Rydzyk, faszyści, afera podsłuchowa i obudzony Kaczyński

7 List

Komisja Europejska nadal rozpatruje skargę, którą kilkanaście miesięcy temu złożył niedoszły student Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu. Twierdzi, że uczelnia nie powinna była domagać się od niego zaświadczenia od proboszcza.

Działacz SLD i radny miejski w Chełmży Marek Jopp dwa lata temu dostał się na podyplomowe studia na kierunku „Polityka ochrony środowiska” na Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu, został jednak skreślony z listy z powodu niedostarczenia opinii od proboszcza.

Odwołania i sprawy sądowe nie przyniosły rezultatu. Kilka miesięcy temu Jopp zadeklarował, że będzie szukał pomocy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.

Gdy uczelnia zarządzana przez o. Tadeusza Rydzyka domagała się w ubiegłym roku podobnego dokumentu przy rekrutacji na inny kierunek dofinansowywany przez unijny Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój (POWER), Jopp wysłał skargę do Komisji Europejskiej. – Nie może być tak, że przyjęcie na dotowane z publicznych pieniędzy studia uzależnia się od wiary – podkreślał w rozmowie z Onet.pl.

Nikt nie ma wątpliwości, że afera taśmowa, która wybuchła w 2014 roku, pomogła Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory. Czy była ona przeprowadzona przy współudziale rosyjskich służb specjalnych? Tego pewnie nigdy nie będziemy pewni w stu procentach. Są jednak wątki, obok których nie da się przejść obojętnie. Na pytanie o udział Rosjan w spisku przeciwko polskiemu rządowi starała się odpowiedzieć “Polityka”, zwieńczając tym samym swoje wielomiesięczne śledztwo.

Pierwszym przystankiem, na którym wysiadł dziennikarz “Polityki”, było półmilionowe Kemerowo na Syberii. To centrum Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego zwanego Kuzbasem. Według źródeł związanych z kontrwywiadem, właśnie tam w latach 2013 – 14 pojechał Marek Falenta, a więc w czasie, w którym we współpracy z kelnerami z restauracji Sowa i Przyjaciele po kryjomu nagrywał najważniejszych polityków w Polsce. Również w tym samym czasie został współwłaścicielem firmy Składy Węgla, która handlowała rosyjskim węglem z Kemerowa przez działającą tam Kuzabską Kampanię Paliwową z oddziałem w Gdańsku. Falenta pojechał do Kemerowa zaraz po swoim wejściu do Składów Węgla i jak twierdzą źródła tygodnika “dostał węgiel, nie płacąc ani kopiejki”. Mówi oficer kontrwywiadu – “Falenta musiał Rosjanom coś obiecać, może nawet coś dać. U nich nie ma tak, że coś się dostaje za nic, tym bardziej węgiel wart 20 mln dol. I to na pierwszym spotkaniu”.

Spotykając się z Rosjanami, biznesmen miał już w swoim archiwum nagraną rozmowę szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z ówczesnym prezesem NBP Markiem Belką. Prawdopodobnie miał też zapis spotkania Sikorski – Rostowski, a więc dwa nagrania, które po opublikowaniu wywołały największą burzę. Najważniejszą osobą w układance jest multimilioner Robert Szustkowski, który miał Rosjanom polecić Falentę. O Szustkowskim głośno się zrobiło za sprawą Jana Śpiewaka, stołecznego aktywisty, obecnie kandydata na prezydenta Warszawy. Szustkowski robił interesy z Rosjanami od dawna przez spółkę Radius – “Jak ujawnił Śpiewak, Radius był zaangażowany w stołeczną reprywatyzację, a jednym z jego współpracowników był Jacek Kotas, wiceminister obrony w czasach pierwszych rządów PiS, okrzyknięty rosyjskim łącznikiem Macierewicza” – czytamy w tygodniku.

Falentę z Rosją i Szustkowskim łączą też inne tropy i prowadzą one do restauracji Sowa i Przyjaciele. Należała ona do firm, którymi kierowali – występujący również we władzach Grupy Radius i spółek z nią związanych – panowie Jarosław Babiński i Krzysztof Janiszewski. Obaj zainwestowali w restaurację, chociaż nie zajmowali się gastronomią tylko nieruchomościami. Jak wynika z zeznań jednego z kelnerów z Sowa i Przyjaciele, w warszawskiej restauracji “Ole!”, należącej do Babińskiego i Janiszewskiego, również miały być urządzenia podsłuchowe. Inną wymienianą restauracją jest Lemongrass. Lokal ten był protoplastą Sowy i Przyjaciół, z wykwintnym i drogim jedzeniem, w którym “blaty miały uszy”.

Największą zagadką tamtego czasu jest działanie ówczesnego wiceszefa ABW płk. Jacka Gawryszewskiego, nadzorującego działanie specjalnej grupy powołanej do wyjaśnienia sprawy taśmowej. Swoje stanowisko zawdzięczał Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, z którym znał się z pracy w Urzędzie Ochrony Państwa. Płk. Gawryszewski utrzymywał również bliskie kontakty z Mariuszem Kamińskim. Jeden z wysokich rangą urzędników w rządzie Platformy, tak opisuje sytuację po której upadł wątek powiązań Falenty z PiS oraz rosyjskich tropów – Gdy w pewnym momencie pojawił się temat rosyjskiego tropu, ktoś ważny powiedział Gawryszewskiemu, że trzeba się tym zająć. On na to odpowiedział mniej więcej tak: Rosyjski trop? Co prawda nie znam się na kontrwywiadzie, ale to czysto kryminalna sprawa”Gawryszewski po zmianie władzy jako jedyny wysoki rangą funkcjonariusz służb utrzymał swoje stanowisko. Rok temu został ambasadorem RP w Chile.

Już kilka dni po wybuchu afery taśmowej Donald Tusk mówił o “scenariuszu pisanym cyrylicą”. Jak się okazuje, do dzisiaj nikt na poważnie nie zbadał jej najważniejszych wątków. Import węgla z Rosji rośnie w rekordowym tempie, ojciec premiera Morawieckiego w co drugim zdaniu wychwala Władimira Putina, marszałek Senatu mówi, że dyktator z Białorusi – która jest uzależniona od Rosji – jest ciepłym człowiekiem a Witold Waszczykowski, w trakcie francuskiej kampanii wyborczej fotografuje się z Marine Le Pen, której partia jest na kroplówce rosyjskich banków. Od której strony człowiek nie spojrzy, wnioski same się nasuwają.

Eliza Michalik pisze na portalu koduj24.pl o marszu niepodległości 11 listopada.

Coraz trudniej mi uwierzyć, by rodzice nie wiedzieli, w jakim marszu uczestniczą z dziećmi 11 listopada.

Z okazji zbliżającego się marszu niepodległości, który z racji głoszonych na nim haseł i wznoszonych okrzyków trzeba nazwać raczej marszem rasistów i nacjonalistów, pojawił się w przestrzeni publicznej znany powtarzany od lat argument, z którym nikt za bardzo nie ośmiela się polemizować: „To nie jest marsz faszystów, bo idą w nim przecież także rodziny z dziećmi”.

Muszę przyznać, że owe „rodziny z dziećmi” to całkiem niezła zasłona dymna – tym bardziej, że zasłona wielokrotnego użytku. Bo za każdym razem, gdy w studiu tv ktoś wytknie jakiemuś „narodowcowi” albo „patriocie” z PiS (biorę w cudzysłów, bo z narodem ani patriotyzmem ci państwo nie mają nic wspólnego), że broni marszu, w którym krzyczy się o nienawiści do innych ludzi, słyszę nieśmiertelne: „Obraża pan polskie rodziny, które także brały udział w tym marszu”.

Trzeba więc sobie wreszcie jasno powiedzieć, że jest to argument tyleż efektowny, co kompletnie nieprawdziwy, oparty na fałszywym z gruntu założeniu, że bycie w związku małżeńskim i posiadanie rodziny i dzieci uodparnia na faszyzm, nacjonalizm, rasizm i inne choroby wynikające z nienawiści. Otóż nie.

I zupełnie nie widzę powodu, żeby ludzie o faszystowskich i nacjonalistycznych poglądach nie mieli zakochiwać się, pobierać i mieć dzieci, a następnie wpajać im swoje poglądy i spojrzenie na świat i zabierać na faszystowskie marsze na 11 listopada lub po prostu, tak bez okazji, zwyczajnie, na marsze z pochodniami.

Przeciwnie, historia i życie dowodzą, że tak się właśnie dzieje. I żeby była jasność: nie twierdzę, że w okolice marszu niepodległości nie mogą się zaplątać przechodzący przypadkowo obok tolerancyjni, mili, rozsądni, życzliwi i serdeczni ludzie z dzieciakami. Jednak wobec nagłaśnianych od wielu lat mrożących krew w żyłach wyczynów uczestników tego marszu, jak podpalanie i niszczenie aut, wywieszanie skrajnie rasistowskich, nacjonalistycznych i faszystowskich transparentów i wykrzykiwanie takich haseł, bicie kontrmanifestantów, wyzywanie i lżenie nawet kobiet – coraz trudniej uwierzyć, by ci mili rodzice o niczym nie wiedzieli.

Moim zdaniem o wiele bardziej prawdopodobna jest jednak wersja, że te mamusie i ci tatusiowie ze swoimi dziećmi doskonale wiedzą, co się na marszu niepodległości dzieje i kompletnie im to nie przeszkadza, a przeciwnie – bardzo im się podoba.

Polscy faszyści, rasiści i nacjonaliści powinni się wreszcie dowiedzieć, że dzieci nie są, nigdy nie były i nie będą tarczą chroniącą przed konsekwencjami podłego zachowania. A biorąc udział w jakimś wydarzeniu firmujemy je swoją twarzą, imieniem i nazwiskiem i także – swoją rodziną.

Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w kontekście historii – bo zapewniam, że na marsze poparcia dla Hitlera i Stalina ludzie także przychodzili z dziećmi. Bardzo młodzi ludzie tworzyli też młodzieżówki NSDAP i nie kto inny jak dzieci były wychowywane i szkolone w specjalnych państwowych instytucjach, do których przyprowadzali je rodzice, na przyszłych posłusznych nazistów.

Wszyscy lubimy dzieci, ale w kontekście 11 listopada trzeba zdecydowanie przypomnieć, że ich posiadanie i przyprowadzanie na takie czy inne marsze nie jest argumentem na nic ani świadectwem, że się jest dobrym człowiekiem.

Źli i podli ludzie też mają rodziny i dzieci.

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim.

„Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę”.

Jakie podłe nastroje muszą być w PiS po wyborach samorządowych – zwłaszcza po drugiej turze – że prezes Jarosław Kaczyński zdecydował się z chorym kolanem robić za frontmana. Prezes chwycił za mikrofon, wyszukał wzrokiem, która kamera transmituje i ogłosił: „Zwyciężyliśmy”.

Żeby nie było ten tego, że Koalicja Obywatelska tudzież pozostali obsadzili prezydentami niemal wszystkie miasta. Nie! – „Nasze zwycięstwo nie podlega najmniejszej wątpliwości” – prezes zaśpiewał glorię i wiktorię.

Może prezes wybudził się, podobnie jak w stanie wojennym w południe 13 grudnia, oszołomiony. Nie zdążył do sztabów wyborczych Kacpra Płażyńskiego albo Małgorzaty Wassermann, a nawet do Nowego Sącza, gdzie startowała żona Arkadiusza Mularczyka (tego harcownika od reparacji wojennych) Iwona Mularczyk – i w jednym z tych miejsc w niedzielę nie ogłosił wiktorii.

Prezes wybudził się po dwóch dniach, a jeszcze nie mamy zimy. Co to będzie wiosną? Czyżby Kaczyński miał nie wyjść z gawry przy Nowogrodzkiej po wyborach do Parlamentu Europejskiego bądź parlamentarnych?

Na wybudzenie się ze snu o potędze „naszego zwycięstwa” prezes powinien zobaczyć popularny w internecie obrazek, jak czerwony ze wściekłości Nowy Rok 2019 z białym orzełkiem na piersiach wykopuje ze sceny bladą ze strachu postać z napisem PiS.

Nie wiem, gdzie po tym wszystkim w przyszłym roku prezes wyląduje. Na razie zachowuje się na przekór faktom, choć zapewnia, że to inne komitety „te wybory przegrały, próbują zmienić ich obraz, ale to jest abstrahowanie od faktów”.

Na takie dictum Michał Szułdrzyński, komentując wystąpienie prezesa, przypomniał cytat z „Pożegnania jesieni” Witkacego:

„Dobrze jest, psiakrew,

A kto powie, że nie, to go w mordę”.

Polacy! Trzymajcie się za szczęki, bo prezes przystępuje do kontrofensywy: – „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”. Gdyby chcieć snuć analogie (w stanie wojennym Kaczyńskiego nie internowali, a nawet milicja nie wiedziała, kto to zacz), w następnym roku 2019 po przegraniu – wykopaniu jak na wspomnianym przeze mnie obrazku – też nie jest zagrożony Trybunałem Stanu, to raczej zarezerwowane dla Dudy i Szydło. Prawnicy jednak uważają, że prezes może odpowiadać za podżeganie i współsprawstwo, a na to są odpowiednie paragrafy w Kodeksie karnym. Wówczas wreszcie zwyciężyłoby prawo i sprawiedliwość.

Reklamy

Komentarze 4 to “Rydzyk, faszyści, afera podsłuchowa i obudzony Kaczyński”

  1. Hairwald 7 listopada 2018 @ 06:39 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Polska pod rządami PiS zmienia się w zacofanego, niedouczonego, chamskiego i agresywnego prostaka. Choćbym miała paść na twarz, nie zostawię jej w takim stanie.

  2. lehoo 7 listopada 2018 @ 07:38 #

    To już nie jest męstwo,
    Lecz kurdupla tupet
    By ogłaszać zwycięstwo,
    Gdy się wzięło w dupę.

  3. Earl drzewołaz 7 listopada 2018 @ 14:42 #

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    „Tusk uważa, że należy się z PiSem bić na każdym polu” – podoba mi się ta koncepcja.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pomnik Lecha Kaczyński doczeka się potraktowania jak Felek Dzierżyński | Hairwald - 7 listopada 2018

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: