, przemawiający przed odsłoniętym pomnikiem i w kolejności przed prezydentem, co było zwyczajnym, aczkolwiek etykietalnie nagannym potwierdzeniem hierarchii w obozie rządzącym, zapowiedział budowę muzeum Lecha Kaczyńskiego. Zresztą etykieta szwankowała na każdym kroku, włącznie z niebywale lekceważącym i celowo obraźliwym potraktowaniem Donalda Tuska na centralnej uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Linia zakreślona przez Tuska

Donald Tusk właśnie wpisał się w te obchody niezwykle mocno. Już swoją obecnością stworzył pewien klimat, ale to, co powiedział w Łodzi podczas Igrzysk Wolności, było wstrząsające – dla obozu rządzącego przede wszystkim, ale też dla publiczności. To było świetne polityczne przemówienie, które wybiło się ponad poziom dominujących opowieści, narracji, dyskursów we współczesnej Polsce. Miało horyzont, wewnętrzny program na przyszłość, jasno ułożoną i wyrażoną aksjologię – liberalnej demokracji, proeuropejskości, obywatelskości. Było to też przemówienie, które nie unikało konfrontacji z zagrożeniami, politykami i personami (w Polsce, ale i w Europie i na świecie) stającymi przeciwko owym aksjologiom.

Zawierało także program działania, organizowania się w nadchodzącym roku wyborczym. W oczywisty sposób, zresztą wprost i bezpośrednio, było skierowane przeciwko obozowi rządzącemu w Polsce. Głośno zabrzmiało w nim nazwisko Lecha Wałęsy, bohatera wolności, zestawionego z Piłsudskim, bohaterem niepodległości. Tak oto Tusk wrócił do polskiej polityki – jako jej aktywny uczestnik, aczkolwiek w jeszcze niewyjaśnionej roli.

Kończą się obchody jubileuszowe, które Polacy mieli obchodzić wspólnie. Jakoś je razem obeszli, ale jednak podzieleni. Między innymi wedle jasnej linii, którą zakreślił Donald Tusk. I nie powinna być ona zamazywana przez fałszywe i nieszczere wzywania do zgody i jedności.

Dwie wizje na stulecie, Morawieckiego i Tuska

Pisowski ceremoniarz kazał szefowi Rady Europejskiej zająć miejsce daleko za wierchuszką partii rządzącej. Donald Tusk podwójnie pokazał klasę: stawił się na obchodach stulecia odzyskania niepodległości w swej ojczyźnie i nie pchał się jak Trump do pierwszego rzędu. Mimo to urzędujący prezydent nie znalazł chwili, by się z nim osobiście przywitać. Obecna władza kolejny raz pokazała, że z wyglansowanych butów jej dygnitarzy wystaje słoma. 

Trzeba być prezesem Kaczyńskim, by nazwać przemarsz przez Warszawę obecnej elity rządzącej wraz z nacjonalistami wielkim sukcesem, a drętwą i obłudną mowę prezydenta Dudy wspaniałym przemówieniem. Stulecie odrodzenia państwa polskiego zasługiwało na coś nieskończenie więcej niż marsze pod flagami narodowymi przetykanymi flagami skrajnej prawicy.

Jeśli ktoś mógłby się z takiego widowiska cieszyć, to chyba tylko pogrobowcy zabójcy prezydenta Narutowicza. A marszałek taką fetę chyba uznałby za obrazę osobistą. Przemarsz dygnitarzy pisowskich, a tuż za nimi nacjonalistów z takiej okazji przejdzie do historii w niesławie.

Prezydent Duda zestawił prezydenta Kaczyńskiego z naczelnikim Piłsudskim, co jest z kolei obrazą dla prezydentów Polski przedwojennej, emigracyjnej i po roku 1989 r. Wszyscy, nie tylko Lech Kaczyński, powinni być w tym dniu uhonorowani za służbę państwu polskiemu. A żyjący powinni przemówić do obywateli, jak w momentach o symbolicznym znaczeniu historycznym potrafią to uczynić przywódcy dojrzałych demokracji.

Podczas obchodów stulecia zakończenia pierwszej wielkiej wojny na wysokości zadania stanęli kanclerz Merkel i prezydent Macron, a Donald Trump pokazał, że i jemu słoma wystaje z butów, gdy odmówił wizyty na cmentarzu poległych na polach Francji żołnierzy amerykańskich, zasłaniając się złą pogodą.

Kto się interesuje historią Polski, dobrze wiedział, że setna rocznica zbliża się wielkimi krokami i przypadnie na rządy „dobrej zmiany”. Nie należało się wiele spodziewać, ale w głębi duszy polscy obywatele niechodzący pod flagami nacjonalistów, lecz tylko pod biało-czerwonymi i europejskimi liczyli, że tak wspaniałej okazji zjednoczenia patriotycznego nawet obecna władza nie zmarnuje. Zmarnowała. Następnej takiej rocznicy już nikt ani z obozu władzy, ani z reszty społeczeństwa nie dożyje. Strasznie mi żal.

Prawo i Sprawiedliwość być może ma powody, dla których zdecydowało się dogadywać z nacjonalistami. Trzeba było być jednak wyjątkowo naiwnym, żeby wierzyć w powodzenie misji „tylko biało-czerwone flagi”.

– Wspólny marsz to ogromny sukces – powiedział Jarosław Kaczyński w rozmowie z jednym z prawicowych serwisów. Ten sam Jarosław Kaczyński zapewniał, że nie ma mowy o polexicie, a jego ugrupowanie wcale nie zmierza do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Jaki związek ma Marsz Niepodległości z potencjalnym polexitem? Władze maszerowały dziś z organizacjami, które nie ukrywają swojej wrogości wobec struktur UE i twierdzą, że Polska będzie niepodległa dopiero, gdy z nich wyjdzie. Kaczyński nie powinien się więc dziwić, gdy kolejny raz zostanie podniesiony ten zarzut wobec PiS-u.

To nie ekstremum, to organizatorzy

Władze maszerowały w jednej demonstracji z Obozem Narodowo-Radykalnym, Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym, bo reprezentanci tych trzech organizacji wchodzą w skład zarządu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, kolejno – Robert Bąkiewicz, Mateusz Marzoch i Witold Tumanowicz. I to te grupy organizatorskie, a nie przypadkowe osoby, stanowiły ten ekstremistyczny element, z paleniem flagi Unii Europejskiej i patriotycznymi okrzykami w rodzaju „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” (a gdy służby broniły kontrmanifestacji także „zawsze i wszędzie policja j***ana będzie”).

Marsz Niepodległości był stosunkowo spokojny, jeśli mielibyśmy spokój mierzyć brakiem rannych czy większych szkód. Ale nie był to – jak zapowiadały władze – marsz pod „wspólnym biało-czerwonym sztandarem”. Nie brakowało na nim flag z falangami i emblematów Forza Nuova, włoskiej organizacji o charakterze nacjonalistycznym i neofaszystowskim, której reprezentanci kolejny rok z rzędu pojawiają się na Marszu.

Jeśli założymy nawet – jak chciałoby wielu – że ekstremistów była zaledwie garstka wśród tłumu „zwykłych” uczestników, to pozostaje pytanie, dlaczego najwyższe polskie władze musiały przed ową garstką się ugiąć i zorganizować marsz na ich zasadach?

Jak uniknięto katastrofy

Ostatecznej PR-owej katastrofy udało się uniknąć dzięki względom bezpieczeństwa. Część „defiladowa” z prezydentem, premierem, Jarosławem Kaczyńskim, partyjną wierchuszką oraz kombatantami, żołnierzami i orkiestrami wyruszyła jako pierwsza i dziarsko pognała do przodu. Część druga, gdzie pojawiły się flagi ONR, Forza Nuova, krzyże celtyckie i gdzie palono flagę UE, była od pierwszej oddzielona tym, co nazwano „buforem bezpieczeństwa”. W ten sposób powstało kilkaset metrów wyrwy i nie było ryzyka, że prezydentowi czy premierowi zrobione zostanie zdjęcie na tle rasistowskich symboli.

Tragedii faktycznej udało się zaś uniknąć tylko dlatego, że przed marszem postawiono służby na nogi i udało się zidentyfikować około 400 ekstremistów, a część z nich zatrzymać. ABW zapobiegła też organizacji koncertów i konferencji, na których miał być propagowany rasizm i totalitaryzm. Neonaziści m.in. ze Szwecji i Rosji zapewne doprowadziliby do powtórki z 2013 roku, kiedy podczas Marszu Niepodległości w ruch poszła kostka brukowa, spłonęła Tęcza na placu Zbawiciela i zaatakowano squat Przychodnia.

Naiwność władz

Wiwatowanie wspólnego marszu i odcinanie się „buforem bezpieczeństwa” od Marszu Niepodległości to chaos, który wygląda jak gaszenie pożaru, przy jednoczesnym polewaniu ognia benzyną.

Prawo i Sprawiedliwość być może ma powody, dla których zdecydowało się dogadywać z nacjonalistami. Władze mogły obawiać się zamieszek, mogły przypomnieć sobie, że w nowelizacji nie uchwaliły „dominacji” państwowych uroczystości nad wszystkimi innymi, mogły też bać się odpływu głosów prawicowego elektoratu. Trzeba było być jednak wyjątkowo naiwnym, żeby wierzyć w powodzenie misji „tylko biało-czerwone flagi”. Udawanie zaś, że cały Marsz był pochodem uśmiechniętych patriotów, jak przedstawiają to na zdjęciach kancelarie prezydenta i premiera, to już taka dziecięca zabawa – zamykamy oczy i udajemy, że wokół nas nic nie ma.

Jan Józef Lipski, Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy

Polski prezydent i premier postanowili dołączyć do marszu faszystowskiego w Warszawie

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o spieprzającym Dudzie.

Władza nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami

Gdy kiedyś solidny historyk spojrzy na dzień, w którym świętujemy 100. lecie odzyskania niepodległości, co zobaczy?

Władzę, która szybko okazała się wstydem dla rodaków i która nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami, a nawet sprowadzonymi z zewnątrz, z Włoch.

Zobaczy prezydenta, który nie ma w sobie krzty przyzwoitości, nie dość, że swoją osobą nie potrafił przekonać nikogo znacznego z zagranicy, ale najwybitniejszego obecnie polityka polskiego, szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska ustawił w piątym rzędzie, bo nie jest z jego opcji politycznej.

Zobaczy manifestację rządową, która została doproszona do manifestacji nacjonalistów i neofaszystów, a gdy już ruszyli okazywać sztuczną radość, prezydent RP wraz z premierem i faktycznym odpowiedzialnym za groteskowy stan ojczyzny, prezesem partii rządzącej, uciekali jak Benny Hill przed pogonią nacjonalistów. Muzyczka z tyłówki telewizyjnej brytyjskiej komedii w odcinkach to niemal oficjalny hymn tego dnia, a nie żaden Mazurek Dąbrowskiego.

O prezydencie, premierze i prezesie należy opowiadać ze świadomością, że z tła wydobywa się muzyczka z Benny Hilla, a symbolem tego oficjalnego obrazka jest jakość oleodruku z jeleniem na rykowisku. Nasza ojczyzna wygląda jak jakiś podrzędny zapomniany kraj, a patriotyzm – uczucia, które winno się wymawiać „rzadko na moich wargach” – został zeszmacony jak biało-czerwona flaga powiewająca obok flag ONR.

Przyszły historyk będzie musiał zmierzyć się z tymi nie zasługującymi na pamięć postaciami polityków rządzącej partii, bo taka jest jego profesja, ale pocieszający dla niego i dzisiaj dla nas jest podskórny nurt pod powierzchnią zdarzeń, wynoszący do reprezentowania rodaków osoby, na które zasługuje dumny naród Polski.

Wspomniany już Donald Tusk, który swoją osobą wywyższył imię Polaka, w historii kraju piastuje najwyższą polityczną funkcję w Europie.

Historyk zwróci uwagę na innego polityka, który już za rok spełni swoją przepowiednię z dnia obchodów 100. lecia odzyskania niepodległości: „11 listopada 2019 roku stąd zacznie się wielki, wspólny marsz, gdzie będziemy wszyscy obecni, gdzie wszyscy będziemy mówić: Polska może być wspólnotą, wspólnotą w UE, dumnych ludzi, którzy pamiętają o swojej historii, ale zawsze chcą łączyć, a nie dzielić”.

Tak! To Grzegorz Schetyna będzie dla przyszłego historyka tym ziarnem, z którego zawsze odnawia się Polska, bo przecież nie godzimy się na PiS goniony jak Benny Hill przez ONR.

„Panie Prezydencie, Panie Premierze, Panie Ministrze – patronowaliście temu marszowi. Miało być godnie i bezpiecznie. Czy podległe Panom służby pomogą ująć tych damskich bokserów spod znaku falangi?” – napisał na Twitterze Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. Gazeta opublikowała film, na którym widać, jak dziennikarka tej redakcji jest szarpana przez uczestnika Marszu Niepodległości w Warszawie.

Zamaskowany mężczyzna, którego filmowała dziennikarka „GW”, uderzył pięścią w obiektyw kamery. Wcześniej pod adresem reporterki padały obraźliwe słowa. Mimo że powiedziała, że jest dziennikarką, mężczyzna chwycił za obiektyw i krzyknął, że zaraz „roz…i ten aparat”. Odciągnął go inny uczestnik marszu, a pozostali mówili dziennikarce, że to ona prowokuje i najlepiej by zrobiła, gdyby sobie poszła.

„Tacy odważni, a z maskami na twarzach”;

„Jak powiedział Władysław Frasyniuk „człowiek z biało-czerwoną flagą nie jest patriotą. To tylko człowiek z biało-czerwoną flagą. Patriotyzm okazuje się inaczej” poprawcie mnie jeśli coś przekręciłem”; – „Faktycznie filmowała marsz. No takiej prowokacji to można nie wytrzymać” – komentowali internauci.

>>>

Komentarze 3 to “Władze PiS i neofaszyści wspólnie demolują Polskę. Tak nas urządzono na 100. lecie odzyskania niepodległości”

  1. Hairwald 12 listopada 2018 @ 09:36 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Siła sztuki. Ada Zieliński potrafi uchwycić grozę oszalałego tłumu, który jest zagrożeniem dla jednostki, czyli dla życia. Państwo jest matwe, tylko życie godne uwiecznienia.

  2. Earl drzewołaz 12 listopada 2018 @ 11:19 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Aż Krystyna Pawłowicz dostała naziolskiego wzdęcia.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Rafał Dutkiewicz rozwiązał marsz nazioli we Wrocławiu | Hairwald - 12 listopada 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: